połamańce językowe - o gorylu - do posta o pędzącym życiu

Nie pędź tak proszę, daj odpocząć

„Nie pędź tak proszę, daj odpocząć” – kto zaśpiewał ten tytuł śpiewająco? Ja do dziś pamiętam tę melodię, która przewijała się gdzieś tam w tle, gdy za dzieciaka leżałam wieczorem na kanapie, a Tata czekał  wieczorne wydanie wiadomości.  Tymczasem teraz, po latach, te kilka chwytliwych słów znów mnie odwiedziło, gdy po raz kolejny, po Świętach Wielkanocnych uświadomiłam sobie, jak szybko to wszystko przeszło, jak pędzi do przodu. A ja? A ja nie nadążam.

CIĄGLE COŚ, CIĄGLE KTOŚ

Ciągle jest coś do zrobienia: a to prace licencjackie na studia, a to kilka pralek trzeba puścić, bo już się pranie prawie wydostaje z koszyka (true story niestety!), a to wypadałoby napisać coś tutaj, na moje oczko w głowie. Jednak to już nawet nie chodzi o zrobienie tych rzeczy, lecz bardziej o to, że one ciągle tkwią gdzieś tam,  z tyłu głowy. Nawet gdy teoretycznie odpoczywam, świadomość rosnącej to-do listy w przyszłości rośnie. A, że nie chcę nawalić i zawieść zarówno innych, jak i samej siebie, to tym bardziej się stresuje, że coś nie wyjdzie. Tymczasem czas dalej pędzi. Tik-tok, tik-tok.

NIE MA MNIE. UKRYWAM SIĘ PRZED POTWORAMI SPOD ŁÓŻKA

Czasem mam ochotę schować się pod kołdrą i udawać, że tego wszystkiego nie ma, że problemy, zmienne nastroje i trudne decyzje znikną, jeśli tylko nie będę ich widziała. Jednak życie toczy się ze mną lub bez. I właściwie rzecz biorąc, to ono wcale nie pędzi tak, jak się wydaje – to ja i moja głowa pędzimy, narzucając sobie perfekcyjne wykonanie.  Dlatego też, po tym jak uświadomiłam sobie, że w Święta  Wielkanocne właściwie niewiele odpoczęłam, moją misją na majówkę jest: zadbać o „czystą głowę” i odpocząć psychicznie. Cieszyć się z małych rzeczy. Chodzić po lesie i nie myśleć tyle. Popisać w dzienniku. Ustabilizować emocje. Nie przejmować się, że w tak wielu dziedzinach jestem w tyle. I wrzucić w końcu na luz.

NIE ZAWSZE POZYTYWNIE

Właściwie sama nie wiem, po co to piszę, bo kogo obchodzi, że jakaś dziewczyna nuci tę banalną piosenkę i jeszcze do tego marudzi o swoich smutkach. Jednak chcę, żeby to moje miejsce w internetach było takie jakie, jak ja. I to ta prawdziwa ja, a nie ta przepuszczona przez filtry pozytywnego myślenia i pisząca tylko o samych dobrych rzeczach. Bo niestety, ale jak wskazuje już nazwa bloga, jestem niezłą mieszanką zmiennych nastrojów, nie zawsze tych fajnych. Dlatego choć przeważnie jest tu miło, to chcę pokazać też tę drugą twarz, że smutkami w które wpada czasem każdy z nas. Ot, życie – bywa kolorowa, ale i zupełnie bezbarwnie, zupełnie jak ten wpis.