Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma?

Parę tygodni temu zakończył się mój bajkowy pobyt we Włoszech. Znów zamiast codziennie zwiedzać piękne miejsca, wcinać makaron lub pluskać się w morzu, wróciłam do szarych bloków, krzyków dzieci pod nimi (patrz: technologia zabiera nam dzieciństwo?) i mieszkania bez basenu. Choć te ostatnie upały, to prawie jak we Włoszech – z tą różnicą, że w mojej miejscowości brak morza, do którego można w każdej chwili wskoczyć, żeby się ochłodzić (patrz: jak się ochłodzić podczas upałów?)

Niefajnie, prawda?

A ja wam powiem, że nieprawda! Bo jasne – tuż po powrocie strasznie rozpaczałam, ze to już koniec, że nigdzie nie kupię ulubionych włoskich ciastek, a z parmezanem to się mogę pożegnać, bo raczej nie stać mnie na wydawanie tylu hajsów na ser (chyba, że na jakieś specjalne okazje). Tylko wiecie co? Okazało się, że mimo, że Włochy mi się naprawdę podobały (patrz: Migawki z Włoch), to tak naprawdę podświadomie tęskniłam za moim domem!

krajobrazy - monte sanagleo

Tak, naprawdę tęskniłam za moim starym łóżkiem, porządną kołdrą zamiast prześcieradła i „normalnymi” drzewami za oknem! Brakowało mi mojej wanny, godzinnych kąpieli bez świadomości, że muszę się sprężać, żeby nie blokować prysznica i wylegiwania się w sobotę do południa w łóżku! I to bez przejmowania się, że musisz szybko wyłączyć budzik, bo inaczej ktoś inny wywali Ci go za okno!

Bo wiecie – we Włoszech jest bardzo fajnie, ale jednak ludzie tam mają też swoje problemy. Gdy przyjeżdżamy gdzieś na parę dni, to tak naprawdę widzimy tylko te dobre rzeczy – palmy przy drodze, zabytkowe budynki, błękitne niebo, czy też plaże i morskie fale.  Uważamy to za coś niesamowitego, przy czym dla mieszkańców te wszystkie widoki którymi się zachwycamy są zupełnie zwyczajne. Dla nich od zawsze palma przy drodze wygląda normalnie, a dla nas to wielkie „wow!”

warto byc

Bardzo podobnie miałam z niedawnym wypadem do Wrocławia! (patrz: Wrocław – relacja Bo mimo, że urzekła mnie zieleń w Ogrodzie Botanicznym i cisza tam panująca, a do Afrykanarium we wrocławskim zoo zaglądałabym najchętniej co tydzień, to jednak wiem, że to miasto ma też swoje wady, których jako turysta po prostu nie dostrzegam.

Tak więc, może czasem warto docenić miasto/wieś w którym żyjemy, zamiast narzekać, że nie do końca nam się podoba? Założę się, że w każdym miejscu da się znaleźć mnóstwo zalet! Przykładowo, ja u siebie nie lubię dużej odległości od dużego miasta, ale za to miło mi się patrzy na łąkę przed domem, uwielbiam zaglądać do ulubionej pizzerii (z równie ulubionymi frytkami z serem, które rujnują moją figurę) i przechodzić koło placu zabaw z dzieciństwa. Zaletą jest dla mnie nawet mieszkanie na spokojnej ulicy, gdzie jak wyjdziesz przez przypadek na drogę, to w 80% nic Cię nie przejedzie!

spokojny dom

Bo wiecie – fajnie jest czasem zrobić sobie wakacje, wyjechać w podróż, poznać nowe miejsca i zapomnieć o bieżących problemach.  Tylko czasem zadaję sobie takie pytanie: czy gdybym miała to wszystko pod nosem codziennie, nadal bym się tym zachwycała? Czy mieszkając np. w Rzymie nadal każdego dnia chciałabym usiąść na chwilę przy pięknej fontannie, marnując czas na bezmyślne gapienie się? Czy raczej denerwowałabym się korkami, zatłoczonym metrem i miliardem turystów stojących mi na drodze do piekarni?

Obstawiam raczej tą druga opcję, dlatego dziś mam dla Was zadanie: niezależnie od tego jak fascynujące podróże ostatnio odbyłeś, wyjdź dziś z domu i pomyśl sobie „jak dobrze, że tu jestem”. Zastanów się co lubisz w swoim mieście/wsi i wypisz przynajmniej trzy dobre cechy, które sprawiają, że miejsce, w którym mieszkasz, nazywasz domem.

Nieważne gdzie to zrobisz – możesz to napisać na zwykłej kartce lub tutaj w komentarzach, ale liczy się, żebyś wykonał zadanie. Pamiętaj, że to nie muszą być jakieś wielkie rzeczy – np. dla innych zieleń w pobliżu może się wydawać drobnostką, a ja to uwielbiam!

To co, przyłączysz się?

PS. Oczywiście przez „dom” mam na myśli to miejsce, w którym się tak czujemy, to niekoniecznie musi być rodzinna miejscowość, czyli np. jeśli ktoś mieszka za granicą, albo wyprowadził się na drugi kraniec Polski, to tam jest jego dom.