Gdzie zniknęła ta wena?

Biała kawa wcale nie jest tak dobra jak się spodziewałam.

Zauważyłam, że im częściej sobie coś planuję w związku z pisaniem, tym gorzej mi to wychodzi. Dziś przyszłam do biblioteki po kolejną porcję książek, a że mam dziś nieco więcej czasu, to zaplanowałam sobie, że spróbuję tutaj napisać coś fajnego. Liczę, że uda mi się przywołać to tajemnicze coś, na które ludzie mówią ” wena ” i wyjdzie mi coś naprawdę super. Bo przecież wszyscy mówią, że zmiana otoczenia dobrze wpływa na ludzi, prawda?

CO MOŻE PÓJŚĆ NIE TAK?

Spodziewałam się, że kupię sobie gorącą kawę na pobudzenie po matematyce, wyciągnę jakiś zeszyt ( tym razem padło na to, że znacząco uszczuplona zostanie makroekonomia), a słowa wypłyną ze mnie płynnie i lekko. W końcu to miejsce zawsze tak na mnie działało, więc czemu tym razem magia biblioteki miałaby nie zadziałać? Bo co może pójść nie tak?

Na przykład mój mózg może akurat nie chcieć współpracować.

GDZIE TA WENA?

Więc siedzę tutaj teraz, przy moim ulubionym biurku, upajam się cudowną ciszą i … jak na złość słowa nie chcą się układać w całość! Nawet ta biała kawa, co ją kupiłam w ramach przekonywania się do nowych rzeczy, mnie rozprasza swoim smakiem, więc jedynym zdaniem, które przychodzi mi do głowy jest pierwsze zdanie z tego wpisu.

A założę się, że gdy tylko wstanę od tego biurka i przejdę się do automatu po czekoladę, to od razu mi wpadnie do głowy ciekawy pomysł i jak na złość nie będę miała gdzie go zapisać, więc odleci, równie szybko, jak przyszedł.

pisanie w notesie - do posta "ta ulotna wena"

CZEKOLADA NA POMOC!

O! A nie mówiłam! Wystarczyło tylko pomyśleć o czekoladzie zamiast tego paskudztwa! I już, już teraz słowa wirują, po czym układają się w głowie po kolei, zupełnie tak jakby puzzle same zaczęły wskakiwać na swoje miejsce w układance. Piszę i piszę, cały czas, chcę jak najszybciej spisać mój pomysł i co więcej – idzie mi to całkiem nieźle.

Ba! Nawet dochodzę do wniosku, że ta moja początkowa złość na przestawienie krzeseł  była bezpodstawna, bo może i teraz nie wyglądam już przez okno, ale za to piszę, ze wsparciem choinki (takie zwykłej, a nie bożonarodzeniowej), która smyra mnie przy każdym ruchu długopisem. Cisza, smyranie choinki, ładne biurko, cieplutko – to moje miejsce!

TIK-TAK BIEGNIE CZAS

„Ta czekolada to jednak chyba dobrze na mnie działa. A ludzie mówią, że powinno się ją ograniczać!” –  myślałam, cały czas pisząc. Nagle zerkam  na zegarek i pfff! Wena znika jak za dotknięciem magicznej różdżki. Uświadamiam sobie, jak późno już jest, ile mam do zrobienia w domu itd. W mojej głowie pojawia się miliard innych myśli, a jakimiś cudem puzzle już nie chcą tak ochoczo wskakiwać na swoje miejsce. Swoją drogą Mark Gungor to chyba jednak wiedział co mówi, twierdząc, że myśli kobiety cały czas pracują i ciężko nam przenieść się do „pudełka nicości”:

No już, stop! Gdzie jest jakiś zjazd dla innych myśli? Bo ja ich tutaj wcale nie chcę, chcę tylko te „puzzlowe myśli” w jednym samochodzie!  I to nim chce pędzić 200km/h, zamiast rozdzielać się na kilkadziesiąt mniejszych, jadących 5km/h! Takie korki to niech lepiej zostaną na rzeczywistej ulicy (chociaż byłoby lepiej żeby w ogóle zniknęły), a nie w mojej głowie! No już inne myśli – idźcie sobie gdzieś! Ja tutaj chcę odzyskać moją wenę!

