Nigdy dość dobra.

„Nie jesteś dość dobra”  – czy usłyszałaś kiedyś ten cichy głosik w swojej głowie? Ja niestety tak. I bazując na tym, co czytam w internetach, co słyszę od znajomych, co widzę w przestrzeni publicznej – nie jestem z tym sama.

WIECZNIE NIEIDEALNI

Ogółem mam wrażenie, że poczucie „niewystarczalności” dotyczy ogromnej części z nas. Przeglądamy te piękne zdjęcia na Instagramie, skupiając się na tym, co ktoś chce pokazać. Obserwujemy egzotyczne wakacje, drogie sprzęty, nowe, drogie kosmetyki, książki, idealne wnętrza*. A potem rozglądamy się po pokoju i widzimy, że nasz nie jest tak ładny. Przeglądamy się w lustrze, dostrzegając przebarwienia, wory pod oczami, nieidealną figurę. Porównujemy swoje kadry z tymi profesjonalnymi zdjęciami, a wakacje w Żywcu z czyimś Nowym Jorkiem. Jednak to tylko wirtualny świat od którego w miarę łatwo się odciąć, gdy wprawia nas w smutki. Jednak co, gdy to „nigdy dość dobra” zagości na stałe w naszym życiu?

NIGDY DOŚĆ WYGADANA

Studia. Stoimy wszystkie w grupie przed zajęciami, jeszcze się nie znamy. Jedna coś mówi, druga odpowiada, trzecia rzuci żartem, kolejna skomentuje. A ja ? A ja główne słucham i ładnie się uśmiecham. Jak na złość nic dowcipnego przychodzi mi do głowy i wychodzi na to, że w tym towarzystwie robię głównie za ozdobę, ewentualnie perfekcyjnie wcielam się rolę słupa soli. Narasta złość. Bo przecież potrafię, wiem, że potrafię – w rozmowie 1:1 z kimś bliskim umiem nawet nawijać lepiej niż Osioł ze Shreka! Dlaczego więc teraz nie wychodzi? Ci wszyscy inni ludzie wydają się tacy wygadani, tacy przebojowi, a ja? „Ja tutaj nie pasuję, jak zawsze nie dość dobra.” – pomyślała połowa roku.

NIGDY DOŚĆ ŁADNA

Sobota rano. Wychodzisz po bułki: bez makijażu, w dresie, byle na szybko złapać jakieś podstawowe zakupy i hop do domu na śniadanie. Tymczasem w kolejce do kasy, tuż przed Tobą staje dziewczyna idealna: boskie nogi, uśmiech nie z tej ziemi i figura jak u modelki. Do tego też w dresie i bez makijażu. Patrzysz na nią, patrzysz na siebie, znów patrzysz na nią i dochodzisz do wniosku, że już nigdy nie wyjdziesz w takim stanie z domu. Albo inaczej – wychodzisz z domu na szybko, więc narzucasz na siebie pierwsze lepsze rzeczy, a potem widzisz swojego byłego lub co gorsza, jego znajomych. I to odstrzelonych na jakąś imprezę, podczas gdy Ty masz akurat tłuste włosy, wory pod oczami i wielkiego pryszcza na środku czoła, bo akurat okres. I znów nie czujesz się wystarczająco „jakaś”.

NIGDY DOŚĆ KOMPETENTNA

Szkolenie. Na koniec prowadzący pyta, czy są jakieś pytania, ale zgadnij co? Nikt nie pyta, choć dam głowę, że każdemu coś tam kotłuje się w głowie, zwłaszcza, gdy było fajnie. Wszyscy boją się, że ich pytanie nie będzie dość dobre – dość mądre, dość ciekawe, dość intrygujące.

Praca w grupie, początkowa faza – burza mózgów. Ludzie rzucają pomysłami, wybieracie na czym się skupić, przechodzicie do realizacji projektu. Tymczasem podczas pracy dostrzegasz, że coś tutaj nie gra lub wręcz na odwrót – przychodzi Ci do głowy super hiper ekstra pomysł, ale nie masz odwagi zasugerować go na forum. Nikomu o tym nie mówisz – nie czujesz się dość dobra.

I tak dalej, i tak dalej.

A GDYBY TAK…

I tak przykłady można mnożyć do rana. Tymczasem tak sobie myślę – a gdyby pewnego dnia po prostu zamknąć te myśli gdzieś głęboko w szafie? A później stanąć przed lustrem, uśmiechnąć się i powiedzieć sobie wreszcie „Stara, jest okej!”. Nie jakoś, nie przeciętnie, lecz po prostu… okej. A Ty? Ty jesteś wystarczająco ładna, dobra, wygadana, kompetentna itd. Wierzę w to!


*- dlatego przestałam obserwować konta, które wprawiały mnie w zły nastrój i przygnębiały „idealnością”. Zamiast tego skupiłam się na tych pomagających, w jakiś sposób rozwijających – było o nich już tutaj: O tym, jak Instagram zmienia świat.

Zdjęcie tytułowe: https://stocksnap.io/photo/OLNKZEXXAB