na plaży - opowiadanie o trudnych wyborach

Jak chipsy mogą uratować życie, czyli opowieść o trudnych wyborach

Tym razem zapraszam Was na coś kompletnie innego, czyli na „Jak chipsy mogą uratować życie, czyli opowiadanie o trudnych wyborach. Pierwszy raz publikuję tutaj opowiadanie niezwiązane z cyklem „Widzieć Muzykę”, więc byłabym wdzięczna za wszelkie opinie. W końcu bez Waszych wskazówek ciężko mi będzie poprawić warsztat pisarski, czyż nie?

No to zaczynamy

OPOWIADANIE O TRUDNYCH WYBORACH:

***

Mama znowu wysłała mnie na zakupy do spożywczaka.  Czy Ona serio myśli, że ja nie mam swoich spraw? Też muszę odrobić lekcje, nauczyć się na jutrzejszy sprawdzian z matmy (prawdziwy koszmar!) i napisać wypracowanie o niezmiernie fascynujących Chłopach.  Nie rozumiem tego – czy to masło musi być?! Nie możemy choć raz zjeść na kolację kanapek bez masła? Przecież już dziś rano byłem w sklepie po bułki i resztą zakupów – tak samo jak wczoraj i przedwczoraj i przed przedwczoraj. Ale niee, przecież niepracująca matka nie może sama zrobić zakupów ani zrobić na kolację czegoś innego niż kanapki! Normalnie tragedia by się stała!

DO KITU, WSZYSTKO DO KITU!

Więc biorę to durne masło, po drodze chwytam paczkę chipsów, płacę i znów wychodzę na ten ziąb. Zupełnie jakby cały świat się obrócił przeciwko mnie:  w drodze do szkoły zaprzyjaźniłem się z kałużą, zgubiłem dychę na obiad, jędza z chemii mnie oblała, a teraz matka znowu wysłała mnie do tego przeklętego spożywczaka. No i jeszcze zaczął padać śnieg. Genialnie!

Masło topi się w jednej kieszeni (w końcu masło to masło, nie? Może jak przyniosę roztopione to matka się nauczy, że mnie się po zakupy nie wysyła!),  a chipsy szeleszczą w drugiej, wołając do mnie „zjedz nas! Zjedz nas! Jesteśmy lepsze niż obiad!”.  Przypomniało mi się jak mama zawsze powtarzała, że nie wolno jeść chipsów na obiad, ale czy to moja wina, że ta dycha na obiad w szkole mi gdzieś wypadła? Rozrywam paczkę i czuję ten cudowny paprykowy smak.

w mieście - opowiadanie o trudnych wyborach

ZDZIWIENIE STULECIA

Wróć – coś jest nie tak. To jakoś dziwnie smakuje jak papier. Po chwili wymiętoszona kartka ląduje na ziemi. Już mam odchodzić, kiedy mój wzrok przyciąga kolorowy napis „WYGRAŁEŚ 10 000! Zgłoś się z tą kartką i paragonem do najbliższego oddziału banku Bogacz i spełnij marzenia!”

Chyba z pięć razy czytam tę wymiętą kartkę z kodem, czytam druczek, szukając kruczków, a po przyjściu do domu od razu odpalam kompa. Muszę wiedzieć czy naprawdę jest szansa, że wygrałem i nawet matka gderająca, że masło rozpuszczone nie jest w stanie mnie zdenerwować.

Szukam, klikam, piszę na forach, aż w końcu mam pewność – właśnie wygrałem 10 000! Oszołomiony szczęściem piszę do Andrzeja, koniecznie chcę się z nim podzielić dobrymi wieściami:

-Stary! Nie uwierzysz!

-Cześć Ty chyba też nie… Moja mama chwilę temu spotkała mamę Adama i okazało się, że w zeszły weekend jakiś pijany idiota go potrącił na przejściu dla pieszych i teraz jest w śpiączce.  Już wiadomo czemu od tygodnia nie ma go w szkole, nie odpisuje na nasz esy i jakby zapadł się pod ziemię. Czaisz, że podobno do wybudzenia się potrzebuje leku, który kosztuje 12 999 złotych?

