biegnący przystojny chłopak

Dlaczego warto iść na kurs pierwszej pomocy?

Wyobraź sobie, że idziesz ulicą. Mijasz bloki z kolorowymi ogródkami, piekarnię, w której zawsze kupujesz chleb i tę panią Krysię, co śmiało mogłaby robić za osiedlowy monitoring.  Uśmiechasz się sam do siebie, bo przecież jeszcze tylko skoczysz do supermarketu po zakupy, a potem już wracasz do domu. W dodatku zaczyna się weekend, a, że nie masz z partnerem/partnerką specjalnych planów, to wiesz, że trochę sobie odpoczniesz, odeśpisz, nadrobisz książkowe i filmowe zaległości, a może nawet skoczysz się na rower nad pobliskie jezioro? Jednym słowem: żyć nie umierać. W końcu co z tego, że trochę się ściemnia, a po ciepełku z południa nie został już żaden ślad? W perspektywie weekendu to nic!

CO SIĘ STAŁO?

Wiec tak sobie idziesz i idziesz i jeszcze trochę, a zaczniesz pogwizdywać pod nosem, kiedy nagle zauważasz, że w krzakach leży jakiś chłopak. Wygląda całkiem normalnie – ma czyste ubranie, obok widać jego plecak, no i nie jedzie od niego alkoholem na kilometr. Podchodzisz bliżej, wołając „halo! Słyszysz mnie!?”, ale chłopak nic nie odpowiada, ba! On nawet nie drgnął na dźwięk twojego głosu!

Kucasz, chcąc sprawdzić, czy w ogóle oddycha, ale niestety spełniają się Twoje najgorsze przeczucia – jego klata się nie unosi, nie słyszysz też wdechu i wydechu powietrza, mimo absolutnej ciszy dookoła. W panice próbujesz sobie przypomnieć, co o takich sytuacjach mówili Ci w szkole, ale jak na złość w głowie pusto.  Zresztą jak miało nie być pusto, skoro w gimnazjum miałeś o pierwszej pomocy tylko kilka lekcji? Jak przez mgłę przypominasz sobie jakieś turlanie się po kocu na „edb” i to niezręczne uczucie, kiedy próbowałeś uciskać manekina, wszyscy się na Ciebie gapili, a Ty miałeś tylko nadzieję, że to nie z Ciebie się właśnie śmieją?

czytanie w myślach

Potem, w liceum wcale nie było lepiej. Z tego okresu  świta Ci coś o trzydziestu uciskach i paru oddechach, a z kursu na prawko przypominasz sobie, że to „turlanie” nazywano pozycją boczną, ale na tym Twoja wiedza się kończy.  Kojarzysz tylko, że trzeba jak najszybciej wezwać karetkę.

W panice dzwonisz na 999, błogosławiąc tego geniusza, który nie skomplikował tego numeru bardziej i podajesz wszystkie informacje. Siadasz przy chłopaku, wypatrujesz karetki i modlisz się, żeby tylko prędko przyjechali. Co prawda, osoba która odebrała telefon, poleciła Ci rozpocząć resuscytację, ale przecież Ty kompletnie nie wiesz jak się za to zabrać! Zaczynasz żałować, że nie poszedłeś na kurs pierwszej pomocy.

„BOJĘ SIĘ, ŻE ZROBIĘ COŚ NIE TAK!”

Co masz mu koszulkę zniszczyć?  Albo żebra połamać? Zresztą przecież na pewno i tak zrobisz coś nie tak i bardziej zaszkodzisz, niż pomożesz! No i jak chłopak się obudzi, to na pewno będzie miał do Ciebie pretensje, że tak go poturbowałeś!

pomocna dłoń

Myślisz i myślisz co z tym fantem zrobić, a kolejne minuty mijają i mijają, a karetki jak nie było, tak nie ma. Dzwonisz jeszcze raz, żeby upewnić się, że to normalne, że tak długo się czeka na pomoc, kiedy nagle słyszysz syrenę ambulansu. „Korki były” – krzyczy do Ciebie kierowca ambulansu.

