nauczyłam się w 2017 roku- zdjęcie z Szybenika

Czego nauczyłam się w 2017 roku?

Święta, z racji dużej ilości czasu wolnego i zbliżającego się Nowego Roku, są dla mnie idealnym czasem nie tylko na nadrabianie kulturalnych zaległości, ale i refleksję nad własnym życiem. Zastanawiam się wtedy nad tym, czego nauczyłam się w danym roku, czego nowego spróbowałam oraz co chciałabym robić w następnym roku. Dziś chcę podzielić się pierwszą częścią tego małego podsumowania 2017 roku i opowiedzieć…

CZEGO NAUCZYŁAM SIĘ W 2017 ROKU?1. ZACZĄĆ DBAĆ O ZDROWIE

Dawniej praktycznie nigdy nie narzekałam na zdrowie. Byłam dzieckiem o raczej dobrej odporności, które chorowało przede wszystkim na katar, ewentualnie grypę. Nie przechodziłam nigdy różyczki, odry, świnki, anginy, ba! Nawet ospy wietrznej nie złapałam!

A teraz? Teraz bardzo często jestem chora i będąc szczera – przeraża mnie to.

W ciągu ostatnich czterech miesięcy byłam trzy razy chora. I o ile jakieś przeziębienie jest naturalne w przypadku praktyk w przedszkolnej grupie 3 latków, o tyle kolejna choroba w październiku, a potem kolejna na przełomie listopada i grudnia już nie brzmi tak wesoło.

Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele osób choruje znacznie poważniej i brzmi to dla nich śmiesznie, ale dla mnie – osoby, która dawniej mogła wszystko, jest to dziwnie dezorientujące.

Teraz nie wyjdę już z domu jak dawniej – bez szalika lub chustki.  Wiem, że poskutkuje to bólem gardła, które błyskawicznie przeniesie się również na ból ucha, a potem wywoła katar i senność, przez którą nie będą miała siły ogarniać rzeczywistości. Coraz częściej boli mnie też głowa i zdarza się, że totalnie nie umiem znaleźć tego przyczyny.

Dlatego też staram się dbać o zdrowie – w tym roku robiłam dwie morfologie i odwiedziłam lekarza – specjalistę, mimo że strasznie się boję takich wizyt, przychodni lekarskich, czy też szpitali. I znowu – dla innych nic takiego, a dla mnie przekonanie się do tego było wielkim krokiem i trudem. Jak do tego dodać jeszcze to, że po jednym z pobrań krwi zemdlałam, dłuższą chwilę witałam się z podłogą, byłam przewożona na oddział na wózku inwalidzkim i leżałam pod kroplówką z potwornym bólem brzucha, to do dziś się dziwię, że nie mam po tym jeszcze większego urazu. Chyba po prostu zrozumiałam, że jest mi to potrzebne 🙂

Oprócz tego, jesienią zaczęłam brać witaminę D, by jakoś zrekompensować ciału braki światła słonecznego. Staram się też co jakiś czas zjeść parę mandarynek, jabłek, bananów i zrobić sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy, aby doładować się witaminą C. W przyszłym roku chcę też zaciągnąć się wreszcie na kontrolę do dentysty i choć odkładam to w głowie najdalej jak się da, to wiem, że muszę to zrobić dla mojego dobra.

Podczas praktyk w przedszkolu

2. DOCENIAĆ TO, CO MAM – ZWŁASZCZA MÓZG

Zawsze doceniałam to, że mam co zjeść, gdzie spać, w co się ubrać, z kim porozmawiać itd. Jednak całkowicie zapomniałam tutaj o wdzięczności za moje zdrowe ciało i to, że mnie nie zawodziło. W tym roku po raz kolejny przekonałam się jaką jestem szczęściarą.

Jak pisałam wyżej – niedawno byłam chora. Na początku wyglądało jak zwykły ból gardła, uszu – taki tam katar, który zaraz przejdzie.  Jednak wkrótce zaczęło się coś w rodzaju zawrotów głowy, połączonych z otępieniem, otumanieniem.  Jak teraz patrzę wstecz, to to był naprawdę dziwny czas. W jednej chwili wydawało mi się, że wszystko jest okej i mogę wszystko – uczyć się, zdawać kolokwia, siedzieć na ćwiczeniach itd. A potem przychodził taki „kręciołek”, specyficzna fala, która otępiała mnie i sprawiała, że nie wiedziałam co się dzieje. Ciężko było mi się skupić, myliły się linijki w tekście, koncentracja niespodziewanie spadała. Wtedy czułam, że muszę się na chwilę położyć. Do tego gdy np. pani tłumaczyła grupie jakieś zadanie, to wszyscy je rozumieli, a ja, choć uważnie słuchałam, to gdy przychodził „kręciołek” miałam problem z powtórzeniem choćby 3 słów.

