Pierwsze razy 2017 roku - jak się przekonać do próbowania nowych rzeczy

Pierwsze razy 2017, czyli o nauce próbowania

Zawsze byłam dość zamknięta w sobie. Ostrożna, nieufna, czasem podejrzliwa. Skutkowało to też małym otwarciem się na pierwsze razy i próbowanie nowych rzeczy – gdy raz mi coś przypasowało, to raczej tego nie zmieniałam. Bo przecież po co zmieniać coś, co już jest dobre? Ano, po to, żeby sprawdzić, czy może być lepsze! Dlatego też, gdy parę lat temu trafiłam na bloga Pauliny Pamuły i dowiedziałam się, że robi kurs „Miesiąc Próbowania Nowych rzeczy”, poczułam się strasznie zainspirowana.  Uświadomiłam sobie własne zamknięcie się na pierwsze razy i tkwienie w schemacie, a przecież wcale tego nie chciałam. Tego dnia postanowiłam popracować nad sobą, by więcej czerpać z życia.

Tym sposobem, wszystkie pierwsze razy zaczęłam zapisywać na małych karteczkach i wrzucać do ulubionej smerfowej szklanki. Pod koniec miesiąca wyciągałam wszystko i wklejałam do jednego z zeszytów, by przy okazji przypomnieć sobie to wszystko. Poprzeczkę postawiłam niziutko – zapisywałam nowe smaki, miejsca, gry – wręcz wszystko, co odbiegało od mojej, tak typowej, codziennej rutyny.

Dzięki temu zdecydowanie stałam się bardziej otwarta, niż dawniej. Szczerze mówiąc, bez  tego małego ćwiczenia pewnie nigdy nie byłabym w tym miejscu w którym jestem teraz, bo bałabym się np. rzucić studia.

W 2016 między innymi pokochałam omlety, zgłosiłam się na się na warsztaty SEO organizowane przez Blosilesię (pamiętam jeszcze jak bałam się wysłać zgłoszenie!), pływałam w płetwach, no i poszłam na wolontariat, który zmienił moje życie.  2017 rok był pod tym względem mniej przełomowy, ale i tak uważam, że zdarzyło się całkiem sporo fajnych rzeczy, którymi chciałabym się dziś podzielić.  Oczywiście to nie jest cała lista, bo tych pierwszych razów w 2017 roku było mnóstwo! Tutaj chciałam się podzielić głównie rzeczami, które mnie zaskoczył, do których się przekonałam oraz tymi, które niespodziewanie sprawiły mi przyjemność.  Enjoy!

PIERWSZE RAZY W 2017 ROKU:

1. MOJE OPOWIADANIE ZNALAZŁO SIĘ W KSIĄŻCE

Gdy na jednym z przedmiotów pedagogicznych prowadząca kazała nam napisać opowiadanie, byłam przeszczęśliwa! Wreszcie coś w czym mogę popuścić wodze fantazji i napisać to swoim swobodnym stylem, zamiast tego uczelnianego – sztywnego i oficjalnego, który prawdę mówiąc – w ogóle mi nie wychodzi! Ciekawe, jak napiszę licencjat?

Jednak przy pisaniu bajki świetnie się bawiłam i gdy w następnym semestrze pani zapytała wszystkie grupy, czy może opublikować ich prace w swojej książce, bardzo się ucieszyłam. W końcu do listy „Pierwsze razy w 2017 roku” dołączyło moje opowiadanie w prawdziwej książce! I choć wiem, że wszystkie bajki zostały wydrukowane, to i tak widok mojego imienia i nazwiska przy „Wiewiórce Ulce” mnie satysfakcjonuje.

Pierwsze razy - moja opowiadanie w książce

2. WSIADŁAM DO ZŁEGO POCIĄGU

Zawsze boję się, że przez przypadek pomylę autobus lub pociąg i pojadę z złym kierunku, z którego trudno będzie potem wrócić. Do tej pory przeważnie udało mi się dobrze trafiać, ale tego lata pierwszy raz pomyliłam pociąg, o czym więcej piszę tutaj – wycieczka do Malborka. I chociaż na początku byłam strasznie spanikowana – w końcu chciałam dotrzeć do Malborka, a nie gdzieś do Łodzi, czy Gliwic – to ostatecznie i tak wszystko się dobrze skończyło.  Gdy teraz patrzę na to z perspektywy czasu, to widzę, że przecież nic takiego się nie stało i najwyżej zmarnowałabym trochę więcej czasu, ale wtedy? Wtedy to był stres! No i mam nauczkę na przyszłość, żeby zawsze sprawdzać numer pociągu.

zdjęcia Malborka z jednodniowej wycieczki

3.PIERWSZe RAZy NA SPORTOWEJ TRAMPOLINIE

Już jako dziecko lubiłam skakać na trampolinie, więc wypad do Parku Trampolin wprawił mnie w bardzo dobry nastrój. Jednak oprócz zwykłych trampolin znalazłam tam też 2/3 sportowe, które mają większą moc i tak fajnie wyrzucają do góry, że czuję się jakbym latała!

