cofnąć czas - rodzina

Gdybym mogła cofnąć czas

GDYBYM MOGŁA COFNĄĆ CZAS

Sypiałabym więcej. Jestem prawdziwym śpiochem i jak słyszę, że ktoś śpi poniżej 7h dziennie i przy tym dobrze funkcjonuje, to aż się skręcam z zazdrości. Niestety, mój organizm potrzebuje bardzo dużo snu, ale też moja doba ma tylko 24h, więc często kosztem snu rezygnuję z innych czynności. Uważam, że lepiej zrobić mniej, ale obudzić się w dobrym nastroju i być szczęśliwym, niż ograniczyć czas spania na rzecz innych czynności.

Niektórzy powiedzą, że pewnie przez to dużo tracę, wolniej się rozwijam, ale czy na pewno tak jest? Na pewno moje postępy są wolniejsze, ale jednocześnie jestem też szczęśliwym człowiekiem. Dlatego, gdybym miała cos w stylu zmieniacza czasu, czy raczej jego zatrzymywacza, to na pewno użyłabym go właśnie na spanie. Wiecie — kładłabym się około 23, spała do 7, a potem klikała „cofnąć czas” , nastawiała na 5-6h i już miałabym go więcej na rozwój.

I tak, wiem, że większość powie, że jak się człowiek dobrze zorganizuje, to ma czas na wszystko, ale według mnie to nie do końca prawda. Dlaczego? Bo wszystko jest kwestią priorytetów! Jasne, że mogłabym spać po 5-6h dziennie i dzięki temu zyskiwałabym parę dodatkowych godzin dla siebie i na mój rozwój. Jednak czy chodząc wiecznie niewyspana (lub pijąc po 4 kawy dziennie) byłabym szczęśliwa? No właśnie!

GDYBYM MOGŁA COFNĄĆ CZAS

Spędzałabym więcej czasu z bliskimi. Każdy z nas dokąd pędzi. Tutaj trzeba zrobić zakupy, tam wyprasować, kupić prezenty na święta, odrobić zadanie domowe, napisać licencjata (tak Narwany, mówię o Tobie!) Dlatego chciałabym umówić się na spotkanie z kimś, a potem wyłączyć czas na najbliższe 3h, żeby móc się nagadać do woli, naśmiać do bólu brzucha i poobrzucać poduszkami, aż w końcu zbijemy ten wazon, którego szkoda mi wywalić.

GDYBYM MOGŁA COFNĄĆ CZAS

Czytałabym więcej książek (patrz: 7 ulubionych książek na zimowe wieczory), nie przejmując się tym, że jak teraz się nie położę, to jutro będę zombie.

Nie przejmowałabym się ocenami. Olewałabym lekcje, które tak naprawdę wcale mnie nie interesują, zdobywając jedynie 50% frekwencji.

Wcześniej zaczęłabym nosić okulary, nie przejmując się opinią innych.

Byłabym odważniejsza w kontaktach z ludźmi — jeszcze  nigdy mnie nie zjedli, więc chyba nie jest tak źle?

Siedziałabym godzinami pod prysznicem ( z założeniem, że cały czas z prysznica leci mi ta sama woda, tylko oczyszczona przez filtr), wyskakując na chwilę, gdy tylko wpadnie mi do głowy jakiś ciekawy temat na posta.

Gdyby ktoś powiedział mi coś niemiłego, a ja po kilku godzinach wymyśliłabym idealną ripostę, to wtedy by się przydało nieco cofnąć czas!

cofnąć czas - kawa z mlekiem

ZAWSZE COFNĄĆ, NIGDY PRZYSPIESZYĆ

Swoją drogą ciekawe jest to, że zawsze chcemy cofać czas, prawie nigdy nie zależy nam na jego przyspieszeniu. No chyba, że akurat jedziemy do pracy i wpakowaliśmy się w mega korek na autostradzie — wtedy to całkiem zrozumiałe.

Choć dziwne jest dla mnie to, że z jednej strony nie chcemy oddać bez walki żadnej minuty, a z drugiej strony tak bardzo marnujemy cenny czas, zajmując się rzeczami, które tak naprawdę w ogóle nas nie obchodzą!

