Technologia zabiera nam dzieciństwo?

Ostatnio tyle się słyszy, że ta nowoczesna technologia sprawiła, że dzieci przestały się bawić na dworze,  a „moje pokolenie było ostatnim normalnym”. Teraz wolą pograć w grę na komputerze lub Playstation i pogadać przez facebooka, niż się spotkać w realu.

Co się z tymi dziećmi porobiło? Internet zabiera im dzieciństwo! Za moich czasów było inaczej….

I wiecie co? Ja u siebie braku dzieci na podwórku nie zauważam! Mieszkam w bloku, ale jedne okna wychodzą na coś w rodzaju łąki, a drugie na betonową ulicę. I wbrew powszechnej opinii, gdy tylko otwieram okno, przeważnie słyszę radosne krzyki lub przynajmniej widzę dzieciaki.

dzieci podwórko

I sytuacja – KOCE POD BLOKIEM

Wychodzę na chwilę na balkon, patrzę w dół, a tu tuż pod moim oknem koce rozłożone. Na jednym z nich siedzą dwie dziewczynki, natomiast na drugim jest już więcej maluchów. Nie widzę wszystkich dokładnie, bo słońce nieźle daje mi po oczach, ale jednak wydaje mi się, że to całkiem spora gromadka.

II sytuacja – DZIECIAKI NA PLACU ZABAW

Idę na spacer, po drodze mijam plac zabaw, który jest całkiem zapełniony jak na mój gust. Potem jeszcze dalej, wymijają mnie goniące się dzieciaki, a za chwilę wyprzedzają dwa małe rowery.

III sytuacja – ŚMIGUS DYGUS W LIPCU

Siedzę w domu, nagle słyszę wyjątkowo głośne krzyki na dworze. Wyglądam przez okno, a tam dzieci urządziły sobie powtórkę ze Śmigusa Dyngusa. Biegają, oblewają się wodą, śmieją co niemiara. Jak tak na nie patrzyłam, to aż chciałabym tam pójść i też się pobawić. Dodatkowo tego dnia był wielki upał, więc naprawdę przydałoby mi się polanie lodowatą wodą.

Więc jak widać powyżej, młodzież nadal bawi się na podwórkach, robi pikniki na łąkach, jeździ na rolkach, czy rowerze.

śmigus dyngus

Co prawda nie ma już wrzasków w stylu „MAMOOOOO! MAMOOOOOO! ZRZUĆ MI PICIE”, ale z tego się akurat cieszę. Wolę żeby maluchy używały telefonów komórkowych, żeby prosić o zrzucenie pieniędzy lub picie, niż darły się na pół osiedla, budząc wszystkich z popołudniowej drzemki.

SKĄD SIĘ WZIĘŁY TE GŁOSY, ŻE technologia ZABIERA DZIECIŃSTWO?

Bo zmalała ilość bawiących się na dworze? Bo place zabaw wieją pustkami?

Jasne! Ale czy nie jest to przypadkiem spowodowane mniejszą liczbą dzieci w ogóle? Wiecie, w moim roczniku większość znajomych miała rodzeństwo, byłam jedną z niewielu jedynaczek w klasie! Teraz, gdy mój kuzyn już chodzi do szkoły, dziwnym trafem ¾ koleżanek i kolegów z klasy jest jedynakami.

Może to właśnie dlatego na podwórku jest tak pusto?

dzieci zabawa

Poza tym są dzieci i …dzieci! Jedne siedzą cały dzień w domu, z nosem w telefonie, bo rodzice im na to pozwalają, nie limitują czasu przeznaczonego na granie, no i taki maluch po prostu nie zna innego sposobu na dobrą zabawę! Natomiast rodzice tych drugich są rozsądniejsi: ograniczają czas w Internecie, spędzają ze swoimi pociechami czas w plenerze: na działce, w lesie, w parku, nad jeziorem itd. Takie szkraby widzą jak wielką frajdą może być przebywanie na zewnątrz i wolą to od rozwalania kolejnego samochodu na Playstation.

DAJ DOBRY PRZYKŁAD!

To czy bawią się w domu, czy na dworze zależy w dużej mierze od ich rodziców i tego jaki wzorzec im przekazali! Więc może zamiast następnym razem narzekać, jak ta technologia niszczy maluchom dzieciństwo, po prostu dajmy im dobry przykład wychodząc na rower lub pobiegać do parku?

