Czym zaskoczyła mnie Częstochowa? Krótka wycieczka i prośba o pomoc

Chociaż źle to brzmi, nie spodziewałam się wiele po Częstochowie. Kojarzyła mi się głównie z miejscami kultu religijnego, kościołami itp.  Dlatego mimo że mieszkam całkiem blisko, to nigdy mnie tam nie ciągnęło. Tym razem też tak było – ot, musiałam odebrać paczkę (nie pytajcie!), więc zapakowaliśmy się z Lubym do auta i w drogę! Tymczasem, na miejscu okazało się, że Częstochowa to całkiem fajne miasto, w którym co prawda nie byłam zbyt długo, ale i tak zdążyło mnie zauroczyć, np. tym muralem.

Mural Częstochowa

CZĘSTOCHOWA – PIERWSZE ZASKOCZENIE

Po przyjeździe na spontanie, stwierdziliśmy,  że idziemy na rynek, bo takowy na pewno musi tutaj być. Idąc, zahaczyliśmy jeszcze o kościół, bo w sumie skoro już tam przyjechaliśmy, to wstyd nie być. I tutaj zaskoczyłam się po raz pierwszy, bo spodziewałam się ogromnego przepychu i przytłaczającego bogactwa. Tymczasem w środku zaskoczył mnie surowy wystrój i przyjemna, spokojna atmosfera.

CZĘSTOCHOWA NA ROWERZE

Drugim zaskoczeniem była główna ulica prowadząca na Jasną Górę, czy raczej rowery miejskie na niej zaparkowane. Jeszcze dosłownie parę minut wcześniej rozmawialiśmy, że fajnie byłoby się wybrać w przyszłym tygodniu do parku na rowery, kiedy nagle tuż obok nas przejechał rower miejski.  Pospieszyliśmy w kierunku rynku jeszcze szybciej i już po chwili sami śmigaliśmy na rowerach! Wybraliśmy kierunek „w stronę słońca”  i czując wiatr we włosach, chłonęliśmy częstochowską atmosferę. Niestety, tym sposobem do rynku nie dojechaliśmy, bo dużo bardziej pochłonął nas…

rowery miejskie w Częstochowie - wycieczka

PARK 3 MAJA

Chyba jestem jakąś fanką parków i zieleni, bo takie miejsca zawsze mnie odprężają. Zwłaszcza, gdy mogę rozłożyć się na ławeczce na uboczu i zjeść coś dobrego – tym razem padło na pyszne Rafaello niedaleko pomnika Moniuszki. Oczywiście skoro byliśmy już tak blisko Jasnej Góry (park jest tuż obok), to znów stwierdziliśmy, że wstyd nie być. Tak więc zajrzeliśmy do środka, ale przyznam, że przynajmniej dla mnie było tam zbyt dużo bogactwa i przepychu. Chyba pierwszą myślą jaką miałam po wejściu, było „nie dziwię się, że tak broniono Jasnej Góry, skoro tutaj tyle tego!”, a że osobiście wolimy inne klimaty, to szybko stamtąd zniknęliśmy. Choć oczywiście nie mogę zaprzeczyć, że robi wrażenie, więc pewnie dla wielu osób pierwszą reakcją jest „wow!”.

CAFE PRZY ALEI

Jako anonimowy słodyczoholik nie mogłam sobie też odpuścić deseru! Już na rowerze wpadła mi w oko jedna kawiarenka, więc nie musieliśmy długo szukać pyszności. Zdecydowaliśmy się razem na szejki monstery – ja wzięłam malinowy, a Luby czekoladowy. Były tak pyszne, że Częstochowa chyba jeszcze przez długi czas będzie się kojarzyć z tymi gigantami, nie mówiąc o tym, że wróciłam do domu z solidnym postanowieniem, że po sesji sama zrobię takie w domu.

malinowy Monster Shake w słoiku - cafe przy Alei

CZY ŻAŁUJĘ?

Tak! Bardzo żałuję, ale tego, że w Częstochowie spędziłam tak mało czasu! Zaledwie jej liznęłam, ale dzięki temu wiem, że na pewno wrócę w jakiś weekend lub inny wakacyjny dzień, by poznać ją jeszcze lepiej. Tak więc ładnie proszę osoby z tego miasta, powiedzcie mi proszę – co fajnego w Częstochowie?