pies pod kocem

Przecież na targu kupisz taniej!

Ostatnio potargała mi się poszewka. Zresztą wcale jej się nie dziwię – jakbym była taka stara to też bym się pewnie potargała. Dużo przeszła ze mną i moją rodziną, ale jednak nadszedł już jej czas, kiedy musi udać się na spoczynek. Jednak to nic – przecież wszystko odchodzi, a nowe przychodzi. Jednak to nie o uczuciach poszewki będzie ten tekst, tylko o tym co było dalej.

A to już chyba każdy może sam przewidzieć: pojechałam do IKEI i kupiłam następną kołdrę, a nawet dwie, pamiętając, że parę miesięcy temu trafiłam tam na uroczy wzór w drobne kwiatuszki.  Byłam przeszczęśliwa, że w końcu będę spać pod ładną pierzyną, bo przecież o wiele przyjemniej korzysta się z rzeczy pięknych, cieszących nasze oko, niż tych brzydkich, byle jakich, kupowanych tylko dlatego, żeby było.

NA TARGU KUPISZ POŁOWĘ TANIEJ

Następnego dnia odwiedziłam moją babcię i z euforią podzieliłam się wieściami o nowym nabytku. Chyba oczekiwałam, że babcia ucieszy się razem ze mną, że udało mi się znaleźć coś ładnego, że miło spędziłam czas oglądając różne inspiracje mieszkaniowe itd. Ale zamiast tego usłyszałam tylko:

-Do IKEI po kołdrę!? W XYZ na targu przecież też  są! A ile dałaś za tę kołdrę?!

Chyba nie muszę nawet wyjaśniać, że nie powiedziałam babci ile zapłaciłam, prawda? Wywołałoby to kolejne „TYLE?! Na targu są połowę taniej!”.

I okej – zrozumiałabym, gdyby zareagowała tak pierwszy raz, albo takich razów byłoby  niewiele.  Tylko widzicie to nie był jeden raz. Właśnie uświadomiłam sobie, że babcia prawie tak reagowała na zakupy odzieżowe, obuwnicze i „domowe”.  Wszystko było dla niej za daleko, za drogo i w ogóle to wszystkie rzeczy mogłam przecież kupić za dychę na targu w pobliskim mieście! I co z tego, że te rzeczy w ogóle by mi się nie podobały, przecież byłoby taniej!

I uwaga – absolutnie nie krytykuję tutaj instytucji targu, bo dobrze wiem, że można na nich znaleźć mnóstwo fajnych rzeczy. Jednak nie chcę się tam zaopatrywać we wszystko tylko dlatego, że tam jest taniej.

TANIEJ NIE ZNACZY LEPIEJ

Tak tylko, że taniej nie zawsze znaczy lepiej.  Tzn, oczywiście, że lepiej dla naszego portfela, ale czy dla naszego poczucia wygody i estetyki też? Ja mam wrażenie, że estetyka, wygoda i cena nie zawsze idą w parze. Bo okej – są rzeczy, które bardzo lubię kupować na targu, jak np. wiosenne trampki. Uwielbiam to, że są wykonane tak cieniutkiego materiału, a przez to – co dla mnie jest najważniejsze – ani razu mnie nie obdarły.

Dla mnie te „targowe trampki” są świetne, ale rozumiem, że większości ludzi się nie podobają, więc wolą postawić na jakieś bardziej solidne trampki i zainwestować w np. conversy czy vansy.  Skoro ich na nie stać i im się podobają to co w tym złego, że zapłacą 200/300 złotych za te buty? Ich życie, ich pieniądze, a mnie nic do tego gdzie je kupili i ile za nie dali.

Tak samo kiedy widzę kogoś z Iphonem, to nie mówię, że ma telefon droższy niż miesięczna przeciętna krajowa. Nie mówię, że za tę ceną mógł kupić coś 500 razy lepszego albo kupić najtańszy telefon byle tylko dzwonił. Skoro ten ktoś ma pieniądze, system operacyjny mu pasuje idealnie, tak samo jak estetyka, to co mnie obchodzi ile na to wydał?

