nie ma miejsca na smutek - czubek choinki

Nie ma miejsca na smutek

Nie masz czasem wrażenia, że wszystko idzie nie tak? Wiesz, budzisz się rano, załatwiasz  swoje sprawy idealnie jak zwykle i teoretycznie powinieneś być zadowolony. Powinieneś się uśmiechać, czuć wewnętrzny spokój, być szczęśliwymi – bo przecież tyle jest powodów do radości dookoła! Oglądasz film, który Cię zawsze rozśmiesza – ale nie dziś. Czytasz ulubioną książkę, jednak w tej chwili nawet ona nie pomaga. Dzwonisz do najbliższego przyjaciela / partnera /mamy lub taty, chcesz się wygadać, ale nie pomaga. Po prostu jesteś smutny i już.

POZYTYWNE MYŚLENIE PRZEDE WSZYSTKIM

Z każdej strony atakują nas pozytywne hasła, motywujące cytaty (tak, u mnie na  blogu i fanpage’u też!) i rzeczy, które mają wywołać w nas uśmiech.  Czasem mam wrażenie, że  wszędzie musisz myśleć pozytywnie, nie masz ani chwili na wątpliwości, czy chwilę zastanowienia się. O szczęściu pisze się i mówi mnóstwo i to nic dziwnego – w końcu każdy z nas chce być szczęśliwy, prawda?

Za to o smutku się nie mówi. Obecnie w sieci można znaleźć mnóstwo pozytywnych blogów i jak dobrze się orientuję – ani jednego negatywnego. W sumie to normalne, bo kto by chciał czytać jak ktoś tylko narzeka i narzeka, nie? Jednak na tych pozytywnych i motywujących blogach w większości nie ma miejsca na smutek. To prawie jak z fejsbukiem: dzielimy się na nich tylko pozytywnymi wydarzeniami, piszemy „zaliczyłem sesję”, „dostałem pracę” i chwalimy się zdjęciami z wakacji. Nie napiszemy tam:  „piętnasty raz oblałem test na prawko”, „nie umiem znaleźć pracy od pięciu lat”, „nie dostałem się na wymarzoną uczelnię”. Myślę, że przez to w pewien sposób tworzy w naszej głowie takie podejście, że o rzeczach smutnych nie należy mówić.

Jednak inni wydają się nie rozumieć tego, że dziś po prostu masz gorszy dzień, że potrzebujesz chwili  zwolnienia i odpoczynku i próbują pocieszyć Cię najbardziej oklepanym zwrotem ever:

NIE SMUĆ SIĘ

Który  – uwaga, uwaga, niespodzianka! – nie działa. Bo tak już działa ludzki mózg: jak powiesz mu, że ma czegoś nie robić, to.. od razu to zrobi. Nie wierzysz? Prosty test: nie wyobrażaj sobie teraz żółtą pandę w dżungli.  I co? Jak dobrze myślę to nieświadomie w Twojej głowie pojawiło się właśnie to, o czym miałeś nie myśleć!

Dlatego czy nie lepiej pocieszyć kogoś zajmując jego uwagę? Tak, by zaczął myśleć o czymś innym i zapomniał o smutnej sprawie? Choć nie ukrywajmy też, że czasem dobrze jest się posmucić i…

TEN SMUTEK JEST NAM POTRZEBNY

W końcu to akceptujecie i nie staracie się na siłę udawać szczęśliwych. Zaczynacie rozumieć, że raz na jakiś czas każdemu przydarza się wielki smutek, który na swój sposób trzeba pokochać. Żadne z nas nie chce się czuć źle, ale uwaga – niespodzianka! Ten smutek jest nam potrzebny.

Oczywiście nie pisze tutaj o życiu w ciągłym smutku i zamartwianiu się, bo to już jest problem. Zresztą, myślę, że każdy z nas wie, że smutek wciąga jak mgła, w którą się wchodzi, a potem ciężko znaleźć wyjście. Jednak kiedy już dojdziesz do tego jak panować nad tą smutną mgłą i które rzeczy to drobnostka, a które wielki smutek, to myślę, że sam zauważysz, że czasem po prostu trzeba się zakopać pod kołdrą i zadać sobie ważne pytanie:

SKĄD SIĘ WZIĄŁ TEN SMUTEK?

Bo widzicie, może wszystko jest okej tylko pozornie? A tak naprawdę pod powierzchnią ukrywa się coś głębszego, coś co krąży po Waszej podświadomości i wprawia Was w smutek, a Wy dopiero nie zatrzymacie się na chwilę i nie przeanalizujecie sytuacji, tego nie dostrzegacie?

Ja tak miałam. Mówiłam sobie „to dobre studia, dasz radę!”. Próbowałam sobie wmówić, że jeszcze mnie zainteresują, uparcie ignorując, że jedynymi przedmiotami które mnie kręciły był angielski, włoski i basen na w-f, przed którym się jeszcze uparcie broniłam.  Minimalizowałam swoją obecność na uczelni do minimum, ale i to nie dawało mi satysfakcji. „Smutniałam” coraz bardziej.

NIE ZNASZ PRZYCZYNY, USUWASZ OBJAWY

Nie chciałam być Smerfem Marudą, wiec zrzucałam wszystko na wrodzony pesymizm, z którym próbuję u siebie walczyć. Nie analizowałam przyczyn smutku, jedynie skupiałam się na pozbyciu się go, co owszem – bardzo często działało. Szkoda, że tak krótkofalowo. I tak, zamiast już w grudniu stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie „Słuchaj, nie nadajesz się do tego! Wiej!”, ciągnęłam to prawie do czerwca. Ale to już inna bajka, o której pisałam tutaj: o tym, jak postanowiłam rzucić studia

Dziś chciałam tylko powiedzieć, że jeżeli od czasu do czasu jest Ci smutno, ale panujesz nad tym, nie pozwalasz się wciągnąć w wielką smutną mgłę, to…

SMUTEK JEST OKEJ!

I basta.