Jutro nie będzie inaczej!

Jak zapewnie niektórzy wiedzą, jestem osobą która ma wielki problem z perfekcjonizmem i prokrastynacją. Zakładam, że wszystko musi być idealne, dopięte na ostatni guzik. Wydaje mi się, że to główny winowajca odkładania wszystkiego na ostatni moment, przez co wpadam w zamknięte koło.

ZROBIĘ TO JUTRO…

Mam napisać posta na bloga? Wpisuję sobie to na listę rzeczy do zrobienia na jutro razem z innymi, planuję, że na pewno usiądę popiszę i wyjdzie fajnie. Następnego dnia budzę się z przekonaniem, że tak, teraz zaraz napiszę! A potem siadam i jakoś nie mogę się do tego zabrać, bo boję się, że będzie nieperfekcyjny,  a dziwnym trafem wieczorem okazuje się, że było tyyyyyle roboty i nie zdążyłam. Przekładam to na następny dzień i jeszcze następny, a potem zdaję sobie sprawę, że przez ostatni tydzień nic nie stworzyłam. Jestem na siebie wściekła bo przecież było tyle czasu i spokojnie bym zdążyła! Włączam muzykę, żeby się uspokoić i nagle dziwnym trafem dopada mnie wena. Otwieram Worda, zaczynam pisać, a wieczorem orientuje się, że jednego dnia napisałam trzy posty. Bo zaczęłam, bo spróbowałam, bo nie odłożyłam tego na później i wyszły całkiem fajne!

pisanie

Gdy kładę się spać, przysięgam sobie, że jutro będzie inaczej, Wstanę wcześnie rano, żeby nie spać po 9 godzin i dla rozbudzenia wskoczę pod prysznic. Napiszę nowego posta, poćwiczę trochę, powtórzę przed egzaminem i zrobię porządny obiad, zamiast posiłkować się mikrofalówką. Wieczorem poczytam książkę Cobena, zadzwonię do babci i wyjdę na krótki spacer.

W planach wygląda to wszystko pięknie, jeszcze dodać do tego czekoladę Oreo i ten dzień będzie cudownie produktywny.

DLACZEGO JUTRO ZNOW NIE WYCHODZI? 

A potem dzwoni budzik następnego dnia rano i wstanie z łóżka graniczy z cudem tak wielkim jak odstawienie czekolady na miesiąc (okej, nie oszukujmy się w moim wypadku to nie cud – to niewykonalne). Leżę więc do późna, zwlekając się w końcu z łóżka  wstawiam śniadanio – obiad do mikrofalówki, a mój dzień znów jest do dupy…

zegarek

Oczywiście nic mi się już nie chce robić, wiec mówię sobie, że spokojnie, jutro na pewno będzie inaczej! Wszakże „jutro jest zawsze czyste i wolne od błędów”!

Ale kolejnego dnia wcale nie jest lepiej! Ba! Jest nawet gorzej, bo sterta naczyń w zlewie rośnie w zastraszającym tempie, brudne plamy po soku na podłodze coraz trudniej zmyć, a  pranie się przecież samo nie uprasuje (do dziś łudzę się, że gdzieś tam istnieją krasnoludki, które pomogłyby mi to wszystko zrobić, tylko ujawnić się nie chcą, spryciarze mali!

Tak więc, mówię to Tobie i sobie po raz ostatni:

JUTRO NIE BĘDZIE INACZEJ!

Najprostszy i najbanalniejszy przykład? Jeżeli masz nadwagę (ze swojej winy, nie z choroby), to ona nie zniknie jakimś magicznym sposobem. To nie będzie tak, że w poniedziałek poćwiczysz parę minut, a  we wtorek magicznym sposobem 10 kg.

Jeśli chcesz umieć rysować (tak , znów mówię też do siebie) to nie oczekuj, że pewnego dnia obudzisz się i wszystko będzie gotowe. To nie tak, że wstając zapali Ci się żaróweczka nad głową i zaczniesz krzyczeć „Eureka!”, a potem od razu  rysujesz jak profesjonalny malarz. (No chyba, że serio należysz do tych paru procent malarzy którzy nie musieli pracować nad swoim talentem, to zwracam honor!)

pisaki

Spójrzmy prawdzie w oczy: samo nic się nie zrobi i to, że będziemy to odkładać na kolejny dzień, weekend  czy rok tego nie zmieni. Prawdopodobnie problemów będzie jeszcze więcej, a zabrać się za nie coraz trudniej.

Więc czy nie lepiej rozwiązywać jakiś problem, czy też doskonalić się dziennie krok po kroku, niż potem robić wszystko jednego dnia, jak dziś?


PS. Zdaję sobie sprawę, że pewnie powstało mnóstwo postów w tym temacie, ale musiałam to napisać z tej perspektywy też dla siebie. Zapisuję ten post w zakładkach i gdy będę mieć kompletnego lenia, poczytam sobie ponownie. A wtedy muszę się ogarnąć, no bo jak to tak, piszę posta, a potem zapominam znowu postępuję tak samo? No way!

To po prostu taki mały trik, żeby się zmotywować do działania, a może i Wam pomoże w trudnych chwilach 😉