za dużo myślę

Czasem myślę, że… za dużo myślę!

Czasem myślę, że za dużo myślę.  Jestem raczej wyczulona na uczucia innych i staram się uważać, żeby nikogo przypadkiem nie urazić ani nie skrzywdzić. Wiem, że słowa mają wielką moc i to, co ja wypowiem dziś przypadkiem, może zostać w czyjejś głowie na długie lata. Przez to czuję ogromną odpowiedzialność za słowa. Mogłoby się wydawać, że to bardzo dobrze, bo przecież troszczę się o innych, czyż nie? Ha, ha. Niestety, nie zawsze to tak działa.

MOC SŁÓW

Odpowiedzialność za słowa sprawia, że czasem boję się poruszyć tutaj jakiś temat, który mógłby zostać niewłaściwie zrozumiany. Przykładowo, zgadzam się z Maeve z serialu Sex Eduaction, twierdzącą, że „lepiej nie być matką, niż być złą matką”. Jednak czasem za dużo myślę i zastanawiam się: czy będę umiała napisać o tym tak, żeby nikogo nie skrzywdzić? W końcu „zła matka” dla różnych osób oznacza co innego i jeśli ktoś nie przeczytałby całego posta, tylko fragment i z tego wywnioskowałby coś w stylu, że nie powinien być rodzicem? Tak więc, czy zostanę dobrze zrozumiana? A co jeśli przeczyta to ktoś z depresją? Co jeśli swoim tekstem dołożę cegiełkę do czyjegoś nieszczęścia? Zadaję sobie mnóstwo pytań i analizuję na wszystkie strony „co ludzie pomyślą?”.  Rezygnuję z tekstu.

OVERTHINKING

Podobnie mam „w realu”. Wiem, że mój żart, pozornie niewinny i śmieszny dla innych, może komuś przysporzyć cierpienia, a słowa, wypowiedziane w dobrej wierze, mogą zostać opacznie zrozumiane. Więc milczę. Poza tym w mojej głowie zbyt często pojawia się też zwykły natłok innych myśli. Za dużo myślę o błahostkach i większych sprawach. To sprawia, że zamiast działać, zbyt często szukam dziury w całym. Milczę, choć chcę się odezwać. Analizuję słabe strony. Zdarza się, że nie potrafię podjąć decyzji, czy wziąć w czymś udział i okazja mija. Czasem przejmuję się tym, co inni pomyślą, choć przecież na poziomie świadomym wiem, że pewnie nikogo to nie obchodzi.

ZAWSZE KTOŚ MOŻE ŹLE ZROZUMIEĆ

Jednak z czasem zdaję sobie sprawę, że to nie zawsze wystarczy. Bo choćbym i stanęła na głowie, to i tak zawsze może znaleźć się ktoś, kto pomimo dobrych intencji, coś źle zrozumie. Nie uniknę tego milcząc i wypowiadając się jedynie na tematy lekkie, łatwe i przyjemne. Co więcej, wbrew pozorom, milczenie też jest głosem. Głosem, że coś jest mało istotne, niewarte wypowiedzi, poruszenia na forum.

NIE JESTEM CZEKOLADĄ – NIE WSZYSCY BĘDĄ MNIE LUBIĆ

Nie znam człowieka, który nie lubiłby czekolady. Jednak ja nie jestem czekoladą i nie wszyscy muszą mnie lubić. Zawsze pojawią się ludzie, którym nie dogodzę, bo będę zbyt nieśmiała / otwarta / asertywna / nieasertywna / przesadnie miła / niemiła / nijaka . Z drugiej strony, zawsze pojawią się ludzie, dla których będę w sam raz, nawet z tym overthinkingiem.

PISANIE POMAGA

Na problem pt „za dużo myślę” bardzo pomaga mi też… pisanie! Jednak nie chodzi mi tutaj o tworzenie nowych postów na bloga, czy jakichś innych konkretnych tekstów, o nie! Po prostu siadam i piszę o wszystkim, co mi w danej chwili przychodzi do głowy. Czasem jest o smutkach i radościach, innym razem o przecenie w supermarkecie i tym, co chcę zrobić na obiad, a jeszcze innym o ładnej pogodzie, szokujących wiadomościach lub polityce. Ot, po prostu pisze o wszystkim i o niczym. Nierzadko ta pisanina jest bez ładu i składu, ale nie o to w tym chodzi, lecz o wyrzucenie z siebie wszystkich myśli i oczyszczenie umysłu. Tym sposobem robię niezłe porządki w głowie i potem już mogę skoncentrować się na innych rzeczach. Poza tym  przy okazji uświadamiam sobie myśli, których wcześniej nie byłam nawet świadoma – same plusy!

CZASEM MYŚLĘ, ŻE… ZA DUŻO MYŚLĘ – PODSUMOWANIE

Dobrze zdawać sobie sprawę z tego, że słowa mają moc i czuć się w pewnym stopniu odpowiedzialnym, za to, co wychodzi z naszych ust. Jednocześnie nie opłaca się pozwalać, aby wpływało to na życie tak bardzo, że człowiek nie potrafi podjąć decyzji lub boi się odezwać, aby tylko kogoś nie urazić czy też godzinami zmaga się z natłokiem myśli.  Dlatego właśnie warto pamiętać, że choćbyśmy się starali nie wiadomo jak bardzo, to i tak raz, że nigdy nie przewidzimy w 100%, jak ktoś  odbierze dane słowa, a dwa, że nie wszyscy muszą nas lubić. No i pisanie – to pięknie rozprawia się z „za dużo myślę”!


PS. Na pocieszenie jeszcze dodam, że takie szukanie dziury w całym może być zaletą w pracy – w końcu pracownik, który wcześniej przewiduje wszystkie czarne scenariusze i zawczasu chroni firmę przez możliwymi porażkami, to prawdziwy skarb!