  • Dzisiejsze dzieci i tak za 10 lat stwierdzą, że kiedyś to były czasy… Każdy uważa, że jego dzieciństwo było najlepsze. I każdy ma rację.

  • Ja mieszkam we Francji i tutaj panstwo daje potezne zasilki rodzinom wielodzietnym, wiec dzieci rodzi sie duzo. I krzyk w parkach dla dzieci i ruch jest tu ogromny. Och zeby nasze panstwo inaczej to rozwiazalo, lepiej dawalo na dzieci, niz tym ktorzy glosniej krzycza. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Przyznam szczerze, że słyszałam, że w innych krajach są większe zasiłki i to jest dodatkowa zachęta, ale nie za bardzo mam pojęcie jak to funkcjonuje w Polce 🙂
      Pozdrawiam również 🙂

    • W życiu nie zdecydowałabym się na dziecko ze względu na zasiłki. Pamiętaj, że żeby komuś dać trzeba innym zabrać. Mieszkam w Anglii i mnie strasznie irytuje to, że każdego miesiąca, prócz podatków, muszę płacić 150 funtów (prawie 900zł) na zasiłki dla innych. Chłopak pracuje w sklepie i ci „biedni”, którzy dostają kupony na jedzenie dla dzieci kupują najgorsze i najtańsze jedzenie, bo musi być codziennie na papierosy i alkohol. I na to idą m.in moje pieniądze.

      P.s Mam dziecko. Jedno. Na drugie zdecyduję się dopiero gdy moja sytuacja finansowa się polepszy. Zasiłek mnie nie kusi. Nie pokryje nawet części wydatków, no chyba że będę jak inni kupowała byle taniej.

  • Całkowicie się zgadzam. Nie tylko zresztą z tym, co napisałaś o dzieciach, ale generalnie ciśnienie podnoszą mi wszystkie krzywdzące uogólnienia. Na przykład co jakiś czas zdarza mi się słyszeć, że moje (nasze, ponieważ nie dzieli nas taka duża różnica wieku) pokolenie myśli, że wszystko mu się należy i o nic nie musiało walczyć. Niesłychanie denerwują mnie takie głosy, zwłaszcza jeśli pojawiają się publicznie, w czasie społecznych debat. Bo czy naprawdę to, że urodziliśmy się w wolnym kraju oznacza, że o nic nie musimy walczyć? Albo, czy każdy z nas myśli, że wszystko mu się należy? Tak, jak napisałaś: są dzieci i dzieci. Dużo zależy od tego, jak zostajemy wychowani, w jakich kręgach się obracamy, jaką wybraliśmy drogę.

    A co do tego, czy rzeczywiście technologia zabiera dzieciństwo… No cóż, rzeczywiście teraz dzieci o wiele szybciej uczą się korzystać z komórek, tabletów, komputerów. Rzeczywiście potrafią spędzać cały dzień otoczone najnowocześniejszymi technologiami. Ale mam podobne obserwacje – nadal małe szkraby bawią się ze sobą na podwórku, nadal gonią za piłką i nadal jeżdżą na rowerach. I masz rację, przykład zawsze powinien płynąć z góry, więc zacznijmy zmieniać świat od siebie :).

  • Monika Gagat

    Moim zdaniem to dzieciństwo na trzepaku jest już passe. Czy winne są dzieci? Trochę tak. Media, technologie, te wszystkie konsole i gry komputerowe? Na pewno. Ale moim zdaniem najbardziej winni są rodzice, głównie matki przewrażliwione na punkcie swoich pociech. Kiedyś dziecko wychodziło na dwór, wracało brudne, czasami zadrapane, wszystko spoko. Teraz niektóre matki zabraniają dziecku pogłaskać psa, bawić się w piaskownicy, bo zarazki itd. Nie mówię już nawet o siedzeniu na trzepaku, bo przecież można sobie rozbić głowę 😉

    • Czasem tak bywa z tymi rodzicami, że chcą jak najlepiej, a wychodzi …średnio.
      Chociaż koło mojego bloku dzieciaki nadal biegają, że aż czasem miło popatrzeć 🙂