TRZY GODZINY PÓŹNIEJ

Dlaczego ta ulotna wena już ode mnie uciekła? Aaaa… Już wiem!  Bo się rozproszyłam innymi myślami i pozwoliłam pięknym słowom uciec, stawić opór przed spisaniem.

Bo jak mówiła Staszka Trolla z Jeżycjady:

Prawdziwe piękno stawia opór.

A wena to przecież coś pięknego!

No cóż, jutro spróbuję znów.

I znów i znów, aż w końcu powiem sobie  „No! Jakoś poszło ośle!”


I mimo, że nie wiem czy to ma jakikolwiek sens, to jednak przy pisaniu tego miałam mega frajdę. Ciekawe czy to widać?

PS. Zdjęcie tytułowe pochodzi z mojego Insta, a zdjęcie ze śodka pochodzi z stocksnap.io

  • Ach, ta nieokiełznana wena. Przychodzi kiedy chce i tak też odchodzi.
    Moja dobroduszna ostatnio wymyśliła sobie nowe katorgi – pobudki o 3-4 nad ranem.
    Myśli krążą jak oszalałe, a ja naiwna staram się je zapisywać niemal po ciemku w notesie spod poduszki. A rano nie potrafię nic odczytać.
    Podobnie było podczas ostatniej jazdy autobusem. Notatnik, długopis żelowy i dwie pełne kartki. Co z tego, skoro dziurowatość polskich dróg zapewniła mi odkrycie nowych hieroglifów niezbadanej dotąd cywilizacji :/

    • znam to pisanie w autobusie, gdzie jedna linijka włazi na drugą a potem się doczytać nie wychodzi

      • Ale za to mogę poczuć się jak archeolog, który odkrył nieodkryte 😉

    • Dokładnie!
      O 4 nad ranem? Nieźle! Hm.. skoro nie umiesz się rano odczytać, to może spóbujesz w dyktafonem? Może pomoże 😉
      Na notatniku w busie jeszcze nie pisałam, ale za to na telefonie już tak. Te krótsze pierwsze wpisy tutaj powstawały właśnie w notatkach na telefonie, potem je sobie wysyłałam, poprawiałam wszystkie literówki (ile tego było!) i gotowe 😀
      Choć z pisaniem ręcznym bym sobie pewnie nie poradziła 🙂

      • Dyktafonem obudzę koty – a te nie dadzą mi już spać do samego rana 😉 Na telefonie nie cierpię – za małe literki i muszę przyciskać małym paluszkiem, choć palce mam bardzo szczupłe 😛
        Myślałam jeszcze o bezpośrednim podłączeniu mózgu do tabletu, ale wciąż się boję, że mi ktoś osobowość ukradnie i skopiuje – jedna ja na cały świat wystarczy 😉

        • Aaa, rozumiem!
          Ciekawy pomysł z podłączeniem mózgu do tabletu, ale też bym się bała, że ktoś mnie skopiuje 😀
          Zdecydowanie jedna Ty wystarczysz, tak jak i jedna ja wystarczę – chyba nie chciałabm poznawać naszych kopii 😀

  • Mnie dziś dopadła przy zmywaniu. 🙂 Aż mnie myśli uwierały. Myślałam, że nie skończę. Zmyłam, potem się pranie skończyło. Tylko rozwieszę i siadam do pisania. Potem coś jeszcze i coś jeszcze. Wieczorem chcę coś napisać. Myśli uciekły. Samo życie. 🙂 Ps. Lubię pudełko nicości. Czasami tam wchodzę. 🙂

    • ładnie ujęte – uwieranie myśli

      • A dziś miałam to samo, znów przy zmywaniu. 😀 Te same myśli. Chyba będą mnie uwierały dopóki ich nie przeleję na papier lub klawiaturę. 🙂

