Przestań na mnie krzyczeć

Jeśli jesteś osobą, która wkurza się o drobnostkę w sekundę, a potem krzyczy na wszystkich, bo nie umie utrzymać własnych nerwów na wodzy, to mam dla Ciebie złą wiadomość: ten krzyk to Twój wróg!

Dlaczego?

KRZYK ZWIĘKSZA SZACUNEK?

Myślisz, że jak będziesz krzyczeć, to uda Ci się wygrać ten pojedynek zwany „kłótnią”? Że w ten sposób pokażesz jaki jesteś silny i mądry, a do tego zdobędziesz szacunek innych? Zmartwię Cię – to tak nie działa!

Twój krzyk nie wnosi kompletnie nic! Ba! W moim przypadku nawet „odejmuje treści” i sprawa, że mój szacunek do Ciebie zamiast rosnąć spada!  Bo jeżeli nawet nie potrafisz zapanować nad swoimi emocjami, żeby na spokojnie przedstawić swoje racje, to dlaczego właściwie mam Cię postrzegać jako kogoś ważnego? Skoro nawet nie potrafisz zachować się jak dojrzały, dorosły człowiek, który wie czego chce i umie to przekazać innym bez przekleństw, to sprawiasz, że postrzegam Cię jak dziecko, które biega po całym pokoju i płacze, bo nie dostanie ulubionej zabawki!

PRZEPRASZAM NIEWIELE ZMIENIA

Zawsze dobrze jest powiedzieć po wszystkim przepraszam, prawda? Rodzice dobrze Was wychowali i nauczyli, że jak zrobicie coś złego, to wypada potem powiedzieć jedno małe słówko ku zadośćuczynieniu. Tylko wiecie, z tym słówkiem jest jeden mały problem: ono wcale nie jest magiczne! Bo gdy wykrzykujesz różne rzeczy w gniewie, to nie myślisz o tym co robisz, a potem żałujesz tych słów i mówisz „Przepraszam”.

No i okej – miło to usłyszeć bo przynajmniej wiem, że Ci przykro. Tylko Twoje przepraszam nie przeniesie Cię w czasie, żebyś mógł swojej wersji z przeszłości solidnie przyłożyć patelnią, zanim kogoś zrani. To nie cofnie wylanych łez. Nie wymaże złych wspomnień z mojej głowy, ani tych obraźliwych przymiotników, których użyłeś, żeby jak najbardziej mi dopiec.

KRZYCZĄCE KŁÓTNIE W WYOBRAŻNI

Jak wyglądają dla mnie te chwile w wyobraźni? Widzę to mniej więcej tak:

Wpierw jest między nami wszystko dobrze, stoimy sobie na działce, rozmawiamy i stwierdzamy, że hej! fajnie by tu było tu trochę ogrodzić, żeby mieć trochę prywatności. Kupujemy mnóstwo cegieł i zaczynamy razem budować mur porozumienia. Z biegiem czasu poznajemy się bardziej, coraz lepiej nam się gada, więc nasz wspólny mur rośnie.

Nagle coś idzie nie tak i BUM! Kłócimy się, ale Ty nie umiesz powstrzymać emocji i zaczynasz krzyczeć. Wtedy chcesz mnie jak najszybciej wypchnąć za ten mur, który razem zbudowaliśmy. Nie ważne jak, nie ważne gdzie – rzucasz mną na oślep w ten płot, licząc, że w końcu wyląduję po drugiej stronie. Nawet nie patrzysz czy przy tym zrzucasz tylko parę cegiełek z wierzchu, czy może robisz wielką dziurę w samym środku niszcząc wszystko. Jedyne czego chcesz to pozbyć się mnie z ogródka. Nie zauważasz, że przecież tuż obok Ciebie była furtką, przez którą sam mogłeś wyjść żeby się uspokoić. A przy okazji też przestać krzyczeć.

Po ochłonięciu stwierdzasz, że to był błąd i jednak chcesz żebym wróciła do ogródka. Tylko jest jeden problem – wpierw musisz odbudować mur. Niestety bez mojej pomocy możesz naprawić jedynie połowę, A ja jakoś wcale nie palę się do odbudowy czegoś, co zostało zniszczone nie z mojej winy.

PO PROSTU WYJDŹ

Wracając do rzeczywistości to mam do Was wszystkich prośbę: : jeżeli się zdenerwujesz, to zanim cokolwiek powiesz policz do 10, a najlepiej do 100.  A potem po prostu WYJDŹ! Wyjdź na spacer, wyjdź na zakupy, wyjdź na rower, wyjdź GDZIEKOLWIEK!

