dlaczego jedni mają szczęście, a inni nie

Rzucenie studiów – kilka przemyśleń

Lubię moje studia. Teraz, bo kiedyś – kiedyś to była prawdziwa tragedia, by zwlec się z łóżka i iść na zajęcia. Jednak odkąd podzieliłam się tutaj  moją historią, prawie codziennie jestem zaskoczona, że ktoś na to wchodzi, wpisując w wyszukiwarkę takie hasła jak: czy warto rzucić studia, chcę rzucić studia, mam dość studiów. Niektórzy decydują się na rzucenie studiów na ostatnim roku, a inni na pierwszym semestrze.  Jeszcze inni pytają też „rzucenie studiów i co dalej?”, „czy warto rzucić studia?”, a nawet – „jak nie rzucić studiów”.

TE STUDIA NIE SĄ DLA MNIE…

Jak widzę ze statystyk – bardzo dużo ludzi przekonuje się, że wybrany kierunek jednak nie jest dla nich i szuka innej drogi. Jednocześnie dochodzą do tego też różne wahania, bo przecież co powie mama, tata, koleżanki, babcia, sąsiadki babci i kuzyn męża cioci brata wujka Krzyśka.  Sama przyznaję się, że długo nie mogłam się zdecydować na rzucenie studiów, więc doskonale rozumiem to bicie się z samą sobą, uczucie porażki, strachu i niepewności, co dalej będzie z moim życiem. Jednak – choć zabrzmi to patetycznie – nie ma czego się bać!

Tak więc, ten wpis jest właśnie dla tych osób, które choć marzą o zdecydowaniu się na na rzucenie studiów, to się tego boją ( i to jest okej!) Są przekonani na 90%, że to nie jest ich droga i potrzebują trochę pocieszenia. Enjoy!

MNÓSTWO OSÓB REZYGNUJE ZE STUDIÓW

Po pierwsze – mnóstwo osób źle wybrało studia  i z nich zrezygnowało – to nic złego! I tak, wiem, nie warto się porównywać do innych itd., itp. Jednak sama wiem, że gdy byłam w tej sytuacji, to fakt, że nie byłam jedyną rezygnującą osobą bardzo dodawał mi otuchy. I nie mówię tutaj tylko o osobach rezygnujących z mojego kierunku, ale i ludziach dookoła mnie – tych bliższych, dalszych, a nawet migających mi już tylko gdzieś z tle na fejsbuku. Poznałam studentów, którzy rzucili architekturę krajobrazu, informatykę, chemię, administrację, fizykę, a nawet budownictwo.  Dodatkowo zaczynając nowe kierunki, myślałam, że będę jedną z nielicznych osób, które mają ze sobą bajką pt. „rzucenie studiów”, a tymczasem okazało się, że jest ich całkiem sporo i niepotrzebnie się martwiłam.

RZUCenie studiów I stracony rok?

„Stracony rok” to naprawdę nie jest wielka tragedia, jak kiedyś mi się wydawało. Ba! Z perspektywy czasu, uważam, że dużo się wtedy nauczyłam o sobie i było mi to potrzebne. Przynajmniej zaczęłam więcej szukać i eksperymentować, a to chyba zawsze jest dobre.

No i to przecież TYLKO jeden rok! W perspektywie długości mojego „przewidywanego” życia to mniej więcej 1/70/ . A przecież lepiej zmarnować te 365 dni na znienawidzonych studiach, niż 3 lata, prawda? Nie mówiąc już o tym, że studiowanie czegoś, czego się naprawdę nie lubi bywa strasznie męczące – zarówno w sesji, jak i podczas zajęć, których 90% pragniesz przespać.

rzucenie studiów - boję się rzucić studia - obrazek akwarelami

JEDNO ŻYCIE, WIELE ZAWODÓW

Dodatkowo, to już raczej nie są te czasy, gdy wystarczyło się wyuczyć danego zawodu, by potem spędzić 30 lat w tym samym zakładzie pracy, jak zdarzało się np. w przypadku moich dziadków. Obecnie raczej większość osób, będzie pracować w wielu firmach, a nawet branżach, więc czym przy tych zmianach jest jeden stracony rok przez rzucenie studiów?

STUDIA INTERESUJĄCE W TEORII, W PRAKTYCE – JUŻ NIE BARDZO

Poza tym, czasem czytając o studiach może się wydawać, że na pewno będzie to interesujące, że to strzał w dziesiątkę. Myślisz sobie: „na pewno się w tym odnajdę”. Tymczasem w praktyce przychodzi poczucie się jak przybysz z kosmosu na zajęciach i natrętne myśli „ja tutaj nie pasuję”. Pojawia się pierwsze rozczarowanie, strach co będzie dalej i obawa przed rozczarowaniem siebie samego i bliskich.

DZIEKANKA – ROZWIĄZANIE AWARYJNE 

Jednakże,  dla wszystkich niezdecydowanych, czy też bojących się reakcji otoczenia, jest jeszcze opcja dziekanki. Bierzesz sobie taki „urlop” na rok i nie tracąc praktycznie nic, możesz popróbować nowych rzeczy.

RZUCenie STUDIÓW – I CO DALEJ?

Masz do wyboru mnóstwo opcji –np. zacząć nowy kierunek studiów, zapisać się do szkoły policealnej, pracować jako freelancer. Dobrym pomysłem jest też pomaganie innym w ramach wolontariatu lub nawet wyjechanie na wolontariat europejski (EVS). Możesz załapać się na staż do firmy, którą podziwiasz (pewnie nawet do Googla da się dostać!), popracować w Polsce lub zagranicą, ćwicząc przy okazji angielski lub ucząc się nowego języka, zacząć pisać bloga, iść na kurs pierwszej pomocy / grafiki / florystyki  / informatyki  / krawiectwa – czegokolwiek sobie nie zamarzysz.

Warto po prostu próbować nowych rzeczy, bo a nuż któraś z nich okaże się strzałem w dziesiątkę? Wprawdzie ja dziekanki nie brałam, ale to na wolontariacie w przedszkolu, stwierdziłam, że doskonale odnajdę się na pedagogice. Teraz, po trzeciej zdanej sesji na tym kierunku mogę powiedzieć, że to była bardzo dobra decyzja. A jeśli Ty nie znajdziesz dla siebie nic ciekawego, to jednocześnie, dzięki dziekance zawsze możesz wrócić i dokończyć to, co zacząłeś.

A wtedy i wilk syty i owca cała, prawda?


Obrazek z drugiego zdjęcia został wykonany, dzięki genialnemu tutoringowi, znalezionemu na yt – polecam serdecznie kanał „Paint with David”, bo nawet takiemu beztalenciu artystycznemu jak mnie wychodzą fajne rzeczy 🙂