KORKI = SPÓŹNIONY AMBULANS

Inni ratownicy szybko podbiegają, sprawdzają świadomość, kładą chłopaka na nosze, a jeden z ratowników zaczyny wykonywać uciski serca. O dziwo, on wcale nie bał się podrzeć koszulki chłopaka, ani połamać mu żeber (bo taki trzask to chyba tylko łamane żebra mogą wydawać, nie?).  Pakują go do ambulansu i na sygnale jadą do najbliższego szpitala. A Ty?

A Ty wracam do domu, zapominając o zakupach i modlisz się, by chłopak dał sobie radę i przeżył. Następnego dnia spotykasz w supermarkecie nasz osiedlowy monitoring panią Krysię, która mówi Ci, że nie, nie udało się uratować Tomka. Jej siostra pielęgniarka powiedziała, że karetka przybyła zbyt późno i w szpitalu okazało się, że jego mózg umarł przez brak tlenu.  Wścibska sąsiadka się spieszy, nie chce dziś  długo rozmawiać. Jednak  nie wiedząc, że to Ty wezwałeś karetkę, na odchodne rzuca słowa, które już na zawsze zostają w Twojej głowie:

Ten, kto go znalazł, nie zrobił mu ucisków serca. Podobno, gdyby to zrobił, to Tomek miałby większe szanse na przeżycie. A tak ratownicy nie mogli nic zrobić, bo krew nie dopływała  do mózgu zbyt długo. Szkoda, że umarł, to dobry chłopak był.

„GDYBYM TYLKO MIAŁ ODPOWIEDNIĄ WIEDZĘ”

Wracasz do domu, siadasz na łóżku i już nawet nie próbujesz powstrzymać łez. Zdajesz sobie sprawę, że gdybyś tylko miał odpowiednią wiedzę, to chłopak by przeżył. I mimo, że to nie była Twoja rodzina, a kompletnie obca osoba, to uświadamiasz sobie, że ona też miała bliskich: rodziców, dziadków, kuzynów, może braci i siostry, którzy będą po nim rozpaczać. Szukasz informacji w internecie i wiesz, że:

TO SIĘ WCALE NIE MUSIAŁO SIĘ TAK SKOŃCZYĆ

Widzisz chłopaka leżącego w krzakach, więc sprawdzasz, czy jest bezpiecznie i podchodzisz do niego. Wołasz: „Halo, proszę pana!”, a gdy nie odpowiada, to delikatnie odchylasz jego głowę i przez 10 sekund sprawdzasz świadomość. Nasłuchujesz czy jest oddech, patrzysz czy klatka piersiowa się porusza, czy leżący zrobił wdech i wydech i czy czujesz jego oddech na swoim policzku. Gdy okazuje się, że chłopak nie oddycha, zatrzymujesz jakiegoś przechodnia. Mówisz mu „Panie w czerwonej koszulce, będzie mi Pan potrzebny! Proszę zadzwonić po karetkę pogotowia, powiedzieć,  że jest tu chłopak, który nie oddycha, przekazać gdzie jesteśmy i że ja zaczynam uciski serca!”.

KURS PIERWSZEJ POMOCY – ZAWSZE PRZYDATNY

Następnie zaczynasz robić uciski serca i wdechy. Przypominasz sobie, że na kursie pierwszej pomocy kazali robić 30 ucisków na głębokość 5-6 cm, a po tym 2 wdechy nietrwające dłużej niż 4 sekundy.  Robisz tak kilka serii, pamiętając, że nie możesz przestać robić ucisków, bo wtedy ta krew, która chcesz doprowadzić do mózgu się cofnie.  Jesteś wdzięczny, za to, że ten kurs pierwszej pomocy Ci się przydał, a że wiele razy ćwiczyliście resuscytację, bo dzięki temu masz teraz dużo pewniejsze ruchy i nie boisz się, że zrobisz to źle. W końcu po tych wszystkich próbach, kiedy przećwiczyliście nawet działanie w stresie z „przeszkadzajkami” w tle, to musi się udać! Ba! Nawet w głowie masz teledysk o pierwszej pomocy z Bee Gees w wersji bez oddechów:

