zmianowy system nauki w szkole - jestem na nie

Zmianowy system nauki w szkole – jestem na nie

Od moich praktyk w szkole minęło już sporo czasu. Jednak wówczas po raz pierwszy zetknęłam się z pewną rzeczą, która do dziś nie daje mi spokoju. O czym mowa? O zmianowym systemie nauki w szkole.

CO TO JEST ZMIANOWY SYSTEM NAUKI?

Do pewnego czasu sama byłam nieświadoma, co to  w ogóle jest zmianowy system nauki. Wynikało to z tego, że cała moja edukacja odbywała się w szkołach, gdzie nie było potrzeby go stosować, więc wszystkie klasy rozpoczynały lekcje w godzinach porannych. Przez to moje dni w szkole przeważnie zaczynały się między 8 a 10, a kończyły najpóźniej o 16. I to było dla mnie naturalne, choć wiadomo, że czasem nie chciało się wstać na tę 8. Oczywiście coś tam słyszałam o szkołach, gdzie jest więcej dzieci, niż sal lekcyjnych, więc wszyscy się muszą dzielić i klasa raz przychodzi na rano, a raz na popołudnie, jednak było to dla mnie bardzo odległe. Do czasu aż sama poszłam na praktyki do podstawówki i na własnej skórze przekonałam się co to jest zmianowy system nauki.

ZMIANOWY SYSTEM NAUKI – NIE, DZIĘKUJĘ

I wiecie co? Jestem na nie. Bardzo, bardzo mocno na nie, zwłaszcza w przypadku najmłodszych dzieci. Dlaczego tak sądzę? Już tłumaczę! Oczywiście mogę się tutaj wypowiadać jedynie z punktu widzenia praktykantki w klasach 1-3, jednak nawet ten krótki okres w szkole wystarczył mi, żeby przekonać się, że zmianowy system nauki to zdecydowanie nie jest coś fajnego.

ZMIANOWY SYSTEM NAUKI – DLACZEGO JESTEM NA NIE?

1. LEPIEJ SIĘ UCZY, KIEDY JESTEŚ WYPOCZĘTY

Po pierwsze, gdy uczniowie zaczynają o 8 to są jeszcze wyspani, wypoczęci i chętni do działania. Poza tym wiedzą, że gdy wrócą do domu, będą mieli jeszcze dużo czasu na zabawę. Natomiast gdy zaczynają na zmianę popołudniową to niestety już tak pięknie nie jest. Oczywiście założenie jest okej, bo jak mają na później, to przynajmniej się wyśpią, prawda? No niekoniecznie, bo najmłodsi uczniowie raczej nie zostają sami w domu, gdy rodzice wychodzą do pracy. Tak więc zdarza się, że niezależnie od tego, o której godzinie dziecko zaczyna lekcje, to i tak jest w szkole o 8, tylko że w świetlicy. Rano się bawi, a potem uczy. Problem w tym, że w południe dzieci już często są zmęczone, więc raz, że nie uczą się już tak łatwo, a dwa, że i chęci do nauki jest mniej. I nic dziwnego – komu by się chciało jeszcze do 16:30 siedzieć nad matematyką, gdy jesteś na nogach od siódmej? Dlatego właśnie na te późne godziny zostawia się takie przedmioty jak w-f, religia itp., przy których już przynajmniej nie trzeba tyle myśleć, ale moim zdaniem to i tak jest tylko pośrednie rozwiązanie problemu. 

2. GDZIE CZAS NA PRACĘ DOMOWĄ?

Oprócz szkoły, dzieci często muszą jeszcze odrobić pracę domową. Tylko gdzie znaleźć na to czas i co ważniejsze – chęci? Wiadomo, że jednak trzeba przy tym trochę pomyśleć, a przecież po całym dniu poza domem nikomu się już nie chce. Nawet dorosłym się nie chce. Ja po siedzeniu na uczelni od rana do tej 17/18 też już potem padam i jestem nie do życia. To co ma powiedzieć siedmiolatek? Zwłaszcza, że hałas w szkole często przekracza normy i potrafi porządnie zmęczyć.

3. GDZIE CZAS NA ROZWIJANIE WŁASNYCH ZAINTERESOWAŃ?

Podobno nie samą szkołą żyje uczeń. Dlatego też ważny jest czas na zabawę oraz zajęcia pozalekcyjne. Oczywiście nie każde dziecko musi chodzić na dodatkowy angielski, taniec, karate itp. Jednakże jeżeli dzieci chcą, a rodziców stać na opłacenie tego, to byłoby fajnie dać im szansę na rozwój swoich zainteresowań i chodzenie na ten dodatkowy taniec / angielski / robotykę / czego dusza zapragnie. Problem w tym, że te zajęcia są przeważnie w godzinach popołudniowych, gdy dziecko siedzi jeszcze w szkole lub pada na twarz, bo chwilę temu dopiero z niej wyszło.

4. GDZIE CZAS NA ZNAJOMYCH SPOZA SZKOŁY?

Nie wszystkich kolegów dzieci muszą mieć w szkole, do której uczęszczają. Często pod blokami są place zabaw, gdzie spotyka się okoliczna dzieciarnia w różnym wieku. Poza tym sąsiedzi z bloku też mogą być fajnymi kolegami – wiecie jaki to komfort móc się odwiedzić w kapciach? Jednak na to wszystko też musi być czas. Tak więc gdy jedni zaczynają na rano, a drudzy w południe, to łatwiej się rozminąć. Zresztą im starsze jest dziecko, tym więcej czasu chce spędzać z kolegami i fajnie byłoby móc to robić nie tylko w weekendy.

ZMIANOWY SYSTEM NAUKI – PODSUMOWANIE

Oczywiście rozumiem, że szkoły często są zmuszone do tego, aby wprowadzić zmianowy system nauki. W końcu raczej magicznie nie rozmnożą dostępnych klas, jakieś dobudówki byłoby zbyt drogie, a uczyć trzeba. Jednak jako, że sama się przekonałam, jak dzieci pracują w tych ostatnich godzinach (15:40-16:25) i obserwowałam to z boku, jest mi po prostu smutno. Smutno, że uczniowie nie mają jak najlepszych warunków do rozwoju, zwłaszcza, że w tych najmłodszych klasach dopiero kształtują w sobie stosunek do nauki oraz szkoły. I trochę szkoda zniechęcać je już na początku.


Zdjęcie tytułowe: https://stocksnap.io/photo/RB7IEMA2PS