Jak widzę dany przedmiot to oceniam go przede wszystkim po funkcjonalności i wyglądzie, a nie na zasadzie: „wpierw pytam o cenę i jak będzie za wysoka, to już mi się nie podoba”.

czerwone trampki typu converse

INNE CZASY

I nie zrozumcie mnie źle – naprawdę bardzo kocham moją babcię. To u niej uwielbiałam słuchać historii, przekopywać albumy ze zdjęciami i obchodzić pokój po meblach, bawiąc się w Pippi Pończoszankę, gdy babcia spała. Ale dopiero teraz uświadomiłam sobie jej wpływ na moje postrzeganie rzeczywistości i dopiero teraz wrzuciłam sobie w głowę filtr na to, co mówi o kupowanych przeze mnie rzeczach. Bo ona wychowała się i żyła większość czasu w innym świecie, gdzie wszystko było na kartki, a paczki z zagranicznymi produktami to było „coś”. Rzeczy nie musiały być ładne, tylko przede wszystkim tanie. Tylko, że ten świat już nie istnieje.

NIE TYLKO CENA SIĘ LICZY!

Nie wiem jak Wy, ale ja znacznie bardziej wolę korzystać z ładnych przedmiotów, gdzie „ładny” dla każdego oznacza coś innego. Ja np. wolę pić z dużego białego kubka w ulubiony wzorek, niż z tego w połowie wyszczerbionego. Wolę założyć ładną i wygodną bluzkę niż stary, podarty i wyblakły T-shirt, który czasy swojej świetności przeżył parę lat temu.

Wolę postawić na coś, co odpowiada mi zarówno w kwestii wyglądu, komfortu korzystania i ceny, niż tylko patrzeć na to ostatnie, kupując coś byle było.

Byle było taniej.

  • Niestety babcie takie są. W sumie to starsi ludzie, którzy żyli w gorszych czasach mają takie podejście. Trzeba oszczędzać i kupować wszystko co najtańsze. Nawet jak się ma pieniądze, to przecież można je wydać na coś bardziej przydatnego. Mój tata do tej pory wypomina mi, że tatuaż, który zrobiłam 1,5 roku temu kosztował aż 100zł! „Jak można wydać tyle pieniędzy na coś tak niepotrzebnego?!” Tak to właśnie jest 😀

    • Wiem 😉 Już do tego przywykłam i staram się zrozumieć 😉
      Na szczęście moi rodzice mają inne podejście, niż Babcia 🙂
      No i gratuluję zrobienia tatuażu! 😉

  • Oczywiście, że taniej nie znaczy lepiej. Wręcz przeciwnie, biednych teoretycznie ludzi nie stać na kupowanie tandety, która zaraz się zniszczy i trzeba będzie kupić duplikat, i kolejny, i kolejny – summa summarum wychodzi więcej niż za rzecz dobrej jakości, która służy przez lata.

  • Babcie chyba już tak mają- wszystko co najtańsze jest najlepsze a ja naprawdę wolę kupić jedną porządną rzecz i korzystać z niej kilka lat niż zalać się morzem tandety, której później nie pozwalają mi wyrzuć bo może jeszcze się przyda. Odbiegnę teraz od tematu ale moja jak mantrę powtarza mi, że powinnam po studiach szukać pracy w biurze projektowym choć już dawno wytłumaczyłabym, że ja sie do tego kompletnie nie nadaje i tylko bym się tam męczyła. Gdy pytam o to jaki sens miałaby ta praca skoro bym się tam męczyła to już niestety mi nie odpowiada.

    • Wiem, że tak mają i oczywiście rozumiem to 😉
      ” której później nie pozwalają mi wyrzuć bo może jeszcze się przyda. ” – tak bardzo prawdziwe! Jak niedawno robiłam porządki w moim pokoju, to musiałam wywalić całkiem sporo rzeczy, które się już nie przydawały 😉
      W takim razie życzę Ci znalezienia po studiach pracy, która będzie dla Ciebie satysfakcjonująca i gdzie nie będziesz się męczyć 😉

  • Ja z targiem mam taki problem, że zniechęcam się już na samą myśl, że miałabym tam wejść. Nie mam drygu do wykopywania skarbów, nie lubię się przedzierać przez tłum z wrażeniem, że zaraz stracę portfel. Jak chcę tanio, to kupuję w necie bezpośrednio od Chińczyków, albo wybieram sklep, w którym wiem, że znajdę to, czego szukam, w dobrej cenie. Tak mam np. w Pepco, gdzie lubię kupować najzwyklejsze podkoszulki czy rajstopy. Wiem, czego się spodziewać. Nie potępiam, ale jak moja babcia zaczęła mnie wyciągać na wyprawę na targ, to nagle musiałam pilnie napisać nowy rozdział licencjatu ;D

