sangria - tinto de verano podczas wycieczki do Grenady

8 refleksji po wakacjach w Hiszpanii

Zaledwie wczoraj wieczorem wróciłam do domu po wakacjach w Hiszpanii i jeszcze padam na twarz. Mimo, że spałam wyjątkowo długo, to i tak zajęłam się słodkim nicnierobieniem i czytaniem książki, by potem w tempie ekspresowym się rozpakować i odwiedzić babcię. W tym czasie jedna z koleżanek zapytała mnie „Jak było w Hiszpanii” i… przyłapałam się na tym, że nie umiem odpowiedzieć! W głowie kłębiło mi się tyle myśli, refleksji i rzeczy, które chciałabym napisać, że po prostu zgłupiałam. Zgłupiałam, napisałam lakoniczne „super”  i stwierdziłam, że czas zrobić porządki w głowie. A, że te robi mi się najlepiej, przelewając myśli na papier, to postanowiłam się podzielić kilkoma refleksjami po wakacjach w Hiszpanii. Enjoy!

8 REFLEKSJI PO WAKACJACH W HISZPANII

1. CHCĘ WRÓCIĆ DO…

Zaledwie liznęłam Hiszpanii, ale właśnie tego potrzebowałam i oczekiwałam! Wybrałam się z Lubym na wycieczkę objazdową organizowaną przez jedno z biur podróży, by zrobić taki mały rekonesans i przekonać się, do których miast chcę wrócić i poznać je lepiej. Dlatego właśnie w większości miast spędziłam około jednego dnia. Jednak mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że to wystarczyło, by dowiedzieć się, czy dane miejsce do przemawia, czy nie. A, że ufam mojej intuicji i „pierwszemu wrażeniu”, to już wiem, że kiedyś muszę koniecznie wrócić głównie do Walencji (ta zieleń!). Od przewodniczki dowiedziałam się nawet, że ponoć do Walencji są bezpośrednie połączenia samolotowe z Katowic, więc kto wie? Może wpadnę tam na jakiś długi weekend? Oprócz tego zdecydowanie spodobała mi się Sewilla, no i Gibraltar, choć należy do Wielkiej Brytanii, a nie Hiszpanii. Jednak widok na zamgloną Afrykę to magia!wycieczka na Gibraltar - widok na zamgloną Afrykę

2. BARDZIEJ DOCENIŁAM ŻYCIE W POLSCE

Okej – Hiszpania jest świetna i temu nie da się zaprzeczyć. Jednak to dzięki niej jeszcze bardziej doceniłam życie w Polsce. Wchodząc  mieszkania, ucieszyłam się, że nie potrzebuję klimy, by móc normalnie funkcjonować i nie umierać z powodu upałów. Co za tym idzie – nie łapie mnie już np. poranne przeziębienie i duże skoki temperatur pomiędzy mieszkaniem, a resztą świata. Poza tym mogę wreszcie spać pod kołdrą, a nie prześcieradłem, hura! Oczywiście wiem, że tam (w sezonie) wynika to z upalnego lata i ugotowałabym się pod kołdrą, ale jednak do pełnego i komfortowego spania potrzebuję czegoś miękkiego. Niestety, poduszka nie wystarcza.

3. SŁOŃCE MA OGROMNE ZNACZENIA DLA SAMOPOCZUCIA

Kiedy jest słoneczna pogoda i promienie wpadają do mieszkania, rozświetlając je, czuję się dużo lepiej. Łatwiej wtedy o dobry nastrój, wczesne wstawanie i motywację do pracy. Zresztą nawet brak snu nie daje się wtedy tak we znaki – potrafiłam tam spać czasem zaledwie 5h, a i tak nie odbijało się to na mnie tak źle, jak 5h snu w naszym klimacie. Tymczasem w Polsce wystarczy, że kilka dni z rzędu pada deszcz i już ta szarość za oknem potrafi zdołować. Coś czuję, że na jesień i zimę muszę się zaopatrzyć w witaminę D, by zawczasu zapobiec pojawianiu się małych, szarych smuteczków!

4. HISZPAŃSKIE JEDZENIE, CZYLI PRÓBOWANIE NOWOŚCI

Będąc w Hiszpanii, nie mogłabym nie spróbować ich paelli! Jednak przyznam, że ta, zwłaszcza w wersji z owocami morza, mnie nie zachwyciła.  Nie jestem też fanką oliwek i oliwy, choć przecież Hiszpania z nich słynie. Za to skosztowałam ciasteczka Pionono i tortilli ziemniaczanej – oba całkiem dobre.  Pyszna była też kanapka z szybką jamon – niebo! Jednak największym hitem w Hiszpanii okazała się sangria, czyli mieszanka wina, soków owocowych, owoców itp. Jak na osobę pijąca alkohol (tylko wino i szampana) od święta całkiem się zaskoczyłam! Nawet przywiozłam sobie do domu taką małą butelkę i zobaczę, czy bez tego hiszpańskiego słońca i klimatu będzie smakować tak samo.

