Centrum Nauki Kopernik - zdjęcie zastępcze

Centrum Nauki Kopernik – Migawki z Warszawy #2

W ostatnim poście opowiadałam o moich wspomnieniach z wycieczki do Warszawy. Jednym z punktów wśród moich migawek było właśnie odwiedzenie Centrum Nauki Kopernik. Spodobało mi się tam tak bardzo, że stwierdziłam, że koniecznie muszę sobie zapisać, które atrakcje najbardziej mnie urzekły, jeszcze na świeżo, póki to dobrze pamiętam.  A oto moja mała relacja, ciekawe czy coś Was zaciekawi!

RELACJA Z WIZYTY W CENTRUM NAUKI KOPERNIK

To miejsce mogę opisać jednym zdaniem: ja chcę jeszcze raz! Wszystkie te rzeczy były bardzo ciekawe i nieźle pobudziły moje szare komórki do myślenia.

DŹWIĘKI RELIGII

Na początku zaskoczyła mnie atrakcja polegająca na wsłuchanie się w dźwięki różnych religii. Działało to tak, że po oparciu łokci w specjalnych otworach i zatkaniu uszu, słyszeliśmy, jak brzmi np. buddyzm, hinduizm, chrześcijaństwo, animizm itd. Żeby usłyszeć te dźwięki można było też użyć specjalnego kijka, zakończonego kulami i przyłożyć jedną z kul do ucha.

ALE WIATRAKI!

Po wizycie w Centrum Nauki Kopernik i małym eksperymencie z wiatrakami, już wiem, czemu nie stosujemy już starych, malowniczo wyglądających wiatraków. Czasami, gdy mijałam w autokarze te nowoczesne wiatraki, zastanawiałam się, czy naprawdę te stare były aż tak niewydajne? Tam mogłam się o tym przekonać samodzielnie, sterując wielką „suszarką” w małe cztery małe wiatraki różnego typu. Nakierowywałam dmuchanie na jeden z nich, po czym obserwowałam licznik na boku, wskazujący, jak dużo energii udało mi się uzyskać (?) i obserwowałam, jak długo dochodzi do maksymalnej mocy. Okazało się, że te nowoczesne najłatwiej było mi wprawić w ruch, a po wyłączeniu dmuchania najdłużej się też kręciły do zatrzymania, podczas gdy reszta potrzebowała więcej czasu.

„POKÓJ DOZNAŃ”

Zaciekawił mnie „pokój doznań”, gdzie próbowałam wprawić druga osobą w różne nastroje.  Mogłam dostosować kolor światła w minipokoju, wibracje fotela, a także dźwięki i przy pomocy tych narzędzi sprawić, by druga osoba (siedząca w środku) poczuła się szczęśliwa, zirytowana, zrelaksowana itd. Jak dobrze pamiętam, to wcześniej wybierałam też jaki nastrój chcę wywołać, a po 20 sekundach „doznań”, osoba w środku klikała na specjalnym ekranie, jak się czuje.  Na początku dłuższą chwilę zajęło mi ogarnięcie, o co chodzi i druga osoba pewnie chciała mnie zabić, gdy próbując wprawić ją w szczęśliwy nastrój, pokrętło przesunęło mi się z dźwięku „morskie fale”, na „krzyk”., ale ja też byłam w szoku. Wyobraźcie sobie, że zaglądacie za kotarę, spodziewając się słyszeć morskie fale, a tutaj krzyk!

HIEROGLIFY, BIEGANIE I CENTYMETRY

Podobało mi się też robienie fali, pisanie mojego imienia hieroglifami, i obliczanie wzrostu w systemie dwójkowym. Całkiem fajnie podskakiwało mi się po kolistym polu, próbując przeskoczyć jak najwięcej centymetrów. Niestety kolejna próba – mierzenie jak szybko jestem w stanie pobiec parę metrów – już mi średnio wyszła przez otarcie, które sprawiło, że biegłam z rozpiętym sandałem. Następnym razem zakładam trampki!

MAPA 3D i POFALOWANE LINIE

Miałam frajdę, usypując piasek coraz bardziej w górę i patrząc, jak zmienia swój kolor w zależności od wzrostu. Najniżej położone tereny podświetlano na zielono i niebiesko, a te najwyższe na czerwono, przez co miałam wrażenie, jakbym patrzyła na małą mapę fizyczną w 3D!

Świetnie bawiłam się też chodząc po specjalnym pasku ponumerowanym od 1 do 4, próbując stworzyć na ekranie pofalowaną linię podobną do tej, którą wygenerował komputer. Najlepsze jest to, że zadanie tylko wydaje się takie proste! W rzeczywistości komputer zawsze podaje inną symulację, więc to nie jest tak, że pięć razy przejdziesz jedną trasę i potem już możesz iść na pamięć, o nie! Za każdym razem musisz wysilić swoje szare komórki!

WYKRZYWIAM TWARZ, CZYLI ZABAWA EMOCJAMI

Nie mówiąc już o tym, że chyba do końca życia zapamiętam moją wykrzywioną twarz, na narzędziu, które uczyło jak na naszej twarzy widać emocje. Mogłam zwiększyć grubość moich brwi, podnieść je maksymalnie go góry, zwęzić lub rozszerzyć usta, podnieść ich kąciki, zmarszczyć nos itd. Oczywiście jak to ja, musiałam wszystkie wartości podnieść maksymalnie i wyszła z tego niezła karykatura!

