walka z jesienną chandrą - wypad do Kafeju w Katowicach - jajka w piekle w Kafeju

Tu i teraz – październik 2018 – walka z jesienną chandrą

Już wkrótce znów wyjeżdżam do akademika, więc dopakowuję jeszcze ostatnie rzeczy i korzystając z tych kilku chwil, zbieram się do napisania nowego tu i teraz. W końcu październik zaraz się skończy, a mnie bardzo zależy, by choć raz na miesiąc pojawiło się tutaj trochę więcej osobistych treści. Za oknem pada, w domu cicho jak makiem zasiał, więc warunki mam idealne do pisania. To zaczynamy!

CZUJĘ SIĘ…

Rozbita. Ta pogoda strasznie mnie dołuje, a zwłaszcza to, że gdy wstaję rano, to nie wita mnie już słoneczko. Jednak do tej pory jeszcze było w miarę okej, bo często popołudniu się rozjaśniało, więc nawet gdy na dworze mróz, to jakoś sobie dawałam radę. Tymczasem dziś wstałam z takim poczuciem totalnego rozbicia i świadomością, że teraz już coraz częściej będzie padać, a na dworze wieczorami śmierdzieć od smogu, więc mogę pożegnać się z klimatycznymi, wieczornymi spacerami. Zdecydowanie jestem osobą na którą pogoda ma OGROMNY wpływ. I jak tu być szczęśliwym? Cóż, staram się jak mogę. Przykładowo obecny dobry nastrój zawdzięczam sukience i batonikowi o wdzięcznej nazwie „lato pełne słońca”, dzięki któremu mogę choć pomarzyć o ciepłych dniach.

CIESZĘ SIĘ…

Z prostych, małych rzeczy. Zwykłe cappuccino, czas na poczytanie fajnej książki, wypad do kina, kolejna zrealizowana prezentacja na studiach, pojawienie się nowego odcinka serialu na Netflixie, miłe słowa od dzieci w szkole, pyszne jedzonko – to wszystko poprawia mi humor i sprawia, że kładę się spać z poczuciem, że to był dobry dzień. I że jakoś przetrwam nadchodzącą zimę.

CZEKAM NA…

Grudzień! Wszystko dlatego, że wtedy w związku ze szczytem klimatycznym organizowanym w Katowicach, moja uczelnia ma wolne. I choć płacimy potem za to powrotem już 2.01 na zajęcia, to przynajmniej w tym grudniu, gdy jest tak zimno, będę mogła wypoczywać w ciepłym domu, pod kocykiem, sącząc gorącą herbatę. No dobrze – aż tak pięknie nie będzie, bo jednak licencjaty i inne zaliczenia się same nie napiszą, ale jednak gdy nie trzeba chodzić na zajęcia, to patrzy się na to dużo spokojniej.

CHCIAŁABYM…

nadrobić towarzyskie zaległości – poodpisywać wszystkim na ich wiadomości, odwiedzić rodzinę, a także spotkać się wreszcie z przyjaciółmi, może na jakiejś dobrej herbatce? No i chciałabym też, żeby w moje urodziny przypadające na koniec listopada, była lepsza pogoda, ale na to już nie mam wpływu.

UCZĘ SIĘ…

Rezygnować z czytania do ostatniej strony słabych książek. Jako, że posiadając czytnik czytam trochę więcej niż dawniej, to jednak w moje ręce wpada też więcej słabych pozycji. Oczywiście wpierw czytam opis i wydaje mi się rewelacyjny, a potem całą książkę i okazuje się, że…. jednak nie. I niestety, ale muszę przyznać, że ostatnio mam tak głównie z polskimi książkami. Przeczytałam jedną świetną, która bardzo mnie porwała i stwierdziłam, że dam szansę innym autorom. I co? I chyba trafiłam już na trzecią pozycję autorstwa polskich pisarzy, która jest po prostu słaba. Dlatego w tym miesiącu, uczę się odkładać te książki na półkę bez wyrzutów sumienia, że czegoś nie skończyłam.

CZYTAM…

Praktycznie codziennie coś czytam, choćby po parę stron. Po prostu to kocham! Dlatego też coraz częściej pojawiają się tutaj krótkie recenzje w formie „3 fajnych książek, które ostatnio przeczytałam”. W październiku na tapecie była między innymi tematyka arabska, a także trochę Young Adult, science fiction i mitologii. Na dniach wjedzie też moja opinia o „Tatuażyście z Auschwitz”, więc widać, że ostatnio panuje tutaj książkowy nastrój.

OGLĄDAM…

Ostatnio w zabójczym tempie pochłaniam serial „The Good Place” na Netflixie. Obejrzałam też „22 lipca”, czyli film przedstawiający historię zamachów Breivika w Oslo i wyspie Utøya. I wiecie co? Przeraża mnie, co ten człowiek miał (albo nadal ma) w głowie.

Poza tym razem z Lubym zaczęliśmy miniserial „Bodyguard”. I choć jestem raczej strachliwą istotką, która boi się strzelanin i potrafi podskoczyć ze strachu, to nieźle się wciągnęłam! W październiku wybrałam się też do kina na „Kler”, a wczoraj – na „Pierwszego człowieka” o którym w najbliższych dniach na pewno coś się pojawi.

TU I TERAZ W PAŹDZIERNIKU 2018 – WALKA Z JESIENNĄ CHANDRĄ

Tak sobie teraz czytam jeszcze raz to wszystko, co napisałam i stwierdzam, że zdecydowanie wpasowuje się to w temat walki z jesienną chandrą. Cóż, coś czuję, że dopiero się rozpoczęła. A jak Ty walczysz z jesienną chandrą? I jakie było Twoje tu i teraz w październiku 2018? Daj mi znać!