sangria - tinto de verano podczas wycieczki do Grenady w Hiszpanii

5. TĘSKNIŁAM ZA PISANIEM

Jako, że nie zabrałam ze sobą laptopa, to nie pisałam nic nowego  w Wordzie. Spakowałam tylko długopis oraz jeden zeszyt i tam notowałam wszystkie moje przemyślenia oraz krótkie wpisy, które jutro przepiszę  do dziennika pięcioletniego.  Podczas podróży autokarem lubiłam rozkładać zeszyt i – mimo wybojów na drodze – zapisywać co mnie zaskoczyło, co się podobało itd. Czasem robiłam to na szybko w formie map myśli, czasem zaczynałam całego posta, ale uświadomiłam sobie jedno – nie wyobrażam sobie życia bez pisania. Dlatego nawet teraz – gdy na zegarze jest już prawie północ, a moje oczy powoli się zamykają, uporczywie stukam w klawisze, posiłkując się co chwila notatkami z zeszytu.

6. JEDNA KSIĄŻKA TO ZA MAŁO

Na wyjazd spakowałam sobie jedną lekką książkę do czytania. Wyszłam z założenia, że przyjemne, ale wciągające treści będą w sam raz na długą podróż autokarem i pod tym względem zdecydowanie podjęłam dobrą decyzję. Zapomniałam tylko, że dość szybko czytam, przez co już drugiego dnia skończyłam książkę. „No pięknie!” – pomyślałam sobie, ciesząc się, że mam jeszcze drugi sezon Ani do obejrzenia i solennie obiecując sobie, że na następny wyjazd lepiej się zaopatrzę.

Emily Giffin - Pierwsza przychodzi miłość - książka na wakacje, kapelusz i zegarek

7. WŁOSKI VS. HISZPAŃSKI 1:0

Mówi się, że hiszpański jest pięknym językiem. Faktycznie, nie zaprzeczę – jest ładny. Jednak włoski jest dla mnie o wiele ładniejszy! Po włosku wszystko brzmi dla mnie lepiej, bardziej melodyjnie itd. Włoskie „grazie” wygrywa z hiszpańskim „gracias”. Tak samo „ragazza” z „chica”, „ciao” z „hola” , „citta” z „ciudad”. I tak można wymieniać do rana.

8. PRZYLOT DO WARSZAWY BYŁ ŚWIETNYM POMYSŁEM

Do Hiszpanii wylatywałam z Katowic, a wracałam do Warszawy, dlaczego? Wszystko przez wycieczkę do Gibraltar, która była zarezerwowana tylko dla osób wracających do Warszawy (osoby z Katowic miały lot do domu wcześniej). Bardzo nam na niej z Lubym zależało, więc stwierdziliśmy, że możemy sobie z tej Warszawy wrócić pociągiem, szybko rezerwując pociąg w południe, w razie gdyby nocny lot się trochę opóźnił. Na szczęście wszystko poszło zgodnie z harmonogramem, więc wylądowaliśmy już o 6:15, mając do 13 duży zapas wolnego czasu. I choć mieliśmy za sobą nieprzespaną nockę (spałam tylko z dwie h w samolocie), to w końcu od czego jest młodość? Zjedliśmy śniadanie, wypiliśmy szybką kawkę i już po chwili spacerowaliśmy po Nowym Świecie.

Te kilka godzin postanowiliśmy porządnie wykorzystać – wypożyczyliśmy rowery elektryczne (magia!) i tak sobie śmigaliśmy po centrum. Zobaczyliśmy Pałac Prezydencki, pojeździliśmy po Starym mieście i zajrzeliśmy też na Bulwary Wiślane – jak tam się zmieniło odkąd widziałam je ostatni raz!  Jestem pod wrażeniem! Oczywiście musiałam się wdrapać na kilka rybek i pieńki – bez tego nie byłabym sobą! W drodze powrotnej na dworzec zajrzeliśmy jeszcze na chwilę do ogrodu na dachu BUW, a później wydaliśmy mały majątek na pyszne pączki z Dunkin Donuts. To może nie był najzdrowszy obiad, jednak wiedząc, że następny raz  nadarzy się nieprędko, czuję się całkiem rozgrzeszona.

A zdjęcie poniżej zostało zrobione w tym samym miejscu co dwa lata temu – tamto już od dwóch lat jest okładką fanpage’a i chyba czas je zmienić na aktualniejsze, prawda?

w ogrodzie na dachu BUW po dwóch godzinach snu w samolocie

8 REFLEKSJI PO WAKACJACH W HISZPANII

I już, to wszystko! Nie wierzę w to, jaka kobyła mi wyszła z tego zwykłego, wspominkowego tekstu, który miał być króciutki, a jaki wyszedł to już sami widzicie. Zdecydowanie stęskniłam się za pisaniem i czuję, że w najbliższych dniach spędzę dużo czasu stukając w klawisze. A, że sporo zanotowałam o Hiszpanii, to już teraz wiadomo, czego będzie się tutaj można spodziewać w najbliższych dniach, oczywiście przeplatanego lifestylem. Mam nadzieję, że te kilka refleksji o Hiszpanii się podobało i tymczasem znikam spać, zanim usnę tutaj z laptopem. W końcu Luby byłby zazdrosny!