    • Ja też nie mam drygu do wykopywania skarbów 🙂
      A w necie od Chińczyków jeszcze nie kupowałam, z jakich stron korzystasz? 😉
      Ja też lubię Pepco 😉 Można tam znaleźć rzeczy dobrej jakości, a jednocześnie w dobrej cenie. Moje ulubione kubki są z Pepco 😀
      I jak z tym rodziałem licencjatu? Napisałaś? ;>

      • Ja kupuję na Aliexpress, polecam grupę na Fb https://www.facebook.com/groups/165981207102804/, tam można zobaczyć jak rzeczy wyglądają na żywo, ile kosztują, jak długo dochodziły itp 😉 Jeden z ostatnich moich wpisów dotyczył akurat pędzla zamawianego na ali, na blogu aniamaluje jest fajny przewodnik jak tam kupować 😉
        Napisać napisałam, choć niekoniecznie akurat w tamten dzień ;D Ale jestem z siebie dumna, bo zaczęłam w końcu działać z kolejnym.

        • Dzięki za link!
          W takim razie brawo, że zaczęłaś działać! 😉

  • Gabriela

    A ja dzisiaj kupiłam 3 nowe kurtki i koszulę – kurtki z New Look, a koszula z H&M. W idealnym stanie, nowiutkie, z metkami. Za każdą zapłaciłam – uwaga – 8 złotych. 🙂 Wystarczy dobrze poszukać i nawet na targu czy w tak zwanych lumpeksach, można znaleźć takie perełki, że ojejku. Wiadomo, jest też pełno „szmat”, ale grunt to dobre poszukiwania. Często w takich sklepach są po prostu końcówki kolekcji, których nikt nie kupił, a są o niebo tańsze. 🙂

    • Zgadzam się z Twoim podejściem. Przeceny, końcówki kolekcji oraz umiejętność szukania, która jest podstawą każdych zakupów. Wszystko zależy od potrzeb i wykonania produktu, czasami towar porównywalny jakościowo z tym z sieciówki można znaleźć nawet na targu za zbliżoną cenę. Kwestia oczekiwań.

    • Racja, sama w lumpeksie nie umiem wiele znaleźć, ale słyszałam, że można tam trafić na niezłe perełki! 🙂

  • siewca zamętu

    niekoniecznie na targu jest taniej, szukając spodni, czy koszuli nie raz uda mi się kupić taniej w jakimś sklepie sieciowym a i przymierzyć jest wygodniej i można pooglądać z każdej strony

  • Oczywiście masz prawo do zakupu tego co chcesz jeśli Cię na to stać, ale nie dziw się babci. Życie w tamtych czasach wytworzylo w niej mentalność, której nie zmienisz. Ja też mam w swoim otoczeniu osoby, którym ogromną satysfakcję sprawia właśnie to, że kupią tanio. Kupują nawet rzeczy, które są im niepotrzebne, tylko dlatego, że jest promocja, albo że są tanie. Często jest to wynik długotrwałej trudnej sytuacji materialnej. Być może Twojej babci nie było łatwo, być może teraz też ma niedużą emeryturę i musi kombinować kupując to co tańsze. Tamten świat nie istnieje, ale ten nie zawsze jest piękny i nie każdego stać na piękne rzeczy.

    • Ale ja wcale nie chcę zmieniać jej mentalności! Ja po prostu nie chcę podchodzić do zakupów w taki sam sposób co ona i tak samo nie chcę oceniać NIESWOICH zakupów tylko po cenie 😉

      „Często jest to wynik długotrwałej trudnej sytuacji materialnej. Być może Twojej babci nie było łatwo, być może teraz też ma niedużą emeryturę i musi kombinować kupując to co tańsze” – racja, tylko właśnie u mojej babci ta sytuacja materialna w tamtych czasach i obecnych nie była zła. Dziadek był górnikiem, a Babcia pracowała w sklepie spożywczym, skąd często przynosiła do domu różne rzeczy i nie musiała czekać w kolejkach do produktów spożywczych. Obecnie ma emeryturę górniczą, a w ciagu roku wyjeżdża dużo częściej niż ja na jakieś wakacje. Jednak gdy opowiada mi, że jedzie do X, to ja nie mówię jej, że takie wyjazdy są przecież „strasznie drogie” i tego samego chciałabym w stosunku do moich wyborów 😉

