Karta pokładowa z Titanica - wystawa Titanic w Krakowie

Uczę się lubić Kraków, czyli Wystawa Titanica, Lego i Dziórawy Kocioł

Moja relacja z Krakowem nigdy nie była zbyt dobra. To znaczy, oczywiście wiem, że to ważne miasto, pełne pięknych zabytków i innych rzeczy, jednak to, co przyciąga tam tak wielu ludzi, nigdy do mnie nie trafiało. O czym mowa? O atmosferze miasta! W Krakowie jakoś ten klimat za bardzo do mnie nie przemawia. Myślę sobie, że może to przez tę masę turystów i tłok, ale przecież uwielbiam Warszawę, a ta pod tym kątem jest całkiem podobna, więc o co mi właściwie chodzi? Z drugiej strony w tym mieście tyle się dzieje, że aż żal tam nie zajrzeć od czasu do czasu i to przegapić. Dlatego właśnie, powoli uczę się lubić Kraków i dostrzegać w nim też te dobre strony.

WYSTAWA TITANIC W KRAKOWIE

Wpierw wybraliśmy się z Lubym na wystawę Titanica. To był strzał w dziesiątkę! Zwłaszcza, że przed wejściem zajrzeliśmy jeszcze do kawiarni na drugie śniadanie i tam niespodziewanie zgarnęliśmy kolejną zniżkę  na wejście. Niestety, bilet normalny w tygodniu kosztuje 50 zł, my jako studenci mieliśmy zapłacić 40, ale dzięki dodatkowej zniżce ta cena spadła do 30 zł. Tak więc tym bardziej się ucieszyliśmy, że trochę nam zostanie w portfelu.  Jednak czy ta wystawa była warta swojej ceny? Czy opłacało się wydać tyle pieniędzy na jedną wystawę? Już opowiadam!

CZY MÓJ PASAŻER PRZETRWAŁ?

Już na wejściu, każdy zwiedzający dostaje kartę pokładową losowego pasażera. Może poznać jego historię i dowiedzieć się, w której klasie podróżował, skąd pochodził, dlaczego wybierał się do Ameryki itd. Na samym końcu, dochodzimy do ściany z ogromną rozpiską ocalonych i zaginionych z różnych klas i możemy przekonać się, czy nasz bohater przeżył. Zdziwiłam się przeszukując tablicę i znajdując moją postać przy „ocalonych”. Wszystko dlatego, że był to mężczyzna, podróżujący trzecią klasą, a to właśnie z tej grupy (i załogi) najmniej osób się uratowało, dlatego spodziewałam się go znaleźć raczej po stronie „zaginionych”.

Karta pokładowa z Titanica - wystawa Titanic w Krakowie - uczę się lubić Kraków

WYSTAWA TITANIC W KRAKOWIE – MOJA OPINIA

Oprócz tego, fajne było też wchodzenie na pokład po trapie, przejście wystawnym korytarzem i oglądanie autentycznych walizek wyciągniętych z wody. Zobaczyłam też jak wyglądała restauracja i kajuta pierwszej klasy (robi wrażenie!) oraz mogłam porównać ją z tymi przeznaczonymi dla trzeciej klasy.  Duże wrażenie zrobiła też na mnie symulacja szalupy ratunkowej na podłodze, dzięki czemu można się samemu przekonać jak wiele osób pomieściły. Dodatkowo, historie osób podróżujących Titanikiem bardzo wciągają. W wielu salach możemy zobaczyć ich portrety oraz podpisy wyjaśniające kim byli, jak dostali się na Titanica oraz – jeśli przetrwali – jak potoczyły się ich losy.

Tak więc czy odwiedzenie wystawy Titanica było warte swojej ceny? Zdecydowanie tak! Oprócz tego, przy wyjściu dostaliśmy zniżkę na bilety w innym miejscu, a że klocki to zawsze ciekawa rzecz, to stwierdziliśmy „idziemy!”.

HISTORY LAND W KRAKOWIE

History Land to miejsce, w którym historia jest przedstawiana przy pomocy klocków LEGO w połączeniu z różnymi „bajerami”, jak  mapping 3D. Dzięki temu możemy zobaczyć np. płonące dachy na Biskupinie, ostrzał Westerplatte oraz obronę Jasnej Góry. W przypadku bitwy pod Grunwaldem mamy dostęp też do podświetlania interesujących elementów, jak np. Jagiełło. Natomiast w okolicach bitwy pod Oliwą możemy nauczyć się robić węzeł żeglarski.  Duże wrażenie robi tez sterowanie dłonią w przypadku Westerplatte. Na planszy znajdują się numery 1-5 na które należy „najechać” dłonią i przytrzymać chwilę w tym miejscu, by włączyć kolejne części historii obrony tego miejsca. To prawdziwa magia!

ZASKOCZENIE MIESIĄCA

Później zajrzeliśmy jeszcze do sklepu LEGO i choć z naszej dwójki to Luby jest większym fanem tych klocków (nie, nie kupimy tego elektrycznego samochodu LEGO ani statku Star Wars), to właśnie ja wyszłam stamtąd z zakupami. Drobnymi, bo drobnymi, ale ten mały zestaw tak mi się spodobał, że nie mogłam sobie odmówić. Dlatego, jak na dorosłego i poważnego człowieka przystało – zbuduję sobie tego wielorybka z LEGO i postawię na parapecie, a co!

Wielorybek z klocków LEGO

GRUZIŃSKIE CHACZAPURI

Kolejną dobrą stroną Krakowa jest też gruzińska restauracja niedaleko rynku – Gruzińskie Chaczapuri. Mają tam pyszne jedzono i klimat, który sprawia, że czuję chęć podróżowania, choć nie mam pojęcia w jaki sposób to działa. Poza tym, to właśnie tam przypomniało mi się, że przecież w Krakowie jest kawiarnia w klimatach Harry’ego Pottera – Dziórawy Kocioł na Grodzkiej!

DZIÓRAWY KOCIOŁ – KAWIARNIA W KLIMACIE HARRY’EGO POTTERA W KRAKOWIE

Zaczęłam już tutaj u nim trochę pisać, jednak wyszło mi z tego miejsca mnóstwo wrażeń. Dlatego postanowiłam podzielić ten post na dwie części i nie przynudzać na 2000 słów. Tak więc o tym, jak piłam kremowe piwo, co jeszcze zamówiłam i czy polecam, dowiecie się klikając tutaj: napijmy się kremowego piwa z Harrym Potterem. 

Kremowe Piwo i złoty znicz w kawiarni w stylu Harry'ego Pottera - Dziórawy Kocioł w Krakowie przy Grodzkiej

UCZĘ SIĘ LUBIĆ KRAKÓW, CZYLI DZIÓRAWY KOCIOŁ, WYSTAWA TITANICA I LEGO

No, to kilka dobrych stron tego miasta mam już za sobą! Oby kolejne jednodniowe wycieczki i pozytywne nastawienie pomogły mi nauczyć się lubić Kraków. W końcu nawet mnóstwo turystów ma swoje zalety, bo przynajmniej częściej słyszę języki obce na ulicy. Nie mówiąc już o tym, że ludzie są bardziej różnorodni w wyglądzie, ubiorze i zachowaniu – to świetne źródło inspiracji! No i na pewno trudno się w tym Krakowie zanudzić – w końcu zawsze jest jakieś nowe miejsce do zobaczenia i kawiarnia do przetestowania!