4. FRYTKI Z BATATÓW

Lubię frytki, jednak wiem, że są strasznie niezdrowe, dlatego staram się ich nie jeść zbyt wiele. Jak do tego dołoży się fakt, że często w restauracjach mogą być smażone na starym oleju, to hmmm – wolę je trochę ograniczać. Dlatego gdy usłyszałam o batatach, wiedziałam, że koniecznie muszę je sobie kiedyś zrobić! Kupiłam bataty, pokroiłam, doprawiłam, dodałam trochę oleju, włożyłam do piekarnika, a po upieczeniu – wcięłam tak szybko, że aż mi się uszy trzęsły. Pycha! Swoją drogą ten punkt przypomniał mi, że przecież jestem głodna, no i wpisaniu batatów znów na moją listę.

5. ZABAWA NA CODE.ORG

Na studiach pedagogicznych trafiłam na przedmiot, który ma mnie nauczyć, jak powinnam przekazywać dzieciom w szkołach i przedszkolach wiedzę informatyczną. I choć spodziewałam się, że na zaliczenie pewnie trzeba będzie wykonać jakąś prezentację, to tutaj się nieźle zaskoczyłam!

 Dzięki tym zajęciom poznałam stronę code.org, gdzie dzieci ( i dorośli też!) mogą dowiedzieć się w jaki sposób „myśli” komputer i zacząć naukę programowania poprzez zabawę.  Sama ukończyłam 20 godzinne „Przyspieszone wprowadzenie do kursu informatyki”, a że fajnie mi się tym bawiło, to pokazałam też stronkę współlokatorkom. Jako fanki „Ulepimy dziś bałwana”, otworzyłyśmy „koduj z Anną i Elsą” i bardzo nam się to spodobało. Wykonałyśmy wszystkie zadania i dzięki temu dostałyśmy certyfikaty poświadczające ukończenie „Godziny Kodowania”.  Oprócz tego poznałam też grę „Lightbot”, która uczy logicznego i przestrzennego myślenia, więc mimo że zajęcia nie były zbyt porywające, to jednak wyciągnęłam z nich coś dobrego i rozwijającego.

Pierwsze razy z programowaniem - zabawa na code.orgPierwsze razy na code.org

6. GRA NA FLECIE I OGARNIANIE NUT ORAZ RYTMU

Mój pierwszy kontakt z fletem był fatalny – myliły mi się nutki na pięciolinii i ułożenie palców w odpowiedni sposób. A do tego dochodziło jeszcze rytmiczne liczenie w myślach podczas gry! Jak zaczęłam pierwsze próby, to myślałam, że się załamię, nie mówiąc już nawet o tym, że zniechęcona wiecznie odkładałam to na później. Jednak „zmotywowana” faktem, że pod koniec semestru jest z tego zaliczenie, zaczęłam znów próbować.  Grałam raz, drugi, trzeci i w końcu zauważyłam, że nawet jakoś to idzie. Prostsze piosenki zaczęły mieć rytm, palce myliły się mniej, trening mijał jakby szybciej, a moje niechęć malała.

Nadal nie jestem wielką fanką fletu, ale widzę, że jakoś mi to idzie, co daje mi też nadzieję, że z innymi rzeczami kiedyś będzie podobnie. Jak pisałam ostatnio – uczę się nie zniechęcać się od razu i dawać sobie czas na naukę nowych rzeczy, więc gra na flecie to dla mnie kolejna lekcja pokory.

7.OSTRZENIE NOŻY NA MASZYNCE ELEKTRYCZNEJ

Ten punkt na liście „Pierwsze razy” strasznie mnie zaskoczył. Standardowo – moje noże się stępiły, a że chłopak ma elektryczną maszynkę do ich ostrzenia, to stwierdziłam, że warto z tego skorzystać.  I nadal nie wiem co mi się w tym tak bardzo podobało. Może to te lecące od noży iskry w ciemności mają taki urok?

