cofnąć czas - rodzina

Gdybym mogła cofnąć czas

GDYBYM MOGŁA COFNĄĆ CZAS

Sypiałabym więcej. Jestem prawdziwym śpiochem i jak słyszę, że ktoś śpi poniżej 7h dziennie i przy tym dobrze funkcjonuje, to aż się skręcam z zazdrości. Niestety, mój organizm potrzebuje bardzo dużo snu, ale też moja doba ma tylko 24h, więc często kosztem snu rezygnuję z innych czynności. Uważam, że lepiej zrobić mniej, ale obudzić się w dobrym nastroju i być szczęśliwym, niż ograniczyć czas spania na rzecz innych czynności.

Niektórzy powiedzą, że pewnie przez to dużo tracę, wolniej się rozwijam, ale czy na pewno tak jest? Na pewno moje postępy są wolniejsze, ale jednocześnie jestem też szczęśliwym człowiekiem. Dlatego, gdybym miała cos w stylu zmieniacza czasu, czy raczej jego zatrzymywacza, to na pewno użyłabym go właśnie na spanie. Wiecie — kładłabym się około 23, spała do 7, a potem klikała „cofnąć czas” , nastawiała na 5-6h i już miałabym go więcej na rozwój.

I tak, wiem, że większość powie, że jak się człowiek dobrze zorganizuje, to ma czas na wszystko, ale według mnie to nie do końca prawda. Dlaczego? Bo wszystko jest kwestią priorytetów! Jasne, że mogłabym spać po 5-6h dziennie i dzięki temu zyskiwałabym parę dodatkowych godzin dla siebie i na mój rozwój. Jednak czy chodząc wiecznie niewyspana (lub pijąc po 4 kawy dziennie) byłabym szczęśliwa? No właśnie!

GDYBYM MOGŁA COFNĄĆ CZAS

Spędzałabym więcej czasu z bliskimi. Każdy z nas dokąd pędzi. Tutaj trzeba zrobić zakupy, tam wyprasować, kupić prezenty na święta, odrobić zadanie domowe, napisać licencjata (tak Narwany, mówię o Tobie!) Dlatego chciałabym umówić się na spotkanie z kimś, a potem wyłączyć czas na najbliższe 3h, żeby móc się nagadać do woli, naśmiać do bólu brzucha i poobrzucać poduszkami, aż w końcu zbijemy ten wazon, którego szkoda mi wywalić.

GDYBYM MOGŁA COFNĄĆ CZAS

Czytałabym więcej książek (patrz: 7 ulubionych książek na zimowe wieczory), nie przejmując się tym, że jak teraz się nie położę, to jutro będę zombie.

Nie przejmowałabym się ocenami. Olewałabym lekcje, które tak naprawdę wcale mnie nie interesują, zdobywając jedynie 50% frekwencji.

Wcześniej zaczęłabym nosić okulary, nie przejmując się opinią innych.

Byłabym odważniejsza w kontaktach z ludźmi — jeszcze  nigdy mnie nie zjedli, więc chyba nie jest tak źle?

Siedziałabym godzinami pod prysznicem ( z założeniem, że cały czas z prysznica leci mi ta sama woda, tylko oczyszczona przez filtr), wyskakując na chwilę, gdy tylko wpadnie mi do głowy jakiś ciekawy temat na posta.

Gdyby ktoś powiedział mi coś niemiłego, a ja po kilku godzinach wymyśliłabym idealną ripostę, to wtedy by się przydało nieco cofnąć czas!

cofnąć czas - kawa z mlekiem

ZAWSZE COFNĄĆ, NIGDY PRZYSPIESZYĆ

Swoją drogą ciekawe jest to, że zawsze chcemy cofać czas, prawie nigdy nie zależy nam na jego przyspieszeniu. No chyba, że akurat jedziemy do pracy i wpakowaliśmy się w mega korek na autostradzie — wtedy to całkiem zrozumiałe.

Choć dziwne jest dla mnie to, że z jednej strony nie chcemy oddać bez walki żadnej minuty, a z drugiej strony tak bardzo marnujemy cenny czas, zajmując się rzeczami, które tak naprawdę w ogóle nas nie obchodzą!

Godzinami przesiadujemy na necie, przeglądając informacje o znajomych, których nie widzieliśmy od paru lat i kompletnie nic nas z nimi nie łączy! Przeważnie też bawimy się w szeroko rozumiany „multitasking”, który daje nam złudną nadzieję, że przecież coś robimy, podczas gdy tak naprawdę łapiąc kilka srok za ogon, nie udaje nam się złapać ani jednej.

CZY MÓWIENIE „GDYBYM MOGŁA COFNĄĆ CZAS” MA SENS?

Czy „gdybym mógł cofnąć czas” naprawdę jest bez sensu? Powszechnie przyjęło się, że gdybanie to marnotrawstwo czasu, bo przecież i tak nie cofniesz czasu, jednak moim zdaniem tylko pozornie nie ma sensu. Gdy przemyślimy te nasze gdybanie, to okazuje się, że jednak to jest całkiem pożyteczne! Dlaczego? Bo dzięki temu dowiadujemy się, czego byśmy chcieli, zauważamy jakie błędy popełniliśmy w przeszłości, ale przede wszystkim dociera do nas, że skoro tylko mówimy „chciałbym”, ale nic nie robimy w tym kierunku, to chyba jednak nie do końca nam na tym zależy?  Jeżeli nie jesteś w stanie poświęcić krótkiej chwili na zaczęcie i spróbowanie, to chyba Ci to tak naprawdę nie przeszkadza i tyko lubisz sobie mówić „gdybym”, prawda?

Oczywiście wszystko w granicach umiaru — czyli o ile pożyteczne jest zastanowienie się nad tym, co jaki czas, to już spędzanie połowy dnia na rozmyślaniu nad tym pytaniem –niekoniecznie.


A jaki jest Wasz stosunek do gdybania? Lubicie to robić od czasu do czasu, czy raczej unikacie takich rozmyślań? Jeżeli lubicie, to nad czym najczęściej gdybacie? Co byście zrobili, jeśli moglibyście cofnąć czas?