wycieczka do sztokholmu - skansen

Wycieczka do Sztokholmu – 10 rzeczy, którymi zaskoczyła mnie stolica Szwecji cz. 1

Sztokholm to piękne miasto, które nieźle mnie zaskoczyło. Co prawda jadąc tam na te parę dni zrobiłam mały research pod kątem muzeów i innych miejsc wartych odwiedzenia, ale raz, że nie spodziewałam się ich tak wielu, a dwa, że zaskoczeń z elementów poza-turystyczne też się trochę nazbierało. Poniżej kilka z nich, enjoy!

Co mnie zaskoczyło w Sztokholmie?

1. ZAZWYCZAJ ONLY CARDS, NO CASH

Wcześniej słyszałam już, że Skandynawia jest wyjątkowo bezgotówkowa, ale zupełnie nie spodziewałam się, że często oznacza to… zupełny brak możliwości zapłacenia gotówką. Nie, że w mniejszych sklepikach może być problem, nie, że czasem pojawi się kartka „only cards”, tylko spokojnie tak w 95% odwiedzonych miejsc jedyną formą płatności była karta. I to zazwyczaj bez wcześniejszego uprzedzenia o tym, tylko dowiadujesz się, że nie ma takiej opcji już przy kasie. Nasz hotel też nawet nie miał „fizycznej” recepcji. Do zameldowania się służyły jedynie ekrany, gdzie robiło się to samodzielnie. W przypadku potrzeby pomocy zawsze można zawołać panią z restauracji tuż obok, której jednak „core działalności” była obsługa gastronomii.

Moja opinia? Nie jestem całkiem przekonana do całkiem bezgotówkowych rozwiązań. I mówię to jako osoba, która w 99,9% płaci kartą. Jednak zawsze może być jakaś awaria, nawet jeśli nie po stronie sklepu, to banku, a w czasach katastrofy klimatycznej, ekstremalne zjawiska pogodowe mogą powodować przerwy w dostawie prądu.

Poza tym wcześniej hotel musiał zapłacić osobno recepcjoniście i osobno kelnerowi, a teraz jedna osoba wykonuje pracę tych dwóch, więc firma ma mniejsze koszty – jednak najczęściej dla klienta końcowego cena się nie zmienia i biznes po prostu ma większy zysk.

2. ZAMYKANE ŚMIETNIKI

W centrum spotkałam się z wielkimi koszami, otwieranymi na nacisk dźwigni stopą – podobnie jak u nas niektóre pojemniki na używaną odzież. Przez to jak coś przypadkiem wrzucisz, to możesz się już z tym pożegnać na amen. Z drugiej strony ma to wiele plusów, bo w przypadku nadmiaru śmieci, nie wypadają one na ulice, walając się wszędzie, nie ma też z nich nieprzyjemnego zapachu. Dodatkowo szczury mają utrudnioną robotę, żeby się do tego dostać, więc domyślam się, że wpływa to też na populację gryzoni w mieście.

3. BRAK ŻEBRAKÓW

Jak wyżej napisałam – zamykane śmietniki w centrum Sztokholmu powodują, że nie ma osób w nich grzebiących w poszukiwaniu puszek czy jedzenia. Z kolei brak gotówki przekłada się na mało osób żebrzących na ulicach – bo po co to robić, skoro ludzie nawet jakby chcieli coś wrzucić, to i tak mają przy sobie tylko karty / telefony. W związku z tym przez te kilka dni pobytu zaobserwowałam może z 2 żebraków? Jak na tak duże miasto – byłam pod wrażeniem!

4. WC ZAMYKANE KLAMKĄ DO GÓRY

Tym razem bardziej przyziemny temat – wc! Być może nie jestem specjalnie „światowa”, ale wcześniej nie spotkałam się z tym, żeby drzwi blokowało się poprzez przesunięcie klamki do góry. I tak jak otwiera się przesuwając w dół, tak przy zamykaniu przesuwasz w górę. Bardzo intuicyjne i zapewne dla dzieci albo osób z ograniczeniem ruchu dużo wygodniejsze niż obracanie kluczyka, gałki, przesuwki. No i można to zrobić nawet łokciem, więc w przypadku choroby jak znalazł!

5. TOALETY KOEDUKACYJNE

A skoro już jesteśmy przy WC – masa toalet była koedukacyjna. Teoretycznie to plus, zwłaszcza dla rodziców z dziećmi, powinno rozładować nadmierne kolejki do damskiej łazienki, gdy w męskiej pusto. W praktyce? Czasem działało, ale czasem miałam wrażenie, że to tylko taki „wytrych”, który pozwala obiektowi ograniczyć ilość WC. Co mam na myśli? To, że normalnie byłyby 2 wc damskie oraz 2 wc męskie, a w przypadku toalet koedukacyjnych stawiano po prostu 2 koedukacyjne. Wystarczy awaria jednej i już tak kolorowo nie jest. Choć przyznaję, że nie wszędzie tak było, może po prostu trafiliśmy w kilka takich miejsc.

Co mnie zaskoczyło w Sztokholmie – podsumowanie

I na dziś to by było tyle – trochę się tych zaskoczeń nazbierało, a na kolejną część zapraszam już wkrótce. Jeśli ktoś z czytelników niniejszego wpisu też miał okazję odwiedzić to piękne miasto, to bardzo poznam więcej „zaskoczeń”, bo jednak te parę dni to dość mało. Z drugiej strony – wystarczająco by się zakochać! Na dowód poniżej wrzucam parę amatorskich ujęć.

wycieczka do sztokholmu - sztokholmskie uliczki