Bardzo się zmęczyłeś, więc prosisz pana w czerwonej koszulce o zmianę przy uciskach. Jemu idzie to trochę bardziej nieporadnie, ale całkiem dobrze sobie radzi mimo tego, że na początku musiałeś go postraszyć, że nieudzielenie pomocy jest karalne.

W końcu przyjeżdża spóźniona karetka i  inni ludzie przejmują ratowanie chłopaka. Pakują go do karetki i do szpitala, a Ty wracasz odpocząć do domu. Wiesz, że zrobiłeś wszystko, co się tylko dało, by go ocalić.

PRZEŻYŁ!

Następnego dnia spotykasz w supermarkecie Panią Krysię i dowiadujesz się, że chłopak przeżył. Jego stan jest ciężki, ale stabilny i lekarze są dobrej myśli.

Uśmiechasz się do siebie i jeszcze raz stwierdzasz, że pójście na kurs pierwszej pomocy zdecydowanie było dobrą decyzją.

To co, ktoś nadal zastanawia się, czy warto?

  • Bardzo ważny temat! Myślę, że ciężko czyjekolwiek postępowanie w tak przerażającej sytuacji, jak znalezienie osoby, która umiera. Natomiast wydaje mi się, że najważniejsze jest jak najszersze rozpropagowanie wiedzy na temat tego, że same uciski mogą wystarczyć. Wtedy czynnik „obrzydliwy” się wyłącza, a każde działanie może pomóc chociaż trochę. Przynajmniej trzeba próbować.
    Poza tematem- widzę, że i Ciebie naszło na małe zmiany 😀 Bardzo ładnie, tak przejrzyście! I chyba nawet trochę szybciej się ładuje 🙂

    • Masz rację, że ciężko prewidzieć zachowanie, jednak u mnie to działa tak, że im więcej wiem, tym pewniej się czuję. I okej, na pewno w grę wchodzi ogromna panika, ale zdaję sobie sprawę, że tylko po szkole ta panika byłaby kilka razy większa 🙂
      A co do ucisków bez oddechów, to myślę, że masz rację – większość ludzi to bardzo odstrasza, a tymczasem nawet same uciski mogę pomóc.
      Taak, cieszę się, że w końcu udało mi się zmienić szablon! Zresztą gratuluję też Tobie zmiany, bo zdecydowanie jest na plus!
      Miło mi, że Ci się tutaj podoba, bo byłam pełna obaw, jak widać – niesłusznie 😀 A co do ładowania, to mam wrażenie, że u mnie się ładuje tak samo szybko jak ten stary 😀

  • Mega ważny temat! Całkiem niedawno nad tym myślałam. Sama nie do końca wiem, jak poprawnie udzielić pierwszej pomocy. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby była taka konieczność. Czy nie spanikowałabym w obawie, że zrobię komuś krzywdę? Zdecydowanie warto wybrać się na taki kurs!

    • To się musiałyśmy jakoś połączyć myślami!
      Jeżeli nie wiesz, to myślę, że warto poczytać o tym trochę więcej, jak chcesz to mogę poszukać i Ci tutaj coś podrzucić 🙂
      I jasne, że na pewno będąc w takiej sytuacji bym spanikowała, ale jednak to nie byłby tak ostry poziom paniki jak kiedyś, bo moja wiedza o temacie wcześniej była fatalna. Zdecydowanie polecam kurs!

