Ania, nie Anna – 4 refleksje po obejrzeniu trzeciego sezonu Anne with an E

Nowy sezon Anne with an E? Rany, jak ja na to czekałam! Nie mogłam już doczekać się poznania kolejnych przygód tej rudowłosej, żywiołowej osóbki, zwłaszcza, że pierwsze dwa sezony pochłonęłam w mgnieniu oka. I mimo, że początkowo obawiałam się, że „Ania, nie Anna” nie będzie tak dobra jak książka „Ania z Zielonego Wzgórza”, a nie wszyscy aktorzy też pasowali do moich wyobrażeń, to jednak pierwszy sezon szybko mnie do siebie przekonał. Dlatego też, gdy 3 stycznia na Netflixie pojawił się 3 sezon Anne with an e, wiedziałam, że to będzie weekend z Anią. Tak też się stało – w 3 dni pochłonęłam całość i chętnie podzielę się kilkoma refleksjami.

ANIA, NIE ANNA (ANNE WITH AN E) – KILKA REFLEKSJI PO OBEJRZENIU TRZECIEGO SEZONU

1.WSZYSTKO PIĘKNIE W NOWYM „ANIA, NIE ANNA”?

Po obejrzeniu całości mam mieszane uczucia. Z jednej strony wszystko wyszło pięknie: kadry, aktorzy, muzyka, fabuła. Nowe wątki również oceniam pozytywnie, mimo, że nie mają zbyt wiele wspólnego z oryginalną wersją Ani. Właściwie rzecz biorąc, kanon poszedł pod most, bo wprowadzono tam tak wiele zmian. Jednak dzięki temu wszystko nabrało kolorów, momentami mrocznych, kiedy indziej uroczych, ale w mojej ocenie na plus.

2. ANNE WITH AN E, CZYLI PATOS, PATOS, WSZĘDZIE PATOS

Wiem, że taki już jest klimat tego serialu, ale w poprzednich sezonach albo nie rzuciło mi się to tak bardzo w oczy, albo było tam więcej akcji i chwil trzymających w napięciu. Natomiast w trzecim sezonie Anne with an E te przydługie momenty, pełne wzniosłości i patosu już bardziej nudziły, niż budowały klimat. Oczywiście nie wykluczam, że po prostu nie jestem już w bezpośredniej grupie docelowej, bo pewnie jeszcze w liceum byłabym zachwycona atmosferą panującą w Anne with an E. A skoro o liceum mowa…

3. ANIA, NIE ANNA JAKO CAŁKIEM NIEZŁY WZORZEC DLA NASTOLATEK

Ania jest uparta i do końca walczy o swoje. Nie boi się przedstawić  swojego zdania na forum, a jej kreatywność… w głowie się nie mieści! Jednocześnie widać, że jest jeszcze nieco zagubioną nastolatką, poszukującą swojego miejsca w świecie. Z jednej strony ma już wyrobione poglądy i można odnieść wrażenie, że wiesz wszystko najlepiej, a drugiej – często potrzebuje wsparcia, popełnia głupie błędy i jeszcze sporo musi się nauczyć. Jednak z pomocą bliskich, możemy obserwować, jak Ania przeobraża się w cudowną, młodą kobietę.

Poza tym w Anne with an E przemycono też sporo takiej życiowej mądrości (np. o szczęściu czy samotności).

4. BRAK ZAKOŃCZENIA NIEKTÓRYCH WĄTKÓW

Niestety, rozczarował mnie brak zakończenia niektórych wątków. Bo wszystko fajnie, że powprowadzali nowe wątki, że poruszono tematy feministyczne, jak i kwestię Indian oraz rasizmu, ale jednak wypadało je podomykać. Zwłaszcza, że to już ostatni sezon Anne with an E na Netflixie, więc teraz możemy się już tylko domyślać, co działo się dalej. Ewidentnie tutaj widać, że twórcy serialu „Ania nie Anna” zakładali, że powstanie więcej sezonów. Natomiast gdy okazało się, że jednak nie, to w naprędce wszystko kończyli. Dlatego też uważam, że finał zdecydowanie dało się zrobić lepiej.

3 SEZON „ANIA, NIE ANNA” (ANNE WITH AN E) – PODSUMOWANIE RECENZJI

Anne with an E to serial piękny i delikatny, o ile można tak w ogóle powiedzieć o produkcji filmowej. Idealnie trafia w moją estetykę swoimi kadrami, muzyką, doborem aktorskim.  Poza tym po raz kolejny zapragnęłam odwiedzić kiedyś Wyspę Księcia Edwarda. Jednak jak widać po powyższej słodko-gorzkiej recenzji, nie jestem z niego najbardziej zadowolona na świecie. Mimo to, nie uważam, że ten czas spędzony z trzecim sezonem „Ania, nie Anna” za zmarnowany, bo to ciepła, przyjazna opowieść, która potrafi nieźle pokrzepić, zwłaszcza tuż przed sesją. Było warto!