zdjęcia w trybie makro - liście

Tu i teraz – lipiec 2018 – zdobywając Skrzyczne, błogostan i mieć czy być

Siedzę sobie właśnie w domku oddalonym od cywilizacji tak bardzo, że wystarczy zaledwie 5 minut, by znaleźć się w lesie ( i jakieś 40 by dojść do najbliższego sklepu). W przytulnym pokoiku na piętrze panuje delikatny półmrok, a gdzieś w oddali słychać kościelne dzwony.  Mimo wczesnej pory, jestem już przebrana w piżamę, ale to wcale nie powstrzymało mnie przed przeniesieniem się z moją pisaniną na balkon. Jakoś tak na świeżym powietrzu dużo lepiej się pisze, a to znak, że czas na kolejne tu i teraz!

CZUJĘ SIĘ…

Padnięta! Wszystko dlatego, że dziś z Lubym wdrapywaliśmy się na Skrzyczne i dopiero niedawno wróciliśmy. Wiem, że to raczej mała górka, bo ma zaledwie 1257 m.n.p.m, ale dla mnie była w sam raz – nie za łatwa, ale też nie na tyle męcząca, by non stop marudzić po drodze i zatrzymywać się na kolejną śliwkę w czekoladzie. Do tego pogoda nam sprzyjała, bo rozpadało się dopiero po wejściu na szczyt. Tak samo było z droga powrotną – ledwo weszliśmy do auta i już lało!

Poza tym jestem też poraniona. Schodząc ze szczytu i widząc te wszystkie dziko rosnące maliny i jagody w okolicy, postawiłam sobie za punkt honoru zapełnienie nimi dwóch butelek 0,5. Oczywiście w ich poszukiwaniu wchodziłam w różne chaszcze i teraz wyglądam jak rasowy rozrabiaka z poharatanymi kolanami i nogami.

Natomiast jeśli chodzi o cały lipiec, to myślę, że radość dobrze oddaje to, co czuję. Pozwiedzałam Hiszpanię, spróbowałam kilku nowych rzeczy i nadrobiłam towarzyskie zaległości. Teraz przyjechałam jeszcze na parę dni w okolice Żywca, no i w końcu mam tyle czasu, ile bym chciała na zajmowania się blogiem! Chyba nie muszę mówić, jak bardzo mnie to uszczęśliwia?

CIESZĘ SIĘ…

Że wakacje w Hiszpanii wspaniale się udały. Pamiętam jeszcze jak się stresowałam przed wyjazdem, że coś pójdzie nie tak. Tymczasem okazało się, że to były jedne z lepszych wakacji. Ten czas teraz, w okolicach Żywca też jest świetny – spacery do lasu, cisza i spokój, to właśnie to, czego potrzebuję do regeneracji.

CZEKAM NA…

Nic! Obecnie korzystam z chwil na które czekałam przez większość roku, mianowicie beztroskie leniuchowanie, spacery, zajmowanie się blogiem i ładowanie baterii na łonie natury. Dlatego właśnie tu i teraz czekam co najwyżej na następne śniadanie w ogródku.

Ale kim ja jestem żeby wątpić w siebie - w koszulce Loesje - tu i teraz w lipcu

CHCIAŁABYM…

Pojechać jeszcze kiedyś do Słowenii! Tak sobie przypominam, że to już minął rok odkąd byłam w Lublanie i odkąd to miasto mnie oczarowało. Chciałabym pojechać tam raz jeszcze i tym razem zwiedzić nie tylko stolicę, ale i całą Słowenię. Przy okazji sprawdziłabym, czy nadal czuję się tam tak dobrze, czy to było tylko chwilowe zauroczenie. Cóż, w te wakacje już się raczej nie uda, ale w następne – kto wie?

UCZĘ SIĘ…

„Mojego” aparatu! Na czas wakacji w Hiszpanii pożyczyłam aparat od Taty, więc nie znałam go jeszcze za dobrze i robiłam zdjęcia głównie w trybie automatycznym. Teraz powoli, oj bardzo, bardzo powoli, zamierzam sprawdzać kolejne opcje. Parę dni temu wypróbowałam makra i jestem zachwycona tym, co wyszło! Zastanawiam się, co jeszcze ten aparat potrafi zrobić?jarzębina w okolicach Żywca - tu i teraz w lipcu

zdjęcia w trybie makro - liście

zdjęcia w trybie makro - na polu

CZYTAM…

Większość moich lipcowych lektur można określić jako książki lekkie, wciągające i przyjemne. Powieść „Pierwsza przychodzi miłość” spakowałam ze sobą do Hiszpanii i pochłonęłam w ciągu dwóch pierwszych dni, natomiast kolejne kupiłam już po przylocie do Warszawy. Niestety, „Dziecioodporna” raczej mnie rozczarowała. „100 dni po ślubie” było już lepsze, bardziej wciągające, ale i tak nie dorównało najlepszym książkom z kategorii obyczajówek, jakie czytałam.

Emily Giffin - Pierwsza przychodzi miłość - książka na wakacje, kapelusz i zegarek

Oprócz tego w wolnym czasie zaglądam też do felietonów w  „Niezbędniku współczesnym” Polityki i jestem pod dużym wrażeniem! O magazynie dowiedziałam się ze stories Bereniki z lepiejmyslec.pl i po kilku screenach się wciągnęłam i  zapragnęłam przeczytać całość, więc kupiłam własny egzemplarz. I muszę powiedzieć, że zdecydowanie się nie rozczarowałam! „Niezbędnik współczesny” porusza różne ważne społecznie tematy – od aborcji po ekologię, zasad moralnych i kwestii wojny domowej w Syrii. A co najważniejsze – robi to w świetny sposób.

OGLĄDAM…

Początek lipca upłynął mi w towarzystwie drugiego sezonu „Ani, nie Anny” na Netflixie. I choć nie wszystko jest tak jak w książce, to jednak bardzo podoba mi sposób, w jaki twórcy przemycają w nim wartości równościowe. Oprócz tego, standardowo do posiłków lubię sobie włączyć „Przyjaciół”, ale smuci mnie, że już tak mało odcinków zostało do końca. I co ja będę potem oglądać?

SŁUCHAM…

„Mieć czy być” od Myslovit to nuta, którą non stop ostatnio zapętlam! Po prostu tekst idealnie do mnie trafia, przypominając przy tym, że książka Fromma już od dłuższego czasu jest na mojej liście „do przeczytania” i wypadałoby coś w tym zrobić! Tymczasem zostawiam Was tutaj z moim ulubionym fragmentem i znikam, podśpiewując to „Mieć czy być” pod nosem. Kto wie, może jeszcze jakaś śliwka w czekoladzie się dla mnie uchowała?

„Kolejna strona mieć – czy być
Czy Erich Fromm wiedział jak żyć?
W rzeczywistości ciągłej sprzedaży
Gdzie „być” przestaje cokolwiek znaczyć”