      • Zaznajomienie się z zasadami pierwszej pomocy jest z pewnością na liście moich priorytetów 🙂

  • Pewnie, że warto! Nigdy nie wiemy, kiedy może nam się to przydać. W każdej chwili może się okazać potrzebna pomoc obcej osobie, czy nawet najbliższej. Ważny temat poruszyłaś!

    • „W każdej chwili może się okazać potrzebna pomoc obcej osobie, czy nawet najbliższej. ” – dokładnie! I wiesz, ja się wolę modlić, żebym nigdy nie musiała użyć tej wiedzy, ale jeśli jednak by mi się coś takiego przytrafiło, to wolę wiedzieć co robić 😉

  • Oczywiście, że warto. Sama jestem po takim kursie. Zrobiłam go dobre 4 lata temu i póki co nie musiałam tej wiedzy użyć w praktyce (przynajmniej nie przy resuscytacji serca), ale ciesze się, że tę wiedzę mam. Warto poruszać takie tematy i uświadamiać ludzi jak bardzo ta świadomość jest potrzebna.

    • Cieszę się bardzo, że tez jesteś po kursie!
      Ja mam nadzieję, że tez nie będę musiała użyć wiedzy przy resuscytacji serca, ale jednak uważam, że jest to na tyle ważne, że lepiej wiedzieć co robić niż nie. Poza tym pierwsza pomoc to nie tylko uciski, ale też np. pomoc przy omdleniach, krwawieniu itd 🙂

  • edb? za moich czasów to jeszcze było p.o…. 😉
    swoją drogą, mam nadzieję, że nigdy nie znajdę się w takiej sytuacji. myślę, że udzielenie pomocy wymaga dużej odwagi. nawet, jeśli wiesz, jak pomóc, bo uczyłaś się o tym w szkole i jeszcze coś pamiętasz, to mimo wszystko trudno zwalczyć tę niepewność, strach, barierę przed naruszeniem drugiego człowieka. myślę, że problem w braku pomocy leży w psychice – ratownicy z karetki pogotowia są po prostu przyzwyczajeni do takich sytuacji.

    • To u mnie wprowadzili „edukację dla bezpieczeństwa” 🙂
      Też mam taką nadzieję, ale jednak wolę mieć tę wiedzę 🙂 Poza tym ja z czystym sumieniem moge powiedzieć, że po pierwszej pomocy w szkole na pewno bym sobie nie poradziła, bo ten przedmiot był u mnie raczej średnio prowadzony, a przynajmniej tak go zapamiętałam. Teraz po kursie, czuję się przynajmniej pewniejsza i spokojniejsza 🙂
      I chyba masz rację – w psychice też musi coś być 🙂

  • Z pierwszą pomocą jest dramat. Sama nie jestem specem i przydałoby się wszystko odświeżyć, ale to, czego jestem pewna, że na pewno bym próbowała robić co w mojej mocy. Tak naprawdę mamy obowiązek udzielić pierwszej pomocy. Jeśli tego nie zrobimy, to możemy ponieść konsekwencje prawne. Co innego, to niewiedza, panika, nieporadność i znieczulica ludzi. Przykłady 2:
    – kiedyś w centrum miasta zobaczyłam słabnącego pana, który dostał drgawek – byłam obładowana torbami, wokół mnóstwo ludzi i nikt nic nie robi. Lecę więc do niego i pierwsze, co przyszło mi do głowy to cukrzyca i gwałtowny spadek cukru. Szybko kupiłam jakiś baton w kiosku obok i wepchnęłam mu to do buzi. Od razu się uspokoiło. Najgorsze jet to, że ten mężczyzna opadał mi na rękach, nie mogłam go utrzymać, Prosiłam przechodniów o pomoc, po czym odmawiali i szli dalej. Jedna osoba podbiegła z daleka by pomóc.
    – filmik krążący w sieci, gdzie samochód potrąca motocyklistę – kierowcy wysiadają z auta i nie robią kompletnie nic, a osoba filmująca całe zdarzenie z drugiego auta- to samo.
    W takich chwilach myślę tylko o tym, by nie być nigdy w takiej sytuacji, bo wiem, że nikt mi nie pomoże.