Podsumowując, Centrum Nauki Kopernik jest dla mnie punktem obowiązkowym przy zwiedzaniu Warszawy. Uważam, że to niesamowite miejsce, które spodoba się i małym i dużym. Gorąco polecam!

A Wy byliście już w Centrum Nauki Kopernik? Jakie macie wrażenie po wizycie? Też się Wam tam tak podobało, jak mnie? A może uważacie, że Centrum Nauki Kopernik to coś tylko dla dzieci? Dajcie znać!

Zajrzyj też do pierwszej części wpisu: Migawki z Warszawy #1, czyli pączki, fontanny i wiele innych!


Zdjęcie tytułowe pochodzi ze strony stocksnap.io, bo niestety nie zrobiłam żadnego zdjęcia budynkowi.  W przewodniku, który dostałam w środku, dowiedziałam się, że zdjęcia można robić tylko do użytku prywatnego. Do celów zawodowych i profesjonalnych proszono o kontakt z rzecznikiem prasowym, a że nie ogarnęłam tego wcześniej, to stwierdziłam, że daruję sobie robienie zdjęć.

  • Brzmi świetnie! Myślę, że nieźle bym się tam bawiła. Moim zdaniem tego typu miejsca skłaniają młodszych do zainteresowania się nauką, a starszym przypominają, że wcale nie musi być nudna 🙂

    • Też tak myślę! Zdecydowanie by Ci się spodobało 😉
      No i właśnie – starszym przypominają, że nauka nie musi być nudna, ale też są rzeczy, których nawet oni nie wiedzą 🙂

  • Rafau Ikswoktur

    Muszę to zobaczyć na własne oczy, usłyszeć na własne uszy doznać na własnej skórze 🙂 dzięki za ciekawą podpowiedź co zrobić w Wawie następnym razem 🙂

    • Koniecznie 😉
      Zdecydowanie warto zajrzeć 😉

  • Pokój doznań mnie bardzo zaciekawił 🙂 Ja jak byłam to popełniłam jeden duży błąd. Dużo czasu spędziłam przy tych atrakcjach dla małych dzieci, zamiast od razu iść do tych ciekawszych dla starszych. Przez to nie zdążyłam zobaczyć wszystkiego, ale na szczęście mam blisko i mogę to nadrobić 🙂

    • Mnie też się tam bardzo podobało 😉
      I w sumie nie wiem czy to błąd – przynajmniej bardzo dokładnie poznałaś tę strefę dla małych dzieci i teraz możesz znajomym rodzicom poopowiadać trochę o tym i zachęcić do odwiedzenia 😉
      No i właśnie – jak masz blisko, to zawsze można zajrzeć drugi raz i tym razem skupić się na atrakcjach dla starszych 😉

  • Byłam w Koperniku już dwa razy. Za pierwszym razem bawiłam się jak małe dziecko i bardzo mi się podobało. Za drugim już trochę się nudziłam. Wiem, że od tamtego czasu doszły nowe atrakcje, a że mój Luby jeszcze tam nie był, to pewnie się wybierzemy. 🙂

    • Hmm, ja na razie byłam tylko raz, więc ciężko mi ocenić 🙂 Na pewno chciałabym się tam przejsć drugi raz i tym razem spędzić więcej czasu przy tym, co najbardziej mi się podobało 🙂
      Mam nadzieję, że Lubemu też się spodoba w Koperniku 😉

  • Jestem bardzo ciekawa jak brzmi chrześcijaństwo. 🙂 W Centrum nie byłam, jest na mojej liście miejsc do zobaczenia.

    • Jak dobrze pamiętam, to wsluchując się, czułam się trochę jakbym weszła do kościoła na chwilę przed mszą, gdy wszyscy wierni już są i zaczynają się pierwsze pieśni 😉 A przynajmniej ja to tak odebrałam 😉
      Cieszę się, że Centrum jest na Twojej liście, myślę, że warto zajrzeć 😉

  • MamaSpace

    Planowałam wybrać się tam z dzieciakami, ale ktoś powiedział mi, że dla 5 latka to za wcześnie, gdy czytam Twój post myślę sobie, że chyba się mylił, sama bym się tam świetnie bawiła 🙂

    • Oj, dla 5latka to na pewno nie jest za wcześnie! 😉 Tam są atrakcje i dla małych i dla dużych, więc na pewno by się znalazło coś dla takiego malucha 🙂 Tak na szybko przypominając sobie, to na pewno spodobałoby mu się na symulacji tonącego statku, gdzie trzeba przejść przy lekkich wstrząsach podłogi. Odpowiednie do jego wieku byłoby tez budowanie łuku i czegoś w rodzaju sklepienia (? – nie pamiętam już jak się nazywało) oraz sprawdzanie jak szybko biega, skacze, bawienie się wiatrakami, próba wciągnięcia wody na górę różnymi sposobami np. śrubą archimedesa itd 😉
      Tak więc myślę, że świetnie bawilibyście się tam oboje 😉