Gwarantuję, że po powrocie wszystko będzie inne: Ty ochłoniesz, osoba na którą się zdenerwowałeś ochłonie, a przez to dużo łatwiej będzie Wam dojść razem do kompromisu i odbudować Wasz mur porozumienia. Przynajmniej nie będzie płakała przez Twoje krzyki!

NIE JESTEM ŚWIĘTA

Tak, też się czasem denerwuję. Bywają chwile, gdy również nie mogę już wytrzymać i zaczynam podnosić głos.  Tylko jak ochłonę to zawsze tego bardzo żałuję i tak naprawdę  to odbija się potem podwójnie: na osobie na którą nakrzyczałam i na mnie! Bo mnie też jest strasznie przykro! To ja potem beczę jakbym chciała zaoszczędzić na kupowaniu sześciopaka wody na ten tydzień! To ja wyrzucam sobie „Co Ty znowu zrobiłaś!? Jak mogłaś to powiedzieć? Czemu nie udało Ci się powstrzymać emocji?”.  A wystarczyło tylko wyjść na chwilę…

To jak, przestaniesz na mnie krzyczeć?

A Wy? Co robicie jak się zdenerwujecie? Łatwo Was wyprowadzić z równowagi? Jakie macie patenty na szybkie uspokojenie się?

  • To prawda… dobrze jest usłyszeć „przepraszam” ale to nie znaczy, że z pamięci wymaże się wszystkie przykre słowa, które już zdążyły paść….
    Chyba nie jest łatwo nas doprowadzić do takiego stanu aby krzyczeć, ale jak każdemu zdarza się taka sytuacja.

    • Właśnie! Mi takie przykre słowa potem i tak zostają w pamięci i jak te podsępne żmije przychodzą w momencie najgorszego doła!

  • Ja jestem łatwo emocjonująca się 😀 Ale o ile głos czasem mi się podniesie czy zadrży, to staram się zwracać uwagę na to, co mówię. Wiem z doświadczenia, że są takie słowa, których nie da się już cofnąć i kontynuując Twoją metaforę – nie da się odbudować tego muru, choćbyśmy później oboje nad tym pracowali. Innymi słowy może bywam zdenerwowana, ale staram się nie być agresywna.
    Tupanie nogami i rzucanie przekleństwami świadczy o jakimś problemie w głowie, którym dobrze byłoby się zająć gdy nerwy ucichną, by nie stać się złośliwą starą wiedźmą na starość 😉

    • Też się staram zwracać uwagę, bo tak jak piszesz – już tego nie cofnę.
      Hmmm, jak ktoś się znowu tak zdenerwuje to chyba powiem mu o tej stare wiedźmie, może zadziała otrzeźwiająco?

  • „Przepraszam” mimo wszystko ma swój czar. Pozwala nam zrozumieć, że tej drugiej osobie jest przykro. Prawda, nie wymaże z pamięci niczego, ale jest dobrym początkiem do rozpoczęcia budowy tego muru. Różnie to z nami bywa. Ja również czasem krzyczę, ale najczęściej wybucham płaczem. Nie ważne jak zdenerwowana jestem, w trakcie kłótni zaczynam płakać, choć ostatnio staram się nad tym panować. Może to głupio zabrzmi, ale mnie pomaga wyjście na papierosa. Jednego, nie do końca się nim zaciągając. Uspokajam się.

    • Masz rację, że ma swój czar i to od tego powinno się zacząć odbudowę muru, ale to też nie zawsze działa, bo są słowa, które mimo tego „przepraszam” zostają jeszcze na długo w głowie.
      Piąteczka za wybuchanie płaczem! Też tak czesto mam, aczkolwiek raczej tego już nie powstrzymuję – wolę płakać niż krzyczeć.
      Cieszę się, że masz swój sposób na uspokojenie się 🙂

  • Kiedyś byłam chodzącą furią, denerwowałam się szybko i o byle co, do czasu aż poznałam mojego męża. Początkowo próbowałam na nim przetestować moje wybuchy i złość, ale on jest zupełni inny, bardzo ale to bardzo nie lub kiedy się na niego krzyczy. Myślę, że jego osoba bardzo pozytywnie na mnie wpływa, przy nim uspokajam się i wyciszam, a przez to jestem szczęśliwsza w życiu 🙂 I owszem zdarza mi się zezłościć, ale J. jest pierwszą osobą, o której pomyślę, do której zadzwonię, aby mnie uspokoił 🙂