8. pierwsze razy z hybrydami

Na pierwsze hybrydy poszłam do koleżanki ponad 2 lata temu. Strasznie podobało mi się to, że ten lakier świetnie wygląda na paznokciach, nic nie odpryska i praktycznie wystarczy poświęcić 2h, by mieć spokój z paznokciami na dwa tygodnie. Dlatego też bardzo się ucieszyłam, gdy na urodziny dostałam mój własny zestaw do robienia hybryd. Na początku bałam się, że coś mi nie wyjdzie, ale potem uświadomiłam sobie, ze przecież dopóki nie włożę paznokci do lampy, mogę robić poprawki.  Pierwszy raz zrobiłam sobie sama hybrydy i efekt zdecydowanie mnie satysfakcjonuje, więc mogę powiedzieć, ze skoro takie beztalencie artystyczne dało sobie radę, to u każdego to wyjdzie.

9. KORZYSTANIE Z VIRTUAL REALITY (VR)

Niedawno dostałam bon na krótką „grę” w wirtualnej rzeczywistości. Gdy przyszłam do sklepu, pracownik założył mi słuchawki oraz gogle, a do rąk włożył specjalną „konsolę”. Już po chwili moim oczom ukazała się winda, która wiozła mnie na sam szczyt wysokiego wieżowca Moim zadaniem było przejść się po wąskiej desce, jednocześnie widząc po bokach przepaść i dobre 25 pięter do ziemi. Następnie mogłam sobie trochę polatać nad miastem i lepiej zobaczyć jego panoramę. Na końcu musiałam stanąć na końcu deski i „skoczyć” w przepaść.

Mimo że wiedziałam, że to przecież nie dzieje się naprawdę i tak naprawdę stoją jakieś 10 cm nad podłogą, to i tak strasznie się bałam zrobić ten krok. A wcale nie mam lęku wysokości! Całe szczęście, że w tym momencie gra się zawiesiła, bo nie wiem jak przeżyłabym ten skok. Jednak cała zabawa bardzo mi się spodobała, uważam, że to była niesamowita przygoda i na pewno tam wrócę.

10. PRZYCINANIE ŻYWOPŁOTU SEKATOREM

Latem, miałam okazję po raz pierwszy pobawić się sekatorem – zarówno tym tradycyjnym, jak i elektrycznym. Wreszcie mogłam nadać żywopłotowi kształt według własnego widzimisię, Takie „skakanie” z sekatorem było dla mnie niezłą zabawą i choć sama się sobie dziwię ,to na pewno będę chciała to powtórzyć. Kto wie – może minęłam się z powołaniem i powinnam zostać ogrodnikiem? Choć z drugiej strony, te wszystkie kwiatki, które przeze mnie uschły, chyba mają na ten temat inne zdanie!

11. WIGILIA PO SWOJEMU

Nie jestem wielką fanką wigilijnych potraw – nie przepadam za rybami, ziemniaków trochę skubną, tak samo z makówkami, żeby tradycji stało się zadość. Z chęci wcinam barszcz z uszkami, ale kompotu z suszonych owoców to już nie wypiję. Za to, jak na osobę uzależnioną od cukru przystało – uwielbiam ciasta! Jednak jako, że ja i mój partner spędzamy Święta osobno, to postanowiliśmy zrobić sobie jeszcze własną Wigilijkę, tylko i wyłącznie z „potrawami”, które lubimy.

 I tym sposobem przełamaliśmy się czekoladowym ciastkiem, głównymi daniami były warzywa na patelnię z kiełbaską i makaronem ryżowym, ulubione sajgonki z kurczakiem oraz naleśniki z mandarynkami i roztopioną w środku czekoladą. Do tego zrobiliśmy świeży sok z pomarańczy, wyciskając ich aż 2kg, a na stole postawiliśmy przeźroczysty dzbanek z kulką zielonej herbaty, czyli tzw „herbatą kwitnącą”. Fajnie było obserwować jak z takiej małej kuleczki coś się rozwija! Dodatkowo, na deser zjedliśmy pyszne muffinki czekoladowe z nadzieniem malinowym. Oprócz tego włączyliśmy tez klimatyczne piosenki, a na stole zapaliliśmy też mnóstwo małych świeczek. Tym sposobem zjedliśmy romantyczną kolację przy świecach 😉

To już wszystkie ulubione pierwsze razy, którymi chcę  się podzielić. A jakie są Wasze?