      ” Tamten świat nie istnieje, ale ten nie zawsze jest piękny i nie każdego stać na piękne rzeczy” -rozumiem, ale w tym tekście nie chodziło osoby, które muszą kupować taniej bo nie mają innego wyboru 🙂

      • Ok. Rozumiem. 🙂 Czyli opcje masz dwie, albo wytłumaczyć babci, że tak jak ona ma swoje wybory, tak Ty masz swoje, albo się nie przejmować gadaniem. 🙂 Ale tak już odchodzac od tematu Twojej babci, myślę, że w naszym społeczeństwie bardzo popularne jest ocenianie cudzych zakupów i ocenianie ludzi po tych zakupach.

        • Wiesz, właśnie chodzi mi o to, żeby nie przejmować się gadaniem 😉 Bo dawniej bardzo się tym przejmowałam 🙂
          „w naszym społeczeństwie bardzo popularne jest ocenianie cudzych zakupów i ocenianie ludzi po tych zakupach.” – racja!

  • Oj, rozumiem Cię doskonale i z przykrością stwierdzam, że to nie przypadłość tylko babć, bo moja mama, która nie ma jeszcze 50tki też na to cierpi, na kupowanie „byle by było”, brzydkie? Stare? Podarte? No, ale przecież jest. Doskonale rozumiem skąd jej się to wzięło, ja jednak zdecydowanie wybieram dla siebie tylko najlepsze rzeczy. Bo kawa z ładnej filiżanki smakuje lepiej niż z obtłuczonego kubka reklamującego sieciówkę, a torebkę też lepiej mieć jedną, ale za to nie poobdzieraną i z działającym zamkiem.

    • To u mnie takie podejście reprezentuje tylko jedna Babcia, ta druga już nie. A paradoksalnie druga Babcia jest kilka lat starsza od tej pierwszej.

      Gratuluję wyboru dla siebie najlepszych rzeczy, choć dla każdego te najlepsze rzeczy będę oznaczały co innego 😉

      • Nie, dla każdego najlepsze rzeczy to te które sprawiają radość ilekroć przyjdzie ich użyć lub choć na nie spojrzeć. A, że mają inne kształty i kolory? To dla walki z monopolem w produkcji <|:^*

  • Ten medal ma dwie strony. Z jednej strony sama często tak robię. Wole kupić sobie buty za 500zł niż takie , które mi się rozwalą po miesiącu. Robię tak z wieloma rzeczami bo cenię sobie jakość i trwałość. Z drugiej strony jest wiele rzeczy, które faktycznie można kupić takiej i wcale nie są gorsze. Czasem nie warto przepłacać. Druga kwestia, że na rzeczy kupione na runku nie mamy paragonu zazwyczaj i niestety nie ma szans na reklamację. Jak we wszystkim trzeba znaleźć złoty środek. Jeśli kogoś stać to warto z tego korzystać , ale z głową 😉

    • Masz rację, ale chodzi o to by po prostu dopasować to do siebie 😉
      Bo widzisz, ja np. wole tańsze trampki, bo nie mam jeszcze jasno sprecyzowanego stylu, no i wiele butów mnie obciera, a te tanie najczęściej są z cienkich materiałów, które są dobre dla mojej stopy 😉 Za to np. zimowe kozaki wolę kupić w sklepie, gdzie dostanę paragon i będę mogła je reklamowac gdy coś. Ale jednocześnie nie zaglądam innym do kieszeni, bo uważam, że to czy ktoś wydał na te buty 500 złotych, czy 15 to już jego sprawa 🙂
      A mam wrażenie, że właśnie wielu ludzi tak zagląda innym do kieszeni.

      No i masz rację – czasem nie warto przepłacać 🙂
      „Jeśli kogoś stać to warto z tego korzystać , ale z głową ;)” – to jest idealne podsumowanie mojego posta, dziękuję!