Godzinami przesiadujemy na necie, przeglądając informacje o znajomych, których nie widzieliśmy od paru lat i kompletnie nic nas z nimi nie łączy! Przeważnie też bawimy się w szeroko rozumiany „multitasking”, który daje nam złudną nadzieję, że przecież coś robimy, podczas gdy tak naprawdę łapiąc kilka srok za ogon, nie udaje nam się złapać ani jednej.

CZY MÓWIENIE „GDYBYM MOGŁA COFNĄĆ CZAS” MA SENS?

Czy „gdybym mógł cofnąć czas” naprawdę jest bez sensu? Powszechnie przyjęło się, że gdybanie to marnotrawstwo czasu, bo przecież i tak nie cofniesz czasu, jednak moim zdaniem tylko pozornie nie ma sensu. Gdy przemyślimy te nasze gdybanie, to okazuje się, że jednak to jest całkiem pożyteczne! Dlaczego? Bo dzięki temu dowiadujemy się, czego byśmy chcieli, zauważamy jakie błędy popełniliśmy w przeszłości, ale przede wszystkim dociera do nas, że skoro tylko mówimy „chciałbym”, ale nic nie robimy w tym kierunku, to chyba jednak nie do końca nam na tym zależy?  Jeżeli nie jesteś w stanie poświęcić krótkiej chwili na zaczęcie i spróbowanie, to chyba Ci to tak naprawdę nie przeszkadza i tyko lubisz sobie mówić „gdybym”, prawda?

Oczywiście wszystko w granicach umiaru — czyli o ile pożyteczne jest zastanowienie się nad tym, co jaki czas, to już spędzanie połowy dnia na rozmyślaniu nad tym pytaniem –niekoniecznie.


A jaki jest Wasz stosunek do gdybania? Lubicie to robić od czasu do czasu, czy raczej unikacie takich rozmyślań? Jeżeli lubicie, to nad czym najczęściej gdybacie? Co byście zrobili, jeśli moglibyście cofnąć czas?

  • Lubię gdybać, pod warunkiem, że wnosi to coś konstruktywnego i mobilizującego, a nie na zasadzie żalu czy poczucia straconej szansy. Wtedy gdybanie ma sens, bo jest inspiracją do poszukiwań lepszych rozwiązań. 🙂

    • I dokładnie o to mi chodziło, tzn o inspirację do poszukiwań lepszych rozwiązań 😉

  • Gabriela

    Z tym spaniem to akurat doskonale Cię rozumiem, możemy sobie przybić piątkę. Gdybym ja mogła cofnąć czas pewnie też czytałabym więcej książek. Szczególnie w minionym roku. Całe szczęście, że jeszcze sporo przed nami i słowa „gdybym mogła cofnąć czas”, łatwo można zamienić na „w najbliższym czasie”. 🙂

    • Wiesz pomarzyć dobra rzecz z tymi książkami 😉 Choć dla mnie to przede wszystkim wniosek na przyszłość, że muszę inaczej rozplanować moje priorytety, by znaleźć na to więcej czasu 😉

  • O tak ja też jestem śpiochem. Zdecydowanie. Gdybać za bardzo nie lubię ale tak jak piszesz może to być czasem uświadamiające. Robienie jakby takiego rozrachunku może przynieść nam coś dobrego, co nie skończy się wyłącznie na gdybaniu 🙂 Pozdrawiam

    • Właśnie o ten rozrachunek mi chodziło, np. w ostatniej klasie liceum uświadomiłam sobie, że chodzenie na wszystkie lekcje niewiele mi daje, ogdybałam na zasadzie „A gdybym tak mniej chodziła i na to co mi jest otrzebne i interesujące?” a potem wprowadziłam to w życie 🙂
      Pozdrawiam również!

