nie poślę dziecka do szkoły specjalnej

Przecież nie poślę mojego dziecka do szkoły specjalnej!

„Szkoła specjalna” – co przychodzi ci do głowy gdy słyszysz te słowa? Jakie masz skojarzenia? U mnie do pewnego momentu były one negatywne. Na Śląsku, w moim mieście, babcia od zawsze nazywała szkołę specjalną „hilfką”. Oczywiście nigdy nie mówiła wprost, że te dzieci są gorsze czy innych rzeczy w tym stylu, ale po samym tonie jej głosu dało się wywnioskować, że chodzenie do szkoły specjalnej raczej nie jest czymś, co przynosi chlubę, lecz wstyd. A potem poszłam na studia i moje myślenie zmieniło się o 180 stopni.

DLA JEDNEGO IDEAŁ, DLA DRUGIEGO – MĘCZARNIA

Z racji studiów (oligofrenopedagogika i pedagogika) miałam styczność z wieloma placówkami. Udzielałam się na wolontariacie w „zwykłym” przedszkolu i robiłam praktyki w integracyjnym. Prowadziłam zajęcia  zarówno w szkole ogólnodostępnej, jak i specjalnej oraz nieraz obserwowałam te w integracji. Tak więc myślę, że mogę powiedzieć, że miałam styczność już z całkiem niezłą liczbą uczniów, także niepełnosprawnych. Widziałam dzieci z niepełnosprawnością, które w szkole integracyjnej radziły sobie świetnie i dla nich ta integracja była rozwiązaniem idealnym. Niestety, widziałam też ucznia, który męczył się w klasie integracyjnej, ale z rodzicami nie dało się początkowo dogadać.

W KLASIE INTEGRACYJNEJ

Wyobraźcie sobie taką sytuację: w klasie integracyjnej jest piątka dzieci z niepełnosprawnością. Czwórka z nich potrzebuje częściej wsparcia, motywacji, dostosowania materiałów i metod kształcenia, ale to wystarczy, żeby w pełni nadążały za klasą i dobrze odnajdywały się w roli ucznia.

Jednak jest też jeden chłopiec, nazwijmy go Adam, który już sobie tak dobrze nie radzi. Kiedy dzieci bawią się wspólnie, we właściwe dla ich wieku zabawy, Adam jest na etapie naśladowania „jak mówią zwierzątka”. I to mimo, że jego pójście do szkoły było już odraczane, więc tak naprawdę jest starszy od innych. Na przerwach woli zostawać w klasie, aniżeli bawić się z innymi dziećmi. Bardzo niewiele mówi i jeśli już, to wypowiada się pojedynczymi słowami, nie tworząc zdań. Wymaga stałej uwagi nauczyciela i ciągłej motywacji do wykonania najprostszego zadania. Jakakolwiek praca z książką? Odpada. Kiedy inne dzieci zarówno piszą, jak i czytają już w miarę płynnie, on jest na etapie kreślenia szlaczków. Przy czym nie wygląda to tak, że w parę minut, choćby byle jak, nabazgra rządek takich szlaczków, lecz trzeba go non stop motywować do postawienia kolejnej kreski. Podczas lekcji widać, że nie rozumie omawianego materiału. Istotna jest dla niego tylko zabawa.

PRZECIEŻ NIE POŚLĘ MOJEGO DZIECKA DO SZKOŁY SPECJALNEJ

Tymczasem nauczyciele dwoją się i troją, aby tylko zapewnić Adamowi jak najlepsze warunki. Przygotowują oddzielne materiały, w większości na poziomie przedszkola. Podczas lekcji nauczyciel wspomagający przeważnie spędza większość czasu właśnie przy ławce chłopca, jednocześnie nie mogąc poświęcić innym dzieciom z niepełnosprawnością więcej uwagi. Pedagodzy próbują też integrować chłopca z klasą i dbają, by nie czuł się wykluczony. Jednak nie da się ukryć, że z czasem uczeń coraz bardziej odstaje od grupy. Widać, że to nie jest dla niego najlepsze miejsce, co nauczyciele sygnalizują rodzicom.

Mimo to, Adam przez dwa lata uczęszcza do tej klasy. Dopiero w trzeciej zostaje przeniesiony do szkoły specjalnej. Dlaczego tak późno? Cóż, obstawiam, że właśnie przez to rodzicielskie „przecież nie poślę mojego dziecka do szkoły specjalnej!”. Tylko wiecie co? Ten chłopiec w szkole specjalnej mógł mieć warunki kilka razy lepsze, aniżeli w integracyjnej. Skąd to wiem? Bo odbywałam praktyki w naprawdę fantastycznej szkole specjalnej i ostatnio zobaczyłam tutaj Adama na korytarzu, kiedy szedł z resztą swojej czteroosobowej klasy. No właśnie – czteroosobowej! Czujecie różnicę? Jednak poza malutkimi klasami, posłanie dziecka do szkoły specjalnej ma też inne zalety.