    • Mam nadzieję, że ja tez bym próbowała. Raczej ciężko byłoby mi przejśc obojętnie, bo pewnie potem miałabym wielkie wyrzuty sumienia.
      Co do Twich sytuacji, to dla mnie jest staszne właśnie takie odmówienie pomocy, bo przecież skoro jest obowiązek prawny i ktoś nas prosi o pomoc, to.. trzeba pomóc! Choćby tak jak się umie, samym zadzwonieniem np. po karetkę, okryciem bluzą czy kupnem takiego batona.
      Gratuluję Ci takiego opanowania.
      A ten filmik z motocyklistą, to już byłby dla mnie chyba straszny totalnie, aż wolę nie oglądać, bo się całkiem załamię…
      „W takich chwilach myślę tylko o tym, by nie być nigdy w takiej sytuacji, bo wiem, że nikt mi nie pomoże.” – dokładnie, aż strach się zastanawiać co by było, gdybym to właśnie ja zasłabła i nikt by mi nie pomógł.

  • Pierwsza pomoc jest bardzo ważna i każdy powinien ją znać!
    W liceum brałam udział z zawodach, gdzie trzeba było perfekcyjnie opanować pierwszą pomoc. Uciskaliśmy, układaliśmy, ale również uczyłam się innych rodzajów pomocy. Od tego czasu minęło 10 lat, a ja niestety już nic z tego nie pamiętam. Pewnie przydałoby się odświeżyć, ale tak można by było odświeżać swoją wiedzę w nieskończoność.
    Niestety obecnie osoba, której np. połamiemy żebra podczas ratowania życia może nas potem pozwać. Co najgorsze, to oni wygrywają w sądach. Z tego co wiem, to od niedawna naszym obowiązkiem jest tylko zadzwonić po karetkę.

    • Też tak myślę 😉 Gratuluję Ci udziału w zawodach, cieszę się, że tak się angażowałaś 🙂
      Skoro już mało pamiętasz, to może warto trochę sobie przypomnieć?
      A co do wspomnianej sytuacji z połamaniem żeber, to przyznam, że ciężko mi w o uwierzyć. Nam na kursie powiedzieli, że w resuscytacji ratujemy życie, nie zdrowie i że człowiek z połamanymi żebrami raczej przeżyje, ten bez ucisków – raczej nie. Wydaje mi sie też być straszną niewdzięcznością, żeby pozywać do sądów za połamanie żeber osoby, która uratowała nam życie. Po prostu nie umiem sobie wyobrazić takiej sytuacji…

      • Mi też jest ogromnie ciężko wyobrazić sobie, że ktoś mógłby być tak niewdzięczny, ale dosyć niedawno słyszałam o sytuacji, gdzie młody chłopak pomógł w ten sposób kobiecie w średnim wieku. Ta jednak za namową swojego synalka postanowiła go pozwać za złamane żebra. Szybko zapomniała o tym, że uratował jej życie. Niektórzy myślą, że są nieśmiertelni, może ona też myślała, że tak czy siak by przeżyła i chłopak jej tylko zaszkodził. W każdym razie poszło o kasę… Niektórzy ludzie sa okropni, a najgorsze jest to, że przez nich inni będą się bali pomagać :/

        • Ojej, to straszne! Jak słyszę takie wieści to trochę się załamuję na duchu taką postawą. Jakby mnie ktoś uratował życie, to nie miałabym serca go pozywać do sądu za złamane żebra, w końcu dobrze, że przynajmniej żyję!

  • Kurczę, poruszyłaś mnie tym postem. Rzeczywiście taki scenariusz jest jak najbardziej prawdopodobny na drodze życiowej każdego człowieka i jeśli jest coś dzięki czemu możemy komuś uratować życie, to musimy to zrobić.

