Mój pierwszy raz na stand-upie, czyli „Piniata” Abelarda Gizy

Jeszcze parę lat temu stand-up był dla mnie zagadką. Kojarzył mi się z czymś w rodzaju kabaretu, a że za tymi średnio przepadam, to nie sądziłam, że ta forma może mnie kiedykolwiek czymkolwiek zachwycić. To był też  czas, gdy do sieci wypłynął skecz o papieżu Abelarda Gizy . I choć opinie publiczne nie był zbyt przychylne, to mnie (wówczas jako osobie wierzącej!) jednak się spodobało, a nazwisko twórcy zapadło w pamięć. Mimo to, jakoś nigdy nie udało się wybrać na taki stand-up na żywo. Tak więc teraz, gdy w marcu nadarzyła się okazja by wybrać się na stand-up „Piniata”, musiałam skorzystać.

STAND-UP „PINIATA”,CZYLI PO PIERWSZE – WOW!

Moim pierwszym wrażeniem było „wow!”. Miałam wrażenie, że wszystko jest tak dobrze przemyślane, zaplanowane, dopracowane, no po prostu brak mi słów. Śmiechu było co niemiara! Podobał mi się też ten inteligentny humor Abelarda, to, że pod płaszczykiem żartu umie przemycić kwestie warte przemyślenia, zastanowienia się. Ot, w pierwszej chwili się po prostu śmiejesz z celnej uwagi, a w drugiej zdajesz sobie sprawę, że… przecież on ma rację. Poza tym po raz kolejny uświadamiasz sobie jak ogromne znaczenie ma komunikacja niewerbalna – ton głosu, mimika, gestykulacja. Bo przecież gdyby to nie Abelard opowiadał te skecze, ze swoją charyzmą i stylem bycia, to wcale nie byłoby tak śmiesznie.

PO DRUGIE – CHCIAŁABYM BYĆ W CZYMŚ TAK DOBRA, JAK ABELARD W STAND-UP

Wiem, że to pewnie kilkanaście / kilkadziesiąt lat wprawy, ale Abelard jest tak swobodny na scenie, że zbieram szczękę z podłogi. Widać, że dobrze się na niej czuje, cieszy go to co robi, no po prostu jest w swoim żywiole! I patrząc na niego tak sobie myślę, że chciałabym kiedyś być w czymś tak dobra, jak Abelard Giza w stan-upowanie. Mieć taki charakterystyczny styl, charyzmę, pomysły, a jednocześnie czerpać z tego wiele radochy. To byłaby bajka!

PO TRZECIE – OTWÓRZ SIĘ NA NOWE

Wybranie się na stand-up „Piniata” po raz kolejny przypomniało mi, żeby dawać sobie szanse na poznawanie nowych rzeczy. Doświadczanie, badanie, eksplorowanie, nawet wtedy, gdy w pierwszej chwili wydaje się, że to zupełnie nie moja bajka. Można się miło zaskoczyć! A ja chciałabym, żeby zarówno w życiu moim, jak i moich bliskich, takich zaskoczeń było wiele.

MÓJ PIERWSZY RAZ NA STAND-UPIE, CZYLI „PINIATA” ABELARDA GIZY – PODSUMOWANIE

Myślę, że skoro zachwycona piszę już o tym całego posta, to jest to dość oczywiste. Jednak gdyby ktoś  jeszcze potrzebował potwierdzenia – zdecydowanie warto się wybrać na „Piniatę”! I wszystkim chytruskom poszukującym tego na yt, zdradzę, że jest to próżny trud, bo na stand-upie Abelard mocno podkreślił, żeby nie nagrywać (i to w jak zabawny sposób!). Jakby ktoś to wtedy zrobił, to chyba ze wstydu zjadłby własny telefon.  Dlatego powiem tylko, że jak będziecie mieć okazję, żeby iść na stand-up „Piniata”, to zarezerwujcie czas, bilety i przygotujcie się na fantastyczny wieczór!