  • Esencja

    Ciesz się, że możesz i potrafisz spać więcej niż 7 godzin 🙂 Zazdroszczę. Ja sypiam znacznie mniej i bardzo chciałabym to zmienić, jednak od urodzenia jestem typem sowy. Za to wypracowałam sobie taki styl życia (co trwało dość długo), że dzisiaj znacznie więcej czasu spędzam z bliskimi, znajduję czas na wyjście ze znajomymi, wyskoczenie do klubu sportowego, spędzenie dnia w sposób, który mnie relaksuje i dzięki któremu mogę naładować swoje akumulatory, czy zrobienie czegoś tylko i wyłącznie dla siebie, co wierz mi, bywa wyzwaniem, kiedy ma się 3 dzieci 🙂

    A mój stosunek do gdybania? Nigdy nie gdybam. Po co? To bez sensu. Wolę korzystać z tego co mam i docenić to co mam niż żałować tego czego w życiu nie zrobiłam (może jeszcze zrobię). Lubię za to marzyć, planować, wyobrażać sobie swoją przyszłość, niedaleką, całkiem realną. Może się uda? 🙂

    • Haha, widzisz – wszystko może być zaletą, bo to zależy od punktu widzenia 😉
      Ja dopiero niedawno się trochę ogarnęłam i np. teraz częściej rozmawiam z rodzicami 🙂
      Widzisz, ja też doceniam to, co mam, a gdybanie traktuję na zasadzie wyciągania wniosków, czyli np. teraz już wiem, że powinnam spać więcej, ale tego, że dawniej spałam mniej nie traktuję jako porażki, tylko cenną lekcję 🙂

  • Ależ szczere te wyznania! 🙂 Rozumiem większość Twoich powodów do gdybania, a już zwłaszcza ten z ripostami – gdybym mogła cofnąć czas, też bym miała przygotowanych kilka ostrych ja brzytwa odpowiedzi, bo niektórym się naprawdę należało.

    Ale ani Ty nie możesz, ani ja. Gdybać jest fajnie, jeśli niczego sobie nie wypominamy i nie traktujemy tego w kategoriach popełnionych błędów, a wręcz przeciwnie – przekuwamy sukces. Czego Tobie życzę :).

    • Te wyznania to chyba dla mnie coś w formie rozrachunku paru zeszłych lat 😉
      I tak – ja nie traktuję tego na zasadzie porażek, tylko cennych lekcji i chwili do zastanowienia się. Gdybym patrzyła na to na zasadzie „ojej, jak ja źle postapiłam, co za tragedia” itd, to dziś byłabym już chyba w wyjątkowo marnym stanie 😉

  • Ola

    Kiedyś przeczytałam cytat Lema: „Nie żałuj, nigdy nie żałuj, że mogłeś coś zrobić w życiu, a tego nie zrobiłeś. Nie zrobiłeś, bo nie mogłeś.” I od tej pory już nie gdybam 🙂 (ale z tym spaniem to też bym chciała… 🙂 )

    • Bardzo fajny cytat Lema, muszę go sobie gdzieś zapisać!
      I zgadzam się z nim, tylko, że ja nie traktuję tego gdybania na zasadzie żałowania, tylko raczej na zasadzie wyciąganie wniosków. Nie żałuję ani mało spania, ani innych rzeczy, bo to dzięki nim dziś jestem sobą, a to gdybanie pomogło mi po prostu zauważyć, że czas na zmiany 🙂

      • Ola

        Rozumiem 🙂 wyciąganie wniosków jest kluczowe i bardzo dobrze, że bilans wychodzi na plus 🙂

  • Gdybym mogla cofnąć czas to z pewnością kilka rzeczy bym zrobiła inaczej . Tylko czy mogłabym wtedy tyle samo doświadczeń? Gdybym mogla cofać czas to bym cofala ten który tak często marnuje .

    • Tak, na pewno zrobiłabyś te kilka rzeczy inaczej, ale dzięki temu już o tym wiesz i w przyszłości postąpisz inaczej 😉 Dlatego ja uważam, że gdybanie ma sens jeśli tratujemy je na zasadzie lekcji, uświadomienia sobie czegoś 😉
      I owszem – takie cofanie marnowanego czasu byłoby świetne!