    • Chodzącą furią? Brzmi groźnie! Cieszę się, że Twój mąż na Ciebie dobrze wpływa, dobrze mieć taką osobą, która potrafi nas szybko uspokoić 🙂

  • Dla mnie krzyk jest oznaką słabości. Najlepszy sposób na krzykacza, to mówić do niego spokojnym głosem. Powinno zadziałać, tzn powinien ogarnąć, że coś robi źle, ale może być i tak, że rozwścieczy się jeszcze bardziej. Ja staram się krzyczeć jak najmniej, chociaż czasem puszczają nerwy.. ale wiem, że to tylko zaostrza konflikt, więc nie warto tego robić.

    • Dla mnie też to oznaka słabości.
      Właśnie – jak mówisz spokojnie to raz się ktoś ogarnie, a raz go to nakręca jeszcze bardziej..
      Też staram się jak najmniej krzyczeć, wiem, że nie warto, ale czasem puszczają mi nerwy. Ale krzyku zawsze potem żałuję.

  • Czasem łatwo wyprowadzić mnie z równowagi, a potem ciężko mi przestać się denerwować, ale tak jak piszesz staram się wyjść z domu albo policzyć do 10 i zastanowić się, czy podnoszenie głosu jest konieczne, bo to ja sobie przecież psuję nerwy, a i tak nie rozwiąże to problemu.

    • Mi najbardziej pomaga chyba wyjście z domu albo włączenie muzyki 🙂
      No i właśnie – po co psuć sobie nerwy krzykiem? 😀

  • LieveG

    Zdarza się, że często się denerwuję, ale są osoby, na które nie krzyknę nawet wtedy kiedy jestem doprowadzona do granic cierpliwości. Ale gdy już to się stanie, mam ogromne wyrzuty sumienia i nawet po przeproszeniu nie czuję się dobrze. ja nie cierpię, gdy się na mnie krzyczy – reaguję bardzo mocno i wszystko biorę do siebie…

    • Też tego nie cierpię, potem jak ktoś mi nagada takich złych rzeczy, to długo dochodzę do siebie 🙁 Dlatego tak ważne jest żeby czasem się ugryźć w język i przestać krzyczeć 😉

  • Niestety, mam dość ognisty temperament i łatwo się wściekam. Często krzyczę, kiedy po prostu zdenerwuje mnie stłuczony talerz czy jakaś inna drobnostka, wtedy po prostu tak najszybciej i najskuteczniej się uspokajam. Natomiast ważne, życiowe rozmowy staram się prowadzić spokojnie, działając argumentami, bo wiem, że tutaj krzyk niewiele zmieni, bo trzeba znaleźć porozumienie.

    • Ja też się czasem denerwuję przez drobnostki, ale to bardziej na siebie 🙂 Brawo za spokojne, życiowe rozmowy bez krzyku!

  • Zdarza mi się, że emocje ponoszą. Ale krzyczeć zaczynam tylko wtedy, gdy ktoś krzyczy na mnie (do mnie) i nie słyszy tego, co do niego mówię:)

    • Oj tak też czasem mam, że ktoś zaczyna krzyczeć, w ogóle nie reaguje na moje prośby uspokojenia i wtedy też mi nerwy puszczają. Ale to w wyjątkowych przypadkach!

  • Dobra rada wyjdz i daj sobie odetchnac. Krzykiem tez niczego nie zalatwi sie w urzedach, bo urzednik raczej zawezmie sie i nie popusci, choc pracowalam kiedys w takiej duzej firmie, gdzie bylo wiadomo ze jak sieklient porzadnie poawanturuje to dostanie jakis bonus. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • A w urzędach jeszcze nie próbowałam krzyczeć – też wychodzą z założenia, że raczej mnie wtedy wyproszą, niż spełnią moją prośbę. Bonus za awanturowanie się? Nie mogę uwierzyć!
      Pozdrawiam również!

