Minionki – recenzja

Parę dni temu miałam naprawdę wielkiego doła i moja genialna przyjaciółka bardzo chciała mi pomóc. Wpadła na pomysł obejrzenia jakiejś komedii w kinie, a że wiele dobre słyszałyśmy o „Minionkach” to stwierdziłyśmy, że to będzie dobry wybór. Nie oglądałam wcześniejszych filmów, więc nie do końca mogłam się spodziewać

O CZYM JEST FILM?

Minonki to takie małe, śmieszne stworki z żółtym ciałkiem. Mi osobiście przypominają żółte tik-taki z oczami, rękami i całą resztą, ubrane w jeansowe kombinezony.

Ich celem jest służenie złu, dlatego szukają jak najbardziej nikczemnego Pana, z którym mogłyby je czynić. Są przy tym niesłychanie nieporadne i przeważnie ich „tyran” nie żyje zbyt długo, przez co musiały emigrować. Nie knując niecnych planów popadły w marazm i tutaj właśnie zaczyna się akcja. Bob, Stuart i Kevin wyruszają w podróż by znaleźć nowego pana. Wkrótce poznają najpopularniejszego złoczyńcę, czyli Scarlett O’Haracz i zaczynają dla niej pracować.

Po więcej obejrzyjcie zwiastun – mi się naprawdę podobał, więc sugerując się nim, myślałam, że ten film to będzie strzał w dziesiątkę.

CO BYŁO FAJNE?

1. Grafika

Dla mnie prawdziwe mistrzostwo! Sam wygląd tytułowych minionków jest naprawdę genialny, no i sprawdza się tutaj powiedzenie „mniej znaczy więcej”. Bo tak naprawdę, myślę, że większość z nas umiałaby narysować takiego Boba, czy Kevina i całkiem dobrze by nam to wyszło. Do tego mnóstwo kolorów i ciekawe animacje zachęcają do oglądania.

2. Oryginalność

W 99% bajek główny bohater jest „tym dobrym”, który walczy ze złem, stara się je pokonać na milion sposobów. Tutaj jest na odwrót – mimo, że rasa minionków wygląda bardzo niewinnie, słodko, a ich zachowanie jest uroczo nieporadne, to jednak ich celem jest służyć złemu panu.

3. Wstęp

Opowiadanie o pochodzeniu Minionków, ich historii, przeżyciach i porażkach mi się naprawdę bardzo podobało. Szczególnie ta część z budzeniem wampira w dzień – śmiałam się przy tym na cały głos.

4. Ciekawe nazwy

Przykładowo Scarlett O’ Haracz, lub imiona bohaterów z plakatu: Bob, Kevin i Stuart. Nie wiem co takiego ma w sobie imię „Bob”, ale jakoś zawsze jak je słyszę, to już mi się jakoś wesoło kojarzy

5. Język

Słyszymy jak Minionki posługują się jakimś wymyślonym językiem, dla mnie bardzo uroczym. Niektóre zwroty rozumiemy, innych nie, a jeszcze innych nawet nie trzeba tłumaczyć jak np. „banana!” No i nie wiem czy zauważyliście, że czasem są tam wplecione włoskie słówka? A może to ja po prostu mam jakieś omamy słuchowe, że już wszędzie słyszę włoski?

A CO MI SIĘ NIE PODOBAŁO?

Niestety muszę powiedzieć, że na fabule się trochę zawiodłam. Miałam wrażenie, że motyw zdobycia władzy nad światem, przez jakiś czarny charakter, już wiele razy się przewinął w bajkach. I pod tym względem spodziewałam się jakiegoś lepszego rozwinięcia akcji, czegoś bardziej oryginalnego.

MOJA OPINIA

Myślę, że Minionki to niezły wybór filmu na sobotni wieczór. Dlaczego tylko niezły?  Bo dla mnie dobra bajka jest gdy wychodzę z kina/ wyłączam player i nie znajduję wielu niedopatrzeń na najważniejszym poziomie, czyli w fabule.

Mimo, że grafika, postaci, czy śmieszny sposób wypowiadania się żółtych stworków jest niewątpliwą zaletą, to jednak dla mnie fabuła jest raczej zwyczajna i trochę oklepana. Nie mówię, że jest zła – po prostu spodziewałam się czegoś lepszego po tak rozreklamowanej produkcji.

Przy czym, z góry mówię, że nie oglądałam wcześniejszych części, więc nie wiem za bardzo jak się prezentują na tle najnowszej produkcji, czy są lepsze, czy gorsze itd.

Podsumowując,  dla mnie w gatunku filmów animowanych można znaleźć lepsze filmy, jak chociażby „Krudów” o których pisałam tutaj: „Krudowie – moja opinia” , czy też np. „Zaplątanych”

A Wy widzieliście „Minionki”? Jeśli tak, to co o nich sądzicie? Co Wam się podobało, a co nie? A może oglądaliście wcześniejsze części? Warto zobaczyć?

Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii!