Czy warto studiować budownictwo? – zastanawia się zapewne wiele osób, którym wydaje się to ciekawy kierunek. Chcą tworzyć mosty, konstruować wieżowce i drogi oraz projektować inne ciekawe budowle. Co prawda nie jest ono dla mnie – moje budowanie zakończyło się na etapie zabawy LEGO i oglądaniu „Boba Budowniczego” – ale inni poszli dalej. Jednym z nich jest Mikołaj, który po liceum wybrał się na budownictwo na politechnikę i teraz – po zdobyciu inżyniera – odpowie mi czy było warto studiować budownictwo.
DLACZEGO WYBRAŁEŚ SIĘ NA STUDIA NA BUDOWNICTWO?
MIKOŁAJ: Po prostu budownictwo wydawało się ciekawe. Zrobiłem rozeznanie i wyszło mi, że powinna być po nich interesująca i nieźle płatna praca. No i mam w rodzinie kogoś po kierunku budownictwo, więc na różnych spotkaniach rodzinnych się nasłuchałem jak to nie będę żałował, jeśli wybiorę te studia. No to wybrałem. Żeby było ciekawiej, dodam jeszcze, że nie byłem na żadnych dniach otwartych, bo były w terminie, w którym przygotowywałem się do matury, więc można powiedzieć, że poszedłem tam trochę w ciemno.
I JAK? PO 4 LATACH NADAL JESTEŚ ZADOWOLONY Z WYBORU?
MIKOŁAJ: Teraz, kiedy je skończyłem, to chyba tak, ale miałem takie momenty, że chciałem tym rzucić w diabły. Pamiętam, że na drugim semestrze na wytrzymałości materiałów miałem niezaliczone 4 z 6 kolokwiów i nie mogłem przystąpić do egzaminu. Myślałem wtedy, że już mi się nie uda – miałem już nawet na pulpicie pobrany wniosek o powtarzanie semestru. Ale tyle razy chodziłem na poprawy, aż zdałem, chociaż semestr zamknąłem pod koniec września. Mam nadzieję, że te wszystkie nerwy nie poszły na marne i po skończeniu magisterki z budownictwa dostanę fajną, satysfakcjonującą pracę. Chyba dopiero wtedy będę mógł powiedzieć, że to był bardzo dobry wybór.
HD: Czyli na budownictwo poszedłeś w zasadzie tylko po to, by mieć potem tak zwaną „dobrą pracę”? Czy też miałeś jakąś smykałkę do tego, robiłeś coś wcześniej związanego z budownictwem itd?
MIKOŁAJ: To był główny powód. Nigdy nie chciałem pracować tylko przy komputerze. Podobało mi się że budownictwo łączy pracę na komputerze przy projektowaniu z pracą w terenie. No i pomyślałem, że fajnie będzie powiedzieć kiedyś dzieciom ,,Patrzcie, wasz tata wybudował/zaprojektował ten most’’. Jeśli chodzi o moje związki z kierunkiem budownictwo, to przed studiami nie miałem z tym nic do czynienia. No chyba, że zamiłowanie do LEGO w dzieciństwie się liczy?
A JAK WYGLĄDAJĄ STUDIA NA BUDOWNICTWIE?
MIKOŁAJ: Studia inżynierskie trwają 4 lata. Na 4 semestrze następuje podział na grupy specjalnościowe, w zależności od tego czy kogoś bardziej interesuje projektowanie konstrukcji, wykonawstwo i technologia albo drogownictwo. Na 7 semestrze odbywamy praktykę, trwającą minimum 3 miesiące i jest to jedyna praktyka na tych studiach. Oprócz standardowych dokumentów musimy z niej przygotować plakat w formacie A1 i zaprezentować swoją działalność przed komisją. Najlepsze plakaty wiszą potem na korytarzach. Są na nich napisane nazwy firm budowlanych, więc teoretycznie można je spisać, a potem po studiach ma się niezłą bazę do wysyłania CV.
HD: Ta praktyka brzmi ciekawie. Powiedz mi…
JAK DOKŁADNIE WYGLĄDAJĄ PRAKTYKI NA BUDOWNICTWIE?
MIKOŁAJ: Praktyki powinny trwać minimum 3 miesiące ale większość osób zostaje na dłużej aż do końca semestru, żeby sobie dorobić. Z tego co wiem, to sporo osób wraca potem do tych firm, w których robiło praktyki. Sam dostałem ofertę, żeby wrócić do mojej firmy, po skończeniu studiów inżynierskich i magistra zrobić zaocznie. Dzięki temu, że praktyki odbywają się na zasadach umowy zlecenie albo o pracę, a uczelnie nawet zabrania pracy za darmo, to można sobie nieźle zarobić jak się dobrze trafi. Z jednej strony jest to bardzo dobra rzecz, że praktyki trwają tak długo bo można się zapoznać z różnymi etapami budowy. Na szczęście nie ma wielkiego problemu w znalezieniu praktyki, wiele osób miało praktyki w dużych firmach budowlanych jak SKANSKA czy STRABAG. Jeśli chodzi o zakres pracy to bardzo różnie, zależy do jakiej firmy się trafi. Ale nie słyszałem żeby ktoś parzył tylko przysłowiową kawę. Często studenci trafiający do biur projektowych wykonują rysunki, przygotowują dokumentację powykonawczą lub robią kosztorysy. Ale zdarzają się też całkiem odpowiedzialne zadania.
HD: Takie praktyki z możliwością dostania pracy to świetna sprawa! To skoro praktyki były takie fajne, to...
JAKIE SĄ ZALETY KIERUNKU BUDOWNICTWO?
MIKOŁAJ: Oprócz praktyk, zaletą jest też kadra. Wiele wykładowców pracuje w dużych firmach budowlanych, dzięki czemu mają naprawdę wiele praktycznej wiedzy (osobny temat to umiejętność jej przekazywania).
Zajęcia prowadzone są w nowoczesny sposób, rysunki i obliczenia wykonuje się w komputerze przy użyciu programów, z których korzysta się w firmach na całym świecie. Praktycznie w ogóle zrezygnowano z nauki pisma technicznego i rysunku technicznego, co praktykuje się jeszcze na innych uczelniach, a co w dzisiejszych czasach jest już bezużyteczne.
Dla mnie zaletą było to, że poza egzaminem inżynierskim na zakończenie studiów, nie było w ogóle egzaminów ustnych, jedynie pisemne. Dla mnie to zaleta, bo wolę pisać niż mówić.
A JAKIE SĄ WADY BUDOWNICTWA?
MIKOŁAJ: Najgorszy jest początek, to zupełny skok na głęboką wodę. Duży problem jest z przedmiotami tylu mechanika albo wytrzymałość, polegają one głównie na szybkich obliczeniach, nie da się ich nauczyć na pamięć, trzeba je zrozumieć a na początku nie jest to łatwe. Z wykładów niewiele wiadomo, a potem na ćwiczeniach są kolokwia które mało kto zdaje. Trzeba dużo nad tym siedzieć samemu, część ludzi chodziła na korki do starszych roczników. Najwięcej osób odpada właśnie na tych przedmiotach.
Najgorsze jest to, że trzeba się też uczyć dużo bezsensownych rzeczy. Egzamin z matematyki polegał na tym, że musieliśmy nauczyć się kilkudziesięciu stron definicji typu co to jest pochodna, albo całka (muszą być dokładnie takie jak na wykładzie). Często trzeba się też uczyć norm na pamięć, typu żeby opisać po kolei jak przebiega jakieś badanie, jakie są wymiary próbek itp. Dużo zakuwania, rzeczy których potem i tak nikt nie pamięta. Generalnie warto mieć dobrą pamięć, może nie jest to medycyna, ale jest sporo zakuwania na pamięć
Jest też dużo projektów. Są one ogromne, często, po 50 stron obliczeń. Przez to często prowadzącym nawet nie chce się ich sprawdzać, po prostu kartkują je bez dokładnego sprawdzania. Niby fajnie, ale trochę to traci swój sens.
A JAK WYGLĄDAJĄ WYKŁADY?
MIKOŁAJ: Jeśli chodzi o wykłady, to niewątpliwą zaletą jest to, że są one nieobowiązkowe. Prowadzący wychodzą z założenia, że skoro studia są dobrowolne, to nie będą nikogo przymuszać do chodzenia. Jak już to zdarzają się zachęty, w postaci podwyższonej oceny na egzaminie za wysoką obecność (o czym zazwyczaj nikt w sesji już nie pamięta).
Natomiast same wykłady często są mało ciekawe. Zdarzało się tak, że na środek wychodzi starszy pan i mruczy sobie pod nosem przez 1,5 godziny ten swój wykład, który przerabia pewnie tak samo od 10 lat. Czasem czyta go z prezentacji, czasem nie. Jednak często mówi w tak monotonny sposób, bez intonacji, przerw itd, że łatwo się wyłączyć. Tak więc, jeśli wykładowca na pierwszym wykładzie powie, że prezentacje udostępni, to często jego następne spotkanie z wieloma studentami zdarza się podczas egzaminu. Natomiast jeśli prowadzący ich nie udostępnia, to zawsze się znajdzie ktoś, kto robi zdjęcia i potem podzieli się z resztą.
HD: Z tego co słyszałam, to budownictwo jest trudnym kierunkiem. Przypuszczam, że zupełnie inaczej niż u nas – na pedagogice – nie wystarczy tylko przedstawić materiału, lecz trzeba go też objaśnić studentom. Tak, więc…
CZY WYKŁADOWCY WSZYSTKO TŁUMACZĄ, CZY TEŻ DO WIELU RZECZY TRZEBA DOJŚĆ SAMEMU?
MIKOŁAJ: Nie chcę mówić za wszystkich, bo dla jednego coś może być trudne, a dla drugiego łatwe. Ale generalnie często zdarzało się tak, że nie rozumiałem tłumaczeń prowadzących. Później, gdy przysiadłem nad tym w akademiku z kolegami i materiałami od starszych roczników, to wszystko stawało się bardziej zrozumiałe, jak np. wytrzymałość materiałów. jeśli chodzi o wykładowców, to teoretycznie są dostępni w godzinach konsultacji. Jednak często wygląda to tak, że są wtedy zajęci, albo swoimi dyplomantami, albo czymś związanym z pracą. No i czasem zdarza się też tak, że ma się ochotę zapytać ,,ale o co właściwie z tym chodzi?!’’. To raczej nie nadaje się na konsultacje. Dlatego bardziej sensownie jest usiąść ze znajomymi i wspólnie spróbować jakiś temat rozkminić. Zawsze to lepsze, niż stać w kolejce do wykładowcy aby w końcu usłyszeć tę samą niezrozumiałą rzecz, która była na wykładzie.
A CO Z MATERIAŁAMI? SĄ ŁATWO DOSTĘPNE?
MIKOŁAJ: Materiały to podstawa tych studiów. Mając dobre materiały można darować sobie dużą część wykładów. W materiałach często można znaleźć właśnie zdjęcia wykładów, pytania do egzaminów i kolokwiów z poprzednich lat i wiele ciekawych rzeczy. Zazwyczaj wszyscy je mają więc wystarczy kogoś poprosić i już się wszystko ma. Z biblioteki nie trzeba korzystać wcale, jak już to książki można znaleźć w internecie.
A SĄ JAKIEŚ PRZEDMIOTY ZAPYCHACZE?
MIKOŁAJ: Raczej nie. W każdym razie nie przypominam sobie, żeby coś takiego się trafiło.
JAK WYGLĄDAJĄ ZALICZENIA I EGZAMINY?
MIKOŁAJ: Baaardzo różnie! Czasami na ćwiczeniach był do zrobienia tylko projekt. Wtedy wyglądało to tak, że zajęciach prowadzący tłumaczyli studentom jak go wykonać, a my potem „bawiliśmy” się z tym w domu. Z drugiej strony bywały też naprawdę trudne przedmioty, na których byłem zasypany kolokwiami, sprawozdaniami do napisania, a i tak ostatecznie okazywało się, że to wcale nie wszystko, co muszę zrobić. Na szczęście nigdy nie trafiały się u nas wejściówki, więc przynajmniej na kolejne zajęcia przychodziłem bez większego stresu.
Poza tym, zazwyczaj w okolicach sesji są 3-4 egzaminy i 6-8 kolokwiów. Różnią się one tylko tym że na egzamin trzeba się troszkę ładniej ubrać no i egzamin zawsze ma co najmniej dwa terminy poprawkowe a kolokwium tylko jeden.
HD: Wychodzi, że budownictwo pochłaniało bardzo dużo Twojego czasu! Jak sobie z tym radziłeś? Wysypiałeś się, miałeś czas na swoje pasje?
MIKOŁAJ: Bez problemu spałem te 6-7 godzin. Często miałem tak, że wracałem z zajęć do akademika, jadłem obiad i aż do północy siedziałem nad studiami. Ale nie zarywałem nocek.
CZY POGODZENIE BUDOWNICTWA Z PRACĄ BYŁOBY MOŻLIWE?
MIKOŁAJ: Na pierwszym semestrze chyba bym nawet nie próbował. Z tego co wiem, to na późniejszych semestrach się da, ale jest to bardzo trudne.
A CZY STUDIUJĄC BUDOWNICTWO MIAŁEŚ CZAS NA ŻYCIE PRYWATNE I TOWARZYSKIE?
MIKOŁAJ: Jasne, spokojnie można znaleźć na nie czas, ale nie można się mu tylko poświęcić, zawsze jest coś do zrobienia, a zostawianie wszystkiego na koniec się nie sprawdza. Niestety, im bliżej sesji, tym ciężej o znalezienie czasu dla znajomych.
A DUŻO OSÓB ODPADA PO EGZAMINACH LUB REZYGNUJE SAMEMU?
MIKOŁAJ: Bardzo dużo, po pierwszym roku odpadła połowa (100 z 200 osób). Potem już jest lżej – to około 2-3 osoby na semestr. Najwięcej osób odpada na wytrzymałości materiałów, kilka na matematyce, ale na innych przedmiotach też się zdarza .
CO Z WYKŁADOWCAMI? POMAGAJĄ WAM CZY RACZEJ PODSTAWIAJĄ NOGĘ?
MIKOŁAJ: Różnie. Spotkałem takich, którzy naprawdę nie chcieli robić problemów, mówili co będzie na egzaminie i nie robili problemów przy oddawaniu projektów. Zdarzyło się też tak, że wykładowca podał pytania, jakie będą na kolokwium a potem dał zupełnie inne. Musiałem też robić projekt w programie, który nie dość że był po angielsku, to jeszcze był tak trudny, że sam prowadzący nie wiedział do końca, jak go obsłużyć. Ale to pojedyncze przypadki, większość nie stara się robić problemów, czasami jak ktoś nie zda 1 terminu, to na drugim jest to samo, albo podobne.
UWAŻASZ, ŻE STUDIUJĄC BUDOWNICTWO UCZYSZ SIĘ RZECZY POŻYTECZNYCH I PRZYDATNYCH DLA CIEBIE W PRZYSZŁOŚCI?
MIKOŁAJ: Tak, duża część wiedzy z pewnością będzie przydatna. Na pewno przyda się znajomość programów do wykonywania rysunków i obliczeń (np. AutoCAD, Robot Structural Analysis czy Tekla Structures) Takie same programy są później wykorzystywane w pracy.
A PRACOWNIE SĄ NOWOCZESNE?
MIKOŁAJ: Są pracownie komputerowe z całkiem nowoczesnym sprzętem, ale na tym kierunku to nie jest istotne, bo dzięki temu że na wszystkie programy otrzymujemy licencję akademicką to wszystko można mieć na swoim laptopie. Jest też laboratorium, z różnym maszynami do badań wytrzymałości próbek. Maszyny są stare, ale można na nich przeprowadzać badania. Szkoda tylko, że zajęć w laboratorium jest niewiele i często jest tak, że np. 20 osób obserwuje jak pęka betonowa kostka.
WCZEŚNIEJ WSPOMINAŁEŚ O EGZAMINIE INŻYNIERSKIM – POWIEDZ O NIM COŚ WIĘCEJ 🙂
MIKOŁAJ: Na zakończenie studiów każdy musi przystąpić do egzaminu inżynierskiego. Aby być do niego dopuszczonym trzeba zaliczyć wszystkie przedmioty i oddać pracę dyplomową. Egzamin składa się z 3 pytań, 1 z grupy pytań ogólnych i 2 z odpowiednich dla danej specjalności. W sumie pytań jest 140, na szczęście co roku są takie same, więc można bez problemu korzystać z opracowań poprzednich roczników. Jednak odpowiedzi na te pytania są dość długie – 1 strona A4 tak przeciętnie, choć zdarzały się też odpowiedzi na 3. Oczywiście wszyscy to zdają, ale nauki jest mnóstwo.
A CO CHCESZ ROBIĆ PO BUDOWNICTWIE?
MIKOŁAJ: Jeszcze nie jestem pewien. Rozważam różne opcje, ale chyba najlepiej czułbym się w biurze projektowym jako konstruktor. Przekonałem się już jak wygląda praca w terenie i choć jest to całkiem fajne, to jednak wymaga to odpowiedzialności, nie tylko za swoje działania, ale też innych ludzi, co potrafi być bardzo stresujące.
CZY WARTO STUDIOWAĆ BUDOWNICTWO?
MIKOŁAJ: Jeśli ktoś jest zdecydowany co chce robić w życiu to tak. Ale musi wiedzieć że czeka go sporo pracy i często będzie tak, że kumple z innych wydziałów będą zapraszać na imprezę ale nie będzie na to czasu bo trzeba robić projekt albo się uczyć.
Na pewno trzeba być odpornym na niepowodzenia. Dużo osób na pierwszym roku traciło zapał, bo skoro mieli w liceum same piątki, a tu nie potrafili zdać kolokwium to stwierdzali, że to nie dla nich. Na pewno przydaje się, jeśli ktoś był na rozszerzonej matmie i fizyce, ale bez tego też da się przeżyć.
Krąży też stereotyp, że budownictwo to taki „męski” kierunek, w sumie nie wiadomo dlaczego. U mnie grupa składa się w 2/3 z mężczyzn i w 1/3 z kobiet i tak naprawdę wszyscy radzą sobie tak samo – czasem lepiej, czasem gorzej, jak to bywa na każdych studiach.
I OSTATNIE PYTANIE – JEŚLI MIAŁABYŚ MAGICZNĄ RÓŻDŻKĘ – CO CHCIAŁABYŚ ZMIENIĆ NA STUDIACH NA BUDOWNICTWIE?
MIKOŁAJ: Mam kilka pomysłów na zmiany, choć większość jest raczej związana z wadami systemu edukacyjnego, niż konkretnie z moim kierunkiem.
Według mnie projekty są zbyt obszerne – jak już wspominałem przy 50 stronach obliczeń raczej mało kto sprawdza to dokładnie. Zawsze można też przyporządkować jednemu prowadzącemu jeszcze mniejszą liczbę studentów, przez to to zadanie stałoby się wykonalne. Pewnie wtedy znalazłby się czas na dokładne sprawdzanie wszystkiego i dyskusję ze studentami budownictwa. No, ale cóż – to dodatkowe koszty dla uczelni.
Oprócz tego, egzaminy i kolokwia częściej powinny być nastawione na wyszukiwanie informacji a nie zapamiętywanie. Czasem zdarzało się, że podczas kolokwium można było korzystać z norm albo literatury (raz nawet z internetu), ale przez małą ilość czasu. Przez to wszyscy i tak musieli się dobrze przygotować, żeby wiedzieć gdzie czego szukać, ale obyło się bez bezmyślnego kucia. Wydaje mi się, że taki sposób egzekwowania wiedzy jest bardziej praktyczny, niż uczenie się wszystkiego na pamięć. Wtedy dałoby się skupić na nauce tych najważniejszych rzeczy, które każdy powinien wiedzieć, bez zaglądania do książek.
Ucieszyłbym się, gdyby więcej projektów było wykonywanych w grupie. W końcu umiejętność pracy w zespole jest bardzo ważna.
Słyszałem, że na zagranicznych uczelniach często wykłady są nagrywane przez uczelnię i potem każdy można sobie ten wykład zobaczyć. To na pewno zwiększyłoby jakość kształcenia, bo wielu osobom ciężko się skoncentrować przez pełne 1,5h, a często jest tak, że gdy raz się ktoś ,,wyłączy” to potem ciężko załapać o co chodzi.
HD: Dziękuję za rozmowę.
Imię mojego rozmówcy zostało zmienione by zachować jego anonimowość.




Myślę, że tak 🙂
Cóż za wyczerpujący wywiad 🙂 chyba wszystko warto studiować jeśli jesteśmy pewni, że chcemy w tym kierunku iść w życiu 😉 Sęk w tym że mając 19 lat mało kto wie, w którym kierunku chce iść 😉
Ale z tego co widzę po znajomych po budownictwie, pracujących w zawodzie – to faktycznie fajny sposób na życie.
Dziękuję 🙂 I hmm – myślę, że mimo wszystko tutaj jest bardzo różnie – wydaje mi się, że są takie kierunki, gdzie np. lepiej pójść w stronę wielu kursów, stażów, praktyk i np wolontariatu, zamiast studiów 😉 Aczkolwiek to prawda, że mało kto to wie w tym wieku 🙂 Zresztą patrząc na zmieniający się rynek pracy itd, to całkiem możliwe, że wiele osób będzie wykonywało kilka różnych zawodów, zamiast tylko tego pierwszego wyuczonego na studiach.
Cieszę się, że Twoi znajomi po budownictwie tak sądzą – to w końcu najważniejsze by być zadowolonym ze swoich wyborów 🙂
Szczerze z tego co widzę to osoby wykonujące tylko jeden zawód są rzadkością, a nawet gdzieś czytałam że teraz to ta elastyczność zawodowa i posiadanie wielu różnych opcji decyduje o tym jak łatwo poradzimy sobie w życiu.. Ten wybór studiów na początku wydaje się taki ważny, a później okazuje się, że w ogóle nie tędy droga. Szkoda, że tego wszystkiego nie wiedziałam 15 lat temu 🙂
Dokładnie tak! A masz może gdzieś pod rękę ten artykuł o elastyczności zawodowej? Chętnie bym też przeczytała coś więcej 🙂
Jasne, że to nie najważniejszy wybór w naszym życiu, ale i tak myślę że ma dość duże znaczenie – gdy ja trafiłam na studia, które mnie nie interesowały, to patrząc z perspektywy czasu trochę to zachwiało moje poczucie własnej wartości itd 🙂
Też czasem żałuję, że pewnych rzeczy nie wiedziałam wcześniej 🙂
Ojoj, dawno to czytałam i nawet chyba w wersji papierowej. A z nietrafionymi studiami – znam to 🙂
Mam nadzieję, że uda mu się zbudować coś wspaniałego, z czego będzie dumny 🙂
Ja też mam taką nadzieję 😉 Trzymam za niego kciuki!
Dziękuję 🙂 I hmm – myślę, że mimo wszystko tutaj jest bardzo różnie – wydaje mi się, że są takie kierunki, gdzie np. lepiej pójść w stronę wielu kursów, stażów, praktyk i np wolontariatu, zamiast studiów 😉 Aczkolwiek to prawda, że mało kto to wie w tym wieku 🙂 Zresztą patrząc na zmieniający się rynek pracy itd, to całkiem możliwe, że wiele osób będzie wykonywało kilka różnych zawodów, zamiast tylko tego pierwszego wyuczonego na studiach.
Cieszę się, że Twoi znajomi po budownictwie tak sądzą – to w końcu najważniejsze by być zadowolonym ze swoich wyborów 🙂
Szczerze z tego co widzę to osoby wykonujące tylko jeden zawód są rzadkością, a nawet gdzieś czytałam że teraz to ta elastyczność zawodowa i posiadanie wielu różnych opcji decyduje o tym jak łatwo poradzimy sobie w życiu.. Ten wybór studiów na początku wydaje się taki ważny, a później okazuje się, że w ogóle nie tędy droga. Szkoda, że tego wszystkiego nie wiedziałam 15 lat temu 🙂
Ojoj, dawno to czytałam i nawet chyba w wersji papierowej. A z nietrafionymi studiami – znam to 🙂
Szczerze z tego co widzę to osoby wykonujące tylko jeden zawód są rzadkością, a nawet gdzieś czytałam że teraz to ta elastyczność zawodowa i posiadanie wielu różnych opcji decyduje o tym jak łatwo poradzimy sobie w życiu.. Ten wybór studiów na początku wydaje się taki ważny, a później okazuje się, że w ogóle nie tędy droga. Szkoda, że tego wszystkiego nie wiedziałam 15 lat temu 🙂
Ojoj, dawno to czytałam i nawet chyba w wersji papierowej. A z nietrafionymi studiami – znam to 🙂
Szczerze z tego co widzę to osoby wykonujące tylko jeden zawód są rzadkością, a nawet gdzieś czytałam że teraz to ta elastyczność zawodowa i posiadanie wielu różnych opcji decyduje o tym jak łatwo poradzimy sobie w życiu.. Ten wybór studiów na początku wydaje się taki ważny, a później okazuje się, że w ogóle nie tędy droga. Szkoda, że tego wszystkiego nie wiedziałam 15 lat temu 🙂
Ojoj, dawno to czytałam i nawet chyba w wersji papierowej. A z nietrafionymi studiami – znam to 🙂
To może i ja się wypowiem czy warto studiować budownictwo jestem 4 lata po więc jakieś doświadczenie mam.
Tutaj macie przykład studenta który do końca nie rozeznał się w tym co go czeka:
1. Praca w biurze równa się 10-12 godzin przy komputerze jak dobrze trafisz to może z 3500 wyciągniesz, ciągły stres, wydawanie dokumentacji przed jej ukończeniem, brak możliwości sprawdzenia czegoś drugi raz – do puki nie masz uprawnień budowlanych to spoko, jedyne co może Ci grozić to jakiś mały pozew cywilny z tytułu działania na szkodę firmy, ale to i tak nie najgorsze bo jak już masz te słynne uprawnienia każdy próbuje na tobie wymusić podpisanie się pod zazwyczaj nie do końca dopracowaną dokumentacją.
2. Praca na budowie podobnie przy braku uprawnień, tylko proces cywilny, tutaj płacowo do 5000 zł wyciągniesz (bez uprawnień) licz się z pracą 10 godzinną w zimę, w okresie letnim gdzie dzień dłuższy, a temperatury pozwalają na prowadzenie robót budowlanych, od 10 do 16 godzin. Trzeba pamiętać, że te 5000 to jeżeli jesteś naprawdę dobry jeżeli nie to siedzisz za biurkiem i robisz dokumentacje sprzedażową, budowę widzisz raz na miesiąc a na rękę wyciągasz ok 2500-3000, żeby być dobrym musisz po pierwsze mieć dużą wiedzę budowlaną, mieć jakiś tam staż, mieć zdolności do tego żeby opier…ć ludzi bez tego, daj sobie spokój pamiętaj o tym że ludzie nie chcą wykonywać poleceń, a do tego dochodzi młody wiek po studiach (każdy dobry kierownik budowy powie Ci że na budowie człowiek chamieje) ja po swoim pierwszym roku na budowie po powrocie do domu trzęsłem się jak gość z jakimś parkinsonem, później już to jakoś opanowałem :P,
Fakt cieszy to jak powstaje coś wielkiego lub gdy możesz zobaczyć zaprojektowany przez siebie obiekt, ale gdybym miał drugi raz wybierać nie wybrałbym się na budownictwo nigdy, teraz myślę nad zmianą branży i żałuje straconego czasu.
Przekwalifikować się możesz na każdą, jedynym plusem pracy w tej branży jest to (oczywiście nie wszyscy) że łapiesz fajne umiejętności miękkie, które jak wiadomo ciężko wyuczyć się na uczelni – wiadomo najpierw trzeba się pozbyć, przez jakiś czas chamstwa którego człowiek nabył przy okazji :D.
Pracę możesz zmienić na każdą, to jest też kolejna rzecz której człowiek się uczy na studiach wyszukiwanie informacji i w ogóle samego uczenia dzięki czemu wiadomo łatwo się przystosować.
Jeśli chodzi o dokumentacje to jeżeli twoim przełożonym jest inż. lub ktoś kto rozumie pracę obiektu/elementu to na to by nie pozwolił, żeby dokumentacja wyszła, gorzej jeżeli przełożonym jest osoba, która patrzy nie przez pryzmat tego, że coś się może zawalić i będzie trzeba naprawiać tylko przez pryzmat pieniędzy.
Dodatkowo w Polsce na projektowanie przeznacza się śmieszne pieniądze, czytałem gdzieś jakiś artykuł ( a może znajomy mi powiedział) że jest to ok 2-3% wartości, gdzie np. na zachodzie jest to 10-15% (ale nie mogę tego potwierdzić jakimś linkiem bo nie pamiętam skąd to wiem, liczb też nie jestem pewien) jak widać jest to nieporównywalnie więcej.
Jednak najbardziej co mnie denerwowało to chyba to, że osoba która produkuje coś tzn. powstaje obiekt np. jakiś budynek 20 piętrowy, bierze za to odpowiedzialność przy powsatawniu (ludzie nie przestrzegają przepisów BHP- coś się stanie odpowiada kierownik), obrabia stos dokumentów, nie śpi po nocach czas pracy od PN do ND i zarabia moim zdaniem drobne, bo 15 000 brutto (przy stażu ok 20 lat plus przeliczeniu ile wychodzi na godzinę) to drobne (przy późniejszym ciąganiu po sądach, a z tego co mi opowiadał mój starszy stażem kierownik, zdarza się często) nie warto, lepiej być np. informatykiem który bierze 20000 netto jak dobrze trafi, odpowiedzialność nieporównywalnie mniejsza i żyje sobie normalnie.
Piszę tylko dlatego tutaj żeby przestrzec ludzi przed błędem chyba, że ktoś lubi ciągłe rozjazdy z dala od rodziny, pieniądze które nie masz kiedy wydać i ogólne życie na walizkach.
To jego sprawa.
Pozdrawiam wszystkich studentów budownictwa, lepiej nie będzie.
Przekwalifikować się możesz na każdą, jedynym plusem pracy w tej branży jest to (oczywiście nie wszyscy) że łapiesz fajne umiejętności miękkie, które jak wiadomo ciężko wyuczyć się na uczelni – wiadomo najpierw trzeba się pozbyć, przez jakiś czas chamstwa którego człowiek nabył przy okazji :D.
Pracę możesz zmienić na każdą, to jest też kolejna rzecz której człowiek się uczy na studiach wyszukiwanie informacji i w ogóle samego uczenia dzięki czemu wiadomo łatwo się przystosować.
Jeśli chodzi o dokumentacje to jeżeli twoim przełożonym jest inż. lub ktoś kto rozumie pracę obiektu/elementu to na to by nie pozwolił, żeby dokumentacja wyszła, gorzej jeżeli przełożonym jest osoba, która patrzy nie przez pryzmat tego, że coś się może zawalić i będzie trzeba naprawiać tylko przez pryzmat pieniędzy.
Dodatkowo w Polsce na projektowanie przeznacza się śmieszne pieniądze, czytałem gdzieś jakiś artykuł ( a może znajomy mi powiedział) że jest to ok 2-3% wartości, gdzie np. na zachodzie jest to 10-15% (ale nie mogę tego potwierdzić jakimś linkiem bo nie pamiętam skąd to wiem, liczb też nie jestem pewien) jak widać jest to nieporównywalnie więcej.
Jednak najbardziej co mnie denerwowało to chyba to, że osoba która produkuje coś tzn. powstaje obiekt np. jakiś budynek 20 piętrowy, bierze za to odpowiedzialność przy powsatawniu (ludzie nie przestrzegają przepisów BHP- coś się stanie odpowiada kierownik), obrabia stos dokumentów, nie śpi po nocach czas pracy od PN do ND i zarabia moim zdaniem drobne, bo 15 000 brutto (przy stażu ok 20 lat plus przeliczeniu ile wychodzi na godzinę) to drobne (przy późniejszym ciąganiu po sądach, a z tego co mi opowiadał mój starszy stażem kierownik, zdarza się często) nie warto, lepiej być np. informatykiem który bierze 20000 netto jak dobrze trafi, odpowiedzialność nieporównywalnie mniejsza i żyje sobie normalnie.
Piszę tylko dlatego tutaj żeby przestrzec ludzi przed błędem chyba, że ktoś lubi ciągłe rozjazdy z dala od rodziny, pieniądze które nie masz kiedy wydać i ogólne życie na walizkach.
To jego sprawa.
Pozdrawiam wszystkich studentów budownictwa, lepiej nie będzie.
Witam serdecznie. Jestem absolwentem jednej z większych politechnik w Polsce. Pracuję od 4 lat w jednym z największych biur projektowych przy dużych, odpowiedzialnych projektach. Chętnie odpowiem na wszelkie pytania. Zacznę jednak od tego, że powyższy artykuł-wywiad jest mocno tendencyjny, kłamliwy, a przede wszystkim jakim prawem robicie wywiad na temat zawodu ze studentem, który nigdy nie pracował w tym zawodzie? Z całym szacunkiem, ale on nie wie kompletnie nic o tym na czym dokładnie polega praca w tym zawodzie, co widać nie tylko w tym co mówi, ale też w sposobie w jakim o tym mówi. Powiem tyle: jeśli dla kolegi studia były/są ciężkie to życzę powodzenia tam, gdzie ciężko to dopiero będzie, czyli w rzeczywistości, w życiu. Wszystkich studentów budownictwa oraz młodzież, która przez chwilę choćby pomyślała o pójściu na ten kierunek (i jemu podobne jak architektura, czy inż. środowiska) polecam najpierw lekturę na forum konstruktorów: http://www.konstruktorbudowlany.fora.pl/ostrzezenia,21/praca-po-politechnice_nadprodukcja-inzynierow,4914-300.html
Obecnie na rynku jest nadmiar inżynierów budownictwa – już w tej chwili jest nas ok. 5x za dużo, a przecież w produkcji są kolejne roczniki… Praca jest odpowiedzialna, a zarobki niewspółmierne do tej odpowiedzialności. Dość rzec, że kierowca ciężarówki dziś to 6-7k zł netto, zbrojarz na dużej budowie w Warszawie 8k netto. Majstry od wykończeniówki na własnej działalności nawet do 10k netto jeśli zaiwaniają z robotą. Programiści zaczynają od 4,5k netto, a w dużych miastach w korpo po kilku latach poniżej 10k nie schodzą. Hydraulik, dźwigowy, operator CNC, montażysta – kto z nich dziś poniżej 4k na rękę kiwnie palcem? Nikt. A asystent projektanta po 5 latach niełatwych studiów inżynierskich? 2k netto – wymęczone poszukiwaniami, bo samo nie przyjdzie. Po kilku latach pracy niewielka podwyżka do 3k netto i tyle. Ściana. Więcej można zarobić jako inżynier budowy, ale do tego stanowiska trzeba mieć charakter, który ma 1/10 absolwentów – myślisz że jesteś wśród nich – taa jasne. Lecimy dalej:
„99% osób idących na studia nie ma bladego pojęcia w co się pakują.
Myślą, że jakoś to będzie, a prawda jest taka że na produkcji w
pierwszej lepszej fabryce zarobią więcej niż asystent architekta, czy
asystent projektanta konstrukcji. Dopiero w trakcie studiów część osób
zaczyna przejrzewać na oczy. Po co człowiek idzie do pracy? Żeby zarobić
na chleb – w 99% przypadków. 1% wyjątków to artyści, może sportowcy
itp. Więc po co? Po kiego grzyba się pchać w studia? Teraz jest takie
zatrzęsienie absolwentów na rynku, że inżynierów już w tej chwili
wystarczy na 20-30 lat! A czekają kolejne roczniki frajerów oszukanych
przez system, rodziców (bo jak to tak nie iść na studia), nauczycieli
(wiadomo – ich praca), czy dziennikarzy, którzy nie mają pojęcia o czym
piszą. 5 lat studiów – kupa kasy wydana, a po studiach 2k netto….
często przez kilka pierwszych lat. A praca odpowiedzialna i ciężka.
Klient wybrzydza, konkurencja na rynku gigantyczna! Po co wam to
ludzie!? Zmarnowane 5 lat i pieniądze, zamiast po gimnazjum uczyć się
już zawodu i po maturze od razu zacząć pracować za 4k netto jako np.
hydraulik, wykończeniowiec itp. Po kilku latach, gdy wasi rówieśnicy
będą kończyć studia i będą goli bez kasy, Wy mądrzejsi będziecie już
mieć konkretne oszczędności, a mając już doświadczenie i umiejętności
będziecie fachowcami. 5-6k netto na luzie, bez żadnych nadgodzin! W
dodatku bez męczenia oczu przed monitorem i pleców ciągłym siedzeniem!
Ja każdego dnia klnę, że poszedłem za tłumem na studia…. Jeszcze żeby
inny kierunek, np. automatyka, elektronika, czy programowanie – ciężkie
studia i praca tak samo jak inżynieria, ale kasa przynajmniej podobna
jak robol, czyli 6-7k netto, a dla najlepszych i więcej. Z kolei
rysownik autocadowy po budownictwie startuje od 2k netto, a
odpowiedzialność bardzo duża. Po kilku latach max 3-3,5k netto i
trafiasz na ścianę jeśli chodzi o zarobki – koniec. Totalne dno te
zawody. Zrujnowane przez nadprodukcję absolwentów i ogromną konkurencję
na rynku. Kierunki budownictwo, architektura, inżynieria środowiska –
omijać szerokim łukiem. Generalnie studia bym omijał szerokim łukiem i
wziął się za robotę, a najlepiej własną działalność. Jeśli już ktoś jest
taki kumaty, że czuje potrzebę się kształcić to automatyka,
elektronika, programowanie, mechatronika. Na pewno nic związanego z
dziadostwem jakim jest budowlanka…”
Budownictwo to dno i sześć metrów mułu. Praca dla buraków, którym odpowiada użeranie się z ludźmi, brak rozwoju, niskie płace i ciągły pośpiech. Absolutnie wszystkie branże z sektora prywatnego, od IT, przez logistykę, produkcję, marketing, finanse, bankowość płacą lepiej i masz większą liczbę firm na rynku, przez co jest większa mobilność pracowników – najnormalniej w świecie jest gdzie się przenieść i spróbować czegoś nowego, jeśli coś nie pasuje.
W budownictwie w Warszawie po pewnym czasie odkryjesz, że wszyscy się znają, a słyszałem też o takich przypadkach, że komuś zablokowali rekrutację w innej firmie bo się kierownictwo tych firm między sobą dogadało! Traktowanie jak pańszczyźnianego parobka.
Brak szkoleń, brak rozwoju, ciężka atmosfera, stanie w miejscu i poczucie, że cały świat idzie do przodu tylko nie ta branża.
Po 5 latach w zawodzie rzucam to w cholerę i wyjeżdżam, bo lubię to co robię ale chcę to robić w godnych warunkach i za godne pieniądze. W miejscu gdzie się mnie szanuje. Tutaj zmęczyło mnie ciągłe dowiadywanie się zewsząd, że zarabiam najmniej spośród wszystkich moich znajomych, nawet klepacze Excela z kilkuletnim doświadczeniem w BPO, więc pora powiedzieć stop!
„dla buraków” – wiesz, pracuję w branży od 10 lat i aż napiszę odpowiedź na ten komentarz. Tymi burakami stajemy się dopiero, gdy idziemy do pracy w tym zawodzie, bo wymusza to środowisko pracy. Niestety tutaj nie da się piąć do przodu bez bycia przysłowiowym ch****m, ale to nie jest wina nas tylko katastrofalnej sytuacji na rynku. Kiedy wśród robotników występuje brak rąk do pracy, płace ciągle rosną, a pracodawca musi odnosić się do kandydatów na robotników z coraz większym szacunkiem, to wśród inżynierów trend jest odwrotny – jest nas coraz więcej, więc konkurencja między nami nieustannie rośnie i wszystkie tego konsekwencje: walka ze współpracownikami, podkładanie sobie kłód, okropna atmosfera w pracy, wyzwiska przez telefon, maile z groźbami, kary finansowe – na to wszystko trzeba się uodpornić więc każdy kto chce dać radę po prosu musi mieć twardą d***ę i samemu stać się chamem. Oczywiście na studiach wyglądało to zupełnie inaczej i nie tak miało być…. Ja żałuję, że wybrałem ten kierunek każdego dnia pracy…. Ta branża to patologia w czystej postaci. Pracowałem już w biurze kilka lat i na budowie kilka lat. Wiem co mówię. W mojej rodzinie i wśród znajomych, gdyby komuś przyszedł do głowy pomysł, żeby iść na budownictwo to chyba wziąłbym pałę i siłą wybił z zakutego tępego łba. Młody człowiek nie ma pojęcia w co się pakuje. Jak widać po powyższym artykule nawet na finiszu studiów nadal nie ma bladego pojęcia na czym polega ten zawód. Proponuję zrobić wywiad z losowo wybranym inżynierem, który pracuje przynajmniej 4-5 lat w zawodzie, zarówno z biura projektowego jak i z budowy. Ale wywiad anonimowy, bo przecież pod własnym nazwiskiem nikt nie pochwali się, że ma szefa chama, że zarabia 2500 netto po ciężkich studiach, że w pracy się nie układa, że ciągły stres, że inż. bud. jest traktowany przez klienta jak śmieć, a architekt jak święta krowa. Że inż. bud. to taki tępy kalkulator, który ma się zgodzić na wszystko co od niego chcą, że ma podpisać każdy temat, mimo noszenia znamion wynaturzenia. Wiele mógłbym opowiedzieć na temat patologii jaką jest ten zawód. Jeśli ktoś chce jest gotów poopowiadać trochę o konkretnych historiach z moich projektów. Byłem asystentem projektanta na jednych z największych inwestycji w Polsce, jak i projektowałem domy, byłem na budowach bloków mieszkalnych, koordynowałem biuro-budowa. Swoje liznąłem w tym zawodzie. Mam co opowiadać, ale ostrzegam że włos się jeży na niektóre sytuacje, z jakimi musiałem się zmagać. Od niemożliwych do spełnienia konstrukcji zaproponowanych przez wybujałego architekta do spraw sądowych, kar finansowych itd. Osobiście nie wyobrażam sobie jak młody licealista może w ogóle myśleć o wyborze tego kierunku, kiedy brakuje na rynku setek tysięcy programistów, którzy startują od 4-5 tysięcy zł na rękę. Jest sporo kierunków inżynierskich „nietypowych” i jeszcze w miarę niszowych, które można wybrać, naprawdę nie rozumiem czemu ludzie idą na budownictwo. Owszem studia są spoko i wcale nie są ciężkie. Jeśli dla kogoś są ciężkie studia to uważam, że w pracy będzie tylko ciężej z powodu ogromnej konkurencji. Bez kitu, wszystko tylko nie budo…
Budownictwo to bezapelacyjnie najwieksze dno i łajno w jakie można wdepnąć wybierając dzisiaj studia. Jest już dzisiaj w internecie wystarczająco dużo komentarzy absolwentów na ten temat i praktycznie 98% to nie tyle negatywne, co po prostu komentarze ludzi całkowicie załamanych. Bo i załamanie to nic dziwnego jak sie widzi co dostało się w zamian po 5 latach przerypanych studiów.
Ja poniżej wkleje swój post z jednego z forów, gdzie mniej wiecej opisałem jak to widze, ale w skrócie polecam zadać sobie proste pytanie – Po co idziesz na 5 lat na prawde przerypanych i czaso oraz energochłonnych studiów? Czy po to, zeby pozniej zarabiać godziwe pieniadze, pracować w ludzkich warunkach będąc otoczonym ludzmi na pewnym poziomie? Bo w budownictwie dostaniesz totalne przeciwieństwo tego.
Po 5 latach (przy dobrym wietrze) totalnego zap… na studiach, w nagrodę bedziesz pozniej srał w śmierdzącym, plastikowym ToiToiu, twoim biurem będzie metalowa buda dla psa, stał po kolana w błocie w deszczu, gradzie i śniegu, siedział już w pracy kiedy inni dopiero do niej wstają i wychodził z pracy, kiedy inni już dawno siedzą przed telewizorem, albo w pubie, zarabiał w przeliczeniu na godzinę tyle co mają w supermarkecie na kasie (albo gorzej), a twoimi „kolegami” z pracy będą najczesciej menele co z trudem skonczyli szkołę podstawową i poszli na budowę, bo nigdzie indziej ich już nie chcą. Czy po to idziesz na 5 lat tak trudnych studiów?
Oto moj post, o ktorym wspomnialem wyzej – https://polwro.pl/t,opinia-o-budownictwie-na-pwr-o-branzy-absolwent-radzi,24158 – mój nick w tej dyskusji to Rumcajs997.
Trzymajcie sie JAK NAJDALEJ od tego łajna.