  • Twojej Babci na pewno przyświecał dobry cel 🙂 Zwykle trzeba na czymś oszczędzić, by móc te
    pieniądze przeznaczyć na to co naprawdę da nam satysfakcję. Sęk w tym, że każdemu z nas satysfakcję dają inne rzeczy. Każdy z nas ma bowiem inne priorytety. Jedni będą wydawać pieniądze na markowe ciuchy, inni elektroniczne gadżety, a jeszcze innych nie będzie interesować to co materialne – będą woleli przeznaczyć pieniądze na podróże i poznawanie świata. W końcu, dla kogoś sensem życia może być pomoc innym i będzie przeznaczał nie tylko czas ale i pieniądze na pomoc ubogim, chorym czy uzależnionym.
    Są rzeczy, które trudno wycenić, choćby obrazy i inne działa sztuki. Dla jednych kilkaset tysięcy euro za kawałek płótna to absurd, inni żałują, że nie posiadają takiej sumy. Podobnie jest z bardziej przyziemnymi rzeczami, jak choćby telefony o których wspomniałaś. Trudno wycenić komfort użytkowania czy design i obiektywnie ocenić WARTO/NIE WARTO.
    Warto natomiast pamiętać, że tak naprawdę kupując dowolny przedmiot nie kupujemy go samego w sobie – kupujemy emocje, które przedmiot ma nam dostarczy, a na których nam zależy – podziw, prestiż, przynależność, pewność siebie itp. Warto wiec przed zakupem zastanowić się „dla jakiej emocji chcę TO posiadać?”
    Dawid

    • Ależ ja sobie zdaję sprawę, że przyświecał jej dobry cel! 🙂 I wbrew temu co pomyśleli sobie niektórzy – naprawdę staram się ją zrozumieć i nie chcę zmieniać na siłę.
      Chodziło mi raczej o to, że do tej pory nie zauważałam jej wpływu na postrzeganie rzeczywistości i dopiero teraz wpadłam na pomysł, że po prostu nie warto mówić o cenie – bo i Babcia się będzie denerwowała mniej i ja 🙂

      Masz też rację, że każdy ma swoje priorytety i każdemu coś innego będzie dawać satysfakcję. Tylko, że myślę, że wtedy nie warto tej osobie narzekać, że wydała mnóstwo pieniędzy na coś, co nie jest Twoim priorytetem, bo jak się poczuje osoba dla której pasją są np. podróże i się tym pochwali, a w odpowiedzi usłyszy jedynie „Tyle pieniędzy, żeby zobaczyć xyz?! W internecie zobaczysz za darmo”.

      Zgadzam się też z kupowaniem emocji – to dokładnie tak działa!
      Przyznam, że dotychczas nie zadawałam sobie tego pytania przed zakupem, ale jak prześledziłam mój pokój i przedmioty w nim to stwierdziłam, że jednak kupowałam pod wpływem dobrych emocji 🙂

      • Cenami rzeczywiście nie warto się „chwalić” rodzicom, dziadkom – ogólnie osobom mającym zupełnie inny bagaż doświadczeń i przekonań. Tak jak wielu z nas nie zrozumie po co kupować
        fizyczną gazetę codzienną, tak i oni mogę nie rozumieć jak można wydać 2000zł na telefon. Tolerancja i w tej dziedzinie jest jak najbardziej wskazana 🙂
        Dawid

  • Znam to podejście, niestety moja mama w dużej mierze takie ma. Trochę się to już zmienia, ale nadal zdarza mi się okłamać ją odnośnie ceny czegoś, bo nie chce mi się wysłuchiwać pewnych komentarzy… Również uważam, że nie chodzi tylko o to aby coś kupić. Liczy się jakość, estetyka, przyjemność jaka wiąże się z późniejszym użytkowaniem tych rzeczy. Zdecydowanie warto czasami zapłacić więcej.

    • Pięknie dziękuję Ci za ten komentarz! Cieszę się, że mamy podobne zdanie 🙂

  • Kiedy myślę o targu to przypominają mi się dwie rzeczy… Pierwsza, kiedy sama tam pracowałam i sprzedawała używane ubrania różnych znanych marek w cenie 5 zł za sztukę i druga, kiedy za czasów gimnazjum kupowałam tam „piękne i kolorowe” biustonosze, z których po miesiącu wyłaził drut! 😀

    Jednak co do całej idei tekstu – zgadzam się z Tobą. Nie tylko ważna jest cena, ale również jakość… a dla mnie właściwie przede wszystkim jakość 🙂 Kiedyś wolałam kupić więcej za mniej, dzisiaj wolę jedną naprawdę porządną rzecz!

