pączki dunkin donuts - migawki z Warszawy

Migawki z Warszawy #1, czyli pączki, fontanny i wiele innych

Ostatnie dni minęły mi bardzo szybko. W końcu udało mi się pojechać na małe wakacje do Warszawy i zwiedzić kilka fajnych miejsc. Dlaczego właśnie do Warszawy? Bo raz, że słyszałam o niej wiele dobrego, dwa, że to blisko, a trzy, ze trochę wstyd nie znać własnej stolicy, prawda? Zwłaszcza, że parę innych europejskich stolic już odwiedziłam  – Londyn, Paryż, Bruksela, Wiedeń – byłam, zwiedziłam i podobało mi się. A Warszawa? Podobno byłam w podstawówce. „Podobno”, bo nic, a nic z tego nie pamiętam!  Tak więc, gdy tylko nadarzyła się okazja, stwierdziłam: JADĘ!

Teraz mogę już powiedzieć: przybyłam, zobaczyłam, zwyciężyłam wróciłam, a ten wpis to zestawienie moich ulubionych wspomnień z Warszawy.  Będzie trochę przewidywalnie, trochę tajemniczo, a także…. bardzo słodko!  To zaczynamy!

MIGAWKI Z WARSZAWY – CO MI SIĘ NAJBARDZIEJ SPODOBAŁO W STOLICY?

1.PĄCZKI!

Dla moich bliskich ten punkt jest chyba najbardziej przewidywalny. A to dlatego, że oni doskonale wiedzą, jak bardzo uwielbiam jeść!

Na pączki Dunkin Donuts natknęłam się już na pierwszym spacerze po Warszawie. Na początku weszłam z zamiarem kupienia tylko dwóch pączków, ale potem okazało się, że:

  1. Akurat trafiłam na promocję o połowę regularnej ceny.
  2. Pączki były tak śliczne, że prawie wołały „weź mnie!”

I jak tu im odmówić? Ostatecznie skończy się na tym, że zjadłam trzy pączki zamiast kolacji, ale dla tego smaku było warto! Moim ulubionym pączkiem stał się Mr. Happy, chociaż serduszko, mango, podwójny karmel i krówki też były przepyszne.

pączki dunkin donuts - mr. happy, mango, krówka

I tutaj z jednej strony się cieszę, że w moim mieście nie ma Dunkin Donuts, bo po dwóch miesiącach sama wyglądałbym jak pączek, no i pewnie moje zdrowie (i portfel) by się załamało. W końcu objadanie się pączkami do najzdrowszych nie należy, a tak ten jeden tydzień raczej wielkiej krzywdy nie zrobił ani mi, ani mojemu portfelowi. Z drugiej strony trochę smutno, bo nie mam pojęcia kiedy znowu na nie trafię.

2.POKAZ MULDIMEDIALNY W PARKU FONTANN

Gdy tylko dowiedziałam się o Parku Fontann, wiedziałam, że muszę go odwiedzić. W końcu nie od dziś mam słabość do ładnych fontann, a jak jeszcze są podświetlane w nocy, to już wkupują się do mojego serduszka na długo. Tak też było z tymi w Parku Fontann.

Przyszłam około 21 i już z daleka widziałam błyskające światła. Przyznam szczerze, że jak zobaczyłam te migające kolory z daleka, to myślałam, że to już jest właściwy pokaz, a tymczasem okazało się, że najlepsze dopiero przede mną! O 21:30 fontanny utworzyły coś w rodzaju ekranu, na którym wyświetlano pokaz „Warszawskie Syreny”.

Niestety trochę zawaliłam i stanęłam tuż przy fontannie, obserwując wszystko z boku,  podczas gdy najlepszy widok bezpośredni był ze skarpy. Cóż, mówi się trudno, następnym razem zrobię inaczej.  Przynajmniej widziałam idealnie animacje fontanny podczas krótkich przerw w obrazie i uciekałam od wody gdy „ekran” się lekko obracał. Pierwszy raz trafiłam na taki pokaz i jest to dla mnie wspomnienie, które na długo zapamiętam.

3.WIDOK NA WISŁĘ I STADION NARODOWY NOCĄ

Jako, że hostel był niedaleko od Wisły i Warszawskiej Syrenki, to ostatniego dnia poszłam się pożegnać z Warszawą właśnie tam. Usiedłam na nabrzeżu i wręcz zakochałam się w tym widoku! Podświetlony Stadion Narodowy, podświetlone mosty, podświetlone małe statki – knajpki na rzece i do tego pyszne lody – czego chcieć więcej? No dobra, moja czepialska natura, każe mi napisać, że wtedy zdecydowanie można chcieć więcej ciepłych ubrań na sobie, ale to by było na tyle.

4.SZUKANIE LOESJE POD PAŁACEM KULTURY I NAUKI

Jedni szukają Pokemonów, a ja jestem totalnie zachwycona napisami Loesje na chodnikach! Lubię gierki słowne, a Loesje wychodzą ona naprawdę świetnie! Chciałabym się kiedyś załapać na warsztaty Loesje i spróbować też coś takiego stworzyć.

LOESJE - czy burczy Ci czasem w głowie

Na tę chwilę mogę tylko podziwiać ich dzieła i sprawdzić, czy może w jakimś większym mieście koło mnie też są na chodnikach. Chciałabym bardzo, bo przecież nie ma to jak dobre słowo z rana!

Najbardziej spodobało mi się hasło „bądź tym, co w trawie piszczy”, oraz „Jeśli przygoda nie czeka za drzwiami, wyjdź oknem”, ale co ja tam będę pisać, lepiej sami zobaczcie moją małą kolekcję. Wystarczy tylko kliknać na zdjęcie i już się powinno powiększyć, więc wszystko będzie widoczne.

Loesje - migawki z Warszawy

5.MEMORIAŁ KAMILI SKOLIMOWSKIEJ I CENTRUM NAUKI KOPERNIK

Ale o tym opowiem już w następnym poście, bo jak wrzuciłam to wszystko tutaj, to wyszło całkiem sporo słów, a raczej na blogach lepiej czyta się te krótsze. Tak więc, podzieliłam trochę tekst i cóż – zapraszam wkrótce, gdy pojawi się link!

To już wszystkie z moich „migawek”, jestem ciekawa, czy coś Was z tego zestawienia zainteresowało?  Mam też prośbę do rodowitych Warszawiaków: polećcie proszę jakieś fajne miejsca w Warszawie. Co prawda już wróciłam, ale mam nadzieję, że kiedyś jeszcze zawitam do Warszawy i chciałabym zobaczyć coś więcej, niż tylko te najpopularniejsze atrakcje. Od tych najpopularniejszych był ten wyjazd, a liczę, że kiedyś, ten następny będzie już większym zagłębieniem się w miasto.  Czekam na propozycje!