Wycieczka do Malborka, czyli przygoda w zamku krzyżackim

W sierpniu spędziłam trochę czasu nad morzem Bałtyckim, a, że nie samą plażą i naukowymi muzeami człowiek żyje, to postanowiłam się wybrać na krótką wycieczkę do Malborka. I wiecie co? To był naprawdę dobry pomysł!

PODRÓŻ W CZASIE DO ŚREDNIOWIECZA

Niewątpliwie pierwszą myślą wielu ludzi jest „Jakie to jest wielkie” i ja nie byłam tutaj wyjątkiem. Malbork właściwie składa się z podzamcza, zamku średniego i zamku wysokiego, więc dla mnie to trochę tak jakby zwiedzać trzy zamki zbudowane w podobnym stylu. A, że połączenie czerwonej cegły i zieleni bardzo mi się podoba, to i tym zamkiem byłam zachwycona. Słuchając audiguide’a naprawdę można się prawie przenieść w czasie i wyobrazić, jak to wszystko wyglądało kilkaset lat temu. W myślach już spacerowałam z Krzyżakami, wspinałam się po bluszczu na wysokie ściany i kuchmarzyłam wyśmienite potrawy dla rycerzy. Nieważne, że jestem kuchennym beztalenciem, a tamtych czasach i ta zwaliłabym całą winę na moich pomocników. W końcu szefowa kuchni nie może niczego zepsuć, prawda?

Zdjęcia z Malborka - dziedziniec

BEZ JADALNI ANI RUSZ!

Podczas zwiedzania poznałam trochę historii Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny i dowiedziałam się jak to się właściwie stało, że Krzyżacy przywędrowali z Jerozolimy aż do Polski. Mogłam zajrzeć do miejsca, gdzie kiedyś była kuchnia, a także do różnych sal jadalnych. Pamiętam, że duże wrażenie zrobił na mnie Wielki Refektarz, gdzie zamontowano nawet średniowieczną wersję ogrzewania podłogowego. Pewnie Krzyżacy są teraz z siebie dumni, bo z tego co mówił przewodnik, to ta sala miała spełniać właśnie takie zadanie – pokazywać potęgę gościom przybywającym do Malborka. Oprócz tego rycerze mieli też Letni i Zimowy Refektarz. To razem daje 3 jadalnie! Ci to mieli rozmach!

ŚREDNIOWIECZNE LUKSUSY – PRYWATNA TOALETA

Mogłam zajrzeć do pokojów wielkiego mistrza, który jako jeden z niewielu również miał ogrzewanie w pokoju i prywatny kibelek. O dziwo, prywatny kibelek był całkiem niezły i powiedziałabym, że nie odbiega aż tak bardzo od naszych obecnych standardów. Co prawda wtedy budowano z drewna, a nie ceramiki, ale i tak jak na tamte czasy, to ta technologia musiała być nowoczesna.  Jednak prywatnych toalet zdecydowanie nie było tam dużo i większość zwykłych braci musiało załatwiać się w tzw. „Gdanisku”, czyli wspólnej łazience, oddalonej od głównego zamku długim korytarzem. Pewnie gdybym była Krzyżakiem, a na zamku akurat byłyby tłumy, to spędzałabym tam sporo czasu ukrywając się przed resztą braci. Zresztą mając na sobie strasznie ciężką zbroję pewnie i tak nigdzie nie chciałby mi się ruszać, zwłaszcza, że niektóre schody w wieżyczkach były strasznie wąskie i kręte. Jeszcze bym się tam gdzieś zaklinowała i jakby mnie wyciągali?

zdjęcia Malborka podczas zwiedzania Malborka

ACH TE WIDOKI!

Bardzo podobały mi się też ławy pod oknami – chyba każdy lubi ładne widoki, a tam zdecydowanie było ich pod dostatkiem. Wcale nie dziwię się, że Wielki Mistrz chciał na nie patrzeć, choć przypuszczam, że znaczenie obronne było tutaj ważniejsze od estetyki.

