„Jutro będziemy szczęśliwi”

„Jutro będziemy szczęśliwi” – jak łatwo zakłada się, że to jutro będzie lepsze, czyż nie? Tylko niestety to wcale tak nie działa, że wystarczy zmiana daty i już, jak za sprawą magicznej różdżki wszystko się naprawi. To jutro jest po prostu kolejną szansą na podjęcia wyzwania i działania, a to co z nią zrobimy to już inna bajka.  Lecz dziś nie będzie już o tym więcej rozważań. Zamiast tego chcę się skupić na filmie o tym samym tytule, który poruszył mnie wywołując wiele radości, ale i łez.  Jednak zacznijmy po kolei:

O CZYM JEST FILM „JUTRO BĘDZIEMY SZCZĘŚLIWI” ?

Myślę, że na to pytanie najlepiej odpowie tutaj zwiastun filmu:

Jednak jeśli ktoś woli czytać, to krótko powiem, że „Jutro będziemy szczęśliwi” opowiada o Samuelu. Mężczyzna mieszka na Francuskiej Riwierze i uwielbia  swoje życie – beztroskie i pełne kobiet na jedną noc. Jednak pewnego dnia odwiedza go kobieta, z którą kiedyś spędził noc. Kristin ma dla niego niespodziankę – córeczkę Glorię, którą mu podaje, a potem znika. Przez to nieodpowiedzialny mężczyzna musi całkowicie przewartościować całe swoje życie. Wychodzi mu to całkiem nieźle – do czasu, gdy okazuje się, że po kilku latach matka dziecka chciałaby znów nawiązać z nim kontakt.

DLACZEGO WARTO OBEJRZEĆ FILM „JUTRO BĘDZIEMY SZCZĘŚLIWI”?

EMOCJE, EMOCJE I JESZCZE RAZ EMOCJE!

Jak już pisałam na początku – emocje są bardzo mocną stroną filmu, a razem z rozwijającą się fabułą u widza pojawia się ich coraz więcej. Na początku jesteśmy zaskoczeni obrotem akcji, potem odczuwamy wiele radości oraz wzruszenia, gdy dostrzegamy jak bardzo ojciec stara się, by jego córce było jak najlepiej i by nie dowiedziała się strasznej prawdy o porzuceniu przez matkę. Następnie pojawia się nadzieja, trochę złości, poczucia niesprawiedliwości i niedowierzania, by na końcu….- dowiedzcie się sami, nie będę Wam spoilerować! W każdym razie, zdecydowanie można to podsumować stwierdzeniem, że w „Jutro będziemy szczęśliwi” doświadczymy emocji od radości do łez.

NIETYPOWY WZORZEC

Wydaje mi się, że w życiu dużo częściej jest tak, że to ojciec odchodzi i kobieta staje się samotną matką. Tymczasem tutaj mamy odwrócenie ról – to Kristin nie czuje się gotowa na macierzyństwo i zastawia maleństwo ojcu. A ten, niezależnie od tego jak bardzo nieodpowiedzialny jest musi sobie jakoś poradzić i znaleźć swój sposób, żeby wychować córeczkę.  Co więcej – Samuel po jakimś czasie okazuje się całkiem dobrym tatą, który troszczy się z całych sił o córeczkę, jednocześnie nie „chuchając” na nią za bardzo. To wszystko pokazuje, że przecież samotni ojcowie też potrafią sobie dać radę.

ZACHĘTA BY ŻYĆ MOCNIEJ, PEŁNIEJ

W filmie „Jutro będziemy szczęśliwi” Gloria rzadko chodzi do szkoły. Ma dopiero 8 lat, ale już opuszcza mnóstwo lekcji na rzecz czasu spędzanego z tatą w pracy. Doświadcza życia jak najmocniej, dużo się rusza, często gra w koszykówkę i po prostu widać, że jest szczęśliwa z tatą. A ten zapewnia jej takie życie, by każdy dzień okazał się wspaniały i godny zapamiętania.

OMAR SY – JAK ZAWSZE ŚWIETNY

„Jutro będziemy szczęśliwi” jest też bardzo ładny wizualnie – w tle można dostrzec różnorodność Londynu oraz podziwiać jak kreatywnie główny bohater urządził swoje mieszkanie.  A skoro już o nim mowa, to muszę powiedzieć, że Omar Sy zdecydowanie mnie ujął w roli samotnego i nieogarniętego ojca – pasuje mi do tej roli idealnie, tak samo jak jego filmowa córka – Gloria Colston. Razem stanowią naprawdę zgrany duet.

KOLEJNE PLUSY – MUZYKA

Na wielkiego plusa zasługuje też muzyka – z jedną piosenką z tego filmu nie rozstaję się do dziś i słucham jej codziennie w formie budzika. Choć z drugiej strony, nie wiem czy to najlepsza decyzja, by ustawiać coś tak fajnego na budzik. Pewnie wkrótce ją znienawidzę. Cóż – na razie się sprawdza, sprawiając, że czasem z rana nucę „Everybody’s got to liveeeee”.

„JUTRO BĘDZIEMY SZCZĘŚLIWI” – PODSUMOWANIE

Uważam, że jest to produkcja, którą zdecydowanie warto obejrzeć. Na pewno dostarczy niezapomnianych emocji i trochę uśmiechu, a jednocześnie wiele przemyśleń. Polecam!