konwalia majowa i skrzydłokwiat - o tym jak kawa pomogła mi polubić rośliny

O tym, jak kawa pomogła mi polubić rośliny

Odkąd pamiętam, miałam w domu roślinę kawy, posadzoną jeszcze przez moją Mamę.  Na początku było na niej zaledwie parę listków. Stała na parapecie, podlewana od czasu do czasu i tak sobie wegetowała. Często było z nią naprawdę marnie i swego czasu musiała ją odratowywać nawet moja babcia. Do dziś nie wiem jak to zrobiła, ale wkrótce kawa do nas wróciła, a ja – z czasem – naprawdę ją polubiłam.

KAWA I WYTRWAŁOŚĆ

Po pierwsze – dostrzegłam jaka jest wytrwała. Bo wiecie, u mnie podlewaniem, to jest raczej kiepsko, czyt. kawa dostawała wody wtedy, gdy komuś się o niej przypominało.  Do tego nigdy nie wiedziałam ile wody jej dać, więc raz było jej mniej, a raz więcej. Nie mówiąc już nawet o wakacyjnych wyjazdach w trakcie których musiała sobie jakoś poradzić dwa tygodnie bez wody. Jednak mimo to, ta biedna kawa nadal rośnie i rośnie! Tymczasem wszystkie inne roślinki już dawno umarły, czy to z moją pomocą, czy bez niej. Jedne przypadkiem wysuszyłam, inne nie przetrwały nawet mimo podlewania i tylko ta kawa tak się mnie trzyma, a ja jej.

MAM DRZEWO W MIESZKANIU!

Na początku to była drobniutka łodyga z kilkoma listkami. A potem zaczęła rosnąć wzdłuż i wszerz, coraz bardziej się rozbudowując. Pamiętam ja jeszcze dziwiłam się, że jest prawie taka wysoka jak ja, tymczasem teraz przerasta mnie już na tyle, że za rok pewnie nie dosięgnę do najwyższych listków! Mimo to łodyga dalej jest delikatna i prawdopodobnie bez drewnianej podpórki i nici, pomagających zachować pion, wiele by z niej nie zostało . Tym sposobem, zdecydowanie mogę powiedzieć, że mam małe drzewo w mieszkaniu!

KAWA – PIERWSZE ZBIORY

Jednak najbardziej kawę polubiłam, gdy wreszcie wykiełkowały ziarenka kawy! W końcu świetnie byłoby móc kiedyś zrobić sobie kawę z własnej kawy, prawda? Dlatego zbieram je filiżanki i liczę, że ten dzień kiedyś nastąpi (choć raczej później niż prędzej). W międzyczasie obserwuję, jak kolejne już kiełkują i przy okazji zaglądam do kolejnych roślinek, które polubiłam – skrzydłokwiatów.

OD KAWY DO SKRZYDŁOKWIATÓW

Wyglądają ślicznie, są dość tanie (moje trzy maluszki kosztowały bodajże 5,99?) i jakoś polubiłam się z nimi już w sklepie. Nie mówiąc już nawet o tym, że w mini-doniczce mieszczą się w samochodzie w pojemniku na napoje, więc z przewozem też nie ma problemu. Idealnie uzupełniają wystrój w sypialni, nadając jej przytulny klimat. Pewnie nie będą tak wytrzymałe jak kawa, ale mam nadzieję, że polubimy się równie mocno. Trzymajcie kciuki!

DLACZEGO LUDZIE TRZYMAJĄ ROŚLINY W DOMU?

Tymczasem, mogę powiedzieć, że kawa pomogła mi załapać, dlaczego ludzie trzymają tyle roślinek w domu! I choć większość z nich, jak np. storczyki, fikusy czy anturium, w ogóle mi się nie podobają, to jednak zrozumiałam, że po prostu musiałam trafić na „swoje” rośliny.  Prawie jak z książkami, a te to już bardzo lubię!

A jakie stosunek do roślin w domu masz Ty?


Z braku zdjęcia mojej kawy, na zdjęcie tytułowe wrzuciłam stare zdjęcie konwalii ze skrzydłokwiatem w tle 🙂