DLACZEGO SZKOŁA SPECJALNA MOŻE BYĆ LEPSZA?

1. INDYWIDUALNE PODEJŚCIE

Bądźmy szczerzy – indywidualne podejście do dwudziestu osób naraz raczej jest niezłym wyzwaniem. Z kolei indywidualne podejście do czterech uczniów? I to jeszcze mając pomoc nauczyciela obok? To już jest bardziej realne!

2. ZAJĘCIA TO NIE TYLKO PODRĘCZNIK I ZESZYT 

Chyba wszyscy wiemy jak wygląda nauka w typowej szkole: dzieci siedzą w ławkach, pracują na podręcznikach i ćwiczeniach, piszą w zeszytach, opierają się głównie na teorii, a ruszają głównie na w-fie. W końcu podstawa programowa musi być zrealizowana. A jak wygląda nauka w szkole specjalnej? Trochę siedzimy w ławkach, ale mamy też do dyspozycji dużo miejsca na tańce i inne zabawy ruchowe.  Jest teoria, ale i praktyka. Nie ma takiego dużego hałasu. Wykonujemy też więcej artystycznych rzeczy i ogółem jest po prostu swobodniej.

3. LEPSZE POMOCE DYDAKTYCZNE I DOSTĘPNOŚĆ TERAPII

Nie da się ukryć, że w szkole specjalnej wyposażenie jest przeważnie lepsze, podobnie jak możliwość różnorodnych  terapii. Przykładowo, obserwowałam już zajęcia z arteterapii, a także hydroterapii, do której ta szkoła ma wanny różnej wielkości! Gdy potrzebowałyśmy tam do zajęć, pędzli, podkładek do farb i innych plastycznych „cudów” to też nie było problemu. W jednej z klas miałyśmy dostęp do kuchni. Jednak poza tym domyślam się, że w szkole specjalnej łatwiej też np. o pomoce tyflopedagogiczne (dla os. niewidomych lub słabowidzących) oraz inne specjalistyczne środki, na które typowa szkoła nie mogłaby sobie po prostu pozwolić.

4. SPECJALISTYCZNA KADRA

W szkołach integracyjnych i z oddziałami integracyjnymi, przeważnie jakaś część specjalistów jest po oligofrenopedagogice, mając odpowiednie kompetencje do jak najlepszego nauczania ucznia z niepełnosprawnością. Jednak nie jest to 100% kadry pedagogicznej. Natomiast w szkole specjalnej raczej wszyscy są specjalistami w jakiejś dziedziny. Tak więc jeżeli dziecko z niepełnosprawnością jest głębiej zaburzone i słabo sobie radzi w integracji, to chyba lepiej żeby trafiło do miejsca, gdzie cała kadra jest w pełni wykwalifikowana? Gdzie dziecko nie zostanie skreślone, bo zbyt często wyjeżdża poza linie i nie nadąża za programem całej klasy. Gdzie nauczyciel nie będzie podkreślał na czerwono błędów, lecz zwracał uwagę na to, co dziecko zrobiło dobrze, na to, że się stara.

PRZECIEŻ NIE POŚLĘ MOJEGO DZIECKA DO SZKOŁY SPECJALNEJ – PODSUMOWANIE

Oczywiście absolutnie nie chodzi mi o to, że wszystkie osoby z niepełnosprawnością powinny się uczyć w szkole specjalnej, o nie! Tutaj zdecydowanie trzeba patrzeć indywidualnie na każdego ucznia i później, po dokładnej analizie jego potrzeb, podejmować decyzję o szkole ogólnodostępnej / integracyjnej / specjalnej. No właśnie – głównie jego potrzeb. Tymczasem mam wrażenie, że nadal są rodzice, którzy ze względu na wstyd, stwierdzają, że  „przecież nie poślę dziecka do szkoły specjalnej”. Tylko, że to żaden wstyd!  Bo jak pisałam już wyżej, jedno dziecko może się super odnaleźć w integracji, a inne zupełnie nie i wówczas trzeba szukać innego wyjścia. A wierzcie mi, może doświadczenie mam małe, ale uważam, że posłanie dziecka do szkoły specjalnej zdecydowanie nie jest czyś złym! Ponadto, ono czasem może tam mieć lepsze warunki, niż myślicie, dlatego proszę, jeśli specjaliści to sugerują – nie skreślajcie od razu szkoły specjalnej.


Zdjęcie tytułowe: https://stocksnap.io/photo/9RANMJTK90