Jak się uczyć - Włam się do mózgu Radka Kotarskiego książka

Jak się uczyć, czyli „Włam się do mózgu” Radka Kotarskiego

Jak się uczyć? To pytanie zadaję sobie praktycznie od podstawówki. Wiecie, na początku było łatwo – rysowanie szlaczków, kolorowanie obrazków itd. Jednak później, z każdym rokiem dochodziło coraz więcej i więcej materiału w postaci miliona sprawdzianów, kartkówek, prac domowych, a ja nadal nie wiedziałam jak się uczyć. Na studiach wcale nie było lepiej – co prawda mogłam się obijać przez niecałe pół roku przygotowując tylko kolejne prezentacje, ale potem nadchodziła sesja, na widok której mój czas prywatny leciał na wakacje na Hawaje.

Dlatego też, gdy zobaczyłam filmik Radka na yt w którym opowiada o swojej książce „Włam się do mózgu”, tłumaczącej jak się uczyć, byłam bardzo zaciekawiona. Do tego okazało się, że Radek przetestował wszystko na sobie ucząc się języka szwedzkiego i zostając piwnym sędzią, więc wszystkie jego metody nauki były przetestowane w praktyce. Po tych informacjach wiedziałam, że muszę spróbować! W końcu kto by nie chciał skuteczniej, a przez to szybciej, przyswajać nowych rzeczy? To przecież niezła oszczędność czasu!

JAK SIĘ UCZYĆ, CZYLI „Włam się do mózgu”– MOJE WRAŻENIA

1. WSZYSTKO JEST WYJAŚNIONE LOGICZNIE, KROK PO KROKU

Przed opisaniem wszystkich sposobów nauki, wpierw wyjaśniono krok po kroku po co się w ogóle uczyć, jaki to ma wpływ na nasze życie,  po co wiedzieć jak się uczyć, skąd się wziął współczesny system edukacji itd. Tak więc wszystko ma przejrzystą strukturę, brak tutaj nagłych zwrotów akcji, które niczym w podręczniku do matematyki, sprawiają, że czytelnik się gubi.

2. JAK SIĘ UCZYĆ W PRAKTYCE ?

Do każdej przedstawionej metody uczenia się podano też jak to zastosować w praktyce. Bo przecież wiadomo – teoria teorią, ale to na przekładaniu tego na praktykę przeważnie się wykładamy.

Włam się do mózgu Radka Kotarskiego, czyli jak się skutecznie uczyć - Dobra duszo!

3. OPISANE METODY UCZENIA SIĘ SĄ przetestowane PRZEZ RADKA…

Jak pisałam wyżej, Radek chciał sprawdzić wiarygodność poznanych metod uczenia się. W tym celu postanowił w pół roku nauczyć się języka szwedzkiego oraz stać się certyfikowanym piwnym sędzią, co też mu się udało. Zdał zarówno egzamin piwny jak i ten z języka szwedzkiego (w tym drugim zdobył 87,5%).

4. …ORAZ sprawdzone przez INNYCH NAUKOWCÓW

Większość informacji przedstawionych w książce bazuje na fachowej literaturze, zarówno polskiej, jak i angielskiej. Podczas czytania autor często powołuje się na czyjeś zdanie, by uzasadnić swoją teorię, więc wiadomo, że wszystko jest uzasadnione. Na ostatnich stronach znajdziemy naprawdę pokaźną bibliografię, z której Radek korzystał przy pisaniu każdego rozdziału. Tak więc, jeżeli kogoś zaciekawił dany temat, to zawsze może sobie potem doczytać coś więcej korzystając z bibliografii – sama mam zapisane kilka osób do wygooglania w wolnej chwili! Z drugiej strony  dla mnie minusem był fakt, że większość jest napisana po angielsku. Cóż – czas się podszkolić z angielskiego!

5. „Włam się do mózgu” – NAPISANA ZROZUMIAŁYM JĘZYKIEM

Książki naukowe są dla mnie przeważnie niezbyt ciekawe. Zdania często są bardzo, bardzo długie i  składniowo raczej sztywne, encyklopedyczne. Zdarza się, że brakuje mi w nich przykładów dla lepszego zrozumienia, a przeczytanie więcej niż 100 stron działa lepiej niż środek nasenny. Tymczasem we „Włam się do mózgu” wszystko jest napisane zrozumiałym językiem.  Mnie się to bardzo dobrze czytało, ale myślę, że gdybym podsunęła to uczniowi z podstawówki, moim rodzicom,  a nawet dziadkom, to oni także nie mieliby większego problemu z odbiorem.

6. CIEKAWE PORÓWNANIA

Styl Radka przejawiał się też wplataniem różnych ciekawych porównań, które mnie nieźle rozbawiały.  Przez to często wołałam mojego chłopaka i czytałam mu np.:

„Nie ma co dyskutować – wielu uczenie się w szkole lub w  dorosłym życiu kojarzy się wybitnie negatywnie.  Przez to ludzie ci do jakiejkolwiek nauki zabierają się jak Francuzi do wojny.”