ŚREDNIOWIECZNE MANDALE

Zajrzałam także do kancelarii, gdzie dowiedziałam się więcej o pieczęciach, ich funkcjach i znaczeniu do kraju. Jednak najbardziej zainteresował mnie tzn „znak notarialny”. Był to symboliczny obrazek o mocy pieczęci, który poświadczał, że dany dokument sporządził określony notariusz. Każdy rysunek był indywidualny, dzięki czemu można było rozpoznać kto wystawił dany akt. A jako, że na nudnych wykładach najczęściej zajmuję się kreśleniem różnych znaczków, łączeniem ich w całość i bawieniem się nimi, to te znaki były dla mnie tym ciekawsze. W końcu to coś w rodzaju średniowiecznych mandali, prawda?

Zdobycie Malborka - wieże Malborka

FOSA BEZ WODY?

Jako, że zwiedzanie trwało już dość długo, to w ramach przerwy usiadłam sobie na ogromnym dziecińcu zamku średniego i wcięłam pyszną kanapkę, przy okazji chłonąć średniowieczne klimaty. W sumie gdyby nie to, że miałam już wykupiony bilet do Gdańska na określoną godzinę, to chętnie bym sobie na tym dziedzińcu np. rozłożyła kocyk i posiedziała, dumając co nieco. Jednak, że czas mnie gonił to zjadłam, napiłam się i już zasuwałam w górę, by zobaczyć zamek wysoki. Przy okazji zahaczyłam tez o suchą fosę, której głębokość robi wrażenie. Faktycznie Krzyżacy nie potrzebowali wlewać tam wody, by uczynić ją niezłą przeszkodą!

Na zamku wysokim dziedziniec okazał się dużo mniejszy, przez co pewnie było łatwiej go ochronić. Tam przypomniałam sobie też trochę faktów z poprzedniej wycieczki, jeszcze za dzieciaka, więc o dziwo skleroza nie postępuje u mnie tak szybko jak myślałam.

BURSZTYN, ŚREDNIOWIECZNE ZBROJE I… PISTOLETY

Na miejscu zobaczyłam między innymi wystawę bursztynu wraz z warsztatem średniowiecznego wyrobnika tego kruszcu. Dowiedziałam się też jak powstaje bursztyn i widziałam mnóstwo zbroi (nawet jedną husarską!) i wszelkiej broni. Było tam dosłownie wszystko, nie tylko z czasów średniowiecza – miecze oburęczne, jednoręczne, sztylety, szpady, szable, karabiny, rapiery, muszkiety i pistolety.

Zdjęcia z Malborka - wakacyjna wycieczka

WYCIECZKA DO MALBORKA – czy warto?

Podsumowując, myślę, że wycieczka do Malborka była świetnym pomysłem – to wspaniałe miejsce na rodzinne zwiedzanie i nie tylko. Nawet mnie – małą marudę – zaciekawiły średniowieczne wieżyczki, korytarze z nietypowym sklepieniem. Jeśli dodać do tego fakt, że miejsce nie tylko wygląda nie niezdobywalną twierdzę, ale i nią jest (Polacy  kupili Malbork od Krzyżaków po oblężeniu), to mamy zamek idealny.  A biorąc pod uwagę, że zdjęcia Malborka i jego wnętrza są w większości podręczników do historii, to myślę, że warto zabrać tutaj dzieci. Będą miały niezłą radochę, że rozpoznają niektóre miejsca ze zdjęć. Wiem co mówię – sama się z tego cieszyłam! A, że po drodze mijały mnie grupy dzieci wraz z przewodnikiem przebranym za krzyżaka, to myślę, że już jako przyszły nauczyciel chętnie zabiorę tutaj dzieci w ramach wycieczki szkolnej. W końcu kto by nie chciał pobawić się w rycerza?

  • Mieli rozmach… 😀

    • Oj tak 😀 W końcu jak mieli fundusze, to chcieli je dobrze wykorzystać!