  • Zdarza mi się wpaść w pułapkę gdybania i roztrząsania każdej zmarnowanej chwili. Jest wiele rzeczy w mojej przeszłości, z których nie jestem zadowolona, bardzo chcę jednak zacząć patrzyć na nie jak na nauczkę na przyszłość. Nie chcę popełniać znowu tych samych błędów.
    A spać też bardzo lubię, a już najlepiej rano, aż do popołudnia <3

    • Wiesz, dlatego właśnie ja traktuję to gdybanie jako taką nauczkę lub wyciągnięcie wniosków 😉
      Spanie do południa <3

  • By asai

    Potrzebuję 10 godzin snu na dobę :/ Ale nigdy nie zamieniłabym czasu na spanie na coś innego. Jak się nie wyśpię jedyne co osiągnę to złe samopoczucie…

    • Rozumiem! Każdy z nas ma określoną dawkę snu, której potrzebuje, ważne by zdawać sobie z tego sprawę 😉
      „Jak się nie wyśpię jedyne co osiągnę to złe samopoczucie…” – true story 😀

  • Nie poszłabym na studia i czytałabym więcej książek. Ale to drugie mogę zacząć robić nawet teraz, gorzej z pierwszym. Ja niezbyt lubię gdybać, co się stało to się stało, idę dalej przed siebie nie patrząc na to co było. 🙂

    • Widzisz, a ja własnie dzięki takiemu gdybaniu, że „czytałabym więcej książek”, uświadomiłam sobie, że kiedyś naprawdę dużo czytałam, a teraz już coraz mniej i naprawdę mi tego brakuje. Pojawił mi się impuls do zmiany 😉
      Co się stało, to się stało, warto iść przed siebie, ale moim zdaniem warto od czasu do czasu spojrzeć wstecz i wyciągnąć wnioski z tego co robię 🙂

  • Kamila Czarnomska

    Fajny post, skłania do przystanku STOP. Ja gdybym mogła cofnąć czas, wiedziałabym jak szybciej zdać prawo jazdy 🙂

    • Dziękuję 😉 I racja, ale też dzięki tym niezdanym razom jesteś lepszym kierowcą i na pewno popełniasz mniej błędów, niż jakbyś zdała za pierwszym 😉

  • moim zdaniem wyspany wypoczęty człowiek bardziej się rozwija i robi szybsze postępy, niż ten któremu notorycznie brakuje snu 😉

    gdybać lubię, ale czasu cofać bym nie chciała. skoro tak się stało, znaczy że tak miało być. nie mam pewności, że inaczej byłoby lepiej. może wcale.

    • Też racja z tym snem!
      I owszem – tak miało być, ale moim zdaniem warto też wyciągnąć z tego jakieś wnioski 🙂 Np. jeżeli pogdybałam sobie, że chętnie spałabym więcej, to dla mnie to impuls do zmiany i wprowadzenie do swojego snu większej ilości snu 😉

  • Edyta moj-kawalek-podlogi.pl

    Uważam, że nie ma sensu rezygnować z odpowiedniej ilości snu na stałe. Chociaż jeszcze nie mam dzieci, więc możliwe, że po ich urodzeniu ten pogląd się zmieni 😉 Każdy ma inaczej, ale osobiście jestem o niebo bardziej efektywna i zadowolona jak jestem wyspana. U mnie nie przejdzie spanie po 4-5h na dobę, bo już po paru dniach będę nie do życia, stracę na wszystko ochotę i ktoś dla świętego spokoju rozpuści tabletki nasenne w mojej herbacie, żebym tylko już się wyspała 🙂

    • Też tak uważam 😉 Choć dla każdego odpowiednia ilość snu jest inna 🙂
      4-5h na dobę u mnie nie przejdzie, bo będę zombie 🙂

  • Osobiście rzadko gdybam, choć kiedyś się w tym lubowałam. Gdybałam, co bym zrobiła inaczej, gdybym tylko wiedziała wtedy XYZ 😉 Na odwyku od perfekcjonizmu nauczyłam się ufać sobie i swoim decyzjom. Nie oznacza to, że nigdy nie myślę „o rany, szkoda że wtedy zamiast na X nie zdecydowałam się na Y”. Ale zdarza mi się to jakieś 2 razy w roku i raczej służy wyciągnięciu wniosków na przyszłość.

    Bardzo podoba mi się Twoje zdroworozsądkowe podejście do priorytetów. Niekiedy trzeba po prostu wybrać i zdecydować, co w danym momencie życia jest dla nas najważniejsze.

