pies pod kocem

Przecież na targu kupisz taniej!

Ostatnio potargała mi się poszewka. Zresztą wcale jej się nie dziwię – jakbym była taka stara to też bym się pewnie potargała. Dużo przeszła ze mną i moją rodziną, ale jednak nadszedł już jej czas, kiedy musi udać się na spoczynek. Jednak to nic – przecież wszystko odchodzi, a nowe przychodzi. Jednak to nie o uczuciach poszewki będzie ten tekst, tylko o tym co było dalej.

A to już chyba każdy może sam przewidzieć: pojechałam do IKEI i kupiłam następną kołdrę, a nawet dwie, pamiętając, że parę miesięcy temu trafiłam tam na uroczy wzór w drobne kwiatuszki.  Byłam przeszczęśliwa, że w końcu będę spać pod ładną pierzyną, bo przecież o wiele przyjemniej korzysta się z rzeczy pięknych, cieszących nasze oko, niż tych brzydkich, byle jakich, kupowanych tylko dlatego, żeby było.

NA TARGU KUPISZ POŁOWĘ TANIEJ

Następnego dnia odwiedziłam moją babcię i z euforią podzieliłam się wieściami o nowym nabytku. Chyba oczekiwałam, że babcia ucieszy się razem ze mną, że udało mi się znaleźć coś ładnego, że miło spędziłam czas oglądając różne inspiracje mieszkaniowe itd. Ale zamiast tego usłyszałam tylko:

-Do IKEI po kołdrę!? W XYZ na targu przecież też  są! A ile dałaś za tę kołdrę?!

Chyba nie muszę nawet wyjaśniać, że nie powiedziałam babci ile zapłaciłam, prawda? Wywołałoby to kolejne „TYLE?! Na targu są połowę taniej!”.

I okej – zrozumiałabym, gdyby zareagowała tak pierwszy raz, albo takich razów byłoby  niewiele.  Tylko widzicie to nie był jeden raz. Właśnie uświadomiłam sobie, że babcia prawie tak reagowała na zakupy odzieżowe, obuwnicze i „domowe”.  Wszystko było dla niej za daleko, za drogo i w ogóle to wszystkie rzeczy mogłam przecież kupić za dychę na targu w pobliskim mieście! I co z tego, że te rzeczy w ogóle by mi się nie podobały, przecież byłoby taniej!

I uwaga – absolutnie nie krytykuję tutaj instytucji targu, bo dobrze wiem, że można na nich znaleźć mnóstwo fajnych rzeczy. Jednak nie chcę się tam zaopatrywać we wszystko tylko dlatego, że tam jest taniej.

TANIEJ NIE ZNACZY LEPIEJ

Tak tylko, że taniej nie zawsze znaczy lepiej.  Tzn, oczywiście, że lepiej dla naszego portfela, ale czy dla naszego poczucia wygody i estetyki też? Ja mam wrażenie, że estetyka, wygoda i cena nie zawsze idą w parze. Bo okej – są rzeczy, które bardzo lubię kupować na targu, jak np. wiosenne trampki. Uwielbiam to, że są wykonane tak cieniutkiego materiału, a przez to – co dla mnie jest najważniejsze – ani razu mnie nie obdarły.

Dla mnie te „targowe trampki” są świetne, ale rozumiem, że większości ludzi się nie podobają, więc wolą postawić na jakieś bardziej solidne trampki i zainwestować w np. conversy czy vansy.  Skoro ich na nie stać i im się podobają to co w tym złego, że zapłacą 200/300 złotych za te buty? Ich życie, ich pieniądze, a mnie nic do tego gdzie je kupili i ile za nie dali.

Tak samo kiedy widzę kogoś z Iphonem, to nie mówię, że ma telefon droższy niż miesięczna przeciętna krajowa. Nie mówię, że za tę ceną mógł kupić coś 500 razy lepszego albo kupić najtańszy telefon byle tylko dzwonił. Skoro ten ktoś ma pieniądze, system operacyjny mu pasuje idealnie, tak samo jak estetyka, to co mnie obchodzi ile na to wydał?

Jak widzę dany przedmiot to oceniam go przede wszystkim po funkcjonalności i wyglądzie, a nie na zasadzie: „wpierw pytam o cenę i jak będzie za wysoka, to już mi się nie podoba”.

czerwone trampki typu converse

INNE CZASY

I nie zrozumcie mnie źle – naprawdę bardzo kocham moją babcię. To u niej uwielbiałam słuchać historii, przekopywać albumy ze zdjęciami i obchodzić pokój po meblach, bawiąc się w Pippi Pończoszankę, gdy babcia spała. Ale dopiero teraz uświadomiłam sobie jej wpływ na moje postrzeganie rzeczywistości i dopiero teraz wrzuciłam sobie w głowę filtr na to, co mówi o kupowanych przeze mnie rzeczach. Bo ona wychowała się i żyła większość czasu w innym świecie, gdzie wszystko było na kartki, a paczki z zagranicznymi produktami to było „coś”. Rzeczy nie musiały być ładne, tylko przede wszystkim tanie. Tylko, że ten świat już nie istnieje.

NIE TYLKO CENA SIĘ LICZY!

Nie wiem jak Wy, ale ja znacznie bardziej wolę korzystać z ładnych przedmiotów, gdzie „ładny” dla każdego oznacza coś innego. Ja np. wolę pić z dużego białego kubka w ulubiony wzorek, niż z tego w połowie wyszczerbionego. Wolę założyć ładną i wygodną bluzkę niż stary, podarty i wyblakły T-shirt, który czasy swojej świetności przeżył parę lat temu.

Wolę postawić na coś, co odpowiada mi zarówno w kwestii wyglądu, komfortu korzystania i ceny, niż tylko patrzeć na to ostatnie, kupując coś byle było.

Byle było taniej.