        • Oj, to lepiej pisz, bo jeszcze uciekną 😀 Skoro drugi raz się pojawiły te same, to znak, że koniecznie chcą być zapisane 😀

    • „Myśli uciekły.” – znam ten stan! Mnie często tak myśli uwierają podczas prysznica – potem wypadam z łazienki jak szalona w szlafroku i piszę na jakiejkolwiek kartce 😀 Już się nauczyłam, że jak mnie myśli uwierają, to muszę coś z tym szybko zrobić, bo potem zwiewają daleko!
      Ehhh, a dla mnie wejście do pudełka nicości jest strasznie trudne!

      • Wiem! To szum wody tak na nas działa. Wystarczy odkręcić kran. 😀

  • Ja już sama nie wiem co myśleć o wenie. Chyba najlepiej byłoby poznać siebie i sposoby by wenę przywoływać. Tak zebyśmy to my nad nią panowali a nie ona nad nami.

    Właśnie. Znać sposoby na inspiracje siebie. Wtedy pisanie jest.

    • Racja, tylko mimo wszystko nie zawsze to działa 😉

      Bo wiem jak przeważnie moja wena przychodzi, wiem co na nią najlepiej działa (nawet gdzieś z pół roku temu się dzieliłam moimi sposobami na inspirację :D) i moja lista ciągle się rozbudowywuje, ale czasem są takie dni, że się nie da.
      Tak było z biblioteką – w 99% gdy tam wchodzę, czuję się uspokojona, wyciszona i przeważnie dopada mnie wena, siadam i piszę. Ale czasem się trafia ten 1% i wena mi pokazuje, że nie mogę z nią walczyć, tylko raczej się zaprzyjaźnić, jak z najlepszą przyjaciółką 😉 Wtedy pisanie mi lepiej idzie 😉

  • widać widać, że miałaś frajdę. I ja mam głównie przy pisaniu (czegokolwiek) problem właśnie z tymi niechcianymi myślami, a to że naczynia nie zmyte, pranie się skończyło wypadałoby powiesić, a ciekawe czy mama zadzwoni, a może by tak napisać do przyjaciółki, dawno nie dała znaku, swoją drogą ciekawe jaka u niej pogoda w Miami, a ciekawe jaka u nas jutro pogoda i jak się jutro ubrać do pracy, o kurczę, zapomniałam kupić rajstopy dziś w sklepie, iść do sklepu po nie czy jednak spodnie założyć? Ale jak spodnie to które, może jednak wyjmę to pranie i rozwieszę, to może do jutra wyschną, o jasny gwint, już 19:00?? a ja w proszku z kolacją! może jeszcze bym te szybkie ciastka upiekła, mąż je tak lubiii.

    i tak to wygląda.

    • Dokładnie! Te niechciane myśli jak się zawezmą, to nie chcą odejść!
      U mnie też czasem są podobne dni, kiedy właśnie tak to wygląda 🙂

  • Nigdy jej nie ma, gdy jest potrzebna. A bez niej strasznie niemiło.
    Walczę z weną do stworzenia kolejnej części licencjatu, ale po dwóch akapitach się poddałam. Słońce i sorbet mango mnie pochłonęły…Może jutro. Albo pojutrze….

    • Potwierdzam 😀
      Wcale nie dziwię się, że się poddałaś – jak widziałam jak Narwany pisze pracę, to aż się boję jak to będzie wyglądać u mnie!
      A sorbet z mango też bardzo lubię 😀
      Powodzenia jutro i pojurze z pisaniem 😀

  • Moja wena jest mocno kapryśna 😉

    • To widać moja jest przyjaciółką Twojej – też taka kapryśna 😀

  • Czytając Twój tekst, szeroko się uśmiechałam:) Też tak mam! 😀

  • No niestety wena nie przychodzi na zawołanie, jako wciśnięta w harmonogram dnia godzina na pisanie. Ale wystarczy poczekać, być cierpliwym i nie załamywać się, a jakoś znów wraca i jest już co raz lepiej 🙂 Piękne zdjęcie tytułowe, uwielbiam takie książkowo-zeszytowo-długopisowo-ołówkowo-kawowe scenerie 😀

