Nie moje, nie Twoje, niczyje?

Kiedy pożyczam książki od znajomych, to  są one przeważnie w dobrym stanie i w takim też staram się je oddać. Wiem, że czyta je nie tylko mój znajomy i ja, ale też inni przyjaciele. Wychodzi, że czasem te powieści wędrują po naprawdę wielu domach, a mimo to nie są ani trochę zniszczone.

KSIĄŻKI OD ZNAJOMYCH VS. NICZYJE KSIĄŻKI Z BIBLIOTEKI

Za to gdy wypożyczam coś z biblioteki, to czasem jednak zdarza się, że stan egzemplarzy (często wcale nie tak dawno wydanych) nie jest zbyt dobry. Tzn, jasne, że większość jest zadbana, ale jednak czasem zdarza mi się trafić na książkę, która wygląda jak wyciągnięta psu z gardła! Zastanawiam się wtedy co autor z nią robił, że jest tak zmasakrowana?

Mam wrażenie, że jakoś gdy wiemy, że dana książka jest od koleżanki, to dużo bardziej o nią dbamy: nie czytamy jej jedząc śniadania czy obiadu, nie pakujemy się z nią do wanny, żeby jej przypadkiem nie utopić i nie gryzmolimy na niej swoich notatek. Staramy się oddać ją w podobnym stanie do otrzymanego. Natomiast kiedy korzystamy z dobra publicznego, to jakoś większość ludzi mniej o nie dba i szanuje.  Dlaczego? Bo wydaje im się, że jest niczyje?

książki o Korei Północnej

I PO CO TO MALOWANIE?

Podobnie jest na osiedlach – parę lat temu mój blok w końcu dostąpił zaszczytu odmalowania części budynku. Przemalowano aż jedną ścianę na biało – czerwono i wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że po paru miesiącach znalazł się tam napis, którego wolę nie cytować. I tak się zastanawiam:  po co Ci ludzie to zrobili? Żeby udowodnić, że klub X jest lepszy od Y? Dla mnie to trochę słaby argument. Zresztą zzy nie lepiej patrzy się na ładnie odmalowany blok, niż na taki cały popisany wulgarnymi napisami? Nie mówiąc już o tym, że takie niszczenie musi zniechęcać administrację do kolejnego malowania. Bo po co, skoro i tak za kilka tygodni miesięcy znów trzeba by wydać pieniądze? Bez sensu!

WYBACZ, ŻE ROZWALIŁEM TWOJĄ KOSIARKĘ

I tak się tylko zastanawiam: dlaczego się tak zachowujemy? Przecież o swoje rzeczy zawsze dbamy, starając się je czyścić  w odpowiedni sposób, użytkować zgodnie z przeznaczeniem i przede wszystkim: nie niszczyć specjalnie.

Podobnie jest z rzeczami znajomego: również o nie bardzo dbamy, bo jak zniszczymy to trzeba będzie oddać pieniądze, odkupić lub przynajmniej spojrzeć znajomemu w twarz i narazić się na jego krzywe spojrzenie, gdy powiesz:

 „Wybacz, ale rozwaliłem Twoją kosiarkę. Pomyślałem, że skoro ścina trawę, to te wielkie krzaki na końcu działki też załatwi, ale niestety nie wyszło. Wybacz.”

Dla wielu takie przyznanie się do winy byłoby na tyle trudne, że wolą zawczasu korzystać z rzeczy znajomych z szacunkiem, żeby oddać je w nienagannym stanie.

NIE MOJE, NIE TWOJE, NICZYJE?

Natomiast gdy korzystamy z dobra publicznego: książki z biblioteki, ławki w parku, autobusu, pociągu, tramwaju, czy ławki w szkole ,to kompletnie to olewamy. Bo to przecież nie moje, nie Twoje, a więc niczyje! A niczyje przecież można zniszczyć, czyż nie? Mam wrażenie, że  z takiego założenia wychodzi całkiem sporo ludzi. Ale niespodzianka! Właśnie, że nie można zniszczyć!

Nie można bo przecież to coś jest z Twoich (i innych obywateli) podatków!  I jak to zniszczysz to trzeba to będzie naprawić z – kolejna niespodzianka – również Twoich i innych podatków! A co za tym idzie – pieniądze zostaną wydane na naprawę, a nie wybudowanie np. nowego placu zabaw, ławek w parku, czy szkole lub  przeznaczone na zakup kolejnych nowości dla bibliotek.  Czyżbyśmy o tym zapomnieli?

Bo przecież to, że coś jest nie moje i nie Twoje, wcale nie znaczy, że jest niczyje. Wręcz przeciwnie – jest NASZE wspólne.

Więc może dbajmy o to, co?


Zdjęcie tytułowe pochodzi ze strony stocksnap.io