W Internecie znajdziesz (prawie) wszystko. Jednak czy wiesz gdzie szukać?

Mówi się, że w internetach da się znaleźć praktycznie wszystko. Mamy książki, seriale, kursy edukacyjne, prezentacje, badania naukowe, programy do pracy. Dlaczego więc tak często marnujemy tutaj czas? I dlaczego, skoro świat stoi przed nami otworem, tak trudno czasem znaleźć niektóre rzeczy? Czy w ogóle wiemy gdzie szukać?

POTRZEBNA ISKIERKA

Wszystko dlatego, że aby coś znaleźć potrzebujemy „iskierki” – jakiegoś strzępka informacji, nazwiska autora, nazwy zjawiska, programu. Ot, czegoś, co możemy wpisać w wyszukiwarkę, żeby poszerzyć swoją wiedzę. Tymczasem, bez tego strzępka nawet nie wiemy, jak i gdzie szukać! Cóż, nasza bańka informacyjna skutecznie nas „chroni”.

Z INNEJ BAJKI

Uświadomiłam sobie to ostatnio, uczestnicząc w Kongresie Badaczy. To było dla mnie świetne wydarzenie, pełne merytorycznych prezentacji i inspirujących ludzi ze świata badań rynku i opinii. Jednak tym, co rzuciło mi się w oczy, było to, że jestem tam całkiem „z innej bajki”. Ktoś przemawiał, podając jakieś nazwiska i widać było, że część sali je kojarzy. Pojawiały się nazwy marek, nowe pojęcia typu insighty, segmentacja rynku, test Turinga itp. I znów – dla mnie nowość, dla innych niekoniecznie. Wyszłam wówczas z tego wydarzenia z całą masą notatek, głową naładowaną inspiracjami oraz myślą, że…

SAMA BYM TEGO NIE ZNALAZŁA

Na co dzień w internecie, z racji studiów, obracam się często w pedagogicznym światku. Niestraszne mi takie pojęcia jak ocenianie kształtujące, autyzm, niepełnosprawność, tyflopedagogika, Karta Nauczyciela, czy też nazwiska Montessori, Piageta, Gruszczyk- Kolczyńskiej. Do tego dochodzi jeszcze światek blogowy, a przez pracę rozwija się ten związany z Google Ads. To właśnie informacje związane z tymi dziedzinami stanowią moją bańkę informacyjną. I choć mogę próbować wychodzić poza nią, to dobrze wiem, że zapewne personalizacja treści w internecie i algorytm Googla sprawią, że nie będzie to zbyt bolesne tj. dalej będę się poruszać w obrębie tej „bezpiecznej” sfery,  w której moje ego nie ucierpi.

STUDIA VS. BAŃKA INFORMACYJNA

Często neguję wysoką wartość studiów. Uważam, że część wykładów i ćwiczeń jest niepotrzebna, a zdarza się, że sposób ich prowadzenia…cóż, woła o pomstę do nieba. Jednak jedno muszę przyznać – są świetne, jeśli chodzi o wychodzenie z bańki informacyjnej. Co prawda przy okazji od razu wrzucają nas w drugą, ale na to chwilowo przymknijmy oko. Bo co się dzieje, kiedy zostajemy studentami? Przekraczamy progi uczelni, idziemy na wykłady, ćwiczenia, lektoraty i co dalej? Dostajemy te same treści (w obrębie kierunku). Nie ma tutaj algorytmu, który stwierdziłby, że coś nas nie zainteresuje, więc nam tego nie pokaże. Tym sposobem łapiemy te „iskierki” – nazwiska, nowe pojęcia, ciekawe strony w internetach, przydatne narzędzia. „Cosie”, które ciężko byłoby znaleźć nam na własną rękę.

W INTERNECIE ZNAJDZIESZ (PRAWIE) WSZYSTKO. JEDNAK CZY WIESZ GDZIE SZUKAĆ? – PODSUMOWANIE

Myślę, że to wszystko sprowadza się do dość banalnego i logicznego stwierdzenia,: „jeśli nie szukasz, to nie znajdziesz”. Problem w tym, że często nawet nie wiemy, że powinniśmy szukać. Ani gdzie. Nie mamy tej iskierki, tej nitki, przy pomocy której moglibyśmy przejść od jednego zagadnienia do drugiego. Tak więc znów wracamy do tytułowego: czy wiesz, gdzie szukać?