Dzień dziecka, czyli parę słów o najbardziej upragnionych rzeczach dzieciństwa

Dziś mamy Dzień Dziecka, o którym prawie bym zapomniała! Taki paradoks, że kiedyś to był jeden z najlepszych dni w roku, a teraz.. jakoś tak bez rewelacji. To chyba niezawodny znak, że się powoli starzeję, dlatego postanowiłam trochę powspominać i na nowo obudzić w sobie małą dziewczynkę.

A wtedy poprzypomniały mi się te wszystkie rzeczy, o których  zawsze marzyłam, czyli:

1.DOMEK NA DRZEWIE

Standardowo, jako dzieciak mieszkający w bloku, marzyłam o posiadaniu własnego domku, gdzieś na w lesie, najlepiej na samym szczycie wielkiego drzewa. Chciałam mieć takie małe miejsce tylko dla siebie, ciche i przytulne, z pełną lodówką oraz wygodną kanapą, żeby móc siedzieć tam wieki i czytać książki np. te od Cobena. Nie bez znaczenia było też to, że mogłabym wtedy podziwiać piękne widoki z samego szczytu drzewa, no i obserwować innych z oddali, trzymając lornetkę.

Dodatkowo, uwielbiałam serię ksiażek „Dzikie Kury”, gdzie chłopcy zbudowali domek na drzewie, jako siedzibę swojej bandy Pigmejów.

A potem jeszcze zobaczyłam jak piękne potrafią być takie domki i przepadłam zupełnie. Fajnie byłoby dostać taki domek na Dzień Dziecka. Zajrzyjcie koniecznie tutaj na listę najpiękniejszych domków na drzewie, mi najbardziej spodobał się ten pierwszy, Hem Loft: http://www.domosfera.pl/wnetrza/56,94387,16349617,Kanadyjski_HemLoft,,1.html

domek na drzewie

2.BIBLIOTEKA Z TAJEMNYM PRZEJŚCIEM 

Jak widać już po powyższym przykładzie, lubiłam miejsca tajemnicze, takie do których tylko ja miałam dostęp. A jako, że bardzo cenię książki, to taka biblioteka byłaby dla mnie takim 2w1. Raz, że to  nieskończenie wiele książek do czytania, a dwa, że kolejne idealne miejsce, gdzie nikt by mi nie zawracał głowy i mogłabym się przenieść do całkiem innego świata. Czy można sobie wyobrazić coś lepszego, szczególnie na Dzień Dziecka?

3. NIMBUS 2000

Tak, tak, przyznaję się, że kiedyś byłam wielką fanką Harrego Pottera. Teraz już mi znacznie przeszło, ale kiedyś naprawdę miałam ogromną fazę na te książki i filmy. Wyobrażałam sobie, że jestem wyjątkowo mądrą Hermioną Granger, że mam zmieniacz czasu i własną różdżkę. Ale to latanie na miotle zachwyciło mnie chyba najbardziej, nawet nie z powodu quidditcha, ale z samego faktu błyskawicznego poruszania się w powietrzu, nad innymi ludźmi, w przestworzach, gdzie nikt mnie nie widzi. No i ten wiatr we włosach, to dopiero byłoby coś! Niestety, w smutnej rzeczywistości, jedyną miotłą na której mogę sobie pojeździć, jest ta do zamiatania, a wydaje mi się, że to już lepiej wsiąść na znienawidzony odkurzacz.

4. ZACZAROWANY OŁÓWEK

Gdy byłam mała, bardzo podobała mi się bajka „Zaczarowany Ołówek”. A to dlatego, że główny bohater rysował nim przedmioty, które stawały się realne. Wiecie, coś w rodzaju współczesnych drukarek przestrzennych, tylko w przenośnej formie ołówka (a przynajmniej tak mi się wydaje, bo nie znam się za bardzo na drukarkach 3D). Ile fajnych rzeczy mogłabym mieć, gdyby coś takiego naprawdę istniało? Nie musiałabym kupować telefonu, bo wystarczyłoby parę kresek na ścianie, żeby stworzyć najnowszego Iphona. Nie wkurzałabym się, szukając godzinami bluzki o odpowiednim rozmiarze w sklepie, po prostu rysowałabym ją już w idealnym kroju, rozmiarze, materiale. Ba! Nawet na zakupy do spożywczaka nie musiałabym wychodzić, bo wszystkie owoce, warzywa i inne byłyby malowane w kuchni. Do tego znika problem z datą ważności, bo przecież jedzenie rysowane 5 minut temu się raczej nie przeterminuje. I to wszystko za darmo!