    P.S. Twój artykuł przypomniał mi o tym, który popełniłam jakiś czas temu: http://www.laboratorium-zmieniacza.pl/2015/09/10-rzeczy-ktore-powiedzialabym-sobie-sprzed-10-lat/ Ciekawa jestem, czy też widzisz w naszych artykułach podobny kierunek? 🙂

    • Wiesz, ja mimo wszystko uważam, że moje decyzje były dobre i nie traktuję ich jako porażki, tylko raczej jak wyciągnięcie wniosków 🙂 Np. jak pisałam komuś niżej w komentarzu, gdybam, ze gdybym mogła cofnąć czas, to czytałabym więcej książek i to dla mnie impuls, taka iskierka w głowie sugerująca, że w takim razie trzeba wprowadzić te więcej książek 😉
      Cieszę się, że mamy podobne podjeście do priorytetów 🙂

      I tak, widzę, że wyciągamy podobne wnioski! Choć nie jestem pewna co bym powiedziała mojej 9-letniej wersji 😀

      • Absolutnie nie odnosiłam się w swojej wypowiedzi do Twojego „gdybania”, tylko do swojego ;))) Poczekaj 10 lat – wtedy będziesz pewnie miała więcej do powiedzenia sobie sprzed dekady ;)))

        • Rozumiem 🙂
          Mam nadzieję, że za 10 lat będę miała sobie mnóstwo do powiedzenia! 😀

  • Czasem nie warto cofać czasu, każda rzecz która sie wydarzyla w przeszlosci jest lekcja na terazniejszosc i przyszlosc 😉

  • Czasem lubię sobie pogdybać, ale nie zajmuje mi to zbyt wiele czasu 😉 Uważam, że warto jest cieszyć się tym, co mamy tu i teraz, oczywiście że mnie kusi opcja z cofnięciem czasu, aby dać komuś ripostę na jaką zasługuje, no ale.. 😉 Lepiej nie.

    • Ależ oczywiście, że warto się cieszyć tym co mamy teraz i to doceniać! Jednak warto też wyciągać wnioski z naszych działań 🙂

  • Ten post jest tak bardzo prawdziwy. Zgadzam się prawie w stu procentach. Sam często mam chwile, w których rozmarzę się jaki to bym nie był gdybym mógł cofnąć czas…
    Czy z tego nie można wyciągnąć wniosków. Czy mówienie, że chciałoby się cofnąć czas ma sens? A owszem, można i ma. Wystarczy robić rzeczy tak, aby nie chcieć cofać czasu. Proste prawda? A jakie trudne do wykonania.
    Zapraszam do dyskusji 😀

    • Dziękuję 😉
      ” Sam często mam chwile, w których rozmarzę się jaki to bym nie był gdybym mógł cofnąć czas…” – a wyciagasz z tego jakieś ważne wnioski?
      „Wystarczy robić rzeczy tak, aby nie chcieć cofać czasu. Proste prawda? A jakie trudne do wykonania.” – To tez prawda!

      • Ja jestem człowiekiem, który stara się wyciągać wnioski, ale mu nie wychodzi xD

  • Sama niedawno się nad tym zastanawiałam, a konkretniej czy warto jest rozpamiętywać przeszłość. Czasami żal mi, że nie mogę się cofnąć w czasie i naprawić kilku błędów, ale z drugiej strony, to dzięki tym błędom jestem teraz tym kim jestem i tu gdzie jestem. Cofnięcie czasu może polegac także na tym, że postaramy się ulepszać nasze życie TERAZ, pamietając o tym, co kiedyś zrobiliśmy źle.

    • No właśnie – dzięki tym błędom jesteś sobą i przypuszczam, że dzięki zauważeniu tych teraz już nie popełniasz takich samych 😉
      ” Cofnięcie czasu może polegac także na tym, że postaramy się ulepszać nasze życie TERAZ, pamietając o tym, co kiedyś zrobiliśmy źle.” – dokładnie!