„To tak, jakby na wyspie, gdzie jedynym pożywieniem są kokosy, forsować pomysł, że najlepszym sposobem dostania się do nich jest rozbicie ich o własną głowę. Nie można się później dziwić, że ludzie jedzą te owoce, bo muszą, ale nie robią tego jakoś szczególnie chętnie. A że obie wspomniane techniki „wielokrotne czytanie i podkreślanie) działają z podobna skutecznością jak rozłupywanie kokosa twarzą, to nie ma się co oburzać, że statystyczny człowiek nie czuje motylków w brzuchu na myśl o kolejnej sesji nauki.”

Jak się skutecznie uczyć - metoda testu zderzeniowego z Włam się do mózgu Kotarskiego

7. PODSUMOWANIA PO KAŻDYM PRZEDSTAWIONYM SPOSOBIE NAUKI

Rzadko kiedy mam czas, by jednego dnia usiąść z książkę i móc ją czytać przez parę godzin, od deski do deski. Dlatego często czytam rano, przed wyjściem na uczelnię, podczas okienek, w autobusie, w pociągu itd. Przykładowo, czytając koniec rozdziału, zdarza mi się nie pamiętać co było na jego początku, przeczytanym dwa dni wcześniej.  Dlatego też podsumowania z najważniejszymi informacjami na zakończenie każdego rozdziału były dla mnie szczególnie przydatne.

8. NIEKTÓRE INFORMACJE NIEŹLE ZASKAKUJĄ

Dla mnie bardzo ciekawe było wyjaśnienie dlaczego zapominanie jest dobre, bo przyznam, że wcześniej patrzyłam na to bardziej w kategoriach „warto pamiętać jak najwięcej rzeczy”.

„Włam się do mózgu” to też książka pełna ciekawostek w przypisach. Kim był Szerieszowski, czym jest „surstromming” i jak wygląda temat szwedzkich wulgaryzmów – tego wszystkiego dowiedziałam się tylko i wyłącznie czytając przypisy i przyznam, że sama nie wiem jakim cudem to zapamiętałam!

9. „Włam się do mózgu” – KSIĄŻKA GRAFICZNIE IDEALNA

Każdy nowy rozdział zaczyna się od jakiegoś zdjęcia, a sam tytuł jest graficznie przedstawiany na różne sposoby.  Wstępy umieszczono na żółtych kartkach, które przyciągają wzrok, tak samo jak przypisy, zakreślone na żółto i od razu kierujące do odnośnika na żółto obok.

Tutaj nawet spis treści nie jest w formie standardowej listy, lecz rozpisano go na kole.  Przez to już pierwsze strony, przynajmniej mnie, skłaniają do uruchomienia szarych komórek. Pierwszy raz się spotkałam z takim rozwiązaniem i bardzo mi się to spodobało.

Jak się skutecznie uczyć - spis treści z Włam się do mózgu Kotarskiego

CZY JAKIEŚ INFORMACJE, O TYM JAK SIĘ UCZYĆ, ZNAŁAM JUŻ WCZEŚNIEJ?

Przed  przeczytaniem „Włam się do mózgu” raczej nie byłam totalnym świeżakiem – od zawsze szukam informacji na ten temat, przekopywałam blogi i inne strony w internetach, robiłam własne, kolorowe notatki w różnych formach, stosowałam skojarzenia i metodę pierwszych liter.

Oprócz tego, część informacji przedstawionych przez Radka znałam już wcześniej, ale to wcale nie dlatego, że to jakaś wiedza powszechna, o nie! Ja po prostu studiuję pedagogikę, dlatego też, choćby żeby zdać sesję, musiałam poznać trochę historii szkolnictwa, usłyszeć o takich pedagogach jak Okoń, Kruszewski i zapoznać się z  ideą „lifelong learning”.  Dlatego też jakieś podstawy miałam, jednak dość nieusystematyzowane. A „Włam się do mózgu” te parę informacji włożyło mi do odpowiednich szufladek.

Dowartościowałam się też, ponieważ do metody nauczyciela polecanej w ostatnim rozdziale książki, doszłam sama niecały rok temu. Wtedy na zajęciach zobaczyłam tzw. piramidę efektywności uczenia się, z której wyczytałam, że zapamiętujemy najwięcej, kiedy nauczamy innych. Tak więc, już na pierwszej sesji przetestowałam to, ucząc zarówno koleżankę z akademika, która musiała zdać ten sam materiał, jak i maltretując materiałem chłopaka, rodziców, a nawet babcię. Dobrze, że teraz wiem już jak zastosować metodę nauczyciela bez męczenia innych, no chyba, że ktoś jest chętny na wysłuchiwanie moich notatek podczas sesji?

