Zazdroszczę dzieciom odwagi

W ubiegły weekend odwiedziłam pewien urokliwy skansen na Śląsku. Poza domkami jak z obrazka można było skorzystać tam z różnych atrakcji np. zjeść podpłomyk, spróbować wykonać coś z wikliny lub prać w tradycyjnym stylu. Jak można się domyślić – zrobiło to furorę wśród dzieci. Wystarczyło, że „przewodnik” pytał kto chce coś przetestować na ochotnika i już dało się słyszeć „ja, ja!” od któregoś z dzieci. Ot, ktoś był zainteresowany, więc bez oporów się zgłaszał. I wtedy pomyślałam sobie, że zazdroszczę dzieciom odwagi.

ZAZDROSZCZĘ DZIECIOM ODWAGI

Ich zgłaszanie się było takie swobodne, nieskrępowane. Nie było tam zastanawiania się „co ludzie pomyślą” i strachu przed spojrzeniami innych. Obawy przed popełnieniem błędu nawet nie zdążyły powstać! Ot, dzieci chciały po prostu spróbować i bez głębszego analizowania po to sięgały. A my, dorośli? Jak często rezygnujemy z czegoś bojąc się, że nie wypada, że nie będzie właściwe albo dobrze odebrane przez innych? No właśnie.

„CO POWIEDZĄ INNI” –NIEKONIECZNIE TAKIE ZŁE

Oczywiście z jednej strony ma to swoje uzasadnienie. W końcu przecież jesteśmy istotami społecznymi. I tak samo jak dawniej wykluczenie przez „plemię” mogło być zabójcze, tak samo współcześnie potrzebujemy obecności innych by rozwijać się, mieć z kim dzielić się emocjami, oczekiwać wsparcia itd. Jednak nadmierne przejmowanie się tym, co powiedzą inni to też mocno hamująca siła, która sprawia, że zbyt wiele analizujemy w obawie przed niepochlebnymi spojrzeniami innych i przez to pośrednio tracimy swoją dziecięcą ciekawość, zachwyt.

CZY TO NA PEWNO ODWAGA?

Z drugiej strony, zastanawiam się czy to w ogóle można nazwać odwagą? Czy też lepszym określeniem byłaby raczej „nieznajomość konwenansów i norm społecznych”, bo przecież taka dziecięca odwaga wynika między innymi z niewiedzy i braku świadomości konsekwencji?  Ot, takie maluchy nie zdają sobie sprawy jeszcze, że czegoś nie wypada mówić / robić, nie doświadczyły jeszcze nieprzychylnych komentarzy, drwin i hejtów, nie ma w nich takiej ilości strachu jak u dorosłych. Dlaczego więc nadal utrzymuję, że zazdroszczę dzieciom odwagi?

ODWAGA BY POWIEDZIEĆ DOŚĆ

Tutaj są dwa powody. Po pierwsze mam wrażenie, że współcześnie coraz mniej jest takich „konwenansów”, które byłyby potrzebne. Za to coraz więcej wpada tych wykreowanych przez reklamy od których już trudno się uwolnić. Wydaje mi się to istotne zwłaszcza w przypadku kobiet, które dorastając coraz częściej poddawane są presji piękna: jak najszczuplejszego wyglądu, pełnego makijażu, golenia nóg i właściwie całego ciała. Poza tym, żyjąc w społeczeństwie, w którym nierówności płciowe i patriarchat dalej mają się dobrze, potrzeba wiele odwagi, by powiedzieć dość. Dość poświęcania więcej czasu na domowe obowiązki niż mąż, dość niższych zarobków na tych samych stanowiskach. Odwaga, by zwrócić uwagę na seksistowski żart, zgłosić przemoc seksualną w małżeństwie, skutecznie negocjować płace itd. itp.

NIE DA SIĘ?

Co więcej, przez brak myśli z serii „nie wypada”, „nie na miejscu” dziecięcy świat jest bogatszy o te wszystkie doświadczenia, których dorosły już by się bał. Wiecie, skakanie z dwumetrowej ścianki na ziemię, wspinanie się po wszystkich płotach, jedzeniowe eksperymenty i inne szaleństwa. Po drugie, z tą dziecięcą niewiedzą / odwagą nie ma się poczucia, że czegoś się nie da. W tym świecie wszystko jest możliwe. Wówczas nie ma w głowie aż tylu tych ograniczeń, a więc i łatwiej o kreatywność: pomysły na biznes i samego siebie, nieszablonowe sposoby na wychodzenie z kłopotów i inne „łączenie kropek”.  Ach, ile ja bym wtedy postów napisała!

A TY CZEGO NAJBARDZIEJ ZAZDROŚCISZ DZIECIOM?

Teoretycznie zazdrość nie jest dobrym uczuciem i takie rozpamiętywanie również. Jednak z drugiej strony w tym przypadku fajnie krystalizują się tutaj wskazówki do pracy nad sobą. Przykładowo, ja widzę, że dobrze byłoby częściej próbować nowych rzeczy, by porządnie przekonać się, że przecież nawet jak mi coś nie wyjdzie, to ludzie mają lepsze rzeczy do roboty, niż komentowanie. Z kolei „nie ma, że się nie da” przydałoby się podczas pisania i eksperymentowania z formą postów tutaj.

A więc… czego najbardziej zazdrościsz dzieciom? Leżakowanie się nie liczy!