  • Myślę, że jednak tych dzieci jest mniej na podwórkach, ale nie wiem, czy wyciągnęłaś trafne wnioski. Na moim podwórku zawsze było „życie”. Kiedy byłam dzieckiem, latem ganialiśmy się po podwórku, na którym był trzepak i opony, piski i krzyki słychać było do 22. Potem, gdy byłam już nastolatką i wolałam chodzić na imprezy niż huśtawki, było kilkoro dzieci, ale to już nie było „to coś”. Teraz, mamy nowoczesny sprzęt, kolorowe urządzenia i jedyną atrakcją używaną na placu zabaw jest huśtawka dla najmniejszych dzieci używana przez mamy niemowlaków.

    • Dawno nie byłam już na placu zabaw koło mnie, ostatnio byłam w innym mieście i tam był on pełny 😉
      Skupiłam się głównie na łace przed blokiem, ale wydaje mi się, że na placu też nadal dzieci się bawią 🙂 Ja sama najbardziej lubiłam właśnie huśtawkę i mini ściankę wspinaczkową:D

      • To chyba też zależy od miejsca. Masz rację, nie warto generalizować.

  • Jak słyszę tekst o wpływu komputerów na ilość dzieciaków na podwórku to jestem chora, bo ta sama osoba za kilka dni stwierdza, że ten tabun dzieciaków na placu zabaw pod blokiem jest zdecydowanie za głośny. Jak ktoś będzie chciał sobie ponarzekać, to nawet oczywista sprzeczność mu nie zaszkodzi 😉 U siebie w okolicy widuję całe stada, często niezależnie od pogody.

    • Haha, wychodzi na to, że i tak źle i tak niedobrze 😀
      To właśnie w mojej okolicy musi być ładna pogoda, żeby dzieciaki biegały 🙂

  • Na moim starym podwórku dzieci nie ma prawie wcale, a jak są to wychodzą tylko z rodziami, chociaż to bezpieczna okolica to nie zobaczysz 5 czy 6 latka samopas. Dlaczego? Rocznik 80-85 się po prostu wyprowadził, zostali nieliczni młodzi rodzice oraz emeryci… Zmienił się styl życia, starsze nie pilnują młodszych jak kiedyś, nikt nie chodzi z kluczem na szyji, rodzice na pewno też boją się puścić same dzieci na podwórko, tyle się słyszy o wypadkach itp. Duch czasu… Siedzą w domu i na pewno korzystają z komputera czy telefonu, piszą wiadomości zamiat się spotkać (te starsze), takie czasy 🙂

    • Myślę, że to wszystko zależy od okolicy 🙂 W jednej będzie mnóstwo dzieciaków, bo to duże osiedle, w drugiej tylko parę, a w jeszcze innej nie będzie wcale 😉
      No i racja, że przy tych wszystkich tragediach rodzice się po prostu boją puścić dziecko same, a wiadomo, że z rodzicami to nie taka sama frajda jak tylko z równieśnikami 😉

  • Ale wiesz, moja córka też wczoraj cały dzień spędziła na dworze. Tylko, że najpierw dałam jej szlaban na telefon i TV 😀 (taka ze mnie wyrodna matka). Nic mnie tak nie wkurza jak to, że jak wchodzę do świetlicy, gdzie dzieci spędzają czas po lekcjach, zawsze jest grupka w kącie, z nosami w telefonach lub tabletach. Ale to wina rodziców (po co dziecku 8 – letniemu tablet w szkole???) i nauczycielek w tej świetlicy, że na to pozwalają.

    • Chyba właśnie dobra matka! Też nie rozumiem po co tablet w szkole dla 8-latka:)
      A co do świetlicy to myślę,że to może być wina nieinteresujących zajeć 🙂 Tzn sama do świetlicy nie chodziłam,ale pamiętam, że kojarzyła mi się z takim nudnym miejscem. Może po prostu nauczycielki powinny wymyśleć jakieś ciekawe zajęcia?
      Wiem, że to trochę abstrakcja w polskich szkołach, ale np. jakby wymyślić coś w rodzaju multimedialno-ruchowej gry, to może wszyscy byliby zainteresowani? Np. byłyby różne grupy dzieciaków, każda dostawałaby wpierw kartkę papieru z jakimś zadaniem i jakby to rozwiązała, dostawałby hasło np. do gry na dużym ekranie. Tam odpowiadałaby na różne pytania, albo grała w wyścigi, angry birds czy coś (nie znam się) i potem znowu na końcu hasło i kolejne zadanie na kartkach? Zaangażowałoby się w to całą świetlicę i tablety poszłyby w kąt 🙂
      edit:

