Wyspa kwiatów, czyli motylarnia i zabawa na tratwie

Ponieważ ostatnio spędziłam trochę czasu na wycieczce w Niemczech, to parę dni temu mogliście poczytać o moim spotkaniu z najwyższym szczytem Niemiec – Zugspitze (patrz: Wśród górskich szczytów, czyli relacja z Zugspitze) Jednak mimo, że bardzo mi się tam podobało, to jednak największe wrażenie zrobiła na mnie Wyspa Mainau, znana także jako „Wyspa kwiatów”. Spędziłam tam wiele cudownych chwil i dziś dzielę się Wami tym, co najbardziej mi zapadło w pamięć.

W KOŃCU CIEPŁO!

W motylarni zakochałam się po raz pierwszy już w pierwszych sekundach po wejściu. I to wcale nie dlatego, że coś mi się tam nadzwyczajnie spodobało, o nie! Po prostu na dworze było raczej chłodno i zmarzłam, a w tym miejscu właściciele musieli stworzyć gorący i wilgotny mikroklimat, żeby motyle mogły w ogóle przeżyć. Tak więc, wyobraźcie sobie teraz mnie – taką bryłę lodu, prawie szczekającą zębami, która wchodzi do ciepłego pomieszczenia. Po prostu raj!

wyspa kwiatów - wodospad

MOTYLE WŚRÓD NAS

Drugą rzeczą, która mi się tam spodobała, była względna wolność motyli. Do dziś pamiętam, jak byłyśmy z koleżanką w jakiejś galerii i nagle zobaczyłyśmy ludzi stłoczonych przy jakiejś klatce. Podeszłyśmy bliżej, a tam zauważyłyśmy mnóstwo motyli w klatce – ciasnej, nizutkiej, tak na oko 1,5×1,5m. Widać było, że upchnięto tam stanowcza za dużo tych stworzonek, strasznie się tam męczyły! Koszmar!

Za to w motylarni na wyspie Mainau, wydawało się, że zarówno motyle, jak i ludzie są w jednej ogromnej „klatce”. Weszłam się do wielkiego pomieszczenia z drzewami i kwiatami ( to wcale nie na zasadzie dwa kwiatki na krzyż!) i tam spacerowałam po specjalnie wyznaczonych do tego ścieżkach. Nawet udało mi się znaleźć malutki wodospad! Oczywiście u góry też zamontowano siatkę, ale zrobiono to na tyle wysoko, że motyle miały dużo miejsca dla siebie, w odróżnieniu od tych „galeriowych”. Dano im tez wybór, czy chcą jeść pomarańcze dostarczone przez człowieka na małych talerzykach, czy raczej wolą popijać sobie nektar kwiatów.

wyspa kwiatów -motyl

Na pewno też nie były zmuszane do pokazywania się ludziom – jeśli chciały, to mogły się ukryć w gęstwinie drzew, a przynajmniej ja tak zapamiętałam to miejsce. Choć moim zdaniem te stworzonka już się całkiem przyzwyczaiły do obecności ludzi, bo latały wśród nich swobodnie, często tuż nad naszymi głowami! Ba!Nawet czasem na nas siadały!

wyspa kwiatów - motyle 2

CIEKAWA PRZYGODA

I to był właśnie mój przypadek. Jednemu motylowi chyba bardzo spodobała się moja biała koszulka, bo jak podleciał i usiadł, to potem nie umiałam się go pozbyć! Przeszłam z nim całkiem pokażny kawałek drogi, a sądziłam, że jak tylko zrobię z nim pare kroków to szybko odleci! Serio zastanawiałam się czy czasem nie jest ranny, ze tak się mnie uczepił i nie chciał zejść! Choć potem, jak jedna pani mi pomogła, to swobodnie odleciał. Tak więc chyba nic mu nie było, prawda? Jeśli jest tu jakiś specjalista od motyli, to bardzo chętnie dowiedziałabym się dlaczego tak zrobił i czy wszystko było z nim okej?

wyspa kwiatów - motyl na mnie

TROCHĘ WĄTPLIWOŚCI

Mimo, że miewam wątpliwości odnośnie miejsc w których trzyma się zwierzęta w klatkach, np. zoo (patrz: Wycieczka do Wrocławia – relacja), to jednak tutaj wszystko wyglądało na raczej zadbane i dobrze przemyślane. Choć oczywiście nigdy nie mogę mieć 100% pewności i tylko oceniam po pozorach, więc jeśli ktoś z Was jest lub był pracownikiem motylarni, to chętnie dowiedziałabym się jak to naprawdę wygląda i czy z motylem z powyższej historii wszystko było okej.

POWRÓT DO DZIECIŃSTWA

Oczywiście motylarnia nie była jedyną świetną rzeczą na wyspie Mainau! Na pewno jeszcze na długo zapamiętam genialny plac zabaw! Dlaczego genialny? Bo mimo, że bardzo lubię huśtawki i nasze typowe place zabaw, to jednak tam znalazłam niepowtarzalną rozrywkę w postaci pływania na tratwach po malutkim jeziorku! Niestety w Polsce się z tym jeszcze nie spotkałam, a szkoda!

wyspa mainau - tratwy na jeziorku

BEZPIECZNA ZABAWA

Według mnie wszystko jest zorganizowane bardzo fajnie i przede wszystkim – bezpiecznie:
– jeziorko ma około 0,5 metra głębokości – nawet jak jakieś dziecko wpadnie do wody to nic nie powinno mu się stać),
– do tratw są przybite „maszty”, których się trzeba trzymać,
– „mini stateczkiem” kieruje się jak gondolą – po wejściu trzeba ponieść kij z zagłębienia i nim odbijać się od dna
– konstrukcja jest solidna – jedna taka tratwa spokojnie utrzymała mnie – niemały ciężar

Choć niestety woda mogłaby być nieco bardziej czysta.

W sumie to pisząc tego posta chyba odkryłam jaka praca byłaby dla mnie idealna – tester placów zabaw dla dzieci! Tylko teraz pytanie: czy takie coś w ogóle istnieje?

NIE TYLKO DLA DZIECI!

Myślicie, że takie tratwy są tylko dla dzieci? Nic bardziej mylnego! Dla dorosłych to też może być świetna rozrywka i sama jestem tego najlepszym przykładem! Nie mówiąc już o tym, że działa odstresowująco, bo zamiast myśleć o swoich problemach i niedokończonych sprawach, skupiasz się na tym, żeby nie wpaść do wody!

Wyspa Kwiatów - tratwy

KWIATY, KWIATY I JESZCZE RAZ KWIATY!

Jednak wyspa Mainau, wbrew pozorom, wcale nie słynie z fantastycznej motylarni i placu zabaw, ale właśnie z kwiatów! Gdy spacerujesz tam ścieżkami, po prostu nie ma szans, żeby przejść koło jakichś roślinek. I to nie byle jakich! Po drodze do motylarni mijałam nawet rzeźbę kaczki zbudowaną z kwiatów!

Wyspa kwiatów - róża

Podsumowując, jeżeli kiedyś będziecie wypoczywać w okolicach jeziora Bodeńskiego, to koniecznie jedźcie na wyspę Mainau! Na pewno nie pożałujecie!