Egzaminy zdalne – to pewnie łatwiejsze? No niekoniecznie

Zdalne egzaminy – te słowa jeszcze rok temu wydawały się dziwaczne i wręcz nieprawdopodobne. A teraz? Teraz ten zbitek słów już na dobre wszedł do codziennego użytku. Studenci piszą zdalne egzaminy, zaliczają kolokwia zdalnie, tak samo prezentacje. Podobnie uczniowie w szkołach piszą zdalne testy, sprawdziany, kartkówki. Można pomyśleć, że pod kątem edukacji będzie to okazja do stworzenia zupełnie nowej, lepszej rzeczywistości, ale … nie. I właśnie o tym chciałam dziś pogadać, (pewnie bijąc przy tym rekord nadużywania  „zdalnie”).

EGZAMINY ZDALNE – TO PEWNIE ŁATWIEJSZE?

Wydaje Ci się, że egzaminy zdalne są dużo łatwiejsze od tych stacjonarnych? Masz rację – wydaje Ci się! I okej, faktycznie jakaś ich część rzeczywiście może być prostsza do zaliczenia. Jednak absolutnie nie jest to reguła, jak się niektórym wydaje, bo „zdalnie, to mają dostęp do notatek, więc co to za egzamin”. Jak to? Ano tak, że nauczyciele i wykładowcy też swój rozum mają i stosują różnorodne formy zabezpieczenia na egzamin zdalny (co oczywiście absolutnie rozumiem).

ŚCIĄGANIE NA EGZAMINACH ZDALNYCH – ZAPOBIEGANIE

Słyszałam, że wiele osób prosi o włączenie kamerek czy też mikrofonów podczas egzaminów zdalnych. Inni włączają na Testportalu, Teamsach, Moodle czy innych portalach automatyczne mieszanie pytań, aby każdy uczeń miał je w innej kolejności. Doszły do mnie głosy, że niektórzy proszą też o pokazanie na kamerce pokoju, korzystanie z lusterka, czy też wszelki ruch gałek ocznych w kierunku innym niż kamerka interpretują jako próbę ściągania.

JAK SPRAWIĆ, ABY STUDENCI NIE ŚCIĄGALI – WERSJA AKADEMICKA

Natomiast chyba najprostszym rozwiązaniem dla prowadzących i nauczycieli okazało się… wprowadzenie limitu czasu na odpowiedź. Często zaledwie kilkunastosekundowego. I o ile w przypadku prostych pytań na parę wyrazów i równie krótkich odpowiedzi, jest to do zrobienia, o tyle dla dłuższych, rozbudowanych poleceń i długich opcji abcd – już nie. Serio, przeczytanie wielu linijek tekstu, a później równie wielu długich odpowiedzi to nie jest coś, co przeciętny student jest w stanie zrobić w kilka sekund.

EGZAMINY ZDALNE – I PRZESTAJESZ SIĘ UCZYĆ?

Efekt? W pierwszej wersji po prostu przestajesz się uczyć. Bo przecież skoro i tak już dobrze wiesz, że na egzaminie będziesz miał zaledwie kilka sekund na pytanie i jesteś w pełni świadomy, że i tak nie zdążysz nawet go przeczytać, to… po co się uczyć? W końcu nawet jak wiesz i umiesz wszystko na 100%, to i tak nie pozaznaczasz odpowiedzi w tak krótkim czasie.  Wniosek? Nie zdasz – czy umiesz czy nie. Ewentualnie zdasz na słabą ocenę wykonując zaledwie połowę zadań. Średnio motywujące, prawda?

I TAK NIE MASZ SZANS

Natomiast w drugiej wersji, zwanej aktem desperacji, decydujesz się kombinować. Dobrze wiesz, że nie ma szans, żeby się wyrobić w uczciwy sposób. I choć początkowo absolutnie nie zamierzałeś ściągać, to po wprowadzeniu takich ostrych środków, wiesz, że bez „pomocy naukowych” nie zdasz. Ot, nawet nie zdążysz przeczytać pytań, już nie mówiąc o ewentualnych problemach technicznych z internetem.

Zatem prowadzący osiągają tutaj efekt ODWROTNY od zamierzonego. No coś ewidentnie poszło nie tak.

JAK ZROBIĆ EGZAMIN ZDALNY, ŻEBY STUDENCI NIE ŚCIĄGALI?

A wystarczyłoby ułożyć egzamin zdalny w taki sposób, żeby dało się sprawdzić, co student czy uczeń naprawdę wyniósł z zajęć:

  • Postawić na niestandardowe pytania, zamiast typowych abcd.
  • Nie pytać o daty i nazwiska dla samego sprawdzenia ich wykucia, lecz prosić o powiązanie z ciągiem przyczynowo –skutkowym.
  • Zadbać o to, aby studenci, uczniowie musieli wykorzystać zdobytą wiedzę w praktyce.
  • Sprawić, aby wymyśleli sposób na rozwiązanie jakiegoś problemu
  • Poprosić o napisanie eseju na podany temat, np. z koniecznością odwołania się do kilku wątków z wykładu albo o opinię nt. danego wątku z zajęć.
  • Organizować egzaminy zdalne ustnie, gdzie znów trzeba się odwołać nie tylko do wiedzy, lecz też wykorzystać ją w praktyce.
  • Postawić na konieczność regularnego przygotowywania się do zajęć, wykazywania się aktywnością.
  • W myśl zasady, że najlepiej uczy się, gdy samemu coś tłumaczymy innym – poprosić o wyjaśnienie w rozmowie albo na filmiku danego zagadnienia, z czego co wynika, itd. Ot, tak, żeby student musiał wcielić się na chwilę w wykładowcę.

EGZAMINY ZDALNE – PODSUMOWANIE

I już ściąganie nie byłoby takie proste, prawda? To raz, a dwa, że i studenci, uczniowie, więcej by z tego wynieśli. Zatem da się? Da się. Oczywiście dużo zależy też od danego przedmiotu oraz czasu, który trzeba na takie egzaminy poświęcić. Jednak nie uwierzę, ze to zawsze Ci źli studenci tylko by ściągali, bo nie chce im się uczyć. A co z tymi prowadzącymi, nauczycielami, którzy od lat dają te same egzaminy, na podstawie niezmienianej od 10 lat prezentacji? To wszystko głębszy problem systemu.