O tym, jak zapragnęłam zwiedzić Czarnobyl

Czarnobyl. To słowo chyba większości kojarzy się z grozą, strachem, niewidocznym zabójcą. Katastrofa w elektrowni atomowej skaziła tamte tereny, zmuszając tysiące ludzi do porzucenia na zawsze swoich domów, mieszkań i wszystkiego, co znali. Prawdziwa tragedia, o której niewiele się mówi na lekcjach historii. Dlaczego więc ostatnio zapragnęłam zwiedzić Czarnobyl? Odpowiedź jest prosta – to wszystko dzięki genialnemu miniserialowi HBO o takim samym tytule.

POCZĄTKOWE OBAWY

Na początku miałam obawy, czy taki serial może mi się w ogóle spodobać. „W końcu pewnie będzie tam sporo drastycznych scen, cierpienia itp.”- myślałam, nie chcąc, aby później po nocach śniły się koszmary.  Jednak ciekawość okazała się silniejsza, więc włączyłam pierwszy odcinek. I w tym miejscu totalnie przepadłam.

SERIAL CZARNOBYL – PORAŻAJĄCO DOBRY

Praktycznie od pierwszej minuty „Czarnobyl” wciąga, intryguje, ciekawi. Klimat grozy jest niesamowity, zwłaszcza, gdy widzimy jak władze próbują zapobiec panice, nie ujawniając ważnych informacji zwykłym obywatelom, podczas gdy my, widzowie już wiemy, że należałoby się ewakuować. I to szybko.  Tak samo zdjęcia, krajobraz, muzyka, aktorstwo – tutaj po prostu nie ma się do czego przyczepić. I choć serial ma tylko 5 odcinków, to i tak zmieszczono tam tyle wątków, że głowa mała!

„CZARNOBYL” – O CZYM OPOWIADA?

Myślę, że nikomu nie trzeba tłumaczyć, że dzięki serialowi poznajemy sfabularyzowaną (a więc pamiętajcie, że nie w 100% autentyczną!), wersję tego, co wydarzyło się w 1986 roku w Czarnobylu. Poznajemy historię strażaka, który jest zaangażowany w gaszenie pożaru oraz doświadczamy cierpienia wraz z jego żoną. Widzimy wszystko też z perspektywy młodego żołnierza, górników, wysoko postawionych partyjnych działaczy, fizyków. Słuchamy relacji pracowników elektrowni w Czarnobylu, którzy tego feralnego dnia mieli nocną zmianę. Razem z bohaterami przeżywamy, próbujemy zrozumieć, poddajemy się refleksji, a po napisach końcowych – chcemy wiedzieć więcej i więcej.

OD SERIALU DO CHĘCI PODRÓŻY

I to jest moim zdaniem wyznacznik naprawdę dobrej produkcji: kiedy po zakończeniu jeszcze trwasz w tym świecie i chcesz poznać więcej informacji z tego zakresu. Szukasz, przekopujesz internety, oglądasz inne filmy i filmiki. Próbujesz dowiedzieć się co jest prawdą, a co fikcją. Czytasz książki, blogi, relacje, a czasem na końcu (gdy dotyczy to miejsca rzeczywistego) okazuje się, że pragniesz tam pojechać i zobaczyć to wszystko na własną rękę. Samemu doświadczyć tego klimatu, wczuć się w uciekających stamtąd ludzi i ich niepokój oraz poszerzyć wiedzę.

MAGIA OPOWIEŚCI (I SERIALI TEŻ!)

I tak właśnie od zwykłego, pięcioodcinkowego serialu z internetów powstało pragnienie: zwiedzić Czarnobyl. Zaskoczeni? Wątpię. W końcu już od dawna wiadomo, że opowiadanie historii w połączeniu z emocjami, jest tym, co najlepiej przyciąga ludzi. Wystarczy zmienić zwykły most w „Most Zakochanych” z kłódkami i piękną historią w tle, aby wkrótce pojawiało się przy nim więcej osób. Pierogi najchętniej kupimy w knajpce „Jak u babci”, gdzie właścicielka opowiada jak tajemny przepis był przekazywany w jej rodzinie z pokolenia na pokolenie, mimo licznych przeciwności losu. Ot, magia opowieści.

O TYM, JAK ZAPRAGNĘŁAM ZWIEDZIĆ CZARNOBYL – PODSUMOWANIE

Dlatego właśnie, ulegając tej magii , zapragnęłam  kiedyś zwiedzić Czarnobyl.  Co prawda pewnie w najbliższym czasie się to nie uda, ale wierzę, że w przyszłości już tak. W każdym razie –  na listę wpisane. Natomiast Wam z całego serduszka polecam obejrzeć „Czarnobyl”. Trzyma poziom od pierwszego do ostatniego podcinka, nasuwa wiele refleksji, a klimat i intrygujący bohaterowie mocno wciągają. Zdecydowanie warto.


Zdjęcie tytułowe: https://stocksnap.io/photo/D2XCIDWYPK