tu i teraz - maj 2018 - sesja is coming

Tu i teraz – maj 2018 – Sesja is coming

Jest 7:30 w sobotni poranek i mam wrażenie, że cały świat jeszcze śpi. I nie mówię tutaj o tym śpiochu w drugim pokoju, ale i o całym osiedlu. Mimo otwartego okna słyszę jedynie delikatne ćwierkanie ptaków, czasem w tle przejedzie jakiś samochód. Na ulicy pusto, nie widać żywej duszy, a ja? Ja siedzę sobie  małym pokoiku, przy nieco podniszczonym biurku, przecierając z oczu resztki snu i pisząc kolejne „tu i teraz”.

CZUJĘ SIĘ…

Zaspana! Ale to chyba standard jeśli wstało się parę minut wcześniej, prawda? Dlatego lepiej będzie tu pasowało słowo – przytłoczona. Niestety, sesja już mnie dopadła, a to oznacza, że moje życie kręci się tylko wokół studiów. Tu kolokwium, tam egzamin, napisać pracę zaliczeniową, zrobić prezentację, dostosować terminy – jak bardzo chciałabym, że to się już skończyło! I nie, nie chodzi mi  to, że chciałabym tylko leżeć sobie na plaży pod palemką. Ja tylko chciałabym, żeby nawarstwienie tych wszystkich rzeczy było trochę mniejsze, tak bym patrząc w kalendarz nie chciała krzyczeć.  Z drugiej strony, staram się sobie to odbijać w weekendy, gdy jednodniowa wycieczka poprawia mi humor i sprawia, że choć na chwilę zapominam o własnych zmartwieniach.

CIESZĘ SIĘ…

Właśnie z tych jednodniowych wycieczek! Wczoraj, chyba pierwszy raz w życiu, wybrałam się gdzieś na spontanie! Bez planowania trasy i zwiedzenia miliona atrakcji – ot, tak po prostu . I choć to nie do końca w moim stylu, to i tak było świetnie! W Częstochowie przespacerowałam się główną uliczką, zajrzałam do dwóch kościołów (nie, wcale nie po to, by modlić się o cudowne zdanie sesji, bo nic innego nie pomoże!) . Poczułam wiatr we włosach, jadąc na rowerach miejskich. Posiedziałam w uroczym parku, posłuchałam trochę ulicznej orkiestry, a na deser wcięłam pysznego szejka – to właśnie ta chwila, które dała mi ostatnio mnóstwo radości.

CHCIAŁABYM…

Bardziej zadbać o siebie i moje otoczenie! Nie chodzić po domu w starych, rozciągniętych ciuchach,  w których już nie wyszłabym na dwór. Zamiast picia z 1,5l butelki, korzystać z ładnej szklanki i karafki. Wywalić podartą kurtkę i trzyletnie trampki i wreszcie kupić sobie zmienniki. Zadbać o ładne paznokcie i porządek w pokoju. Nie jeść śmieciowego jedzenia, gdy w pobliżu jest coś lepszego do wyboru. Częściej robić sałatkę owocową i przestać pocieszać się jedzeniem.

CZEKAM NA…

To, by zobaczyć, czy moje kwiatki przetrwają!  Raczej nie mam ręki do kwiatów, ale odkąd zobaczyłam, jak domowa kawa rośnie z każdym rokiem, zapragnęłam też mieć coś dla siebie. Tym sposobem zaopatrzyłam się w parę skrzydłokwiatów. Na tego w akademiku, którego nikt nie podleje za mnie , chucham i dmucham, modląc się, by nadal żył, gdy wrócę po weekendzie i dam mu „papu”.

UCZĘ SIĘ…

Wielu rzeczy by zdać sesję, ale ile z nich ma sens? Oto jest pytanie. W tym semestrze trafiłam chyba na najwięcej przedmiotów, przy których pytałam samą siebie „Ale po co? To nie ma przełożenia na rzeczywistość!”.  Nie ukrywam, że wpłynęło to bardzo nie tylko na mój poziom frustracji, ale i przytłoczenia, bo przecież jeśli chcę skończyć to studia, to muszę to zaliczyć. Na szczęście,  część z tego za mną, dlatego mam nadzieję, że w kolejnym „uczę się” bardziej już weselej.

OGĄDAM…

Kolejne odcinki „Przyjaciół”! Dawkuję je sobie powoli do śniadania, a czasem i kolacji. Całe szczęście, że to ma dziesięć sezonów, to jeszcze długo nie muszę szukać czegoś nowego do posiłków.

CZYTAM…

Standardowo mnóstwo blogów! I mniej standardowo – książkę „Wysoce wrażliwi. Jak funkcjonować w świecie, który nas przytłacza.” Jeszcze nie przeczytałam całej, więc nie mogę w 100% polecić, ale ta do strony 128 całkiem fajnie się czyta. Oprócz tego przeglądam też katalogi z wycieczkami, bo wakacje tuż tuż! Ciekawe, gdzie poniesie mnie tym razem?

SŁUCHAM…

Piosenek z bajek, przerabiając nieco ich tekst! Moim ostatnim hitem jest „Marzenie mam”, do którego układałam sobie notatki z etyki.  No i chyba refren, którym się pocieszam,  już zawsze będę kojarzyć jako:

„Marzenie mam, marzenie mam, nie napiszę tego całkiem sam! Marzenie mam, marzenie mam, kolosa za piątkę zdam!”

A niżej podrzucam Wam tę piosenkę w wersję Studia Accantus, świetni są: