Head Divided - autor - Dominika - Ogrody Goczałkowice

Czego nauczyły mnie źle wybrane studia?

Pierwsze studia nie były moim najlepszym wyborem.  Dopóki nie zrezygnowałam pod koniec drugiego semestru to „nieco” się namęczyłam. Czułam się obco na uczelni, widząc, że nie pasuję do tego miejsca, a rozterki „i co dalej” często do mnie zaglądały. Egzaminy i kolokwia zdawałam na typowym farcie i ogółem mogę powiedzieć, że ta lekcja kosztowała mnie trochę zdrowia psychicznego. Jednak w myśl zasady „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”, postanowiłam znaleźć w tym wszystkim dobre strony i opowiedzieć, czego mnie nauczyły źle wybrane studia.

CZEGO NAUCZYŁY MNIE ŹLE WYBRANE STUDIA?

1. DOWIEDZIAŁAM SIĘ, CZEGO NA PEWNO NIE CHCĘ ROBIĆ

Na studia szłam jeszcze niepewna tego, co chcę robić w przyszłości, ale myślałam, że przynajmniej będzie fajnie. Tymczasem, gdy już je rozpoczęłam, okazało się, że to totalnie nie moja bajka. Jedne ćwiczenia, drugie, trzecie, a ja nadal czułam się nie na miejscu, a przecież to była podstawa do ewentualnego przyszłego zawodu! Co więcej, nie chodzi mi już tutaj nawet  o nieradzenie sobie na matematyce. Dużo ważniejszy był fakt, że wykłady mnie nudziły tak okrutnie, że już jakoś w pod koniec listopada przestałam na nie chodzić. Co prowadzi do kolejnego punktu, czyli….

2. CIEKAWOŚĆ TO PODSTAWA NAUKI

Ciężko uczy się, gdy coś mnie w ogóle nie interesuje. Wtedy raz, że mało nie wchodzi do głowy (bo mózg uznaje to za nieistotne informacje), a dwa, że muszę poświęcić na naukę dwa razy więcej czasu. Oczywiście wiem, że nie zawsze będę miała ten komfort uczenia się samych ciekawych rzeczy – w końcu np. kwestie podatkowe same do głowy nie wejdą. Jednak jakbym miała porównać nudne rzeczy na pedagogice lub oligofrenopedagogice, a ekonomii, to te pierwsze wchodzą mi do głowy zdecydowanie lepiej. Nie mówiąc już nawet o tym, że gdy wiesz, ze masz do nauki tylko i wyłącznie nieciekawy materiał, to samo zmotywowanie się do tego by przysiąść do nauki,jest jak wejście na Mount Everest.

3. SĄ RZECZY, KTÓRYCH NIE JESTEM W STANIE PRZEJŚĆ

W internetach już od dawna można znaleźć motywujące grafiki z napisem „Możesz wszystko”. Tylko wiesz co? To bujda, przynajmniej dla mnie. Na ekonomii przekonałam się, że są rzeczy, które są niewykonalne, po prostu zapłaciłabym za nie zbyt wysoką cenę. Dlatego to był dla mnie pierwszy krok w stronę nauki odpuszczania i cieszenia się z każdej trói na szynach.

czego nauczyły mnie źle wybrane studia - notatnik, granatowo biała sukienka i pomarańcze

4. WYKŁADY SĄ JEDNAK WAŻNE

To lekcja, którą wyciągnęłam już dużo, dużo po czasie. Jak pisałam wyżej, na pierwszych studiach wykłady olałam już jakoś w listopadzie. Przez to potem, do sesji, musiałam bardzo szybko przyswoić wszystko. A dam głowę, że łatwiej by mi z tym było gdybym jednak chodziła na wykłady i piąte przez dziesiąte już kojarzyła. Jednak wtedy jeszcze dojeżdżałam na uczelnię. To sprawiło, że jak sobie myślałam, że mam jechać 3h (już w obie strony) tylko na same wykłady, to zdecydowanie mi się odechciewało. Z drugiej strony miałam przez to więcej czasu i byłam bogatsza o jeden dzień więcej w tygodniu, w którym nie załamuję się swoim życiem. Za to obecnie, na pedagogice i oligo, jeżeli mam taką możliwość, to staram się chodzić na wykłady. Później faktycznie jest przez to potem w sesji nieco łatwiej.

5. LEPIEJ POZNAŁAM SIEBIE

To na pierwszych studiach uświadomiłam sobie, że długie dojazdy w okolice zakorkowanego miasta zdecydowanie mi nie pasują. Po prostu ten tłok mnie wykańcza. Jestem introwertykiem i potrzebuję dla siebie trochę przestrzeni, a czasem, gdy jest bardzo źle, schowania się w swojej samotni. Dlatego tak bardzo cenię akademik blisko uczelni na moich obecnych studiach.

Poza tym, przez całe życie myślałam, że jestem człowiekiem stresem niezależnie od sytuacji (serio, potrafię stresować się byle głupotą). Tymczasem na ekonomii okazało się, że nie do końca – wystarczy, że mi na czymś nie zależy i tylko wchodzę, podpisuję się i wychodzę. Wtedy poziom stresu tylko nieznacznie wzrasta.

6. WE WSZYSTKIM MOŻNA ZNALEŹĆ DOBRE STRONY

W tej całej beznadziei, moimi dobrymi stronami były przede wszystkim języki – angielski i włoski. Pamiętam, że trafiłam na fantastyczną panią od angielskiego. To właśnie na jej zajęciach słuchaliśmy przemowy Steve’a Jobsa. Raz nawet robiliśmy w grupach Marshmallow Challenge! Natomiast na włoskim, w ciągu jednego roku nauczyłam się więcej, niż przez trzy lata w liceum. Tak więc, jeżeli miałabym czegoś żałować, to byłby to właśnie ten włoski, którego potem nie miałam szans kontynuować i tak sobie jego resztki gdzieś wegetują w mojej głowie.

Drugą dobrą stroną byli sympatyczni ludzie. Z jedną osobą do dziś utrzymuję kontakty. I choć ciężko nam się spotkać przez różne miasta studiowania, to i tak jakoś dajemy radę. Wszystko dzięki pomocy Messengera w ciągu roku, a potem w wakacje nadrabiamy zaległości.

CZEGO NAUCZYŁY MNIE ŹLE WYBRANE STUDIA?

Trochę powspominałam, trochę pomarudziłam i przy pisaniu tego, uświadomiłam sobie, jak wdzięczna jestem ludziom, którzy mnie w tamtym okresie wspierali. Wiem, że musiałam być nieznośna z moimi załamkami i kryzysami. Dlatego jeżeli to czytacie – dziękuję! Jednocześnie, cieszę się, że ten okres jest już za mną, bo choć te źle wybrane studia nauczyły mnie paru rzeczy, to i tak zdecydowanie nie chciałabym tam wrócić. To też zachęta dla tych, którzy zastanawiają się nad rzuceniem studiów – jak widać jeden zły wybór to nie koniec świata, a i kilka plusów się znalazło.