Potwierdzam też słowa Radka:

„Gdyby zapytać nauczycieli, dlaczego nie uczą swoich podopiecznych, w jaki sposób skutecznie opanowywać materiał, który prezentują podczas lekcji, to pojawiłyby się przeróżne odpowiedzi. Przede wszystkim znalazłoby się całkiem oczywiste wyjaśnienie: jak nauczyciel ma uczyć, jak się uczyć, skoro nikt go tego nie nauczył?”

Dokładnie tak jest. Na pedagogice studenci są uczeni prezentowania materiału podczas lekcji, ale tego, jak pomóc uczniom nauczyć się tego w domu – już nie.

Jak się skutecznie uczyć czyli Włam się d mózgu Kotarskiego - czemu nie umiemy się uczyć

CZY PO PRZECZYTANIU „WŁAM SIĘ DO MÓZGU”,  WIEM JAK SIĘ UCZYĆ?

Myślę, że „Włam się do mózgu” bardzo poszerzyło moje horyzonty. Poznałam kilka nowych sposobów uczenia się, które na pewno wykorzystam podczas nadchodzącej sesji. Dodatkowo, nawet gdy kojarzyłam daną metodę, to i tak dowiedziałam się jakichś szczegółów, które pokazały mi szanse dostosowania tego u mnie. Przykładowo, znaną chyba wszędzie, metodę fiszek z góry przyporządkowywałam tylko do nauki języków obcych, a teraz mam pomysł, jak zastosować to też do innych dziedzin. No i muszę sobie zbudować pudełko z pięcioma przegródkami, tak by sprawdzać, czy coś umiem minimum pięć razy.

CZY „WŁAM SIĘ DO MÓZGU” UCZYNI MOJĄ NAUKĘ ŁATWIEJSZĄ?

Niestety nie.  Moja nauka będzie na pewno skuteczniejsza, bo informacje zapamiętam na dłużej, zamiast już następnego dnia po egzaminie zastanawiać się „o czym to w ogóle było”.  Przez to będzie też szybsza.

Natomiast, przynajmniej dla mojego mózgu, łatwiej nie będzie. Dlaczego? To proste – bo żeby się czegoś nauczyć, trzeba przede wszystkim zaskakiwać swój mózg, podawać mu informacje tak, żeby zmusić go do pracy, by był aktywny.  A wiadomo – mózgi lubią sobie iść na skróty i działać schematycznie, bo chcą jak najszybciej zmniejszyć obroty.

Dlatego, przynajmniej u mnie, gdy ostatnio po przeczytaniu tekstu, zamiast standardowych „przepisywanych notatek”, wykorzystałam metodę Cornella i do każdego zagadnienia miałam napisać podsumowanie własnymi słowami, a później jeszcze wytłumaczyć to chłopakowi, to mój mózg się nieco buntował. Przyzwyczaił się do schematycznej roboty i teraz czuł się zdezorientowany. Z drugiej strony, gdy po paru dniach miałam opowiedzieć, o czym był przeczytany tekst, to nie miałam z tym najmniejszego problemu, a myślę, że po jakichś powtórkach i do sesji mi coś w głowie zostanie. Tak więc pozytywne skutki książki już odczułam na własnym…. mózgu.

Włam się do mózgu Radka Kotarskiego, czyli jak się skutecznie uczyć - okładka książki

„WŁAM SIĘ DO MÓZGU” RADKA KOTARSKIEGO – CZY WARTO?

Myślę, że warto przeczytać „Włam się do mózgu” i dowiedzieć się jak się uczyć. Jednak trzeba pamiętać, że samo przeczytanie, poza wiedzą zdecydowanie nie będzie tak skuteczne, jak wypróbowanie każdego z tych sposobów  u siebie i przekonanie się, czy u niego zadziała.

Dlatego też, w najbliższym czasie planuję usiąść z moim notatkami z „Włam się do mózgu” i rozpisać je sobie ładnie na jednej kartce. Powieszę ją potem obok planów zajęć i kalendarza z nadchodzącymi egzaminami itd., tak by podczas nauki zerkać na wszystkie sposoby nauki i wskazówki odnośnie tego, jak się uczyć.

Tak wiec, krótko mówiąc:

Radek, dobra robota!

 

  • ..

    Ciekawy post:)
    Mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję przeczytać tę książkę.
    Zachęciłaś mnie:)

  • Nieźle to wszystko wygląda, chociaż podejrzewam, że wiele z tych sposobów już wypracowałam sama – np. opowiadanie innym materiału jako sposób na zrozumienie i zapamiętanie. 😉

    • Pewnie niektóre tak 🙂 Choć były też i takie, które zaskoczyły mnie, bo intuicyjnie nigdy bym ich nie zastosowała 🙂

  • Sara Samusionek

    Fajna książka. I widzę, że zawiera dobre wskazówki. Moje doświadczenie nauczyło mnie, pewnie też zaobserwowaliście, że łatwiej nauczyć się i zapamiętać na stało coś co nas mocno interesuje.