piękne dmuchawce wiosną - do posta: etapy pisania pracy licencjatu

Od euforii do załamania, czyli 12 etapów pisania licencjatu, przez które przechodzi każdy student

„Pisanie pracy licencjackiej” – chyba nie znam studenta, który ucieszyłby się, słysząc te słowa. I nic dziwnego, bo pisanie pracy dyplomowej często kojarzy się z mozolnym wysiłkiem i godzinami spędzonymi przed komputerem. Jednak są też dobre strony  jak duma, gdy skończysz, zadowolenie, kiedy promotor pochwali, czy też to, że można się wspólnie pośmiać np. czytając ten post.

ETAPY PISANIA LICENCJATU, PRZEZ KTÓRE PRZECHODZI KAŻDY STUDENT

1. EUFORIA i WIARA W SIEBIE

Na seminarium z promotorem określasz wszystkie rzeczy potrzebne w metodologii – cel i przedmiot badań, problemy badawcze, hipotezy, wskaźniki i zmienne, metody i techniki, narzędzie badawcze. Następnie tworzysz spis treści i już wiesz mniej więcej, jak to ma wyglądać. Później szukasz literatury, kserujesz treści i segregujesz wszystkie materiały. Żeby było łatwiej, zaczynasz pisanie od metodologii i już po paru dniach masz cały rozdział. Jesteś zmotywowany, nastawiony na cel, kreatywny, zaangażowany, pełen zapału, niczym pracownik, którego korpo opisują w ofertach pracy. Krótko mówiąc – idziesz jak burza.

2. ZNIECHĘCENIE

Następnie bierzesz się za teorię, ale tutaj zaczynają się schody. Nie wiesz jak zgrabnie zacząć i masz powoli dość tego, że kserówki z biblioteki zajmują całą podłogę / pulpit na komputerze. Okazuje się, że składanie tekstu, który będzie brzmiał bardziej inteligentnie niż „Kali jeść, Kali spać” zajmuje więcej czasu, niż się spodziewałeś. Przecież napisałeś 3 strony w jeden dzień, a końca dalej nie widać!

3. MONOTONIA

Zakreślacze wyczerpały się od zaznaczania ważnych fragmentów. Piszesz dalej. Bliscy zaczynają chodzić po notatkach, które pokryły podłogę w całości. Piszesz dalej. Wszystko rozprasza. Piszesz dalej.  Stosik brudnych talerzy i kubków obok laptopa rośnie. Piszesz dalej. W końcu idziesz do sklepu po kolejne zakreślacze.

4. WYPARCIE

Masz dość. Mówisz sobie, że przecież masz jeszcze czas i nic się nie stanie jak obejrzysz teraz odcinek serialu. Z odcinka robią się dwa, z dwóch odcinków cały sezon, a z sezonu kilka sezonów. W międzyczasie cały czas wypierasz, to, że masz licencjat do napisania.

5. STRACH

„Aaaa, deadline tuż, tuż!” – orientujesz się wkrótce. I to nieważne, czy deadline narzuca promotor, czy ty, ale zdajesz sobie sprawę, że jak teraz nie weźmiesz się za robotę to mogiła. I znów – seriale, social media i inne rozpraszacze idą w odstawkę i pełen motywacji siadasz do roboty. Wstajesz o świcie, wcinasz coś lekkiego na śniadanie i piszesz licencjat. Przerwa na siku. Piszesz licencjat. Przerwa na obiad z mikrofalówki. Piszesz licencjat. Przerwa na kolację. Piszesz licencjat. W końcu idziesz spać. I tak działasz, do czas aż…

6. DUMA

…kolejny rozdział jest gotowy i z dumą posyłasz go promotorowi! Jesteś z siebie naprawdę zadowolony, wiesz, że wykonałeś kawał dobrej roboty. W końcu w tym małym pliku jest Twoja krew, pot i łzy! Czujesz, że możesz podbić świat. Teraz to już tylko napisać resztę, potem obrona, następnie magisterka, doktorat, profesura. Nadchodzę!

7. ZAŁAMANIE

Dostajesz maila z poprawkami od promotora. Okazuje się, że ogółem jest całkiem okej, dość merytorycznie, ale to trzeba zmienić, to inaczej sformułować, takich wyrażeń nie używamy itd. Poprawiasz przypisy, nowy rozdział od nowej strony, tytuł rozdziału inaczej, poprawiasz literówki, usuwasz podwójne spacje itd. Euforia opada. Doktorat sobie jednak odpuścimy.

8. DEZORIENTACJA

Bierzesz się za pisanie kolejnego rozdziału z prezentacją i omówieniem badań. Jeżeli narzędziem była ankieta, to analizujesz odpowiedzi i co tu ukrywać – podczas ich czytania przeżywasz niezły szok. Serio, kreatywność ludzi podczas wypełniania ankiet nie przestaje mnie zadziwiać. Jeszcze śmieszniej jest, jak ktoś wpierw deklaruje jedno, a potem pisze coś zupełnie innego i zastanawiasz się jak to ładnie ująć w tekście. Jednocześnie podczas analizy stajesz się mistrzem excela z segregowaniu, a pisanie idzie szybciutko.

9. WRACA EUFORIA

Już widzisz koniec pracy. Jeszcze trochę, troszeczkę, odrobinę pisania i już zaraz, za minutę będzie gotowe. Wraca euforia. Czujesz się królem świata, bo już prawie pokonałeś licencjat! Nadchodzę obrono, Zgredek jest wolnym skrzatem!

10. PONOWNE ZAŁAMANIE

Ehh, dostajesz maila od promotora. Zgredek jednak nie jest wolnym skrzatem. Znowu jest tyle poprawek do wprowadzenia! To przypisy nie tak, tu kursywa, tam w cudzysłowie, podwójne spacje, literówki. Co więcej – zdarza się, że to co już zatwierdzone od wieków, nagle okazuje się jednak do zmiany. A było już tak blisko!

11. NIE MOGĘ JUŻ NA TO PATRZEĆ!

Masz już serdecznie dość pisania licencjatu. Nie umiesz już na to patrzeć. Myjesz okna, robisz generalne porządki i dwudaniowy obiad z deserem dla rodziny – wszystko, żeby tylko zająć się czymś innym. Jednak ostatecznie zrezygnowany siadasz i… kończysz!

12. ULGA – GOTOWE!

Wino, szampan i tańce do białego rana poproszę raz! Praca gotowa, załadowana na system, czeka tylko na antyplagait i akceptację promotora, a więc „niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba!” (to jest ten moment, w którym cofam się w czasie i mówię nastoletniej sobie, że ta „Zemsta” jednak jej się do czegoś przyda). A teraz – świętujemy!

OD EUFORII DO ZAŁAMANIA EMOCJONALNEGO, CZYLI 12 ETAPÓW PISANIA LICENCJATU, PRZEZ KTÓRE PRZECHODZĄ STUDENCI – PODSUMOWANIE

„Już za parę dni, za dni parę, wezmę plecak swój i gitarę” – chciałoby się zaśpiewać, choć czasy szkolne mam już dawno za sobą. Jednak ten czerwiec zawsze kojarzy mi się z zakończeniem pewnego etapu. Bardzo cieszę się, że tym razem jest to ukończenie licencjatu, choć jak widzicie po powyższym tekście – łatwo nie było.  Ale przynajmniej (momentami) śmiesznie.

A jak u Was wyglądały te etapy?