  • Nieidealnaanna

    Zdecydowanie metoda ochłoń jest najlepszą w takich sytuacjach. Zdarza mi się krzyczeć w łazience przy odkręconej wodzie w momentach macierzyńskiej bezsilności 🙂

    • A krzyczenia w łazience przy odkręconej wodzie nie próbowałam! Chyba po prostu potem byłabym na siebie zła, że zmarnowałam dużo wody i mi podniosą rachunki 😀

  • Wiadomo, że czasem człowieka ponoszą nerwy to zrozumiałe. Jednak krzyk niczego nie załatwia – to po prostu nasz sposób obrony i tarczy, nie prowadzi jednak do czegokolwiek dobrego wiec nie warto stosować takiej metody. Oczywiście łatwiej powiedzieć trudniej zrobić. 🙂

    • „łatwiej powiedzieć trudniej zrobić.” – niestety masz rację! Ale myślę, że akurat w tej kwestii warto nad samym sobą pracować 🙂

      • Zdecydowanie warto! 🙂

  • Piotrek

    Nie znam krzyczących ludzi, to dziwne?

    • Nie wiem czy dziwne, ja bym chętnie postawiłabym się na Twoim miejscu. Fajnie się masz 🙂

  • Jest cała masa osób którym się wydaje, że im głośniej będą coś mówić tym większa prawda będzie kryła się za ich argumentami. Sama nie jestem święta. Ale powoli zaczynam z biegiem lat wyczuwać kiedy możliwy będzie u mnie wybuch i rozładowywać emocje wcześniej. Nie zawsze oczywiście da się to przewidzieć, ale zawsze mam z tyłu głowy myśl, że słowa wykrzyczane w złości mogą później siedzieć w ofierze mojego krzyku wiele lat. Staram się wiec jej tego oszczędzić.

    Pozdrawiam!
    Karolina

    • „Jest cała masa osób którym się wydaje, że im głośniej będą coś mówić tym większa prawda będzie kryła się za ich argumentami.” – oj racja! A to wcale tak nie działa!
      „słowa wykrzyczane w złości mogą później siedzieć w ofierze mojego krzyku wiele lat.” – dokładnie!

  • Nie jestem święta i gdy naprawdę się wkurzę, potrafię ostro wydrzeć mordę. Nie powiem, bym się potem dobrze z tym czuła. Zdarza się to bardzo rzadko, wręcz sporadycznie i od wielkiego dzwonu, ale wtedy najlepiej wyjść i ochłonąć.

    • Też myślę, że wyjście żeby ochłonąć chyba najlepiej pomaga 🙂

  • Piątka! To zdanie o szcześciopaku wody jest też o mnie. Nie lubię podnosić głosu, choć zdarza mi się, ale wiem, że potem zawsze tego żałuję.

  • Nie lubię krzyku. Ale niestety czasem dopada. Liczenie i wyjście na dwór- to chyba najlepsze sposoby.

  • jak sobie przypomnę wczorajszego klienta, który zadzwonił do firmy, to aż się dziwię, że udało mi się zachować spokój.

    • Oj współczuję! Ale brawa dla Ciebie, za umiejętność opanowania nerwów!

  • Ja właśnie wychodzę z domu. Moja rodzina liczy 5 osób i gdyby każdy chciał wykrzyczeć to co mu leży na wątrobie, byłoby naprawdę głośno i nerwowo. Czasem potrzebuję też zostać sama ze sobą. W ciszy i spokoju. Mam coś z choleryczki (to dziedziczne 😉 ), dlatego muszę czasem swoje emocje poskramiać w ten sposób. Ale tak w ogóle to mówią, ze jestem mocno energetyczną osobą, więc staram się skupiać na swoich dobrych cechach, a te słabsze wciskam w ziemię;-)

  • Oj, mocny wpis. Ale to prawda. Ja niestety szybko się denerwuję, a potem zawsze żałuję. Pracuję jednak nad tym i jak się zaczynam złościć, to staram się wyjść i ochłonąć. Pomagają też głębokie wydechy (tak – wydechy; długie wydechy uspokajają), ostra sesja tabaty, albo kolorowanie mandali 😉 I zastanowienie się na spokojnie, czemu czyjeś słowa/reakcja tak mnie zirytowały. Spokojne przemyślenie wnosi bardzo dużo 🙂

    • Fajny pomysł z mandalami i tabatą! Zamierzam spisać te wszystkie sposoby na uspokojnie się i na pewno te patenty się tam znajdą, dziękuję!
      Tak samo z zastanowieniem się – czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że niektóre rzeczy nas strasznie irytują i dopiero wybuch nad o tym uświadamia 🙂

  • Nie krzyczę już od dawna. Nawet nie duszę w sobie krzyku. Nawet nie liczę ani do 100, ani do 10. Nawet nie wiem jak mi się to udało choć tak naprawdę to była to długa i wyboista droga…

