Introwertyk w akademiku

Jak przetrwałam w akademiku, będąc introwertykiem?

Jestem introwertykiem.  Lubię przebywać w domu, często sama, w ciszy i spokoju, gdzie moje myśli mogą płynąć swobodnie. Spotkania z ogromną masą ludzi mnie męczą i krótko mówiąc – rozładowują moje baterie.

Jakiś czas temu rzuciłam studia i zaczęłam nowe kierunki. Problem w tym, że by je podjąć, musiałam zamieszkać w akademiku. Jak można się domyślić, dla osoby lubiącej ciszę i spokój decyzja o zamieszkaniu w domu studenckim nie była zbyt łatwa. Jednak w moim przypadku akademik miał jedną, ogromną zaletę – był położony jakieś 200 metrów od uczelni. Wychodzi, że na zajęcia o 8:00 mogę wyjść o 7:56/57 i zdążę (sprawdziłam!). Czy ktokolwiek przepuściłby taką okazję, by pospać?

NOWE STUDIA I ZAMIESZKANIE W AKADEMIKU

Wprowadziłam się tam w październiku, pełna obaw, bo przecież wszędzie kreuje się opinię o akademikach jako o miejscach, gdzie bez przerwy jest impreza i leje się wódka. Na szczęście potem okazało się, że introwertyk jak najbardziej może przetrwać, a nawet polubić życie w akademiku. Wystarczy, że się trafi na odpowiednie miejsce i ludzi.

 Tak więc, jeśli jesteś introwertykiem, który wkrótce zamieszka w akademiku i trochę tego boisz, to mam dla Ciebie parę rad i wspomnień z mojego pierwszego roku w akademiku. I wiesz co? Wcale nie było tak źle.

JAK PRZETRWAĆ W AKADEMIKU BĘDĄC INTROWERTYKIEM?

1.WYBIERZ POKÓJ BLISKO PORTIERNI

Wejścia do każdego akademika strzeże portier, który reaguje także gdy jest zbyt głośno. Na logikę – im bliżej portierni, tym ciszej powinno być. Tak więc, jeśli chcesz mieć ciszę i spokój, to prosisz o pokój w okolicach portierni lub tuż nad nią i problem hałasu zmniejsza się o jakieś 80%.

2.WYBIERZ ODPOWIEDNI TYP POKOju

W moim akademiku są pokoju typu studio – na każdy aneks kuchenny i łazienkę przypadają dwa pokoje po dwie osoby, dzięki czemu odpada problem łazienki na korytarzu i porannej kolejki do kibelka. Studio to też kolejne drzwi wyciszające hałasy z korytarza, dzięki czemu masz ciszę. Nie zdawałam sobie sprawy jak wiele dają 2 drzwi do czasu, gdy wpadłam do koleżanki w akademiku w innym mieście. Okazało się, że w pokoju słychać wszystko, co się dzieje na korytarzu.

3.WCALE NIE MUSISZ IMPREZOWAĆ

Jeśli czasem ktoś wyciąga Cię na imprezę, a akurat nie masz ochoty, to przecież nic się nie stanie jak odmówisz, prawda? Wiadomo, że czasem człowiek chce się rozerwać, a  czasem nie i to, że nie wpadasz na każde korytarzowe party nie jest niczym złym. Po prostu nie masz ochoty i mówisz nie lub ewentualnie wpadasz na parę minut, po czym zmywasz się pod pretekstem ostatniej czekolady na biurku, którą współlokatorka-czekoladoholiczka na pewno Ci zje.

4. FAJNI WSPÓŁLOKATORZY SĄ NAJWAŻNIEJSI

Jeśli trafisz na odpowiednich współlokatorów, to już możesz odstawić dziki taniec zwycięstwa – właśnie wygrałeś życie! W przypadku introwertyka na pewno najlepszym współlokatorem jest drugi introwertyk, który najlepiej zrozumie potrzebę spokoju, ciszę, czy też to, że czasem nie chce Ci się rozmawiać. Jednak weź pod uwagę, że czasem możesz trafić na: imprezowicza, pedanta, bałaganiarza, duszę towarzystwa przyprowadzającą miliard swoich znajomych, miłośnika głośnej muzyki itd. i wtedy cóż – albo uczysz się sztuki kompromisu w wersji hard albo zmieniasz pokój. A trafienie na fajnych współlokatorów jest prawie jak wygranie w totka, dlatego na początku warto się przygotować psychicznie na pewne niedogodności i uzbroić i anielską cierpliwość.

Wydaje mi się, że dobrą opcją jest też dogadanie się z jakimś spokojnym znajomym, że idziecie razem do akademika. Z drugiej strony może się tez okazać, że przy bliższym poznaniu chcecie się nawzajem pozabijać i mamy konflikt tragiczny.

DZIĘKUJĘ!

W tym miejscu chciałabym też podziękować moim współlokatorkom z pierwszego roku za wytrzymywanie za mną i tolerowanie moich humorów. Jeśli to czytacie, to wiedzcie, że fajnie mi się z Wami mieszkało! Dziękuję za wszelkie dokarmianie mnie, ratowanie czekoladą w kryzysowych sytuacjach, brak wściekania się za długie prysznice i przeszkadzanie w nieodpowiednich momentach. I choć były chwile lepsze i gorsze, to bardzo mi pomogłyście i jestem wdzięczna, że trafiłam właśnie na Was.

W AKADEMIKU MOŻE BYĆ FAJNIE!

Podsumowując – nie taki akademik straszny jak go malują. Wystarczy zadbać o odpowiednie warunki, dodać trochę cierpliwości, luzu i mocnego „mamtowdupizmu”  i na pewno nie będzie tak źle jak się na początku wydaje. Uszy do góry!

PS. Jak powiedział mój znajomy introwertyk – jest jeszcze druga droga: wziąć pokój jednoosobowy i mieć wszystko tam, gdzie światło nie dochodzi.


Wszystkie wrażenia dotyczą akademika w małym mieście na południu Polski, wiec całkiem możliwe, że w wielkich miastach  może być inaczej 🙂

 

  • amprojekty.blogspot.com

    powiem tak – mieszkałam w akademiku ale spokojnym – wiec nie mam co porównywać z kademikiem w Krk czy Waw – ja nie jestem introwertykiem – na szczęscie – mam nadzieje że rady się przydadzą innym! 🙂
    pozdrawiam – amprojekty.blogspot.com

  • Dla mnie to by była prawdziwa męka – brak mojej własnej osobistej łazienki to coś, czego nie zniosę nawet na kilkudniowych wakacjach, a co dopiero cały rok… Z bólem serca, ale wolę wstać 3 godziny przed zajęciami… xD

    • To ja brak mojej własnej osobistej łazienki mam cały czas 😀 Tzn. mieszkając w domu musiałabym dzielić ją z 2 osobami, a w akademiku 3/4 🙂 Ale ja też nie mam zbyt wielu kosmetyków pod prysznicem, więc nie przeszkadza mi to aż tak. Każdy ma inne priorytety 😀