    • Dokładnie – u mnie najczęściej przychodzi właśnie wtedy, kiedy kompletnie nie mam na nią czasu 😀
      Dzięki! Kto by pomyślał, że zdjęcie z telefonu się spodoba na blogu 😀 Też lubię takie scenerie, a w tej bibliotece akurat biurko ma idealny kolor 😀

  • O, mój szablon! 😀

    Moim zdaniem zależy czy traktujesz bloga jako pasję czy jako pracę. Tutaj widać różnicę w tym, czy MUSISZ coś napisać, czy po prostu chciałabyś, ale nie możesz. Ja czasami muszę coś napisać np. do pracy, więc siadam i piszę. Poprawiam. Ale coś wychodzi 🙂

    • O! Nawet nie wiedziałam, że ktoś jeszcze go używa 😀
      Hmm.. traktuję bloga raczej jako pasję – gdybym miała świadomość, że MUSZĘ coś tutaj napisać, to chyba dość szybko bym uciekła 😉 Tzn teraz też mam takie muszę, ale to jest bardziej coś w stylu „muszę – chcę – a jak się nie uda to nic się nie stanie” 😀

  • W moim przypadku z weną jest tak, że potrzebuję po prostu usiąść w skupieniu do komputera, tyle, że ja mam akurat niewiele takich okazji. Staram się radzić sobie z tym w ten sposób, że kiedy mnie coś zainspiruje po prostu to zapisuję, najlepiej bezpośrednio na laptopie. Nie tworzę treści na kartce, nie czekam też na wenę, tematów mi nie brakuje, gorzej z czasem na ich pisanie. Ale to prawda, że wena potrafi nas dopaść w bardzo różnych i nietypowych miejscach. Warto wtedy mieć coś jednak pod ręką do zapisania.

    • Dlatego ja wiele tematów na posty zapisuję w telefonie 😉 Często też piszę posta lub jakieś poszczególne fragmenty i przepisuję je potem do worda, przy okazji poprawiając błędy. Jakoś tak na kartce mi się lepiej pisze 🙂

      • Rany, kartka, word i dopiero blog? Ja wszystko na żywca na blogu 🙂 Tzn. tematy na kartkach, ale już samą treść tworzę bezpośrednio na blogu. Nie miałabym siły i czasu przepisywać i pewnie zmieniałabym sto razy wersje.

  • Pewnie, że widać;) Ja ostatnio mocno cierpię na brak weny…niby pomysłów mam tysiące, a nawet setki, ale pisanie po prostu nie idzie.

    • Dzięki!
      Czasami się zdarzają takie dni, że wena po prostu nie chce przyjść 🙂 Dlatego mimo wszystko staram się nie poddawać i zaczynam pisać cokolwiek, nawet takie rzeczy jak „biała kawa wcale nie jest tak dobra jak się spodziewałam”. Czasem jak zacznę to już się rozkręcam, czasem nie, różnie bywa 😉
      Trzymam kciuki za przyjście Twojej weny!

  • Czasem za bardzo próbujemy ubrać wszystko w określone ramy i powiesić na określonej ścianie żeby było z nami zawsze. Czasami ciężko jest skupić myśli i napisać coś sensownego do tego też potrzeba odpowiednich warunków. A mam wrażenie w tej dzisiejszej ciągłej gonitwie trudno jest usiąść i skupić się tylko na jednym. Mnie na brak słowotoku, który pozwala pisać najlepiej pomaga obracanie go w żart. Tak samo jak w tym wpisie zrobiłaś to Ty. 🙂

    • „A mam wrażenie w tej dzisiejszej ciągłej gonitwie trudno jest usiąść i skupić się tylko na jednym.” – dokładnie!
      Lubię tak obracać ten brak słowotoku w żart 🙂

  • Ojj u mnie wena przychodzi niespodziewanie. Nie wiem co ją powoduje. Jest ulotna jak piórko. Jest i za chwile jej nie ma.

