jednodniowe wycieczki przełam rutynę

Jednodniowe wycieczki – przełam rutynę!

Lubię sobie jeździć i zwiedzać nowe miejsca. Zawsze wtedy poznaję coś nowego, poszerzam wiedzę i horyzonty – i nie, nie tylko te kulinarne, ale i informacyjne. Do tego czasem zdarza się, że coś zainspiruje mnie do posta na bloga albo jeszcze lepiej – do projektu na studia. I tak sobie myślę, że naprawdę uwielbiam zwłaszcza te jednodniowe wycieczki.

JEDNODNIOWE WYCIECZKI – MIŁA ODMIANA

Po pierwsze – są bardzo przyjemną odmiennością po uczelnianej rzeczywistości. Wtedy zmieniam trochę otoczenie i chłonę je całą sobą, a jednocześnie nie wydaję na to majątku. Często cieszę się przy tym i ekscytuję jak małe dziecko, któremu dano nową zabawkę. Wchodzę po kilkset stopni na zamkowe wieże, wypatruję żubrów przez lunetę, pedałuję ile sił na rowerze po parku i wącham kwiaty. Próbuję nowych potraw w barach i restauracjach, testuję, gdzie są najlepsze ciastka i desery oraz gubię się układam sobie w głowie nowe mapy. Przechodzę przez mostki, jakich nie ma w moim mieście, podziwiam wielkie konary drzew  i powstrzymuję się od krzyków, gdy widzę pszczołę lub to wredne coś pokrzywy.  Zwłaszcza zieleń w parkach mnie urzeka, więc zimą już nie mogę doczekać się ciepełka, by drzewa i inne roślinki kwitły. Jednocześnie dzięki temu, że jednodniowe wycieczki są tak krótkie, to praktycznie co parę dni mogę pojechać w inne miejsce i tym sposobem porządnie zwiedzić moje okolice.

INSPIRACJA NA JUŻ

Jednodniowe wycieczki potrafią też nieświadomie inspirować. Obecnie też nie wzięłam się jeszcze za jedną rzecz na studia i tylko wypisałam pierwsze pomysły w formie mapy myśli. Tymczasem podczas pobytu niedaleko lasu wpadło mi do głowy kilka rozwiązań. Tablica informacyjna w pszczyńskiej zagrodzie żubrów natchnęła do dodania kilku kolejnych punktów. Tak samo, było gdy w ramach 1 maja wybrałam się z Lubym na wycieczkę do Zamku w Mosznie. Bo choć patrząc z praktycznego punktu widzenia wcale wtedy nie pracowałam, to jednak mój mózg i tak zanotował następne pomysły do tego projektu. Dzięki temu, że tego samego dnia wróciłam do domu, już mogłam to uzupełnić.

TO W MOJEJ OKOLICY SĄ TAKIE FAJNE MIEJSCA?

Nie mówiąc już o tym, że wtedy coraz lepiej poznajesz świat i poszerzasz horyzonty, a dość niedaleko swojego miejsca zamieszkania (tak do 120km) znajdujesz takie fajne miejsca, że żałujesz, że wcześniej  nie wpadłeś na to, żeby tam przyjechać. No ale cóż – lepiej późno niż później, prawda?  Ja tym sposobem zajrzałam np. do Kapias Tree Garden w Goczałkowicach, zwiedziłam Pszczynę , ruiny zamku w Ogrodzieńcu, pobawiłam się w Hydropolis we Wrocławiu, czy też weszłam na Górę Żar.  Chcę też przespacerować się po Ojcowskim Parku Narodowym, odwiedzić zabytkową Kopalnię Srebra w Tarnowskich Górach, może przejechać się do Opola? I nagle okazało się, że tyle tutaj jest fajnych rzeczy, że głowa mała!

JEDNODNIOWE WYCIECZKI – TANI SPOSÓB NA FAJNY WYPOCZYNEK

Poznawanie czegoś nowego, zdobywanie  inspiracji, poszerzanie horyzontów i odpoczynek – to wszystko sprawia, że krótkie wycieczki ładują moc i przełamują rutynę. Jednocześnie są raczej tanie (brak noclegów  w hotelach), bo wystarczy zapakować się do auta, wpisać adres w GPS i… witaj przygodo! Ewentualnie jak ktoś woli jeszcze taniej, to można skorzystać z pociągu lub autobusów – dam głowę, że do wielu atrakcji można tak dojechać małym kosztem, więc studenckie wymówki o braku pieniędzy odpadają.

Wnioski? Czasem przydaje się wychylić tę głowę zza laptopa oraz sterty obowiązków. Warto.

JEDNODNIOWE WYCIECZKI – ŚLĄSK – PRZYKŁADY

Myślę, że nikogo nie trzeba już dalej przekonywać, że jednodniowe wycieczki mogą być świetnym przełamaniem rutyny. Jednak gdzie warto się na takowe wybrać? Oto jest pytanie! Postaram się na nie odpowiedzieć na dniach, a jako, że jestem ze Śląska to moje propozycje będą się opierały głównie na okolicach.