To właśnie wtedy nauczyłam się że nie mogę wszystkiego i co więcej – bałam się, że już tak zostanie. „Jak zdam te wszystkie kolokwia?” – martwiłam się każdego dnia. Na szczęście, pewnego dnia obudziłam się i przez cały dzień nie złapał mnie ani jeden „kręciołek”. Tak samo czułam się już w kolejnych dniach i byłam naprawdę szczęśliwa, że wszystko wróciło do normy. Od tego czasu zdecydowanie bardziej doceniam moje zdrowie – wiem, że mogłam trafić dużo gorzej.

3. SPRAWDZAĆ ETYKIETY I UNIKAĆ NIEKTÓRYCH SKŁADNIKÓW

Od dzieciństwa jadłam mnóstwo słodyczy. Coś słodkiego po obiedzie było rytuałem u babci, potem trochę dobrego w domu. Na urodziny, Boże Narodzenie, Wielkanoc, Dzień Dziecka, Dzień Kobiet i inne święta zawsze otrzymywałam ulubione czekoladki i cukierki. Osiągnięte sukcesy były świętowane słodyczami itd. Jednocześnie miałam dobrą przemianę materii, więc w ogóle nie było po mnie widać pochłaniania mnóstwa słodkości.

Ostatnio uświadomiłam sobie, że ja przecież jestem praktycznie uzależniona od cukru, a wraz z nim – innych szkodliwych substancji.  Jednak jak mówią – jesteś tym co jesz, a ja nie chcę być chodzącą kostką cukru.

Dlatego zaczęłam zwracać większą uwagę na to, co jem. Zdecydowanie chciałabym unikać tłuszczy utwardzalnych i oleju palmowego oraz zmniejszyć ilość cukru w diecie.

Tym sposobem przerzuciłam się na płatki bez oleju palmowego. Do tego nauczyłam się nieznane produkty skanować aplikacją „Zdrowe zakupy”, żeby sprawdzić co w nich jest i świadomie zdecydować czy chcę to w siebie pakować. Polubiłam gorzką czekoladę, a ta mleczna, którą kiedyś uwielbiałam, smakuje jakoś inaczej. Oczywiście wszystko jest dla ludzi, więc zdarza mi się wcinać niezdrowe rzeczy, ale teraz to zdecydowane bardziej kontroluję niż dawniej i umiem sobie odmówić.

babeczka w Bifyju na Nikiszowcu

4. NAUCZYŁAM SIĘ DAWAĆ SOBIE CZAS NA NAUKĘ NOWYCH RZECZY

Jestem człowiekiem niecierpliwym, a jednocześnie dość ambitnym. Wiąże się to z dość niefajną postawą przy nauce nowych rzeczy, mianowicie – „muszę umieć to teraz, muszę umieć to doskonale, a jak mi nie wychodzi to jestem durna, nie nadaję się i powinnam dać sobie z tym spokój”.  Przez to często zdarza mi się szybko poddawać, a więc i tracić przez to mnóstwo fajnych doświadczeń!

W tym roku nauczyłam się, że nie zawsze wszystko musi mi wychodzić. Reguły danej gry mogę załapać wolniej, niż już za pierwszym razem. To nic złego, że dałam się zamienić w żabę w planszówce. Nic dziwnego, że nie wychodzi mi gra na flecie od pierwszego razu – przecież muszę nauczyć moje palce właściwego ustawienia się przy h1,c2,a,e, czy f. Nie mam naturalnego talentu do akwareli, więc – jeśli chcę zrobić krok w przód – nie mogę malować tylko i wyłącznie znanych i prostych rzeczy, lecz także stawiać sobie wyzwania np. w postaci realizowania tutoriali z yt.  Zresztą przecież nawet wiedza o tym, jak ustawiać słowa na premiach w scrabblach nie przychodzi od razu!

Tak więc, nauczyłam się dawać sobie czas na to wszystko. I choć nadal czasem jest mi przykro, gdy nie wychodzi, to staram się powtarzać sobie „dopiero się uczę” i iść dalej.

5. PRZEKONAŁAM SIĘ DO KAWY

Nigdy nie byłam wielką fanką kawy. Zawsze stosowałam ją raczej jako coś, co ma mnie pobudzić do działania, niż sprawić przyjemność.  W tym roku trochę poszalałam, popróbowałam różnych kaw i stałam się fanką cappuccino. Co prawda na co dzień najczęściej piję wodę, ale gdy wychodzę na miasto to zdecydowanie łatwiej wyciągnąć mnie do kawiarni, niż dawniej.

kocia kawiarnia w Gdańsku

6. DENERWUJĘ SIĘ, GDY KTOŚ ZA BARDZO HAŁASUJE

Od zawsze byłam przyzwyczajona do szanowania tego, że komuś może się nie spodobać muzyka, której słucham, więc mieszkając w domu, czy w akademiku, staram się jej nie puszczać na pełny regulator. Niestety – żałuje, że nie każdy ma takie poczucie.

