książki Kena Folleta - recenzja - czy warto przeczytać - Krawędź Wieczności

Czego nauczyły mnie książki Kena Folletta? I dlaczego tak je polecam?

Za dzieciaka uwielbiałam oglądać pewien serial o polskiej rodzinie z adoptowanymi dziećmi. Jedną z postaci była tam kobieta, która komentowała mnóstwo sytuacji słowami: „to fascynujące!”. I choć ten zwrot pewnie dla wielu nie brzmi zbyt dobrze, to dziś czuję się trochę jak ona. Wszystko dlatego, że na tapet wjeżdżają książki Kena Folletta, a konkretniej seria „Stulecie” i już nie mogę doczekać się pisania o nich. Jednak zacznijmy od początku:

O CZYM OPOWIADAJĄ KSIĄŻKI KENA FOLLETTA  (SERIA „STULECIE”) ?

W bardzo dużym skrócie, Ken Follett w tej serii przedstawia historie rodzin, doświadczających problemów, bolączek i szeroko rozumianych przemian społecznych zachodzących w XX w.  Tak więc w  pierwszej części pt. „Upadek gigantów” wszystko kręci się wokół I wojny światowej oraz towarzyszących jej wydarzeniach: rewolucji październikowej i początkach ruchu sufrażystek. To tu poznajemy pięć rodzin: angielską, walijską, niemiecką, rosyjską i amerykańską, których losy mamy okazje obserwować. Walijska samotna matka, rosyjskie sieroty, amerykański prawnik w Białym Domu, czy też angielsko – niemiecka para arystokratów –jak mocno ich wszystkich dotknęła I wojna światowa! Czytając, przywiązujemy się do bohaterów, mamy swoich „ulubieńców” i razem z nimi przeżywamy te problemy i troski, niepokojąc się, ciesząc i płacząc.

„ZIMA ŚWIATA” I „KRAWĘDŹ WIECZNOŚCI” KENA FOLLETTA

Z kolei w kolejnych częściach „Zimie Świata” oraz „krawędzi Wieczności” poznajemy losy…. ich dzieci! Narracja przeważnie zaczyna się, gdy pociechy są już w wieku nastoletnim, więc mogę zapewnić, że wiele się dzieje. Raz, że oni sami dorastają, a dwa, że czynią to w naprawdę burzliwych czasach. W końcu „Zima Świata” koncentruje się na okresie II wojny światowej, a „Krawędź wieczności”  rozgrywa się w czasach zimnej wojny, zamachów na Martina Luthera Kinga i Kennedy’ego oraz kryzysu kubańskiego. Ciekawie, czyż nie?

CZEGO NAUCZYŁY MNIE KSIĄŻKI KENA FOLLETTA?

KOBIETO, IDŹ NA WYBORY!

Czy wiesz, że jeszcze trochę ponad 100 lat temu kobiety nie miały praw wyborczych? Tak, ja też to wiem – w szkole wspominali. Jednak wówczas, jak pewnie dla większości uczniów i uczennic, była to dla mnie po prostu kolejna informacja do zapamiętania. Ot, nic istotnego. Jednak czytając, uświadomiłam sobie, że przecież te ponad 100 lat to wcale nie jest tak dużo! Co więcej, patrząc tylko zgodnie z ustaleniami „naszej ery” czyli od narodzin Chrystusa, na prawie 2020 lat przypada tylko 100 lat praw kobiet! Czytając, uświadomiłam sobie ile musiały poświęcić tamte panie, z jakimi ograniczeniami się borykały, jak bardzo opinia publiczna byłą nieprzychylna oraz jak bardzo byłyśmy uzależnione od mężczyzn.

WEŹ ZAGŁOSUJ

Tymczasem teraz zbliżają się wybory, wypadałoby skorzystać z przysługujących nam praw i co? I pewnie znów usłyszę „ja się nie interesuję polityką”(rozprawiam się z tym tekstem tutaj: masz prawo nie interesować się polityką, ale…) , „nie mam na kogo głosować” lub „mój głos i tak nic nie zmieni”. Tylko wiesz co? Właśnie przez takie myślenie nic się nie zmienia.