    • Cieszę się bardzo, że skłoniłam Cię do przemyśleń!

  • Według mnie znajomość pierwszej pomocy jest absolutnie obowiązkowa dla każdego. Nigdy nie wiadomo kiedy znajdziemy się w sytuacji, gdy ktoś będzie potrzebował naszej pomocy. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że od nas może zależeć czyjeś życie. Chociaż przyznaję, kurs pierwszej pomocy przechodziłam dawno temu i przydałoby się przypomnieć sobie pewne podstawy.

    • Też tak myślę!
      „Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że od nas może zależeć czyjeś życie. ” – dokładnie tak! 😉

  • Antypatycznie Antypatycznie

    Czytając ten artykuł jedyne co to zasłoniłam dłonią buzię z załamania i ciężko było kryć wzruszenie, bo tym chłopakiem możemy być my i nasi najbliźsi, 30 i 2 tyle wiem, wolałabym połamać żebra niż nie zrobić nic. Większość z nas żyje nadzieją,że taka sytuacja nigdy go nie spotka.

    • Ojej! Cieszę się, że mój post Cię tak poruszył!
      „bo tym chłopakiem możemy być my i nasi najbliźsi, 30 i 2 tyle wiem, wolałabym połamać żebra niż nie zrobić nic. ” – dokładnie! Ja nawet gdybym była poszkodowaną, to wolałabym miec połamane żebra i żyć, niż mieć je w całości i nie żyć.
      Większość żyje tą nadzieją, tylko jednak cczasem będą takie osoby u których ta nadzieja zawiedzie, a wtedy brak wiedzy może spowodować właśnie takie zakończenie jak w pierwszej wersji opowiadania…

  • Gratki za czytania dla samej siebie! Mało osób tak robi, niestety 🙁
    No i fakt – w przypadku dzieci to lepiej mieć tę wiedzę, bo sama po sobie pamiętam, że miałam ciekawe pomysły 😀
    ” Poza tym, kiedy jestem świadkiem wypadku nie mam oporów, żeby podniecenie i sprawdzić co się dzieje,” – brawo! 🙂

  • To bardzo dobrze! 🙂

  • Gosia

    Cudowny wpis, mam nadzieje że choc kilka osob po przeczytanu go zdecyduje sie na kurs. Jeżeli chodzi o kurs pierwszej pomcy to każdy z nas taki powinien przejść

    • Też mam taką nadzieję i cieszy mnie, że myślimy podobnie 🙂

  • Ja miałam okazję wykorzystać już przeszkolenie medyczne ze studiów w praktyce w pracy. Koleżanka dostała ataku padaczki i niefortunnie uderzyła się jeszcze w głowę o metalową barierkę przy upadku. Takie umiejętności powinien mieć każdy z nas, bo nikt nie wie co przyniesie czas. Być może nasi najbliżsi będą potrzebować naszej pomocy i musi stanąć wtedy na wysokości zadania.

    • ” Takie umiejętności powinien mieć każdy z nas, bo nikt nie wie co przyniesie czas. ” – też tak myślę. Całe szczęście, że wiedziałaś co robić! Myślę, że warto tutaj spojrzeć właśnie przez pryzmat najbliższych – czyli uczyć się pierwszej pomocy, by mieć choćby tę świadomość, że gdyby coś stało się najbliższym, to będę umiała im pomóc.

  • Dzięki Ci za poruszenie tego tematu. Zazwyczaj nie mam problemu z tym, żeby pomagać obcym ludziom na ulicy, ale jednak niewiedza w temacie ratowania życia, gdyby coś się stało, może być blokująca. Zainspirowałaś mnie, żeby poszukać takiego kursu dla siebie 🙂

    • Cieszę się bardzo, że Cię zainspirowałam! 🙂 Zdecydowanie warto poszukać takiego kursu dla siebie i podszkolić się trochę 🙂