6 refleksji o pakowaniu się

6 refleksji o pakowaniu się

Już wkrótce wyjeżdżam na wakacje. Nie mogę się już doczekać! Jednak zanim to nastąpi, czeka mnie jeszcze inna rzecz – pakowanie się! A to, jak się okazało jest gorsze, niż walka z hydrą – spakujesz jedno i zaraz mnoży się pięć innych rzeczy, bez których oczywiście nie przeżyję.  Teraz już jestem po (jak dobrze!) , więc chcę podzielić się kilkoma myślami, które nachodziły mnie przy pakowaniu się.

6 REFLEKSJI  O PAKOWANIU SIĘ:

1. BAŁAGAN TO PRAWDZIWA MAGIA

Po pierwsze – skąd się wziął ten cały bałagan? Przecież wszystko sobie ładnie przygotowałam, rozłożyłam przejrzyście i większość rzeczy uprasowałam wcześniej? Listę też mam, powoli sobie z niej skreślam kolejne punkty, tak więc czy teoretycznie bałagan nie powinien się kurczyć?  Chyba coś poszło nie tak…

2. WAGA KUCHENNA – BEZ TEGO ANI RUSZ

Normalnie raczej mało korzystam z wagi kuchennej do ważenia posiłków, za to przy pakowaniu okazała się być niezastąpiona! Zwłaszcza, gdy limit na walizkę wynosi 20kg, a zdecydowanie nie chcę płacić za nadbagaż. Przy okazji ważenia, uświadomiłam sobie, że niektóre rzeczy, choć wydają się leciutkie, to wcale takie nie są. I w ostatecznym rozrachunku zbiera się tak z tych pojedynczych 100, 200, 300 gramów całe 15kg. Dlatego marzę, że kiedyś doczekam czasów, w których wszystko co wpakuję do walizki będzie automatycznie zmniejszało wagę. Tak z pięć razy przynajmniej.

3. TO NIE BYŁ DOBRY POMYSŁ

Rozpoczynanie pakowania się z PMS i brakiem karmelowej czekolady w domu,  to nie był dobry pomysł. Bo choć w ferworze pakowania i tak o niej zapomniałam, to potem, gdy rzeczy zaczęły iść nie po mojej myśli, zmieniłam się w zionącego ogniem i pragnieniem czekolady smoka, czy raczej smoczycę. Na szczęście Luby przeszedł mi się po nią do sklepu i jakoś tak potem złagodniałam – On już dobrze wie „jak wytresować smoka”.

4. POLSKA, ZMIENNA POGODA

Jak dobrze, że w tzw. „ciepłych krajach” jest stabilniejsza pogoda, niż w Polsce! Przynajmniej wiem, czego się można spodziewać. Przez to nie muszę brać połowy szafy na każda okazję, wystarczą raczej letnie ciuchy i awaryjnie coś cieplejszego. Tymczasem w sierpniu mam praktyki w postaci obozu z niepełnosprawnymi w Polsce i już zastanawiam się, jak ja się zmieszczę? W końcu  przez 14 dni być cały czas ciepło (letnie sukienki i koszulki), cały czas zimno (bluzki, kurtki i inne takie). Może też cały czas lać (więcej butów, parasol kurtka) i jeszcze trzeba wziąć coś eleganckiego na zakończenie. Wyczuwam czas dylematów. I bolących pleców.

5. CZY JA NAPRAWDĘ TEGO POTRZEBUJĘ?

A skoro już mowa o przewidywalnej pogodzie, to czy ja naprawdę tyle tego potrzebuję?  W końcu ma być ciepło? Z drugiej strony, biorąc pod uwagę jakim jestem zmarzluchem, to lepiej wziąć tę bluzę i sweter – w końcu w autokarze i samolotach podkręcają klimę, a ja nie chcę mieć wakacji z katarem, czy inną choróbskiem.

6. ŻEBY SIĘ TYLKO NIE POGNIOTŁO

Przy pakowaniu się to chyba moja główna myśl.  Bo co prawda mam kilka rzeczy, które nieważne czy zroluję, poskładam, czy wrzucę byle jak i tak się nie pogniotą, ale niestety – nie wszystko jest z  takiego fajnego materiału. Pozostaje tylko nadzieja, że jak te koszule ładnie zabezpieczę w walizce, to nic się im nie stanie, nawet podczas rzucania przez panów z obsługi lotniska.

6 REFLEKSJI O PAKOWANIU SIĘ – PODSUMOWUJĄC

To tyle ode mnie, tymczasem znikam się uspokajać i odstresowywać, bo zawsze przed takimi podróżami boję się, coś pójdzie nie tak. Po głowie już krążą mi scenariusze typu „okradną mnie i „moja walizka zostanie zgubiona na lotnisku”. Do tego dochodzi strach przed pomyleniem samolotu, nie dogadaniem się z obsługą, rozwaleniem walizki i tak mogę wymieniać i wymieniać. Pozostaje tylko odstresować się przy książce lub serialu i mieć nadzieję, że wszystko będzie dobrze.