  • Mój patent na to, żeby się uspokoić jest jeden – porządnie się wydrzeć. 🙂

    • Tak, ale to najlepiej gdzieś w samotności, żeby kogoś nie zranić 🙂

  • Nie przypominam sobie kiedy ostatnio na kogoś krzyczałam w złości .. myślę, że było to bardzo dawno temu. Chyba nie mam sposobu. Wychodzę z założenia, że wszystko do nas wraca – to jak traktujemy innych kiedyś kiedyś do nas wróci. Ktoś nas może tak potraktować. Może i naiwne, ale bardzo mi pomaga w życiu takie nastawienie.. o wiele mniej się stresuję i przejmuje błahostkami.. mniej zmarszczek gwarantowane 😉

  • Wszystko, co napisałaś o krzyku, gniewie i nakręcaniu się na kłótnie jest absolutną prawdą i sama niejednokrotnie to przerabiałam. Zarówno mój partner, jak i ja jesteśmy bardzo temperamentni i zaciekli w kłótniach, choć tak naprawdę rzadko krzyczymy. Mimo to, dla nas również najlepszym rozwiązaniem jest ochłonięcie na odległość. Albo on wychodzi, albo ja i to najczęściej wystarczy, żeby się pogodzić :).

    Dobrze jest mieć również swój kod. My ustaliliśmy, że kiedy wpadamy w bezsensowną kłótnię i widzimy, że zaczyna dziać się naprawdę brzydko, jedno z nas przypomina szczęśliwą dla nas chwilę. Zazwyczaj to wystarcza, żeby drugie odpuściło :).

    • Widzę, że wyjście działa chyba na każdego. Fajny pomysł z ustaleniem takiego kodu! Muszę to koniecznie wypróbować!

  • Bardzo drażnią mnie osoby, które krzyczą bez powodu, bo coś im nie pasuje. Nie rozumiem czemu ja mam obrywać za coś co nie jest nawet w 1% moją winą. Nie ukrywam, że mnie jest bardzo łatwo wyprowadzić z równowagi, ale to przez to, że mam ADHD, co prawda nie w jakimś wysokim stadium, ale mam. Ze względy na to zaczęłam jeździć konno i to mnie uspokaja od paru lat 🙂

    • „Nie rozumiem czemu ja mam obrywać za coś co nie jest nawet w 1% moją winą.” – oj tak, też tak mam!
      Poza tym bardzo dobrze, że znalazłaś swój sposób na „rozładowanie się”, to oprócz uspokojenia się, musi tez Ci dawać mega radochę 😀

  • Niestety, ale zdarzało mi się być tą osobą, która krzyczy. Na szczęście jest to przeszłość. Nawet jeśli towarzyszą gwałtowne, negatywne emocje, za wszelką cenę staram się, by nie miało to wpływu na innych.

    • Cóż, w takim razie dobrze, że to już przeszłość 🙂

  • Dobrze jest, jak w ogole taka osoba pozniej jednak przeprasza i żałuje. Są tez tacy, którzy nie przepraszają twierdząc, ze są usprawiedliwieni, bo „zostali sprowokowani” bądź też po prostu „są wybuchowi i już tak przeciez mają”.

    • Naprawdę? Oj to takich to już kompletnie nie lubię! Jak dla mnie wybuchowość nie jest zbyt dobrym argumentem – tzn okej, pierwszy raz, drugi to jeszcze zniosę, ale potem ta osoba musi zacząć pracować na sobą i bardziej się kontrolować 🙂

  • Pingback: Poszerz horyzonty #4, czyli ciekawe linki! | HEAD DIVIDED()

  • Mnie bardzo łatwo wyprowadzić z równowagi, moją metodą obronną jest właśnie krzyk – szczególnie w kłótni z narzeczonym. W zasadzie to on sam się śmieje, że kiedy się kłócimy musimy „dać sobie po razie w ryj” i wtedy jest dobrze. Oczywiście nie używamy rękoczynów, ale czasem jest bardzo trudno opanować negatywne emocje.