  • mint with raspberry

    Ja też potrzebuję trochę więcej czasu na sen. 8 godzin to dla mnie idealnie. Nie mogłabym funkcjonować po 5-6 godzinach snu.
    A jeśli chodzi o gdybanie, to kiedyś bardzo często tak miałam w każdej kwestii, co by było gdyby, ale jakaś dobra duszyczka zmieniała trochę sposób mojego myślenia i teraz wiem, że nie warto myśleć co kiedyś, jak by się potoczyły sprawy jeśli zrobiłabym inaczej. Jest tu i teraz i jak myślę to raczej o przyszłości, ale to też nie za często 😉

    • Ja pamiętam, że kiedyś spałam po te 5-6h i często byłam zombie 😉
      Moim zdaniem gdybać trzeba z umiarem, tzn nie można tego robić cały dzień 😉 Dla mnie idealne jest tak na raz na jakiś czas pogdybać i dzięki temu zauważyć, że czas coś zmienić 😉

  • Ostatni podtytuł i cały akapit podsumowujący jest kwintesencją mojej opinii na temat gdybania. Lubię gdybać – z umiarem. Dla mnie to też jest taki rodzaj rachunku sumienia. Mogę przyjrzeć się swoim błędom, zastanowić się co chcę zmienić w przyszłości.

    • I dokładnie o to mi chodziło w tym poście!

  • Nie, nie, nie. 😉
    Gdybyśmy potrafili cofać się w czasie to nie nauczylibyśmy się niczego, bo przy każdym niepowodzeniu robilibyśmy cofkę. 😉

    • Ale nie chodzi o to, żeby naprawdę cofać się w czasie, czy żałować, że się coś zrobiło, tylko raczej by dzięki temu stwierdzeniu wyciągnąć wnioski z naszych działań i wprowadzić zmiany w życiu 😉 Np. ja dzięki gdybaniu uświadomiłam sobie, że czas wprowadzić więcej książek 🙂

      • A ja pomyślałem właśnie o dosłownej interpretacji. 😉 Sam wróciłem bardzo mocno do książek, tak mocno, że nie nadążam ich teraz czytać i kolejka na półce rośnie, bo przybywają kolejne egzemplarze. 😉

        • No widzisz, nie zrozumieliśmy się i tyle 🙂

  • Każdy z nas ma dokładnie tyle czasu ile potrzebuje.
    A jak go wykorzystuje? Z pewnością tak jak powinien 🙂
    Nie ma cożałować, gdybać. Bo tak naprawdę to co przeżyliśmy, zrobiliśmy ukształtowało nas w tu i teraz. Bylibyśmy inni.
    A ja nie chę być inna 😉

    • Ale ja wcale nie żałuję 🙂 Jak pisałam już niżej, to raczej traktuję na zasadzie wyciągania wniosków ze swoich działań 🙂

  • Jak to? Mówisz tutaj o życiu prywatnym czy o pracy? Bo chyba coś źle zrozumiałam 😀

  • To może warto wprowadzić to w życie? 🙂

  • Czytasz w myślach? Bo wiesz, ja jestem wzrokowcem i wolę czytać zamiast słuchać, więc jakoś nie przepadałam za audiobookami, ale właśnie od paru dni chodzi mi po głowie, że dać im drugą szansę 😀

  • Niestety czasu nie cofniemy, błędów nie poprawimy i nic co było nie zmienimy. Trzeba żyć tu i teraz 🙂

    • Tak, ale chodzi o to by zauważyć te „błędy” i potraktować je jak lekcje, wyciągnąć wnioski z przeszłości.

  • Nie chciałabym cofnąć czasu, bo gdybym mogła, nie byłabym tym, kim teraz jestem. Może nie byłoby tych samych błędów, czas mógłby być zorganizowany inaczej. Ale to jak funkcjonowałam dawniej, przekłada się na moje obecne zainteresowania, zachowania, motywację do pewnych rzeczy.