    Pozdrawiam ciepło,

    Panna Joanna

    • Rozumiem 🙂 Choć przyznam się, że ja akurat lubię takie chińskie albo targowe biustonosze, jakoś tak najbardziej na mnie pasują rozmiarowo 😀 Obecnie w szafie mam taką mieszankę z dobrego sklepu i kiepskego sklepu, ale o dziwo, na tę chwilę właśnie mój ulubiony biustonosz, który wytrzymał ze mną wiele, jest najpiękniejszy i najwygodniejszy pochodzi właśnie z takiego targu /chińskiego sklepu 😀 Miałam też np. z Atlantica i innych sklepów i jakoś się nie polubiliśmy, akurat mi rozwaliły się bardzo szybko 🙁 No chyba, że trafiłam na jakiś felerne modele 😀

      Bardzo się cieszę, że mamy podobne podejście!
      Trzymaj się ciepło!

  • myślę, że tutaj potrzeba przede wszystkim złotego środka. takiej odpowiedzi na pytanie: czy wydaję 14 zł na kawę ze Starbucksa dlatego, że naprawdę mi ona smakuje i jest warta swojej ceny, czy przepłacam dla pustego trendu? albo: czy naprawdę jest sens zapłacić 80 zł za noc w hostelu, skoro obok jest niemal taki sam za 30 zł? inna sprawa, że niektórzy producenci/sprzedawcy naprawdę sami chyba nie wiedzą, ile jeszcze mogą zedrzeć z klientów na swoich produktach (danie obiadowe w przeciętnej restauracji za 25 zł? serio?). ale generalnie zgadzam się, że każdy ma prawo wybrać, czy stawia wygodę i estetykę ponad kosztami, czy może jednak nie. uważam, że w niektórych sytuacjach warto jest zapłacić nieco więcej (w końcu, po co zarabiać, skoro nie konsumujemy?), ale z kolei w innych totalnie nie warto i miałabym poczucie zmarnowania pieniędzy.

    • Masz rację – złoty środek to podstawa!
      Wiesz, akurat na pytanie ze Starbucksem Ci nie odpowiem, bo nie kupuję tam kawy, wolę np. wypić w domu 🙂 No i jeżeli obok jest taki sam za 30 złotych, to oczywiście, że nie warto przepłacać.

      Fajnie, że myślimy podobnie!

  • Ja również wolę ładniejsze, lepszej jakości i „żeby miło się korzystało”. Życie doświadczyło mnie jednak w taki sposób, że wybieram „byle było taniej”. Myślę też, że jeśli się tego nie przeżyje to się…nie zrozumie, zwyczajnie 🙂 Jak to mówią? Najedzony głodnego nie zrozumie, o.

    Znam człowieka, który na wiele może sobie pozwolić. I mimo to „byle taniej” działa u niego jak cholera. Patrze na niego i żal mi go, bo skąpstwo go zjada po kawałeczku.

    Są jednak ludzie dla których pieprzenie o jakości jest tylko pieprzeniem o jakości, bo zwyczajnie nie mogą sobie pozwolić na tą jakość. I najśmieszniejsze (pfu, najokropniejsze!) jest to, że coraz więcej na tym świecie ludzi, dla których jest to nie do pojęcia.

    Więc ja myślę, że zamiast zmieniać podejście starszego pokolenia do „byle taniej”, zacząć uświadamiać naszą dzisiejszą młodzież, że naprawdę, naprawdę czasami trzeba wybrać taniej. Wtedy dopiero nauczyliby się tą jakość szanować.

    • Wiesz, ale ładne rzeczy też mogą być tanie 🙂
      No i ja ten tekst pisałam raczej z zamierzeniem o osobach z Twojego drugiego akapitu, czyli takich, którzy mogą sobie pozwolić by kupić coś lepszej jakości i ładniejsze, a mimo to, tego nie robią 😉

      Wcale nie chcę też zmieniać podejścia starego pokolenia. Jedynie chodziło mi tutaj o to, że dopiero teraz zauważyłam to podejście Babci i owszem – akceptuję je i nie chcę zmieniać. Ale nie chcę też podchodzić do zakupów jak starsze pokolenie.
      I wbrew pozorom, sama też zdaję sobie sprawę, że czasem trafiają się takie sytuacje, że naprawdę tak trzeba.

  • anastazja

    Twoja babcia wciąż pamięta czasy, kiedy pieniądze miały dużą wartość i każdy grosz się liczył. Nasze pokolenie tego nie rozumie, bo my wychowaliśmy się w czasach, kiedy nie wypada kupić po prostu ładnych butów, nie, trzeba kupić ładne buty ze znaczkiem jakieś marki. Kiedyś buty miały być wygodne i długo służyć, teraz muszą być piękne, oryginalne i modne. Taki przykład.