-Jak to? Nie refundują tego?

-Właśnie nie. Podobno jak szybko go nie podadzą, to możemy go więcej nie zobaczyć… Pani Rumińska już po wszystkich bankach próbowała kredyt brać, ale  ma hipotekę i kilka innych długów, których nie umie spłacić i nikt nie chce jej pomóc. Co za sępy!

– Przykro mi. A Ty jak się czujesz?

-No trochę załamany jestem. W końcu znam Adama od przedszkola, razem bawiliśmy się w przedszkolu, razem skakaliśmy po trzepaku itd. a teraz jego życie się kończy.

-I nie da się nigdzie zdobyć tego hajsu?

-Próbowałem już. Na razie mamy 3 kawałki, ale po resztę to chyba musielibyśmy napaść na bank. Zresztą pewnie Ty też nie masz na zbyciu 10 kawałków, co nie? Ehh, sory cały czas o tym myślę, przerwałem Ci. A jakie są Twoje wieści?

-A wiesz… w końcu udało mi się poprawić polak. Lecę, bo matka kolację zrobiła, cześć!

-Cześć.

Po rozmowie od razu wpakowałem się do łazienki. Alicja sobie poczeka. Nie chciałem, żeby reszta rodziny widziała jak płaczę, a czułem, że jeszcze chwila i z oczy tryśnie fontanna. W ostatniej chwili puściłem wodę na ful i zacząłem ryczeć.

Nie mogłem uwierzyć, że Adam, ten Adam, który od zawsze pomaga mi w matmie, podpowiada na sprawdzianach i szczerzy się do wszystkich lasek teraz jest umierający. Przed oczami przemknęła mi reszta naszych wspólnych  wspomnienia – kłótnie o ostatni kawałek pizzy, bitwa na ścieżki, czy tłuczenie się zeszytami za plecami nauczycielek.

wielki dylemat - opowiadanie

WIELKI DYLEMAT

Wiedziałem, że mogę pomóc, wiedziałem, że moja „chipsowa wygrana” może ocalić mu życie. Jednak te pieniądze były tak kuszące!  W końcu nie musiałabym żebrać u rodziców o każdy grosz, mógłbym kupić sobie co zechcę i może nawet wybrać się latem na jakieś wakacje! Jednak co jeśli mama Adama nie zdobędzie tej kasy? CO jeśli Adam umrze, a ja będę widział, że mogłem go uratować, ale nie zrobiłem tego bo byłem zbyt wielkim egoistą żeby się poświęcić? Czy będę umiał z tym żyć?

I tak biłem się z myślami, dopóki moja siostra dobijająca się do łazienki nie zagroziła, że wyrzuci mi telefon za okno. Idiotka, nie rozumiała, że tu się rozgrywały prawdziwe męskie dylematy!

JEDNO WIELKIE NIC

Owinięty ręcznikiem wyszedłem z łazienki i spiorunowałem ją spojrzeniem. Zajrzałem do salonu – chciałem powiedzieć rodzicom o mojej decyzji. Może choć raz będą ze mnie dumni?

Jednak było jak zawsze. Nie usłyszałem żadnego  „jestem z Ciebie dumny Synu” albo „Dobrze zrobiłeś kochanie”. Nie, jak zwykle mnie olali, bo przecież u nas w rodzinie tylko Alicja się liczy. A ja nią nie jestem i nie osiągam średniej 5:0 ze wszystkiego, nie. Ja tylko jestem od chodzenia po bułki i do spożywczaka, ewentualnie ratowania ciężko chorego kolegi. Dla nich to i tak będzie nic.