No i przypuszczam, że niektórym by się przydało, podczas pewnych  sytuacji w kibelku, tak jak na tej reklamie:

A jakie są Wasze najbardziej upragnione rzeczy dzieciństwa? O czym marzyliście tuż przed pójściem spać, a o co męczyliście rodziców w sklepach? Podzielcie się tym w komentarzach!

 

  • Domek na drzewie czy ukryta biblioteka to również moje pragnienia z dzieciństwa. Jako jednak że jestem chłopcem – domek zbudowałem (tyle że nie na drzewie). Biblioteczki do dziś nie mam, jak zacząłem kolekcjonować książki modniejsze stały się ebooki które są i tańsze i wygodniejsze, szczególnie jeśli wszystkie chcę mieć zawsze przy sobie. Co do innych pragnień – było ich sporo jednak większość wiązała się chyba z samochodami i motoryzacją.

    • No widzisz, to u mnie jeszcze do jakiegokolwiek domku daleko 🙂

      • Wkrótce będziesz mieć dzieci – zbuduj im domek na drzewie 😉

        • Haha, wkrótce to chyba bardzo szerokie pojęcie, bo ja tam myślę,że jeszcze bardzo dużo czasu do tego! Ale przyznaję, że jeśli będę miała dzieci i warunki, czyt. ogródek, to spróbuję im coś takiego zrobić 🙂 A potem zostanę fatalną matką z niespełnionymi marzeniami i sama będę się tam bawić 😀

  • pbaskiewicz

    Zaczarowany ołówek – to jest to! 😀

  • Też marzyłam o domku na drzewie. Niestety nigdy nie miałam. 🙁
    Nie wiem czy wiesz, ale to marzenie o domku na drzewie można spełnić, chociaż na chwilę. Wiem, że gdzieś ktoś zrobił taki biznes, który polega na wynajmowaniu właśnie domków na drzewie, można pojechać na weekend i właśnie taki domek wynająć. Niestety nie pamiętam dokładnie gdzie te domki na drzewie do wynajęcia się znajdują. 🙂

    • Nie wiedziałam! W wolnej chwili muszę koniecznie poszukać 🙂

  • Pingback: Dzień dziecka, czyli parę słów o najbardziej upragnionych rzeczach dzieciństwa | Head Divided()

  • Ewa

    Zaczarowany ołówek – rewelacja 🙂 Jakie wszystko byłoby proste 😉 a w dzieciństwie marzyłam o psie i dostałam go, nauczył mnie brania odpowiedzialności za to co się oswaja 🙂

    • Kiedy jest się małym wszystko wydaje się możliwe 🙂
      Jako brzdąc chciałam mieć psa, ale rodzice się nie zgodzili i chyba to nawet dobrze, nie wiem czy umiałabym się nim dobrze zająć 😉

  • No ba, ja całe życie mieszkam w domu jednorodzinnym, a i tak marzyłam o domku na drzewie! Myślałam, że będę tam odprawiać jakieś tajemne czary. W wieku 8-9 lat miałam fioła na punkcie magii. Za wszystko, rzecz jasna, trzeba winić Harry’ego Pottera :D. Chociaż, jak teraz o tym myślę, jestem straszną szczęściarą, że mogłam dorastać razem z bohaterami cyklu Rowling. To jedno z moich ulubionych wspomnień z dzieciństwa :).

    Gratuluję przenosin :). Piękny szablon!