Tak więc ładnie Cię proszę: przeczytaj te książki, poznaj te historie, a potem idź w październiku na wybory. I zabierz ze sobą koleżankę / kolegę / partnera / rodziców / dziadków. Twój głos ma znaczenie!

HISTORIE ZAMIAST DAT

W szkole historia zazwyczaj była pokazywana prosto: za pomocą wygranych i przegranych bitew, dat, listy przyczyn i skutków.  Do tego nazwiska czołowych dowódców oraz władców i jedziemy dalej z materiałem! Tutaj, w książkach Kena Folleta jest zupełnie inaczej. Poznając te wydarzenia przez pryzmat historii różnych rodzin, patrzymy bardziej personalnie. Widzimy tragedie, radości, niesprawiedliwe traktowanie, kruchość ludzkiego życia.  Co więcej, przebieg tych wszystkich wydarzeń również bardziej zapada w pamięć. I tak sobie myślę –  gdyby podręczniki do historii w szkołach były pisane właśnie w ten sposób, nie byłoby osoby nielubiącej historii. Bo tak, to co od lat potwierdza Paweł Tkaczyk, to opowiadanie historii jest kluczem.

ZWYCIĘSTWA PODCZAS WOJNY

Co myślisz, kiedy słyszysz „wojna”? Niektórzy – bitwy, daty, statystyki. A ja? Ja widzę ludzi. Setki, tysiące, miliony ludzkich tragedii, które powstały, gdy władze nie potrafiły dogadać się pokojowo. Gdy niektórzy czuli się lepsi, niż inni. Gdy niektórzy unieśli się dumą, zamiast zrozumienia.

Tymczasem na wojnie nie ma zwycięstw. Są tylko strony z mniejszą liczbą ofiar i ich tragedii.

PATRZ DŁUGOFALOWO

Jak to się dzieje, że społeczeństwo się radykalizuje? Jakie wydarzenia sprawiają, że dyktatorzy dochodzą do władzy? I jak może wyglądać świat w perspektywie kolejnych kilkudziesięciu lat? Czytając książki Kena Folleta bardzo fajnie da się to zaobserwować. W końcu najpierw poznajemy dane postaci jako nastolatków z czasów I wojny światowej, później widzimy jakimi rodzicami się stają i jak przeszłość oddziaływała na ich decyzje, a na końcu przenosimy się w czasy wnuków, rock & roll’a i muru berlińskiego. Tak więc nie dość, że jest ciekawie, to jeszcze możemy poćwiczyć myślenie przyczynowo – skutkowe.

KRUCHOŚĆ LUDZKIEGO ŻYCIA

Wydaje nam się, że mamy przed sobą dużo czasu. W końcu kiedyś jeszcze zdążymy powiedzieć bliskim, że ich kochamy i spędzić z nimi czas, a teraz? Teraz nie mamy czasu, musimy pracować. Ale wiesz co? Życie jest kruche. I choć raczej dla większości śmierć przez trafienie pociskiem podczas wojennej bitwy jest już abstrakcją, to pojawiły się nowe zagrożenia: wypadki samochodowe i samolotowe, katastrofy klimatyczne, smog, terroryzm, depresje, rak. I już człowieka nie ma. Dlatego: zadbaj o relacje!

CZEGO NAUCZYŁY MNIE KSIĄŻKI KENA FOLLETTA? – PODSUMOWANIE

Masz czasem tak, ze chcesz przedstawić coś w jak najlepszym świetle? Kiedy chcesz jak najbardziej zachęcić ludzi do czegoś, bo krótko mówiąc „jarasz się” i chcesz, żeby wieści rozniosły się dalej, bo to takie fajne, a jednocześnie boisz się, że polecisz coś nieumiejętnie?

Ja mam tak właśnie z książkami Kena Folleta. Uważam, że zasługują na rozgłos, bo to świetne lektury, które pokazują jak łączą się kropki. Z drugiej strony martwię się, że za słabo to wszystko napisałam, mimo że dałam z siebie wszystko.

Tak więc napiszę tylko: czytajcie książki Kena Folletta – warto!