BANK – PODEJŚCIE PIERWSZE

Następnego dnia poszedłem do banku Bogacz. Jak na zimę było całkiem ciepło, na chodniku zaczęło się pojawiać coraz więcej kałuż z roztopionego śniegu, nawet parę ptaków śpiewało w parku! Dzieci na placu zabaw goniły się dookoła zjeżdżalni, mijające mnie gimnazjalistki właśnie złapała głupawka, matki spacerowały z wózkami szczebiocąc radośnie, a jakiś facet rozmawiał przez telefon z dziewczyną, wydzierając się na pół parku „Kocham Cię skarbie!”. Miałem wrażenie, że tego dnia wszyscy byli szczęśliwi. Wszyscy oprócz mnie- ja potrafiłem myśleć jedynie o tym, że  zaraz oddam pieniądze, które spełniłyby moje marzenia.

Wszedłem do banku i podałem kobiecie za biurkiem kartkę z wygranym kodem. Chyba się mnie wystraszyła, bo szybko wpisała kod do komputera i poszła wypłacić pieniądze, stukając obcasami tak szybko i głośno, że wszyscy podnieśli głowy. Wróciła już spokojniejszym krokiem, wręczając mi plik banknotów i pokwitowanie odbioru do podpisania.  Złożyłem swój podpis, spakowałem banknoty do koperty i wybiegłem z banku. Próbowałem zapomnieć, że w kieszeni kurtki schowałem kartkę z numerem konta na leczenie Adama.

Usiadłem na mojej ulubionej ławce w parku, wyciągnąłem kopertę i jeszcze raz zajrzałem do środka. Przyjemnie się trzymało tyle szmalu. Jednak potem wyobraziłem sobie zimną i bladą twarz Adama w kostnicy i wiedziałem, że nie mogę go tak zostawić.

ławka - opowiadanie

BANK – PODEJŚCIE DRUGIE

Znów wszedłem do banku, podałem poprzednio obsługującej mnie kobiecie kartkę z numerem konta, oddałem kopertę i powiedziałem tej wystraszonej kobiecie, że ma przelać wszystko na to konto. Chciałem, żeby Adam żył.

W końcu to ważniejsze, niż jakieś przedmioty, które i tak się za parę lat rozwalą.

Tym razem wyszedłem już jak człowiek, nawet powiedziałem tej kobiecie do widzenia i życzyłem miłego dnia. Choć chyba nie była z tego zadowolona, bo jej „do widzenia” brzmiało jakby chciała powiedzieć „Nie chcę Cię tu więcej widzieć!”. Chyba nie przepadała za licealistami w dresie. A może po prostu była zazdrosna, że to ona nie wygrała?

TYLE MÓGŁBYM KUPIĆ!

Przez następny miesiąc mniej lub bardziej rozpamiętywałem stracone pieniądze. Wszędzie widziałem mnóstwo okazji do wydania tych 10 000 – a to reklama lustrzanki (zostanę sławnym fotografem), laptop do gier na promocji, najnowsza konsola do rozwalania zombiaków, wakacje w Japonii i … o rany tyle się tego przewijało! Nawet jak na złość w tym miesiącu przecenili o połowę samochód który od zawsze podziwiałem w drodze do szkoły, ba! Za ten hajs mógłbym wynająć kawalerkę na pół roku i zrobić sobie wakacje od rodziców!

Okazało się, że chipsy mogą spełniać marzenia. Tylko szkoda, że nie moje.

Po miesiącu gdy wszedłem do sali z matmy zobaczyłem, że ktoś znów siedzi w mojej ławce. Już miałem mu powiedzieć żeby spadał, ale wtedy odwrócił się i zobaczyłem że to Adam. Wychudzony i zmizerniały, ale Adam. A gdy wyszczerzył się do mnie jak dawniej, już wiedziałem, że postąpiłem słusznie. Nie żałowałem mojej nagrody.

Wiem, że było warto.

***

I co myślicie? Podobało się? Macie dla mnie jakieś wskazówki? Tylko proszę – bądźcie łagodni, bo już się boję!