    • U mnie też tak przychodzi 🙂 To taka ulotna dama 😀

  • Maugo Ron

    Ohoho…moim zdaniem jakaś „wenka” przy pisaniu posta była :-). Jak się taką małą „wenkę” pielęgnuje to ona się może zamienić w całkiem dużą i konkretną…czasem kawa wcale nie potrzebna . Powodzenia!

    • Taak, gdy zaczełam pisać, to już jakoś poszło 🙂 Więc może to faktycznie jakaś „wenka” wpadła 🙂 Staram się ją pielęgnować, przeważnie piszę właśnie bez kawy – jedynie w bibliotece po nią sięgam, ale to i tak różnie wychodzi 😉
      Dzięki!

  • „No! Jakoś poszło Ośle! Jakoś poszło!” …
    ” Hehe… super!”. 😀
    Jak miałaś taką minę jak Osioł po tym jak przeszedł w męczarniach ten most, to na pewno miałaś frajdę!! 😉

  • U mnie z weną też jest czasem bardzo ciężko:). Najczęściej kiedy jej potrzebuję, to jej nie ma. Natomiast kiedy się jej nie spodziewam dopada mnie z Nienacka i wtedy w panice poszukuje jakiegoś skraweczka papieru i pisadła:).

    • Oj tak, wena to kapryśna kobieta 😀 Też tak robię 😉

  • Czasem to wszystko ucieka i nijak nie można zmusić słów by ładnie zagrały. Jednak czasem zupełnie niespodziewanie nadchodzi taki moment, że mam ochotę siąść i tylko pisać i pisać i pisać..

  • Czyżby czekolada lekiem na wszystko? 😉
    Ah, ta wena. Mnie często spotyka w autobusie, kiedy nie mam nic do zapisania. Ale znalazłam na nią sposób, długopis i kalendarz 😉

    • Zdecydowanie 😀 Czekolada to jeden z najlepszych leków dla mnie 🙂
      Brawo za znalezienie na nią sposobu 😉

  • Kinga C

    Warto robić to co sprawia nam prawdziwą frajdę. A wena? Raz jest, a raz jej nie ma 😉
    Pozdrawiam serdecznie!

    • Dokładnie 🙂
      Trzymaj się ciepło 😉

  • Uwielbiam tę książkę Kinga co masz na zdjęciu:) jest bardzo inspirująca:)

    • Potwierdzam – bardzo fajnie mi się tę książkę czytało 😉

  • Ja tam się z nią nie spotkałem już od tygodnia…

    • Przykro mi 🙁 Ale trzymam kciuki, że może dziś wpadnie? 🙂

      • Mam taką nadzieje bo z nią zawsze łatwiej. Ale pora się wziąć do roboty i znowu regularnie pisać, niekoniecznie pod napływem weny.

  • Moja wena przychodzi i odchodzi. Czasem każe na siebie czekać, a czasem biega wraz z myślami po mojej głowie. Ale z powodu tego drugiego, staram się mieć zawsze telefon z notesem przy sobie.

    • Widzę, że nasze „weny” by się ze sobą dogadały!
      Ja też noszę przy sobie telefon i często zapisuję na nim różne pomysły na posty 🙂

  • Do pewnego czasu też bardzo nie lubiłam białej kawy, do której przekonał mnie mój mąż po wielu, wielu latach 🙂 Pisania nie da się zaplanować, to najgorsze co można zrobić. Można mieć wizję / szkic na stworzenie czegoś, ale to prawda, że jeśli usiądziesz i zaplanujesz co i jak ma być napisane, to później jest gorzej to zrealizować.

  • Pingback: Poszerz horyzonty #10 - ciekawe filmy, introwertyzm i wiele innych - HEAD DIVIDED()