Próbowałam już sobie wmawiać, że to nic, że da się przyzwyczaić, że przecież to normalne, że wszyscy inni tak robią. Niestety nadal muzyka puszczona w pokoju obok na pełny regulator sprawia, że nie mogę się skupić i to działa na mnie jak płachta na byka.  Dlatego też w tym roku nauczyłam się, że w przyszłości zdecydowanie nie mogę mieszkać w otoczeniu głośnych sąsiadów, bo będzie to z uszczerbkiem na zdrowiu moim i bliskich.

Wianek ze stokrotek latem

7. LEPIEJ się czuję WYSTĘPUJĄC PUBLICZNIE

Co prawda dalej wystąpienia publiczne całkiem mnie stresują, ale nauczyłam się już trochę nad nimi panować. Mniej trzęsą mi się ręce, nogi, umiem sklecić jakieś zdanie „na żywo” nie posiłkując się prezentacją, a jeśli trafię na dobry temat, to i lepiej panuję nad głosem.  Wiem co wpływa na moje poczucie pewności siebie przed grupą i staram się to wykorzystywać. I choć nadal do ideału brakuje mi bardzo, bardzo, bardzo wiele, to jednak widzę postępy!

Tak więc, wychodzi na to, że te wszystkie prezentacje na studiach na coś się jednak przydały!

8. PRZEKONAŁAM SIĘ DO OBCASÓW

Gdyby rok temu ktoś powiedział mi, że najczęściej na uczelnię będę zakładać obcasy, to wyśmiałabym go i kazała się trochę przespać lub coś zjeść, bo z niedoboru snu / jedzenia już chyba majaczy. Przecież obcasy są mniej wygodne od płaskich butów, nie dobiegnę w nich na autobus, no i wlokę się niemiłosiernie. Tymczasem, codzienne zakładanie obcasów stało się moją rzeczywistością. Dla mojej wygody, a jednocześnie potrzeby biegania na uczelnię i autobus, najlepsze okazały się buty na małym obcasie (ok. 5/6cm) i w nich czuję się idealnie. Zawsze pasują, nie spowalniają ruchów, wymuszają wyprostowaną postawę ciała, przez co czuję się bardziej pewna siebie, no i dodają uroku nawet zwykłym koszulkom. Nie wierzę, że potrzebowałam tak dużo czasu by je polubić!

PODSUMOWUJĄC,

W 2017 roku nauczyłam się rzeczy mniej lub bardziej ważnych. Zmieniłam trochę swoje nastawienie, lepiej samą siebie poznałam i pokonałam kilka strachów. Przewartościowałam też priorytety i zrozumiałam, że zmiana poglądów nie jest niczym złym. A wy czego się nauczyliście w tym roku?

  • Życzę, żebyś w 2018 była zdrowa i miała siły, aby uczyć się kolejnych wartościowych rzeczy :* Wszystkiego dobrego!

    • Dziękuję bardzo!
      Rzeczywiście to zdrowie i siły się przydadzą! Bardzo piękne życzenia i mam nadzieję, że się spełnią. Wszystkiego dobrego dla Ciebie też, abyś miała dużo chęci do wykonywania kolejnych makijaży, a także by spełniły się wszystkie Twoje marzenia ♥
      Trzymaj się ciepło!

  • Pingback: Pierwsze razy 2017, czyli o nauce próbowania nowych rzeczy - HEAD DIVIDED()

  • Angelika | myikultura.pl

    Kochana, to że jesteś chora pracując z dziećmi, to jest wręcz normalne. Pracując w przedszkolu też miałam ten problem, że jak złapałam choróbsko, tak trzymało mnie jak w termosie przez 3 miesiące, zwłaszcza w okresie zimowym, gdzie dzieci jak nie jedno to drugie, kaszlą, smarkają, kichają. Bierz witaminy, wypoczywaj tak dużo jak tylko zdołasz, bo wypoczynek to podstawa sukcesu. Życzę Ci zdrówka i spełnienia wszystkich planów w Nowym Roku 😉 :*

    • Ale ja tylko na praktykach byłam przez trzy tygodnie i wtedy podłapałam jedno choróbsko od trzylatków. Ale skąd się wzięły te choroby potem? Bo tamtą już odchorowałam i przez jakiś czas byłam zdrowa, a nie, że przez trzy miesiące cały czas miałam katar itd 😉 No chyba, że to jakoś we mnie przezimowało „na lepsze czasy” 😀
      Staram się! Pochłaniam witaminę C i D, więc takie podstawowe na odporność i mam nadzieję, że mnie to trochę wzmocni.
      A z tym wypoczynkiem to zdecydowanie by się przydało trochę więcej czasu, ale niestety zbliżająca się podwójna sesja go pochłania i to szybciej niż ja wcinająca dobre jedzonko 😀
      Zdrowia i wszystkiego najlepszego dla Ciebie w tym Nowym Roku również ♥