Chciałabym mieć rodzeństwo!

Odkąd tylko pamiętam, zawsze chciałam mieć rodzeństwo. A najlepiej to siostrę bliźniczkę, która byłaby też moją najlepszą przyjaciółką. Mogłybyśmy nosić te same ubrania, udawać, że jesteśmy kimś innym, no i wreszcie ktoś poszedłby za mnie na sprawdzian z matmy!

Tak, wiem, że naoglądałam się za dużo komedii z siostrami Olsen i życie wcale nie wygląda tak kolorowo! Zdaję sobie sprawę, że są też takie osoby, które żyją z rodzeństwem jak pies z kotem i najchętniej by sprawiły, żeby ten drugi zniknął z powierzchni ziemi, ale łudziłam się, że u mnie by do tego nie doszło.

Potem strasznie chciałam mieć starszego brata, który kupiłby sobie Playstation i nauczył ukochaną siostrzyczkę grać lub siostrę uczącą tajnik makijażowych sztuczek.

Wtedy posiadanie rodzeństwa wydawało mi się genialną sprawą, przecież jego brak ma tyle wad!:

1. Nadopiekuńczość rodziców – czyli „- O której mam być w domu? –Zanim się ściemni” i wyręczanie w wielu kwestiach.

2. Cała uwaga rodziców jest skupiona tylko i wyłącznie na Tobie – więc musisz uważać na to co robisz, bo jak wysadzisz kuchnię lub zniszczysz wannę , to nie zwalisz tego na starszego brata. No chyba, że uda Ci się przekonać rodziców, że krasnoludki naprawdę istnieją i to one narozrabiały, ale nie liczyłabym, że uwierzą.

3. Samotność – jasne, że rodzice, babcie, ciocie itd. poświęcają Ci dużo czasu, ale to nie zawsze jest to, co tygryski lubią najbardziej (patrz punkt 2). Czasem chcesz się pobawić z kimś, a nie czymś! Bo jasne, że stawianie wieży z klocków lego do sufitu, czy bawienie się w fryzjera na lalkach Barbie może być fajne, ale nie czarujmy się – za entym razem nawet to potrafi się znudzić. I pewnie powiecie „ zawsze możesz wyjść do dzieci na dwór”, ale są też osoby skrajnie nieśmiałe, które bez wcześniej poznanej koleżanki z domu nie wyjdą ( true story!)

4. Musisz sobie radzić sam – dostałeś mandat za jazdę na gapę, (patrz: autobus da się lubić!) a nie masz kasy żeby go zapłacić? No cóż, musisz powiedzieć rodzicom, a wtedy awantura gotowa! A tak byś pożyczył trochę od rodzeństwa i nikt by się nie dowiedział. Ale to akurat lekki przykład, znacznie gorzej jest gdy okazuje się, że mama i tata przenoszą się na tamten świat, a Ty zostajesz tutaj sam i niewiele osób wie co czujesz. Mimo, że sama nie miałam takiej sytuacji, to jednak nie umiem sobie tego wyobrazić, chyba bym się załamała kompletnie! A tak z rodzeństwem zawsze masz jakieś potencjalne wsparcie, kogoś, kto wie dlaczego wybuchasz płaczem słuchając „Pretty Woman”, czy wchodząc do ulubionego sklepu mamy.

Dawniej takich wad mogłam wymieniać bez końca, choć przyznaję, że bycie jedynym dzieckiem  ma też swoje zalety. Parę tygodni temu pisała o nich  Rosaline w poście „Fajnie być jedynaczką” .

Z większością punktów się zgadzam, więc z zalet jedynactwa dodam od siebie tylko, że dla mnie niezwykle ważny jest brak rywalizacji. I nie mówię tutaj o rywalizacji o uwagę rodziców, tylko bardziej o osiągnięcia i bezpodstawne porównywanie. Bo co jeśli trafiłabym np. na siostrę – geniusza z matematyki? Pewnie  potem od większości szkolnych nauczycielek słyszałabym „Twoja siostra jest taka zdolna, a Ty?  lub „Twoja siostra wygrała olimpiadę matematyczną, a Ty się tylko cały czas włóczysz poza domem i nic nie robisz!”

Przez te kilkanaście lat już się pogodziłam z moją sytuacją, teraz nawet o tym nie myślę, przyzwyczaiłam się do mojej „jedynaczkowej samotności”. Co nie zmienia faktu, że nadal gdy widzę jaki fajny kontakt ze swoją siostrą lub bratem mają niektórzy moi znajomi, to przemyka mi po głowie, że „fajnie byłoby mieć rodzeństwo”.

A Wy? Macie rodzeństwo?  Dobrze dogadujecie się z siostrą/bratem? Podzielcie się swoimi wrażeniami, jestem ciekawa, czy tak to właśnie wygląda, czy może zbyt to idealizuję? A może jak ja jesteście jedynakami? Wypowiedzcie się w komentarzach!