Dziś bądź jak Pollyanna

Teraz, gdy skończyły się już wakacje wiele uczniów narzeka, że już muszą wracać do szkoły, że im się nie chce znowu siedzieć na tej nudnej matematyce i wstawać o świcie żeby zdążyć na autobus. Tak samo jest ze studentami – co prawda miesiąc później (w wersji bez praktyk), ale i tak założę się, że gdy nadejdzie ten 1 października, to usłyszę mnóstwo narzekań. Bardzo możliwe, że parę wyjdzie też z moich ust. Jednak na pewno nie zamierzam 24/7 nawijać o tym jak mi źle, że studia są bez sensu, nie chce mi się dojeżdżać na uczelnię tym autobusem, ani uczyć tylu nieprzydatnych rzeczy.

Zakładam, że podobnie jest z osobami, które „normalnie” pracują i właśnie wróciły z urlopu. Też tęsknią za pięknym krajobrazami (patrz: Włochy – najpiękniejsze krajobrazy), pluskaniem się w morzu cały dzień, spacerowaniem po górach w samotności, czy też po prostu beztroskim leniuchowaniu w domu i nadrabianiem zaległych książek i filmów.

KONIEC WAKACJI I BŁOGIEGO LENIUCHOWANIA

Jednak ja myślę, że mimo wszystko to dobrze, że wakacje nie trwają cały czas. Przecież to byłoby strasznie nudne! Wtedy nawet nie docenilibyśmy tych kilkunastu / kilkudziesiąt dni, kiedy możemy sobie beztrosko leniuchować i odpocząć od szefa, zleceń klientów, nielubianego profesora, miliardem prac na zaliczenie lub sprawdzianów w szkole (niepotrzebne skreślić).

Z INNEJ BECZKI, CZYLI PARĘ SŁÓW O KSIĄŻCE „POLLYANNA”

Czytaliście kiedyś może książkę „Pollyanna”? Jeśli jeszcze nie kojarzycie tytułu, to podpowiem, że to książka o małej dziewczynce, która po śmierci ojca musi zamieszkać w domu strasznie ponurej ciotki. Jednak udaje jej się nie ulec jej zgorzknieniu, a nawet więcej: zaraża mnóstwo osób swoją „zabawą w cieszenie się”. To co, już coś świta? Tak? To świetnie! Nie? No cóż – warto wypożyczyć z biblioteki i przeczytać w wolnym czasie, bo wiele tracisz.

Do czego piję, łącząc dwie rzeczy, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego? Już tłumaczę:

To wszystko co przeczytaliście powyżej, to tzn „Efekt Pollyanny”. Jak mówi Wikipedia jest to:

„Efekt Pollyanny to tendencja do myślenia o rzeczach przyjemnych i poszukiwania pozytywnych aspektów/cech w każdej sytuacji/osobie przy jednoczesnym ignorowaniu aspektów przykrych lub nieprzyjemnych.”

Tak więc, zgodnie z tą zasadą, zignorowałam wszystkie zalety wakacji / urlopu i znalazłam jakąś dobrą stronę ich końca.

I co? Rozjaśniłam Wam trochę? Widzicie już nić porozumienia między tymi rzeczami?

CHOĆ RAZ BĄDŹ JAK POLLYANNA!

Mam dla Ciebie zadanie – przez tydzień, każdego dnia wieczorem, usiądź sobie wygodnie na łóżku, a potem zadaj sobie pytanie „Dlaczego to był fajny dzień?”.  Zapisz odpowiedź gdzieś na kartce, a następnie spróbuj pójść w inną stronę: „Co mnie dzisiaj zasmuciło lub zdenerwowało. A potem spróbuj zabawić się w Pollyannę i znajdź w każdej z tych rzeczy jakąś dobrą stronę. Jakiś plus, jakieś „ale” na pewno się znajdzie.

To co? Przyłączysz się? Spróbuj wykonać to zadanie przynajmniej jednego dnia, choć raz bądź jak  Pollyanna. Bo ile można non-stop narzekać?

  • Bohaterka ta była wyjątkowo przesłodzona 🙂 ale potrafiła czegoś nauczyć. Każdy powinien czasem być Pollyanną 🙂

    • Ja tam ją całkiem lubiłam. Może to przez to, że książkę czytałam już dość dawno temu, jednak jej „zabawa” bardzo zapadła mi w pamięć i inspiruje mnie do dziś. Zdecydowanie warto się czasem w nia pobawić 🙂

  • Przyznam, że akurat tej książki nigdy nie miałam w rękach, ale sądząc po opisie, to jestem wręcz przeciwieństwem głównej bohaterki – we wszystkim znajdę wadę 😀 Muszę popracować nad szukaniem pozytywnych aspektów w życiu…

    • To jakbyście się spotkały w rzeczywistości, to pewnie byście się idealnie uzupełniały! Zdecydowanie polecam to rozwiązanie. Jasne, że często zdarza mi się marudzić, ale staram się z tym walczyć 🙂

  • Ja uwielbiałam tę ksiażkę. Wcale nie uważałam, by była przesłodzona. Już w dzieciństwie niesamowicie podobała mi się postawa Pollyanny i próbowałam ją przejąć :))
    http://karina.stankowicz.pl