    • Trzeba kupić ładne buty ze znaczkiem jakiejś marki? W takim razie chyba wychowałysmy się w innych czasach! Bo ja na palcach jednej ręki mogę policzyć osoby, które mają markowe buty. Ja i reszta moichh znajomych stawiamy raczej na mix tych czynników: wygodę, jakość, cenę i wygląd.

  • starsze pokolenia chyba już tak ma. przyzwyczajeni do biedy. wtedy też nie było takiego kultu piękna. w ogóle wtedy za bardzo wyboru nie było. to był inny świat, więc nie dziwi, że wiele babć może jeszcze mieć spojrzenie na zakupy rodem z dawnych czasów.

    • Ale ja rozumiem, że wtedy to był inny świat i właśnie o tym piszę w poście! Tylko, że teraz ten świat się zmienił i ja nie mogę już podchodzić do zakupów tak jak moja babcia.

      • możesz, nie możesz. po prostu nie musisz 🙂 gdybym ja miała się we wszystkim słuchać babci, to nic bym nie zrobiła, żeby się przypadkiem nie zmęczyć 😉

        • O! Dobrze ujęłaś moje słowa 🙂 No i właśnie ja w wielu rzeczach słucham i słuchałam Babci 😉

  • Na szczęście u mnie tak robie tylko Babcia – rodzice już nie 😉
    Moi się cieszą razem ze mną i przeważnie podobają im się moje zakupy i stosunek wygląd – cena – jakość 🙂

  • Jola | Katsunetka

    Nie wiem, czy tak wszędzie, ale ze swojego podwórka widzę, że na targu wcale taniej nie jest. Jak chcesz mieć dobry argument, przejdź się tam i do sklepu w celu porównania. Zrobiłam kilka razy taki zwiad i kilka osób, które mi właśnie mówiły, że na targu taniej zmieniły zdanie. Co innego moje drugiej rodzinne strony. Ubrania nie, ale warzywa, czy jakieś kasze są tańsze niż w sklepie. Tutaj też jakościowo lepsze. Warto czasami dla swojego spokoju zobaczyć jak to jest z cenami dla jakości. Nie po to, aby kupować, ale właśnie dla argumentu.

    • Racja, artykuły spożywcze warto tam kupować 🙂 Tutaj chodziło mi bardziej o takie rzeczy do domu i ubrania 😉

  • Pingback: Poszerz horyzonty #8 - darmowe fonty i realizacja celów - HEAD DIVIDED()

  • Taniej nigdy nie znaczy lepiej, chyba że bierzemy pod uwagę produkty spożywcze, które dzięki marce zawsze zyskują na „wartości” 🙂
    Natomiast jeśli chodzi o zakupy odzieżowe, użytkowe czy meble, jestem zdania, że lepiej kupić coś dobrej jakosci (a to nie będzie tanio) niż kupić za półdarmo, a za miesiąc kupować znów 🙂 Jednak rozumiem Twoją babcię, to PRL tak nauczył ludzi szukania okazji, a te czasy już minęły.
    Zasadę „byle było taniej” stosuję w jednym przypadku – gdy kupuję książki :p Pozdrawiam!

    • Tak, tutaj mi chodziło głównie o te zakupy odzieżowe, do domu i np. meble 🙂
      Jakieś warzywa i inne artykuły spożywcze już można tam znaleźć świetne 🙂
      „Zasadę „byle było taniej” stosuję w jednym przypadku – gdy kupuję książki” – haha, racja!

  • Widzę, że mamy tak samo! 🙂

  • Ja obecnie kompletuję wyprawkę dla mojego dziecka i bardzo często słyszę, że przepłacam. Za ubranka (w Pepco kupiłabym taniej), za wózek (ale po co Ci markowy? jest taki drogi!), za akcesoria (idź do tesco, kupisz taniej). Nikt jednak nie patrzy na jakość produktów, które kupuję – miękkie ubranka z ekologicznej bawełny, wygodny wózek nie tylko dla dziecka, ale też dla mnie, akcesoria, które starczą mi na lata i nie rozpadną się po kilku użyciach. Kupuj jak chcesz i gdzie chcesz bez zaglądania innym do koszyka.