  • Wszystko to co opisałaś ma pewien wpływ na ilość dzieci na podwórku. Oczywiście, gdyby nie było tabletów, laptopów i innych bajerów to dzieci na dworze było by znacznie wiecej (mimo tak nikłego przyrostu naturalnego), ale gdyby nie siedziały tyle czasu w szkole lub nad zadaniem domowym, które często zmusza je do korzystania z komputera, to pewnie chętniej wybrały by się, chociażby na trzepak.
    Trzeba jeszcze zwrócić uwagę na to, że „za naszych czasów” dużo miej było tych różnych patologii, przestępstw,k radzieży itd. Moim zdaniem to też ma wpływ na to, że dzieci nie wracają do domu o 23 tylko o 20.

    • Z tymi zadaniami domowymi i szkołą to też prawda! No i gdy rodzice coraz więcej słyszą o porwaniach, kradzieżach, pobiciach nie palą się do pozwalania biegać tak długo i wcale się im nie dziwię! Sama jako dziecko nie wracałam nigdy o 23, bo rodzice by się bardzo martwili 😉

  • A u mnie na osiedlu jednak wieje pustkami. Pod sklepem zostały menele (tfu, dzieci z mojego dzieciństwa). Więc mógłbym powiedzieć, niewiele się zmieniło. Jednak się zmieniło i myślę że nie chodzi tu jedynie o dzieci, chodzi o całe społeczeństwo, które zamiast cieszyć się kontaktami między sobą – wybiera – te internetowe.

    • Patrz, to u mnie nawet dziś grupka trzech dzieci goniła się z pistoletami na wodę 😀 Chyba bardzo dużo zależy od okolicy w której się mieszka 😉 I masz rację z tym społeczeństwem, które woli siedzieć w internecie niż realnym życiu, choć niektórym wcale się nie dziwię 😉 Sama ostatnio zauważyłam, że od czasu gdy pisze bloga trochę więćej siedzę w internecie, ale nie żałuję 🙂
      I apropo tych meneli to mnie teraz wystraszyłeś, że za parę lat sama pójdę koło sklepu i się okaże, że Ci menele to moi dawni koledzy z podstawówki, czy coś w tym stylu 😉

  • Anna – Tajemnice Portmonetki

    Trochę takich dzieciaków z tabletami jest, ale na podwórkach też tłumy na moim osiedlu. Moim zdaniem, wszystko zależy od rodziców.
    Jeździłam ładnych parę lat na obozy harcerskie jako kadra i długo mieliśmy zasadę, że dzieci nie biorą na obóz telefonów. Dzieciom to zazwyczaj raczej nie przeszkadzało, rodzicom czasem tak.

    • „Wszystko zależy od rodziców” – masz 100% rację, przeważnie to oni uczą, czy lepiej grać an tablecie, czy wyjść na dwór pobiegać 🙂

  • To zależy gdzie są te tłumy. U mnie dzieciaków na osiedlu nie uświadczysz. Na placu zabaw są ale na pewno nie same i tylko pod nadzorem rodziców. Telefony komórkowe, fejs i wszystko jest inaczej. Nie wiem czy lepiej, czy gorzej ale kontakt bezpośredni kiedyś był normalny. Teraz nawet w kontaktach między dorosłymi łatwiej się jest poznać online niż bezpośrednio. W mieście, w którym mieszkam jak odezwiesz się do nieznajomego to albo świr albo coś z Tobą nie tak. Dziczejemy i to nie dotyczy tylko dzieci, rodziców również i nawet tego starego pokolenia wychowanego na trzepaku.