    • Ale w poście nie chodzi o to, żeby naprawdę cofnąć czas, tylko żeby sobie to wyobrazić i wyciągnąć z tego ważne wnioski, nauczyć się czegoś, zrobić rachunek sumienia 😉

  • Dominika Wrońska || Trickymind

    Wiesz, że chyba nic bym nie zmieniła gdybym mogła cofnąć czas? Bo to nie jest tak, że jestem zadowolona ze wszystkich wyborów czy decyzji, ale gdybym zmieniła chociaż jeden element tej misternej układanki, to nie mogłabym być w tym miejscu, w którym teraz się znajduję, a jestem bardzo zadowolona ze statusu quo 🙂

    Pomyślałam, że czasami zdarza mi się „przyspieszać czas” – jak czekam na coś naprawdę ekscytującego 🙂

    Przy okazji chciałabym Cię poinformować, że nominowałam Cię do zabawy LIEBSTER BLOG AWARD 🙂 Więcej szczegółów tutaj: http://trickymind.pl/blog/2016/01/06/liebster-blog-award-czyli-poznajmy-sie-lepiej/

    • Po pierwsze: nie wiem jak mogłam przegapić Twój komentarz! Zwłaszcza, że na LBA odpowiedziałam, widac tylko tutaj musiało mi wylecieć z głowy 😀

      I oczywiście rozumiem Twoje podejście do cofania czasu 😉
      No i fakt – mi też się zdarza przyspieszać czas, kiedy już się nie mogę czekoś doczekać 🙂

  • Podjęłam w życiu kilka błędnych decyzji. Czy chciałabym cofnąć czas i zmienić je? Raczej nie. Kto wie, gdzie zaprowadziłyby mnie inne decyzje? Może w jakieś gorsze miejsce. Cofnąć czas? Nie. Zatrzymać go? Tak, zwłaszcza jak robię coś fajnego. Bo wtedy mam wrażenie, że czas jakoś tak złośliwie przyspiesza. 😉 Och gdybym mogła go zatrzymać. 😉

    • Zatrzymywanie czasu gdy robi się coś fajnego – to byłoby świetne!

  • Marta Mrowiec

    Jestem na etapie, że nie chcę cofać czasu. Aczkolwiek ze snem się zgadzam, bo też jestem śpiochem! 😉

    • Piąteczka, widać obie jesteśmy śpiochami!

  • Fajny jest ten tekst:) Z tą szybkością rozwoju to jest tak, że nawet gdyby nie spać w ogóle, to wątpię, czy dałoby się rozwijać w szybszym tempie. To jest proces, który musi się ułożyć w głowie, umościć, czasem trwa szybciej, czasem wolniej, a czasem staje, i to też jest OK, najważniejsze, żeby być na dobrej drodze, a reszta już się wydarzy w najlepszym dla siebie czasie:) Nie wszystko musi być szybciej:)

    Ja nic bym nie zmieniała, bo tak jak mądrze ktoś napisał poniżej, mogłyby polecieć kostki domina i niewykluczone, że efekty wcale by mi się tak nie podobały jak miejsce, w którym jestem teraz. Ale takie gdybanie rzeczywiście pomaga dostrzec, czego chcemy. Lubię sobie czasem wymyślić alternatywną wersję życia, w której robię coś innego, i później zastanowić się, jakie elementy z tamtego życia mogłabym przemycić do tego obecnego:)

    • Dziękuję!
      „Ale takie gdybanie rzeczywiście pomaga dostrzec, czego chcemy.” – i dokładnie o to mi chodziło z tym postem!

      Fajny pomysł z wymyślaniem całej alternatywnej wersji życia i przemycaniem elementów do tego obecnego!

  • Pingback: Być dobrym człowiekiem - HEAD DIVIDED()

  • Życie to nas niestety boleśnie uczy ile by się zrobiło, gdyby człowiek mógł cofnąć czas i zmienić kilka rzeczy w swoim życiu. Szkoda, że nie ma ani zmieniacza czasu ani zatrzymywacza i musimy uczyć się w przyszłości lepiej gospodarować czasem, który mamy. No ale z drugiej strony lepiej tak, niż w ogóle nie wyciągać żadnych lekcji 🙂

    • I właśnie z tego potem wyciągamy lekcje i uczymy się gospodarować naszym czasem 😀

  • Pingback: Czytanie w myślach? Supersprawa! - HEAD DIVIDED()

  • Pingback: Dlaczego warto iść na kurs pierwszej pomocy? - HEAD DIVIDED()