    • Obie jesteśmy szczęsciarami 🙂 A Harry Potter to będzie książka, którą kiedyś sama podsunę mojemu dziecku 🙂
      Dziękuję bardzo, długo nie mogłam się zdecydować 😀

  • Dom na drzewek był moim marzeniem, częściowo udało mi się zrealizować je gdy byłam w szóstej klasie – koleżanka miała na działce duże drzewo z bardzo komfortowym ułożeniem gałęzi. W dodatku zwisał z niego gruuuby sznur z pętlami co kilkadziesiąt cm, po którym na niego wchodziłyśmy :p Ale niestety, nie był to taki domek z podłogą itd. :p Choć miałyśmy przenośną kuchenkę (świeczka i blaszka), dzięki czemu smażyłyśmy nawet jajecznicę z przepiórczych jajek 😀

    • To ja z koleżanką koło bloku miałam takie małę drzewko, na które się razem wspinałyśmy! A właśnie na takim domku z podłogą by mi zależało, najlpiej, żeby dało się tak postawić jakąś małą kanapę 😀

  • Marzyłam o tym samym. Bardzo lubiłam zaczarowany ołówek i też chciałam tak tworzyć. Ta bajka rozwijała moją wyobraźnię i pobudzała do kreatywności. Potem sama coś rysowałam i bawiłam się, że to ożywa tak jak tam 🙂

    • To ja wtedy tylko sobie to wyobrażałam, niestety gdy rozdawano talenty manualne, chyba stałam w kolejce po frytki 😀 Ale staram się to nadrobić 🙂

  • Ja zawsze marzyłam (nawet teraz) o kabinie do teleportacji ze Star Treka. Wchodzi się do takiej kabiny, 3 sekundy i jest się np. na Hawajach:). Fajnie by było.

  • Ja, z perspektywy czasu, jestem urzeczona fenomenem gumy kulki za 10 gr, lodów wodnych za 30 groszy, czy chrupek „maczugi” za 50 gr. Tyle szczęście za takie drobniaki! Teraz mam podobną frajdę, jak kupuję sobie kawę w Starbucksie za 16 złotych! 🙂

    • Hahahahah, pamiętam jeszcze te maczugi za 50gr! Często je kupowałyśmy z koleżankami w drodze ze szkoły. I nie dziwię się, że masz frajdę 😀

  • Zdecydowanie zaczarowany ołówek. O domku na drzewie zaczęłam marzyć dopiero w dorosłym życiu i zaczęłam się, że kiedyś będę taki mieć. Albo raczej taras na drzewie, taka platformę do picia kawy między gałęziami i wątpienia nocą w gwiazdy.

    • Taki taras na drzewie to też fajny pomysł! Jeszcze z wiekim hamakiem to już w ogóle raj!

  • Pierwsze trzy to również moje marzenia. Gdybyś kiedyś miała domek na drzewie, to możesz mnie zaprosić do siebie, przejażdżką na nimbusie też nie pogardzę 😀

    • Hahahah, jak kiedyś taki zbuduję, to na pewno Cię do niego zaproszę! A nimbus 2000 na pewno gdzies istnieje, tylko jeszcze nie udało nam sie go odkryć 😀

  • ja marzyłam o latającej deskorolce 😀

    • Latające deskorolka? Super! Nie wpadłabym na to, a faktycznie to genialny pomysł!

  • a ja zawsze chciałam mieć konika na biegunach:) Nawet mojej mamie jest smutno, że jednak nie przypilnowała tego tematu i mi go nie sprawiła.

    • Nie dziwię, się – dużo dzieci chciało go mieć. No cóż, teraz pozostaje tylko kupić takowego konika swoim dzieciom, a potem ukradkiem się na nim pobawić 😀

      • kawaiineko

        Znam to uczucie. Gdy kupujesz zabawkę, niby dziecku, ale wiedziona sentymentem sama bawisz się nią po kryjomu :).

  • pierścień Arabeli!!!

    • To znaczy? Bo nie kojarzę co to jest 😀

      • Był taki serial Arabela. Miała zaczarowany pierścień, który spełniał życzenia gdy się go przekręciło na palcu 🙂

        • Teraz już rozumiem, faktycznie fajnie byłoby mieć taki pierścień!