    • Hmmm, skoro oboje musicie sobie pokrzyczeć, to chyba nie jest tak źle, gorzej gdyby jedno z Was nienawidziło krzyku, a drugie go często używało 🙂

  • Ja lubię pobiegać, zwłaszcza w miejscach gdzie niema ludzi i tam sobie krzyczę by się rozładować 🙂

  • Mój patent na uspokojenie się? 3 pączki 🙂 Szybko, tanio i smacznie 😀 Polecam 😀

    • Super patent! Strasznie mi się podoba 😀

      • Tylko później spodziewaj się diety: 5 kg w miesiąc – na plus 🙂

  • gabistworkowo.blogspot.com

    Dobry wpis, który skłania do przemyśleń i zastanowienia nad tym jak się funkcjonuje. Ja od siebie dodam, że warto po prostu powiedzieć, że jesteśmy zdenerwowani i co nas zdenerwowało – już samo przyznanie się do uczucia złości pomoże trochę ją rozładować.

    • Racja! Dobrze potem przemyśleć dlaczego tak się stało?

  • Ewa Hes

    A ja potem, gdy już policzę do 10 albo 100 i emocje opadną staram się przyjrzeć wszystkiemu z trzech stron. Najpierw tak jak widział to mój oponent, potem ze strony osoby trzeciej, a na końcu jeszcze raz z mojej. I wtedy wszystko wygląda inaczej.

    • Myślę, że takie przjerzenie wszystkiego z trzech stron pozwala być naprawdę sprawiedliwym sędzią 😉

      • Ewa Hes

        I wiele na końcu wniosków można wyciagnać.

  • Dla mnie to podstawa normalnej relacji. Jakiejkolwiek. Nie uznaję krzyku. Krzyczałam, kłócąc się z moim bratem jako dzieci i nastolatkowie. Na szczęście oboje z tego wyrośliśmy (a może to tylko kwestia wyprowadzenia się z domu?). Teraz bardzo rzadko zdarza mi się podnieść głos. I to jest fajne i dużo ułatwia. Na szczęście przychodzi mi to dość łatwo, mojemu mężowi też, ale zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób to jest wyczyn. Ale warto o niego walczyć i uczyć się komunikacji bez krzyku.

    • Oj, bardzo możliwe, że to przez wyprowadzkę z domu. Fajnie, że teraz Wasze kontakty już są super.
      Brawo za powstrzymywanie się od krzyku, też uważam, że warto się nauczyć takiej komunikacji 🙂

  • gin

    Ja już nie krzyczę. Nauczyłam się, że nie warto, bo to nic nie wnosi. Ogólnie jestem człowiek cierpliwy i dużo mogę znieść, ale jest taka magiczna linia, po przekroczeniu której nie ma przebacz. Jeśli ktoś zapędzi się tak daleko, przekreśla wszystko i nie będzie mu łatwo wrócić do stanu sprzed. Cóż, niektórym nie zależy, więc dlaczego ja mam się przejmować…?

    • Masz rację, to nic nie wnosi! Dlatego czasem warto ugryżć się w jezyk 🙂
      „Cóż, niektórym nie zależy, więc dlaczego ja mam się przejmować…?” – dokładnie!

  • Pingback: Jak się szybko uspokoić? 15 sposobów! Cz.1 | HEAD DIVIDED()

  • Myślę tak samo jeśli chodzi o to, że widzę takich ludzi jak rozhisteryzowane dzieciaki. Można być złym, ale trzeba umieć nad sobą panować. Mnie czasem roznosi ze złości i chcę powiedzieć coś nieprzyjemnego, ale wtedy wolę wyjść i uciąć kłótnię. Natomiast gdy ktoś się mnie czepi to nie popuszczam, bo czasem lubię mieć ostatnie słowo 😛 Ale na ogół tak nie robię.

  • Pingback: Jak się szybko rozładować złość? 15 sposobów! Cz.2 | HEAD DIVIDED()

  • Katsunetka

    Chyba już tak szybko jak kiedyś się nie denerwuję, nie można tak szybko wyprowadzić mnie z równowagi. Nie przypominam sobie też kiedy ostatnio na kogoś krzyczałam z powodu emocji. Inni na mnie? To już szybciej, ale ja jakoś się nie odgryzam, zostawiam w sobie te emocje i najwyżej w czterech ścianach pokoju płaczę.

    • To dobrze, że teraz już jest lepiej 😉 Brawo za niekrzyczenie na innych!
      Ja też często zostawiam te emocje i wyrzucam je z siebie rycząc jak bóbr, choć czasem w wyjątkowych sytuacjach zdarza się, że puszczają mi nerwy 🙂

  • Pingback: Poszerz horyzonty#5 + Jesienne linkowe party()