    • Dziś już pogoda nie jest taka fajna i zaraz chyba będzie burza, więc ich nie ma,ale daję słowo, że jeszcze wczoraj biegały na łące przed moim blokiem!
      I masz rację, że łatwiej się poznać online, muszę przyznać, że ja sama bardziej boję się otworzyć przed człowiek w realu, niż w Internecie. To chyba dlatego że w sieci nie widzę jego dosłownej rekacji, a on nie widzi mojej i mam czas na dokładne przeanalizowanie tego co piszę 😉

      • A widzisz, a ja mam tak, że j wolę w realu bo jak nie widzę to czasem się gubię i źle odczytuję sygnały. W realu jest mi jakoś łatwiej. Ponoć online wypadam raczej poważnie, a jak ktoś mnie poznaje to jest później zdziwiony, że jestem taka wyluzowana i generalnie roześmiana ;).

        • To ja online wypadam lepiej, bo bardziej rozgadana i wesoła, w realu dopóki kogoś nie poznam lepiej jestem takim milczkiem, który głównie obserwuje 🙂

  • Sposób spędzania wolnego czasu zależy głównie od rodziców. Są tacy którzy chcą mieć święty spokój i zezwalają na oglądane telewizji czy komputer przez całe dnie już od małego. Inni poświęcają chwilę czasu na zabawę i sport, kształtując w dziecku chęć spędzenia wolnego czasu z rówieśnikami poza domem. I dobrze

  • Pingback: Jak się ochłodzić podczas upału? 8 sposobów! | HEAD DIVIDED()

  • Wiadomo, że nie wszyscy się tak zachowują, ale podam konkretny przykład. Mój narzeczony był ostatnio w sklepie elektronicznym zareklamować sprzęt. Przed nim stał ojciec z dzieckiem – chłopcem ok. 13 lat. Okazało się, że reklamują laptopa, bo ten się nie włącza. Kiedy sprzedawca powiedział im, że rozpatrywanie reklamacji potrwa co najmniej 2 tygodnie, chłopak zaczął się rzucać i autentycznie płakać, krzyczał, że nie wie, co ma ze sobą zrobić przez ten czas, że chyba się zabije, a kiedy zapytał, czy komputer będzie wymagał formatowania i konsultant mu przytaknął jego zdenerwowanie sięgnęło zenitu, bo okazało się, że ma zainstalowanego „Minecrafta”. Nie muszę, chyba, mówić, co się wydarzyło, kiedy okazało się, że jego laptop będzie wymagał wysłania go do centrali w Niemczech, a proces jego wysłania, rozpatrzenia reklamacji i odesłania przedłuży się nawet do 3 tygodni… 😉

    • O rany, przyznam, że z taką sytuacją się jeszcze nigdy nie spotkałam! Oczywiście słyszałam o takich przypadkach, ale myślałam,że to jakieś przesadzone opowieści!
      Jasne, że sama byłabym niezadowolona, gdybym musiała oddać mój laptop do naprawy na 3 tygodnie, ale na pewne nie aż tak, żeby płakać!

      • Archie dopowiedział sobie w myślach: „- Przeczytasz ‚W pustyni i w puszczy’, gnoju, a Twój lapek wróci” ;D

        • Haha, to przyznam, że gdybym była nim, to bardzo chętnie poszłabym na taki interes 😀
          W podstawówce lubiłam tą książkę i jesli to byłby warunek odzyskania lapka, to coś czuję, że wróciłby do mnie po dwóch, trzech dniach 😀

  • Pingback: Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma? | HEAD DIVIDED()

  • Dawniej czym innym się bawiono niż teraz

    • To tez prawda, ale to nie znaczy, że wszystkie dzieci spędzają cały swój czas wolny grająć na tabletach. Np. mój kuzyn bardzo lubi klocki lego 🙂

  • No cóż ja widzę jedynie to, że mniej jest dzieci. Nie przez komputery, internet czy co tam jeszcze. Jest ich mniej po prostu. Na mojej ulicy w okresie mojego dzieciństwa było dziesięcioro dzieci, a teraz? Jest ich o połowę mniej…

    • Też odnoszę takie wrażenie – dzieci jest po prostu trochę mniej niż dawniej. Ja widzę to po liczebności klas w szkołach – kiedyś w moim liceum było 5 klas, teraz już tylko 3, bo nie ma tyle osób, żeby otworzyć więcej klas 😉

  • Pingback: Black Mirror, czyli jak się przekonałam do seriali? - HEAD DIVIDED()